I wrocilam! Po najdluzszych prawdziwych wakacjach (bez zadnych zwolnien lekarskich) jakie dotychczas mialam. Koncepcja podrozy do Kanady urodzila sie jakies pol roku temu, szybko zwerbowalam do towarzystwa moich krewnych i… pomysl umarl. Az do drugiej polowy marca, kiedy kuzyn wreszcie podjal decyzje do nas dolaczyc i przyslal kluczowa wiadomosc:
uwaga uwaga...
nadeszla wielkopomna chwila...
.
.
.
. (buduje napiecie)
.
.
.
planowanie podrozy do kanady czas zaczac !
jedziem!
Dodatkowo dorzucilismy do listy miejsc do zobaczenia kilka miast USA i wkrotce mielismy kupione bilety na samoloty (kazdy z nas mieszka w innym kraju i wylatywalismy z Warszawy, Frakfurtu i ja z Paryza – przy okazji: Air France ma bardzo konkurencyjne oferty na podroze laczone TGV z Brukseli i samolot z Paryza – odprawa ma miejsce juz na Dworcu Midi i na lotnisku tylko sie nadaje bagaz). Do Toronto w trojke dolatywalismy mniej wiecej w tym samym czasie, tam czekal na nas samochod i mielismy 24 dni na zwiedzanie! Dla mnie bylo to dodatkowe wyzwanie, bo to moja pierwsza wycieczka bez planu i wczesniej zarezerwowanych noclegow, a ja co prawda jestem elastyczna, ale spontanu musialam sie dopiero nauczyc. Poszlo zaskakujaco gladko ;-)
Niestety nie obylo sie bez problemow. Dwie noce przed wyjazdem zlapalo mnie cos w rodzaju grypy brzusznej. Rano zrobiono mi na badania, wieczorem dowiedzialam sie od lekarza, ze mam stan zapalny (prawdopodobnie przeziebienie dalo powiklania) i dostalam antybiotyk. Szybko polknelam pierwsza tabletke i pare godzin pozniej zaczelam niemal tracic przytomnosc z bolu i wpadac w panike. O polnocy dotarlam na pogotowie i 6 godzin przed rozpoczeciem podrozy lezalam wciaz na ostrym dyzurze z kroplowka i totalna rozterka, co robic (generalnie mialam wrazenie powtorki z listopada, kiedy na 12 dni wyladowalam w szpitalu). Ostatecznie zadecydowalo przeswiadczenie, ze skoro zrezygnuje z mojej pierwszej podrozy za ocean, wtedy jesli kiedys bede planowac kolejna, to umre ze stresu, zeby sie nie pochorowac. Przeszlam jeszcze dluga rozmowe z nefrologiem i wspolnie ustalilismy, ze moge leciec, ale mam sie przygotowac na ciezka przeprawe, rozne ewentualnosci i zabrac ze soba tone lekow.
No i cale szczescie, ze sie zdecydowalam!!!
Po paru dniach glodowki wszelkie dolegliwosci minely (wyleczylam sie chyba sila woli), podroz minela sprawnie (kolo mnie nikt nie siedzial i moglam niemal lezec w samolocie), a na miejscu mialam tyle wrazen, ze zapomnialam wogole, ze cos mi dolega. Zreszta u mnie zwykle adrenalina robi swoje i poziom mobilizacji do wyzwan mam ponadprzecietny. Nawet teraz sie smieje, ze 6-godzinna zmiana czasu przechodzi u mnie niezauwazalnie i dostosowuje sie perfekcyjnie (w obie strony, bo dzis teoretycznie obudzilam sie o 1.15 w nocy czasu amerykanskiego, ale i tak rzeska i swieza dotarlam do pracy).
A wyjazd byl genialny!!!
Zmienilam calkiem zdanie o Amerykanach, zaczely mi sie podobac wiezowce (choc wczesniej zawsze unikalam miast i preferowalam nature), weszlam do szklanego klocka wystajacego z Sears Tower na 103 pietrze na wysokosci 412 metrow i na mostek nad najwyzszym wodospadem w Quebecu, odkrylam wiele wspolnych cech z Wieczorynkami zyjacymi na drugim koncu swiata, szukalam losiow, tropilam wieloryby i glaskalam rekiny, plywalam statkiem pod Niagara, zaopatrzylam sie w kiel niedzwiedzia i indianski lapacz snow, moczylam nogi w Jeziorze Ontario i Erie, bylam na Festiwalu Jazzowym w Montrealu i inaugauracji sezonu letnich koncertow w Millenium Parku w Chicago, pilam wino lodowe i robilam mnostwo innych fascynujacych rzeczy. Ale o tym bedzie nastepny wpis, jak tylko uporzadkuje wszystkie wrazenia. Bo moje 3200 zdjec juz obejrzalam ;-)
wtorek, 6 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz