środa, 31 grudnia 2008

Recepta na Nowy Rok

Udanego Sylwestra!!!

A na Nowy Rok recepta:

Bierzemy 12 miesięcy
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na około 30 części, tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pełnego wiary zapału.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości.
Gotową potrawę przyozdabiamy
bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
z filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.
/Katharina E. Geothe/

wtorek, 30 grudnia 2008

Taizé

Bruksela jest zalana Polakami. W poludnie stanelam rozdawac ulotki o naszym Punkcie Informacyjnym i wokol Komisji krecili sie niemal wylacznie rodacy. Wszystkie plakaty, broszurki i ulotki, ktore mielismy po polsku roszeszly sie na pniu (a zamowilismy ich setki) i moim glownym zadaniem bylo pilnowanie, zeby ludzie brali po jednej rzeczy, a nie 10 na raz (to niestety nasza glowna cecha i dzielnie walczylam przez pare godzin). O koszulkach, smyczach czy dlugopisach nie wspomne, bo nawet nie zauwazylam, ze byly (wspolorganizatorzy rozlozyli je na innym stole i zniknely momentalnie). Na jutro zostaly nam glownie materialy po niemiecku i francusku (angielski tez sie rozchodzi jak swieze buleczki). Osoby oprowadzajace gosci wokol instytucji zamiast 10 osob na raz mialy grupy 50-70 osobowe (!!!), tak wiec albo zainteresowanie instytucjami przeroslo wszelkie oczekiwania, albo dalismy plame i sie niedostatecznie przygotowalismy.

Natomiast moje dziesiejsze zajecie podobalo mi sie niezmiernie. Zwlaszcza rozmowy o tym, jak to jest byc urzednikiem, jak nim zostac, czy Polsce grozi kryzys finansowy... Zabawnie bylo tez posluchac rozmow, ktore sie kolo mnie toczyly, zanim ludzie zdawali sobie sprawe, ze ich rozumem. Uslyszalam wypowiedzi typu: 'Ty, bierz ta ulotke, bo o tym to ja sie chyba na WOSie uczylam', pytania: 'Czy to jest po angielsku?' kiedy koles trzymal ksiazeczke o tytule 'Europäische Union'. Raz tylko mialam wtope, bo podsluchalam znajomo gadajacych chlopakow, zaczelam im wciskac ostatnie polskie prospekty, a oni z Serbii byli (akurat to co mowili brzmialo bardzo podobnie). I jeszcze pare razy zagadywano mnie, dlaczego nic nie ma 'pa ruskij'.

Usmialam sie tez z pytania, czy ja tu pracuje i czy co dzien tak stoje z tymi ulotkami ;-)

Zas co do samego spotkania mlodych, to bylam jednynie na wieczornej modlitwie (stawili sie na nia przedstawiciele ze znajdujacych sie w BXLi instytucji i ksiezna Fabiola), ale niestety ludzie wciaz wchodzili i wychodzili, wiec skupic mi sie nie udalo. Potem dluuuugo stalam w kolejce do metra i jadac w takim dlugim wagonie slyszalam z jednej strony polskie koledy, a z drugiej 'Hej sokoly'. Nie ma co, Polakow ci u nas obecnie dostatek.

A na koniec pare oficjalnych zdjec ze spotkania:

http://www.taize.fr/en_article7671.html?lang=pl

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Poswiatecznie

Swieta swieta i po swietach i po urlopie. Choc do pracy wracam dopiero za tydzien, to do Brukseli lece juz teraz i bede jako wolontariuszka reprezentowac mojego pracodawce w Punkcie Informacyjnym EU w sekretariacie generalnym Komisji Europejskiej, zwanym Berlaymontem, gdzie, mamy nadzieje, beda przychodzic tlumy mlodych ludzi, ktorzy sciagaja do Belgii na zaproszenie Braci z Taizé. Wybor maja ogromny i konkurencja dla nas jest seria modlitw, wspolnych spiewow, spacery po miescie, prezentacja malarstwa niderlandzkiego i kilka paneli i dyskusji, ale mamy nadzieje, ze mozliwosc spotkania 'prawdziwych urzednikow' i porozmawiania sobie z nami we wszystkich jezykach europejskich (tak sie reklamujemy) rowniez bedzie kuszaca ;-)

A swieta minely spokojnie. Pierwsze dni (przylecialam juz 18 grudnia) mialam zajete przeprowadzka i gromadzeniem i segregowaniem swojego stanu posiadania. W efekcie stoi teraz pare pudel z makulatura do wyrzucenia - np.przypomnialo mi sie, ze trzymalam wszytskie numery gazety 'Wprost' z calego roku sprzed paru lat, stosy starych zeszytow i notatek. A potem juz bylo tylko lenistwo i przesiadanie sie miedzy stolem z rodzinka, fotelem przed telewizorem i fotelem do czytania przerywane tylko spacerami do Kosciola czy do lasu z psami. Tradycji stalo sie zadosc i jak zwykle wrocilam do ksiazek Musierowiczowej - zaraz po przylocie do Polski kupilam pachnaca jeszcze farba drukarska 'Sprezyne', ktora polknelam blystkawicznie i z prawdziwa przyjemnoscia. Niestety pisanie sonetow na wzor glownej bohaterki przekracza moje mozliwosci, ale juz z limerykami jak w 'Brulionie Bebe B' moglabym sie zmierzyc.

Raz pewna Epska na emigracji
Mimo zalewu roznych atrakcji
Do blogowania sie zabrala
I swe przygody opisala
Jak mija jej czas na rekreacji.


Przegladajac sobie stare zeszyty przypomnialy mi sie te amplifikacje i tautologie i to, ze lekcje z polskiego bardzo lubilam, choc moja nauczycielka zawsze zwracala mi uwage, ze mam infantylny styl.

Bo tak to juz jest od dziejow zarania
Ze Aga jest dobra z glupot wymyslania
Nie stroni od pisania,
Czytania, rachowania,
Lecz od polityk unijnych jej umysl sie wzbrania.


Jak wroce do BXLi, to moim priorytetem bedzie niderlandzki, bo egazmin juz 5 stycznia. A na wolne chwile wioze pare nowych lektur, m.in.jeszcze przed swietami widzialam film 'Twilight' ('Zmierzch'), ktory bardzo mi sie spodobal i wlasnie odkrylam, ze byl on nakrecony na podstawie pierwszej czesci serii ksiazek autorstwa Stephenie Meyer, ktore teraz zajmuja mi znaczna czesc walizki. Mialam tez okazje przypomniec sobie fimowe wersje Harrego Pottera i opowiesci z Narni. Czyzby polonistka miala racje co do mojego wyboru zainteresowan...?

wtorek, 23 grudnia 2008

Wesolych Swiat!



Radosnych Swiat

wszystkim czytelnikom bloga

zyczy

Epska-Wieczorynka


PS I jeszcze 'Powrot' Galczynskiego dla swiatecznego nastroju:

A podana jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?),
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?"
„Wędrowałem przez głupi świat ".
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
Że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata, płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu,
moja perełko,
Lulajże, Jezuniu,
me pieścidełko.

środa, 17 grudnia 2008

Epsy w telewizji

I sie okazalo, ze nasz polski networking dziala doskonale - wczoraj spiewy choralne w pracy zostaly nagrane przez telewizje Polsat News i krotka migawka z nami zostanie prawdopodobnie dolaczona do reportazu na temat europejskich zwyczajow i tradycji swiatecznych za kilka dni (no chyba, ze material okaze sie zupelnie do kitu). Pewnie pokaza nas maksymalnie przez pare sekund, ale przezywalismy to co najmniej jak retransmisje na zywo - jak kamera podchodzila blizej to mylilismy slowa, co niektorzy platali nawet linie melodyczna, kolega-Polak przy polskiej koledzie, jak uslyszal tenora obok mamrotajacego 'Przyprzepszeli do peplejem paprzerze' to o malo nie ryknal smiechem, dyrygent machal nerwowo i generalnie emocji mielismy mase. Kolezanka, ktora ma czerwony plaszczyk i czapke Mikolaja stracila zyciowa szanse wystapienia publicznie z choreografia w roli Elfa - kto wie, moze by sie spodobalo i telewizja Polsat ruszylaby z nowym programem: 'Gwiazdy tancza po urzedach' czy 'Taniec z urzednikami'...

Pozniej poszlismy uczcic koniec sezonu koncertowego i snuc ambitne plany na przyszlosc. Chor bedzie istnial dalej, w przygotowaniu juz sa piosenki Jacques'a Brela i Edith Piath, dyrygentowi marzy sie cos z Rossiniego, kolezanke Austriaczke poprosil, zeby wyszukala cos Mozarta, a nam Polakom pozostawil wolna reke i w pelni ufa naszej decyzji. No i mamy problem. Bo ja na cztery glosy mam ogromny wybor… piesni koscielnych, a to odpada. Probowalismy sobie przypomniec, co znamy innego i doszlismy do wniosku, ze jakbysmy nauczyli Niemcow 'Roty' to bedzie skandal i pewnie wylecimy z pracy. A z arii operowych to nam sie tylko Moniuszko kojarzy, ale jak tu wycwiczyc obcokrajowcow w wymowie slowa 'Przasniczka'… Repertuar Mazowsza to ponoc biale kruki, do popularnych piosenek do nucenia przy ognisku to w internecie co najwyzej akordy na gitare da sie znalezc, a nie nuty z podzialem na glosy, takze jednym slowem mamy klina i bedzie o czym myslec przez najblizsze pare tygodni.

Dzis natomiast sie juz pakuje i jutro skoro swit lece do Polski. Zostaje do konca swiat i potem wracam do Brukseli reprezentowac Komisje Europejska na spotkaniu mlodych, ale o tym napisze w swoim czasie. Z ostatnich informacji wynika, ze na zaproszenie wspolnoty z Taizé do tej pory odpowiedzialo ok. 600 osob z Hiszpanii, 2000 Francuzow, 1500 Wlochow, 2000 Niemcow i UWAGA... 9000 Polakow!!!! Zatem zakladamy, ze broszurki i prospekty, ktory zamowilismy po polsku, rozejda sie szybciutko.

