Dzis choruje i mam dzien wolnego na doprowadzenie sie do porzadku. W zeszlym tygodniu, zaraz po powrocie z wakacji, kipialam energia, wrocilam na srodowe polskie lunche, na czwartkowa gimnastyke i wieczory kinowe, na piatkowa probe choru, za ktorym sie bardzo stesknilam, w weekend wyczyscilam rower i zrobilam sobie pierwsza wycieczke w tym sezonie (przy 30 stopniach w cieniu) i jak tylko uporzakowalam wszystkie papiery, ulotki, broszurki i zdjecia po urlopie, wcisnelam 'publikuj' na ostatnim blogowym poscie, emocje opadly, a ja sie... przeziebilam. Chorowanie w srodku lata przy pieknej pogodzie (choc z przelotnym deszczem, ktory w sobote nie pozostawil na mnie suchej nitki), to jakies nieporozumienie.
Po raz dziesiaty obejrzalam zdjecia i tu jeszcze drobne uzupelnienie, czyli kilka zaskoczen (glownie z Kanady):
Prosze chodzic po trawie. Wyspa kolo Toronto
Znaki w Ontario
Wiewiorka w Toronto
Quebec a Ferrari
Typowa Quebec'ka numeracja mieszkan. 35 i pol. Jak w Harrym Potterze ;-)
Stop
KFC w Quebecu
? czyli informacja turystyczna
65 lat przyjazni i wspolpracy Kanady i Holandii
Pod parlamentem w Ottawie
Chipmunk. Chip czy Dale?
Taki dyskretny znaczek...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz