wtorek, 13 lipca 2010

Postscriptum

Dzis choruje i mam dzien wolnego na doprowadzenie sie do porzadku. W zeszlym tygodniu, zaraz po powrocie z wakacji, kipialam energia, wrocilam na srodowe polskie lunche, na czwartkowa gimnastyke i wieczory kinowe, na piatkowa probe choru, za ktorym sie bardzo stesknilam, w weekend wyczyscilam rower i zrobilam sobie pierwsza wycieczke w tym sezonie (przy 30 stopniach w cieniu) i jak tylko uporzakowalam wszystkie papiery, ulotki, broszurki i zdjecia po urlopie, wcisnelam 'publikuj' na ostatnim blogowym poscie, emocje opadly, a ja sie... przeziebilam. Chorowanie w srodku lata przy pieknej pogodzie (choc z przelotnym deszczem, ktory w sobote nie pozostawil na mnie suchej nitki), to jakies nieporozumienie.

Po raz dziesiaty obejrzalam zdjecia i tu jeszcze drobne uzupelnienie, czyli kilka zaskoczen (glownie z Kanady):

Prosze chodzic po trawie. Wyspa kolo Toronto

Znaki w Ontario

Wiewiorka w Toronto

Quebec a Ferrari



Typowa Quebec'ka numeracja mieszkan. 35 i pol. Jak w Harrym Potterze ;-)



Stop



KFC w Quebecu



? czyli informacja turystyczna



65 lat przyjazni i wspolpracy Kanady i Holandii



Pod parlamentem w Ottawie



Chipmunk. Chip czy Dale?



Taki dyskretny znaczek...


Brak komentarzy: