środa, 29 października 2008

Kreatywnym byc

Mialam troche przerwy w blogowaniu, bo caly tydzien spedzilam w Polsce krazac na trasie Warszawa - Justynow – Warszawa – Drohiczyn – Warszawa – Justynow – Warszawa – Bruksela. Zaliczylam kilkakrotnie podroz koleja na zmodernizowanym odcinku miedzy Skieniewicami a Lodza, pojezdzilam troche po stolicy zachwycajac sie przestrzenia zachowana miedzy budynkami w porownaniu z BXLa, udalo mi sie zobaczyc musical w Teatrze Roma (rewelacja!!!).

Jedynym negatywnym aspektem urlopu byla niespodzianka mojej rodzinki, ktora w tajemnicy zlikwidowala moj pokoj, skutkiem czego w moim bagazu w stronie powrotna znalazla sie glownie czesc rzeczy, ktore po mnie jeszcze zostaly. Ale i tak okazalo sie, ze kolezanka mnie przebila z przywozonym z Polski bagazem, bo jej Mama przygotowala cala serie sloikow z przetworami i kiedy zostaly zaladowane do walizki okazalo sie, ze nie ma czym ich zabezpieczyc przed stluczeniem i jedynym pomyslem bylo owiniecie ich w… papier toaletowy. Jak sie o tym dowiedzialam, to sobie ja od razu wyobrazilam, jak teraz siedzi w domu i papier zawija w rolki, ale ponoc miejsca bylo na tyle duzo, ze nie trzeba bylo nawet ich rozwijac. Tym sposobem ma zapas papieru na kolejny rok, a walizka po otwarciu przypominala walizki przemytnikow, tylko zamiast zwitkow pieniedzy byl papier o nieco nizszej wartosci ;-)

Juz kiedys pisalam, co jak co, ale pomyslowosci to nam nie brakuje. Choc i tak na przedstawieniu ‘Upior w operze’ w Romie zaniemowilysmy z zachwytu nad niektorymi rozwiazaniami technicznymi i iloscia drobnych niespodzianek dla widza. Nie bede zdradzac wszystkich tajemnic, ale nie umiem sobie wyobrazic, gdzie udalo sie upchnac za kulisami wszystkie dekoracje, ktore poza imponujacym wygladem byly gigantycznych rozmiarow (wielkie schody operowe, zlocony gabinet dyrektorski, jezioro i kryjowka Upiora to tylko kilka przykladow). Krysztalowy zyrandol spadl prawie na nas, Upior pojawial sie w kilku miejscach rownoczesnie (to akurat moge sobie wytlumaczyc, ze aktorzy sie wymieniali), dyrygent z dlugimi blond wlosami, ktory byl przedstawieniem sam w sobie, do zludzenia przypominal nam jedna znajoma i kiedy wyszedl na scene na koniec zbierac brawa, nagle na czele orkiestry wylonila sie podobna blond glowa i zaczela dyrygowac. Do tego zupelnie zdebialysmy jak na koniec Upior przykryl sie plaszczem i zniknal i zostala po nim tylko maska… Natomiast pomijajac wszystkie gadzety i triki, wykonanie bylo mistrzowskie i choc rozumiem, ze mozna miec wybity glos, piekny wyglad czy byc wspanialym tancerzem/tancerka, to posiadane tych wszystkich zalet rownoczesnie (co ma miejsce w przypadku odtworczyni roli Christine) jest juz lekka przesada. Musical polecam kazdemu i jak tylko bede miala jeszcze okazje nocowac w Warszawie, to w pierwszej kolejnosci sprawdze repertuar teatrow.

Tu link do nagrania w wykonaniu glownych bohaterow z obsady, ktora widzialam na zywo:
http://www.youtube.com/watch?v=8ZUJZzRNKZg

I moja ulubiona scena:
http://www.youtube.com/watch?v=jgwumWcRulc&feature=related

W tak podnoslych uroczystych nastrojach nastepnego dnia jechalismy na wesele kolezanki – Epski do Drohiczyna, ale to juz jest zupelnie inna historia…

Epski na weselu


wtorek, 21 października 2008

Spam weselny

Z grupa Epsek szykuje sie na wesele w Polsce. I tak przegladajac rozne propozycje zabaw weselnych natknelysmy sie na 'Telegram do Pana Mlodego'. My kopiowac nic nie bedziemy, poza tym jestesmy znajomymi ze strony Panny Mlodej, ale tekst bardzo mi sie podobal, wiec go wklejam ;-)

Nie każdy wie, że Pan Młody przed ślubem należał do Klubu Starych Kawalerów. Cały klub przebywa teraz we Włoszech i przesyła telegram z życzeniami:

Dzień dobry drogi Kamilu - Bongiorno Kamillo frajeri

bardzo nas cieszy - Kontato schizofrenio

że się ożeniłeś - Liberta kaput

w tym uroczystym dla Ciebie dniu - Akademio kabaretto

życzymy Ci wiele radości i szczęścia - La dyscyplina dyktatore

pojąłeś piękną żonę - Paloma maszkarone

po weselu rozpoczniesz normalne życie - Katorga, galera, patoga

wasz związek będzie pełen miłości - Finito amore...

potem może przyjdą dzieci - Cinquecento bambini

zostaniesz ojcem - Padre Virgilius

będziesz się cieszyć tą perspektywą - Silencio mortale

dbaj o teściową - Arszenikos cyjankarei

o teścia - Piwencjo kuflozo

a zostaniesz doceniony - Vizitato prokuratore

życzymy Ci - Gratulacjone

miłej współpracy - Non kolaboracjone

dużo pieniędzy - Forsa finito

ładnego mieszkania - Apartamento sutereno

dobrego samochodu - Karocze sireno

udanych wakacji co roku - Prego ciao Italia Bongiorno ogródek, sekator, działka

Tego wszystkiego życzą Ci koledzy ze słonecznej Italii - Cavalieros Sicilianos Italianos

podpisano koledzy z Klubu Starych Kawalerów - Kumplos smutatos
P.S. Pozdrowienia dla gości weselnych - Bongiorno stonka inwazione

niedziela, 19 października 2008

Drakula

Wczoraj po raz pierwszy wybralam sie ze znajomymi do brukselskiego teatru Toone. Polozony w samym centrum Brukseli, pomiedzy Impasse Schuddeveld i Impasse Sainte-Pétronille, niedaleko Grand Place'u, jest niezwyklym miejscem. Na parterze znajduje sie knajpka, ozdobiona plakatami i lalkami, ktora byla by bardzo przyjemna, gdyby nie kleby dymu papierosowego. Na strychu jest kameralny teatr marionetek, z drewnianymi lawami dla widzow i kolorowym wystrojem. I mimo tego, ze graja tam lalki, na przedstawienia przychodza glownie dorosli (wczorajsze przedstawienie zaczelo sie o 20.30 i trwalo dwie godziny).

My wybralismy sie na 'Drakule'. Sztuke wystawiali po francusku, ale fabule mniej wiecej znamy, wiec zalozylismy, ze damy rade zrozumiec o co chodzi. No i faktycznie, cala historia byla opowiadana glosno i wyraznie, do tego co jakis czas wrzucano slowka po niderlandzku lub 'brukselsku' (ja jeszcze nie zawsze umiem rozroznic). No i takiej wersji 'Drakuli' jeszcze nie slyszalam ;-)

Narrator opowiesci wyrusza w podroz do Transylwanii z walizeczka z logo 'Club Medu' w celu sfinalizowania transakcji zakupu nieruchomosci w Brukseli przy De Brouckère. Nabywca -Drakula szybko staje sie wielbicielem Krieka (belgijskiego piwa wisniowego), ktory mu sie kojarzy z krwia i chce sie nauczyc zargonu Brusseleer. Tymczasem Mina, ukochana narratora, przebywa z przyjaciolka Lucy w belgijskim kurorcie Knokke nad Morzem Polnocnym. Kiedy Lucy staje sie ofiara Drakuli, akcja przenosi sie na cmentarz w Ixelles. Tam zadza krwi wampirzycy jest zaspokojona belgijska kielbaska, odpowiednikiem naszej kaszanki. Na koniec, kiedy jeden z czlonkow nagonki na Drakule zostaje ranny, pozostali chca zadzwonic po Europe Assistance, a on sie broni, ze nie ma mutuelle, czyli tutejszego ubezpieczenia.

Wracajac do teatru, zostal on stworzony w 1830 roku przez Antoine Genty (Toone to skrot od imienia Antoni w brukselskim dialekcie). Obecnie szefem jest Toone VIII, Nicolas Géal, intronizowany oficjalnie w 2003 roku - pelni funcje kasjera, biletera, konferansjera, barmana sprzedajacego w przerwie Krieka itp. Oprocz niego w przedstawieniu wziela udzial piatka aktorow poslugujaca sie lalkami, ktorzy tworza mloda i zgrana ekpie milosnikow marionetek. W programie juz wkrotce bedzie 'Faust' i 'Czterech muszkieterow'.


Na koniec wklejam jeszcze zdjecie zamku z La Hulpe (absolutnie nie kojarzacego sie z Drakula), gdzie udalo mi sie wczoraj dojsc z Groenendaal - tym razem wcale sie nie pogubilismy!



Rok temu 'Drakule' widzialam rowniez wystawianego na swiezym powietrzu w ruinach opactwa w Villers-la-Ville. Przedstawienie to zrobilo wtedy na nas ogromne wrazenie (zwlaszcza jak zapadl mrok i wszedzie byly tylko wampiry i czarownice). Ale 'Drakula' w Toone tez jest jak najbardziej godny polecenia!

sobota, 18 października 2008

O tym...

jak znowu mam wiecej szczescia niz rozumu ;-)

W moim mieszkaniu, ktore wynajmuje od 9 miesiecy, w kuchni stoi przedziwne ustrojstwo. Na gorze ma 4 plyty grzewcze, ponizej piekarnik, o ktorym caly czas bylam przekonana, ze nie dziala, a na samym dole - mala zmywarke. Od lutego meczylam wlasciciela, ze piekarnik jest mi absolutnie niezbedny i zeby cos z tym fantem zrobil. Sama potajemnie kupilam w Polsce prodiz, ktory mi przewiezli znajomi i stalam sie dzieki temu ekspertka od okraglych ciast. Niedawno wlasciciel mojego mieszkania dal mi stara mikrofalowke, jako pocieszenie dla braku piekarnika, wiec generalnie przestalam natarczywie zglaszac zazalenia.

Dzis sie wybieralam na wycieczke do Forêt de Soignes. W ramach przygotowania do kilkugodzinnego marszu postanowilam zrobic sobie porzadne sniadanko z jajkami na twardo. Jak sie tam powoli gotowaly, a ja po zaparzeniu kawy i zrobieniu kanapek zaczelam sie troszke nudzic, od niechcenia zajelam sie sprawdzaniem roznych pokretel w kuchni. I udalo mi sie wlaczyc piekarnik!!! Szybko doszlam do wniosku, ze widocznie jest on sprzezony z jakims innym sprzetem i probowalam laczne wlaczenie piekarnika z plytka (nie dzialalo), wyciagiem (nie dzialalo) i... licznikiem czasu, jaki mam na mojej kuchenko-piekarniko-zmywarce. Eureka!!! I nawet jak sie mocniej zastanowic, to mam wspanialy sprzet, bo musze nastawic czasomierz, zeby cos upiec i jak sie zapomne, to on mi sie sam wylaczy!!!

Z radosci zmienilam plany obiadowe i pobieglam do sklepu po pizze. Piekarnik dziala doskonale. Pizza ze szpinakiem Dr Oetkera wyszla palce lizac!!!

wtorek, 14 października 2008

Polskie koledy po europejsku

W mojej dyrekcji powstal chorek, ktory w porze lunchu we wtorki przygotowuje kilka koled w roznych jezykach na blizej nieokreslona okazje w grudniu. I bardzo sie zapalili, zeby zaspiewac rowniez cos po polsku. To mnie dosc mocno zmotywowalo, zeby do nich dolaczyc, zwlaszcza ze moglam ich wspomoc w realizacji tego pomyslu. Po konsultacji wybralismy polskie ‘Przybiezeli do Betlejem’, ktore jest dosc proste, skoczne, dynamiczne i latwo wpada w ucho.

No i dzis mialam soprany nauczyc tekstu.

Przybiezeli… – kazdy frankofon spokojnie wymowi 'ż', wiec poszlo nadspodziewanie gladko
…do Betlejem… – proscizna
…pasterze… – jakos idzie, zwlaszcza, ze w tym miejscu tempo spiewania nieco zwalnia
…graja skocznie… - problem z ‘cz’, ale po paru probach sie udalo
….dzieciateczku… - totalna klapa, nawet po podzieleniu na sylaby nie udaje sie wymowic
…na lirze... – tu wiekszosc po stresie z ‘dzieciateczkiem’ wymieka i sie gubi
…Chwala… - moja najwieksza troska, zeby nie wyszla ‘chala’
…na wysokosci… - ciezko
… a pokoj na ziemi – idzie sprawnie, glosno i radosnie i do tego dochodzi ogromna ulga spiewajacych, ze to juz koniec

Wedlug nie-Polakow, jak my to czytamy, to brzmi pieknie i poetycko i wlasnie tak, jakby sie powinno zwracac do malego dziecka (ta ostatnia opinia moze byc spowodowana tym, ze nie przetlumaczylam dokladnie slow koledy - wspomnialam tylko, ze refren oznacza 'Gloria in excelsis' - albo ludzie sa przyzwyczajeni do polskich opiekunek do dzieci i wszystkie melodie kojarza im sie z kolysankami).

Poza tym spiewamy juz jedna kolede francuska, jedna wloska, w planie jest jeszcze niemiecki, niderlandzki i lacina. Na dzien dziesiejszy w zenskich glosach 60% chorzystek to Polki. W meskich mamy tylko jedna kolezanke spiewajaca tenorem. Spiewajacych kolegow – Polakow – brak.

poniedziałek, 13 października 2008

Dyplomata byc

Na francuskim nauczycielka podzielila nas na dwie grupy. Jedna to ambasadorowie, ktorzy mieli wymyslic sobie kraj, ktory wspolnie reprezentuja. Druga to dziennikarze, ktorych zadaniem bylo przygotowac liste podchwytliwych pytan. Potem kazdy dziennikarz dostal swojego ambasadora, mielismy przeprowadzic wywiady, a nastepnie wspolnie podsumowac, czego sie dowiedzielismy.

Ambasadorowie wylozyli sie juz na pierwszym pytaniu, gdzie ten kraj sie znajduje. Wiekszosc mowila o okolicach Morza Srodziemnego, jeden kolega wspomnial o centrum Europy. W grupie mamy Hiszpana, ktory natychmiast zaczal argumentowac, ze dla niego centrum to wlasnie kraje srodziemnomorskie.

Drugie trudne pytanie to data powstania tego fikcyjnego panstwa. Kazdy mial inna odpowiedz. Argumentacja Hiszpana: w kraju bylo tyle przewrotow politycznych i zmian ustrojowych, ze nie da sie dokladnie ocenic, na kiedy datowac poczatek jego istnienia.

To, ze nikt nie umial podac imienia i nazwiska najwazniejszych obywateli, Hiszpan latwo wytlumaczyl, ze jest to pytanie zbyt subiektywne, zeby mozna bylo ujednolicac odpowiedzi.

A liczba ministrow (rowniez kazdy podal inna) zalezy, czy bierze sie tez pod uwage wladze regionalne, ktore w tym panstwie zdaly sie byc bardzo skomplikowane.

Czy druzyna pilkarska brala udzial w mistrzostwach swiata? Wszyscy powiedzieli nie, jeden kolega tak. Wytlumaczenie Hiszpana: panstwo to nawet wygralo w rozgrywkach... w futbolu amerykanskim ;-)

Wniosek: ogolnie mowiac chodzi o to, zeby umiec odwrocic kota ogonem (tourner autour du pot) i gadac o niczym (la langue de bois)…

Agnieszka Osiecka
CHODZI O TO, ŻEBY NIE BYĆ IDIOTĄ

Chodzi sobie Baj po ścianie,
chodzą sobie różne panie.
I górnicy, i hutnicy,
i zwyczajni bezbożnicy.
Nawet bardzo młody jeż - chodzi też.

Chodzi Polak na wódeczkę.
Chodzi Basia het, nad rzeczkę.
I turyści z Ameryki,
i dawniejsze bolszewiki.
Ostatecznie chodzi wszak – nawet ptak.

Ogólnie zaś chodzi o to,
żeby nie być idiotą.
Zapuszczaj swój włos i motor.
Nie śpij z byle ho-hołotą.

Ciut sobie bimbaj, żyj niby cymbał.
Możesz być nawet psem i lwem.
Możesz być świrem, możesz być zbirem,
być idiotą, o nie, nie, nie, nie.

Można chodzić w kółko sobie,
albo się przewracać w grobie,
można chodzić w dal z Marylą
i z Agnieszką albo z Lilą,
w maratonie udział brać,
albo stać, ooo

Ogólnie zaś chodzi o to,
żeby nie być idiotą.
(…)
Ciut sobie bimbaj, żyj niby cymbał.
Możesz być nawet psem i lwem.
Możesz być nawet własną ciotką
Byleby nie zostać idiotką !


Slucham sobie tego teraz w wykonaniu Anny Serafinskiej I tak mi sie skojarzylo z ta ostatnia lekcja francuskiego ;-)

niedziela, 12 października 2008

Przechadzka po Brukseli

Tak wyglada zlota belgijska jesien. Dodam jeszcze, ze poza pieknym niebieskim niebem mielismy ok. 20 stopni. Kolo tych wszystkich miejsc przechodze kilka razy w tygodniu. Zdjecia po kliknieciu mozna powiekszyc.
Na poczatek Place Jean Rey, czyli okolice Rady Europejskiej:

Park Leopold, czyli okolice Parlamentu Europejskiego:


Park Cinquantenaire, na ktory mam widok z okna w biurze (dzis zamiast urzednikow w porze lunchu po parku spacerowaly cale rodziny w dziecmi):



Avenue Michel Ange (tu mieszkalam przez dwa lata i wciaz mam ogromny sentyment do tej uliczki, mimo ze obecne mieszkanko zdecydowanie bardziej mi sie podoba ;-)

Square Ambiorix:



Square Marie-Louise:

I jeszcze drobne zakupy u Araba po drodze...

Nunsense ;-)

Nie wiem dlaczego, ale w Polsce nigdy do mnie nie docieraly informacje, ze mozna np. zglosic swoj udzial w amatorsko wystawianej sztuce teatralnej. Tutaj czasem trudno wybrac jedna z wielu mozliwosci. Z Polakami wystawialismy juz jaselka, robilismy koncert Sopot’73 i przedstawienie ‘Lata 20te, lata 30te’.

Najaktywniejsza grupa sa jednak anglofoni. Istnieje kilka organizacji przygotowujacych przedstawienia lub musicale, w ktorych wystepuja glownie amatorzy, na codzien pracujacy m.in.w instytucjach. Moj ulubiony jest BLOC (Brussels Light Opera Company), choc bylam tez na sztukach wystawianych przez BSS (Brussels Shakespeare Society), Green Parrot (tam nawet startowalam w castingu) czy stazystow. Dzieki takiej roznorodnosci, co pare tygodni chodze sobie do teatru, place mniej niz za inne przedstawienia i nie musze sie stresowac moja marna znajomoscia francuskiego, bo wszystko jest po angielsku. I choc aktorzy-amatorzy nie reprezentuja poziomu aktorow-profesjonalistow, to spektakle te cenie sobie wysoko za przyjazna, nieformalna atmosfere, kiedy na koniec artysci machaja do swoich znajomych na widowni czy maja drobne wpadki (wtedy wiem na pewno, ze to nie jest zaden playback, tylko wszystko sie dzieje na zywo).

Dzis bylam na kameralnym musicalu ‘Nunsense’ (w Polsce podobno mozna go obejrzec w Gdyni pod nazwa ‘Siostrunie’). Genialne przedstawienie. Opowiada o tym, jak jedna z siostr zakonnych ugotowala zupe z samodzielnie zebranych grzybow kierujac sie zasada, ze wszystkie sa jadalne (zapomniala tylko, ze niektore sie je tylko raz w zyciu). Tym sposobem wytrula 52 siostrunie i ostatnie 5, ktore przezylo, musialo zebrac fundusze na pochowek (wczesniejsze oszczednosci matka przelozona wydala na laptopa). Bohaterki przygotowuja zatem quiz, w ktorym udzial bierze widownia i przedstawienie. Mimo ryzykownego pomyslu na fabule, historia ta nie obraza uczuc religinych, a zapewnia swietna zabawe, pelna dowcipow (np. Dlaczego Mojzesz przez 40 lat prowadzil lud przez pustynie? Bo to facet i wstydzil sie zapytac o droge) i wpadajacych w ucho piosenek. Zakonnice opowiadaja o swoim powolaniu i rownoczesnie ujawniaja przy tym swoje ludzkie slabosci – pragna wladzy i slawy i ciaza im troche zakonne obowiazki czy nakazy. Matka przelozona jest Mary Regina, ktora probuje nad wszystkim zapanowac. Mary Hubert pragnie glownie zdominowac swoja przelozona. Robert Anne, to z kolei siostra z przeszloscia i ‘facet z spodnicy’. Mary Leo marzy o karierze baletnicy w tiulowym habicie; postanawia zatem połączyć obie drogi i wielbic Boga tancem, np. do muzyki z ‘Jeziora Labedziego’ tanczy swoja choreografie ‘Umierajaca Zakonnica’. No i nie mozna zapomniec o siostrze… Amnezji, ktora stracila pamiec, jak na jej glowe spadl krucyfiks.

Na najblizsze tygodnie mam w planie jeszcze kilka takich wyjsc lacznie z ‘Upiorem w operze’ w Teatrze Roma w Warszawie!!!

A w Polsce już na mnie czeka sloj grzybkow na zupe ;-)

Na koniec jeszcze dowcip o zakonnicach – co prawda nie z przedstawienia, ale i tak dobry:

Dwie siostry: Matematyka i Logika przechadzają się po parku, gdy nagle zauważają dziwnie zachowującego się mężczyznę.
– On nas śledzi – szepcze siostra Matematyka. – Kto wie, czego chce?
Siostra Logika:– To logiczne, chce nas zgwałcić.
– On ruszył w naszym kierunku – zauważa z trwogą w głosie siostra Matematyka. – Boże, dogoni nas za 5 minut i 18 sekund. Co robimy?
Siostra Logika:– Jedyne logiczne rozwiązanie to przyspieszyć kroku.
Przyspieszają!
– To na nic! – jęczy siostra Matematyka. – On dogoni nas już za 5 minut.
Siostra Logika:– To logiczne! My przyspieszyłyśmy, on także przyspieszył.
– O Boże, dystans dzielący nas zmniejszył się już do 4 minut. Co robimy?
Siostra Logika:– Jedyne logiczne rozwiązanie to się rozdzielić: ty więc biegnij w prawo, ja w lewo. Logicznie rzecz biorąc jedna z nas mu umknie...
Rozdzielają się! Mężczyzna biegnie za siostrą Logiką. Siostra Matematyka dociera do domu i z niepokojem czeka na Logikę. Gdy dosłownie po kilku minutach zjawia się tamta, siostra Matematyka wykrzykuje:
– Jesteś! Cała! Opowiadaj, co było?
– Zgodnie z zasadami logiki ja biegłam coraz szybciej i tak samo robił on.
– Tak, tak, a potem?
– Zgodnie z logiką dogonił mnie.
– I co, i co zrobiłaś?
– Zrobiłam jedyną logiczną w tej sytuacji rzecz: podciągnęłam dolną część okrycia do góry.
– A on, a on co zrobił?
– Zgodnie z zasadami logiki opuścił spodnie.
– I co, i co?
– Logiczne!!! – odpowiedziała siostra Logika. – Kobieta z podkasaną spódnicą biegnie szybciej niż mężczyzna z opuszczonymi spodniami.

http://www.youtube.com/watch?v=69PdfSA9zQ0&feature=related

czwartek, 9 października 2008

Szczepic czy nie szczepic – oto jest pytanie…

Wsrod Epsow rozgorzala dyskusja, czy sie szczepic przeciw grypie. No i zdania sa podzielone. Sa osoby, ktore mialy zle doswiadczenia po szczepieniach w ubieglych latach, sa tez glosy bezwzglednych zwolennikow profilaktyki. Jedni polecaja tradycyjne szczepionki, inni homeopatie, inni echinacee. Ja na wlasnym przypadku nauczylam sie, ze jak lapie choroba, to trzeba ja przede wszystkim wylezec, a nie przechodzic, bo pozniej przez reszte zycia mozna odczuwac konsekwencje. Choc mimo tej wiedzy i dozywotniej pamiatki po dawnej anginie, sama tez nie do konca sie do tego stosuje – pare miesiecy temu z konczacym sie przeziebieniem polecalam samolotem i po wyladowaniu okazalo sie, ze nie moge zupelnie mowic (suche powietrze sprawilo, ze potem przez jakis czas wydawalam z siebie glownie dziwne pomruki).

Prawda jest taka, ze szczepionki nie zabezpieczaja w 100%, bo sa przygotowywane ze szczepow wirusow z poprzednich lat, a nie da sie przewidziec, jakie mutacje pojawia sie w tym roku. Daja jednak nadzieje, ze nie zlapie sie zeszlorocznej odmiany grypy.

Ale, jak stwierdzil jeden Eps, jak juz chorowac, to nowoczesnie i zgodnie z najnowszymi trendami! ;-)

poniedziałek, 6 października 2008

Strajk generalny - za Gazeta Wyborcza

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5773498,Strajk_generalny_sparalizowal_Belgie.html

Zorganizowany przez trzy centrale związkowe 24-godzinny strajk "ostrzegawczy" przeciwko coraz wyższym kosztom życia sparaliżował Belgię.

Strajkujący domagają się od rządu konkretnych kroków, które zabezpieczą ich przed spadkiem siły nabywczej płac. W poniedziałek nie kursują w Belgii niemal żadne pociągi, w tym superszybkie ekspresy do Paryża (Thalys) i Londynu (Eurostar). Strajkują także przedsiębiorstwa komunikacyjne we wszystkich częściach kraju, co oznacza, że na trasy nie wyjechały autobusy ani tramwaje.

Uprzedzeni i przyzwyczajeni do takich akcji Belgowie przesiedli się masowo do samochodów, co spowodowało trochę dodatkowych korków na drogach dojazdowych i w miastach. Strajk objął także niektóre sieci supermarketów, pocztę, zakłady przemysłowe.

Na szczescie mieszkam bardzo blisko pracy, bo czesc znajomych musiala wziac dzis wolne. Francuski mi odwolano (nauczycielka mieszka kilkadziesiat kilometrow od Brukseli), na niderlandzki poszlam pieszo (niecala godzinka marszu), ale stawila sie tylko jakas 1/3 grupy i lekcje skrocono. Supermarket przy szkole byl zamkniety. Zakupy mozliwe tylko u Arabow. Ale to juz nie pierwszy raz. I na pewno nie ostatni.

niedziela, 5 października 2008

Sabat czarownic, czyli wieczorne dyskusje przy mohito

Limonke pokroic na czesci, wrzucic do szklanki. Dodac garsc lisci miety, wszystko ugniesc trzonkiem od tluczka na mieso, az poczujemy aromat miety. Szklanke dopelnic kruszonym lodem (lod kruszymy zawinietym w sciereczke mlotkiem lub tluczkiem). Wlac bialy rum. Dosypac cukier trzcinowy. Zamieszac. Wypic.

To jest przepis na kubanskie mojito (czyt.mohito), przy ktorym urzadzilysmy sobie zlot czarownic. Co prawda pojawila sie propozycja, zeby to bylo raczej spotkanie czarujacych kobiet, ktorymi przeciez rowniez jestesmy, ale sabat wygral, bo brzmi bardziej egzotycznie, nie trzeba sie malowac ani elegancko ubierac, a tluczek do miesa tworzy nieformalna atmosfere (odpowiedni sprzet maja tylko sztywniaki, a Epski technike zastepuja kreatywnoscia).

Plec meska byla rowniez zaproszona, ale mocno sie wzbraniala przed przyjsciem - dopiero po paru godzinach dwoch panow dotarlo, ale jak jednemu pofarbowalysmy wlosy sprayem, to drugi uciekl. Poza tym, kolo trzydziestki z czarodziejek (choc pojawialo sie tez okreslenie siks) robia sie z nas czarownice (czytaj: dojrzale kobiety) i niewiele naszych znajomych/partnerow jest w stanie takiemu zgrupowaniu sprostac.

Jest jednak co najmniej jeden wielki plus tego spotkania. Zaczyna sie ocieplac i przestaje padac ;-)

Swieto Ambiorixu, brokanty i kaloryfery


Wracajac z mszy w deszczu i wietrze lamiacym parasolki i zrywajacym kaptury z glow przypomnialo mi sie, ze dzis jest obchodzone Swieto Ambiorixu, czyli placu przy ktorym mieszkam. Glowna atrakcja sa brokaty (pchle targi), kiedy ludzie wystawiaja na sprzedaz rzeczy, ktore w Polsce sie wynosi na strych, oddaje do PCK czy po prostu wyrzuca. Czasem wsrod tych gratow mozna znalezc rzeczy naprawde fajne, choc zazwyczaj sa to po prostu stare naczynia, ubrania, zabawki, gry, ksiazki itp. Czesc Epsow przez pare lat nagromadzila juz spory zbiorek rzeczy zbednych i mielismy pomysl, ze ja jako mieszkanka moglabym zglosic swoj udzial na brokantach na Ambiorixie i wspolnie sprzedalibysmy zalegajace nam w domu starocie lub rzeczy, ktorych juz nie potrzebujemy. Na szczescie nie doszlo to do skutku, bo dzis az zal mi bylo patrzec na tych wszystkich przemoknietych, zziebnietych sprzedajacych i smetnie grajaca orkiestre.

Za to w domu mam juz bardzo cieplutko i przyjemnie. Pare dni temu odkrecilam kaloryfery, najpierw troche sie zmartwilam, bo nie chcialy grzac i w necie doczytalam, ze na pewno sa zapowietrzone (wszystkie objawy sie zgadzaly), ale jako ze srubokretem nie dysponuje, to dopiero wczoraj sprowadzilam speca z odpowiednim sprzetem i sie okazalo, ze powietrza nie ma, za to jest kamien. No i jedyny sposob to wziac mlotek i popukac w rury. Zatem chyba juz nie mam wyjscia i jako epska-majsterkowiczka bede wreszcie sie musiala zaopatrzyc w mlotek i srubokret, bo nie moge tak wciaz tylko zerowac na innych, a to ostukiwanie moze trzeba bedzie od czasu do czasu powtarzac.

