... czyli o tym, jak to jest byc we wlasciwym miejscu we wlasciwym czasie ;-)
Po przejechaniu 3000 km po Kanadzie i USA, dzis rano dotarlismy do Waszyngtonu i w pierwszej kolejnosci udalismy sie do polskiej ambasady zaglosowac w wyborach prezydeckich (w Ameryce, z racji przesuniecia czasu, maja one miejsce juz dzis, w sobote). I ja i moi wspolpodroznicy zawczasu zaopatrzylismy sie w stosowne zaswiadczenia (ja musialam sie zarejestrowac i wyrejestrowac w Brukseli) i moglimy sie zglosic do dowolnego lokalu wyborczego na calym swiecie. Waszyngton calkiem niezle sie wpasowal w nasz grafik i pare minut po 9tej bylismy na 16th Avenue. I na wejsciu zlapal nas dziennikarz z mikrofonem i pytaniem:
- A skad panstwo tutaj dzis dojechali?
- Hmmm, nooo, tak wlasciwie to... z Europy ;-))) Z Belgii, Niemiec i Polski.
Dziennikarz zwatpil. Potem jeszcze pogadalismy o tym, ze podrozujemy, ze to nie moje pierwsze glosowanie poza Polska, ze to nasz obywatelski obowiazek itp. Krzyzyki postawione, teraz czekamy na wyniki i kontynuujemy nasza japonska wycieczke Ameryka Polnocna w 3 tygodnie. Poki co wrazenia mamy bardzo pozytywne.
Zreszta przy wchodzeniu do Kapitolu, straznicy spojrzeli na nas i tez spytali: 'Wy to chyba z Europy jestescie?'. No nie da sie ukryc.
I jedna ciekawostka - amerykanskie piwa: Kölsch/Belgian Style. Ameryka nie Ameryka, od Belgii i Niemiec uciec sie nie da.
niedziela, 20 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



1 komentarz:
My bedziemy glosowali w Las Vegas- druga tura ;)
Galka A
Prześlij komentarz