Teraz jednak ciesze sie niezmiernie z ciepelka jakie mam w mieszkaniu, do tego cichutko brzeczy radio i pieknie pachnie szarlotka, ktora pieke na wieczorne spotkanie ze znajomymi i wogole fajnie jest, jak czasem mozna sobie posiedziec troszke w domku (zwlaszcza, ze ostatnio tylko w nim spie, a cale dnie spedzam w pracy i na roznych zajeciach).



I jeszcze wkleje pare starych zdjec Ambiorixu i okolic. Teraz wciaz wyglada bardzo podobnie!

sobota, 4 października 2008

Siusiajacy chlopiec raz jeszcze

Niedawno w telewizji wyswietlano film dokumentalny Manneken Pis, l’enfant qui pleut o siusiajacym chlopczyku. Przez polowe filmu, kiedy pokazywano Bruksele, padal deszcz ;-) Reszta to opowiesci o glownym bohaterze, fragmenty spotkan Orderu Manneken Pis, czyli specjalnego ugrupowania z hymnem i specjalnym strojami ku czci malego chlopca. Szczegolnie to stowarzyszenie mnie zaciekawilo i na ich stronie znalazlam kilka legend i historii o pochodzeniu figurki.

Jedna z nich mowi, ze dawno dawno temu na rogu ulic Etuve i Chêne zyla zla czarownica. Maly chlopczyk raz wysiusial sie pod jej drzwiami i za kare rzucila zaklecie, ze chlopiec ma tak siusiac po wsze czasy. W okolicy zyl rowniez pewnien dobry starzec, ktory postawil w miejsce chlopca kamienna statuetke.

Druga opowiesc wspomina czasy, kiedy Bruksela byla oblegana przez wroga i kiedy obce wojska ustepowaly, wrzucono za mury miejskie zapalona pochodnie. Bohaterski chlopczyk zaraz na nia nasiusial i tym sposobem uchronil miasto przed pozarem.

A tak naprawde to nikt nie wie, jaka jest prawdziwa historia i kazdy moze sobie wybrac ta, ktora mu sie najbardziej podoba. Pierwsza figurke zrobiono w 1619 roku. Pozniej wielokrotnie byla kradziona i odzyskiwana. Obecnie w Muzeum Miasta Brukseli przechowywane jest ponad 800 strojow. Polacy podarowali juz ubior z Mazowsza, Kaszub, Malopolski, dla pilota linii lotniczych LOT i stoczniowca.


czwartek, 2 października 2008

Choralnie


Dopiero zaczal sie pazdziernik, a ja juz od miesiaca cwicze na probach… koledy. Co sroda mamy spotkania choru miedzynarodowego i wczoraj oficjalnie ogloszono, ze jest juz w internecie nowa strona ze zdjeciami z koncertu z zeszlego roku - http://www.carolsforchristmas.org/photos.php Nawet nie wiedzialam, ze tak pieknie sie prezentowalismy!!! I na kilku fotkach udalo mi sie nawet odnalezc siebie ;-)


Tegoroczny koncert odbedzie sie w Mikolajki, 6 grudnia.

Oprocz tego, co piatek mamy proby polskiej scholi, gdzie szykujemy sie do wydania plyty z koledami i na biezaco przygotowujemy oprawe muzyczna niedzielnych mszy sw.w kosciele Ojcow Dominikanow (i tez mamy strone internetowa i zdjecia w galerii http://ocipe.ee.pw.edu.pl/). Z tym chorem jest zawsze wiecej zamieszania, bo najpierw dostajemy maila z repertuarem, potem umawiamy sie, kto kogo podwozi (spotykamy sie pod Bruksela), kto zakupi ‘cos na zab’, czy przypadkiem ktos nie obchodzi urodzin itp. Natomiast atmosfera na probach jest zawsze wspaniala i dolaczylo juz do nas 2 obcokrajowcow: Meksykanin i Belg plus regularnie spiewa z nami maz dyrygentki – Anglik. Maile, ktore do siebie wysylamy, tez sie robia juz coraz bardziej miedzynarodowe, np.:

Drodzy,
Chers,

Zastepujac XXX, w zalaczeniu program i psalm na te niedziele.
A la place de XXX, ci-joint le programme et le psalme pour ce dimanche.

Proba jutro (piatek) u YYY o 19:30.
La repetition aura lieu demain (vendredi) chez YYY a 19:30.

Pamietajcie o koledach.
Emmenez les chants de Noel.

Przybadzcie liczni.
Venez nombreux.


;-)