Poki co wszystkim szykujacym sie do powrotow do domu zycze szczesliwych podrozy i udanego odpoczynku. Radosnych Swiat! I to raczej takich w tradycyjnym wydaniu, a nie z Polsatem News ;-)

niedziela, 14 grudnia 2008

W zlobie lezy...

Bylo juz o komercyjnych zwyczajach swiatecznych, teraz troche tradycji. W koncu w Betlejem tez byly gospody, ale co wytrwalsi podazali wytrwale do stajenki.

My dzis po mszy mielismy spotkanie oplatkowe. Chor tradycyjnie spiewal pomimo braku naszej dyrygentki, jak skonczylismy to zabraklo talerzykow, wiec do jedznia zostaly nam tylko rzeczy, ktore sie da wziac w reke (glownie ciasta). Skoro nie rozpraszaly nas rozne przysmaki, nasza uwage zwrocila ilosc malych dzieci i kobiet w ciazy miedzy nami. Az sie smialismy, ze mozna by napisac niezla prace doktorska na temat 'Wplyw spiewu choralnego na rozrodczosc par znajdujacych sie na emigracji' (bo chorzysci wioda prym w dbaniu o ciagla podaz naszych nastepcow). Baaa, nawet model ekonometryczny mozna by sporzadzic, bo statystyki sa nieublagalne - na poczatek Nowego Roku spodziewamy sie trojki malych dzieciatek.

Po poludniu wybralam sie na spacer po miescie i przy okazji ponownie obejrzalam zlobki w Katedrze. Najbardziej mi sie podobal japonski - sam zlobek z Jezusem, za nim biala plachta ze szkicami Maryi i Jozefa, podswietlona od tylu i lekko bujajaca sie (co sprawialo wrazenie, ze postacie przyblizaja sie i oddalaja od zlobka). Z Polski reprezentowalo nas Opole - wystawilo szereg wyrzezbionych w drewnie i kolorowo pomalowanych postaci.

Natomiast najciekawszy zlobek pochodzi z Hiszpanii, typowe pueblo z mnostwem postaci, domkow, zwierzat (m.in. z kurami - Hiszpanie wierza, ze to kogut pierwszy zaanonsowal calemu swiatu swoim pianiem narodziny Jezusa). Kolega Meksykanin opowiadal, ze jak byl maly, to takie zlobki ustawiano w domu i kiedy zrobil dobry uczynek, to posuwal swoja figurke blizej stajenki, jak nic nie zrobil - stal w miejscu, a jak narozrabial to musial sie cofnac. Inny ciekawy zlobek pochodzi z Haiti. Wyraznie wskazuje, ze mamy uprawnienie i Maryja z Jozefem wcale nie musza byc biali z blond wlosami ;-)

sobota, 13 grudnia 2008

Winter Wonders / Plaisirs d'Hiver / Winterpret

Jak prasuje, szperam w necie czy zajmuje sie rzeczami nie wymagajacego duzego skupienia, to sobie wlaczam flamandzki kanal EXQI Culture w telewizji. I teraz wlasnie leci transmisja koncertu Vlaams Radio Koor (Choru Radia Flamandzkiego), ktory odbyl sie w Antwerpii w Sint Augustinuskerk. Glownie spiewaja koledy, w znacznej czesci po angielsku (czesto te, ktore my spiewalismy tydzien temu w BOZARze, wiec moge sobie czasem ponucic pod nosem) i nagle, ku mojemu ooooogroooomnemu zaskoczeniu uslyszalam 'W zlobie lezy' po polsku. Doskonale wykonane. Nasze 'Przybiezeli do Betlejem' w pracy tez swietnie wychodzi (spiewamy co dzien w czasie lunchu od czwartku). Czyli widac, ze jak sie chce, to i Belgow sie polskiego nauczy! I do tego te polskie koledy sie im bardzo podobaja!

A Bruksela jest juz cala swiatecznie rozswietlona. Ponizej wrzucam kilka zdjec z Grand Place'u i okolic.

Ratusz w nutkach

Tajemnicze znaki na niebie

Zlobek

Norweska choinka

Jedna z moich ulubionych karuzeli

A tak sie konczy krecenie sie na karuzelach polaczone z duza iloscia czekoladek

Lodowisko

Przedstawienie przy Placu St Catherine

Ogladanie materialow dowodowych ;-)

Wczoraj sie zebralismy wspolnie obejrzec nagranie wodewilu 'Sweet 50s' i wyciagnac wnioski na przyszlosc. Generalnie wyszlo fajnie, choc ja swoja role prawie wykrzyczalam, mielismy troche problemow z mikrofonami, panowie kamerzysci filmowali sie nawzajem, a fotograf co chwila im zaslanial widok, a z pozytywnych rzeczy: swietnie wyszly tance, spiewy tez calkiem niezle i ujawnilo sie pare nowych talentow. Wniosek: wkrotce robimy nowe przedstawienie ;-) Z mniejsza i staranniej wyselekcjonowana grupa aktorska, ktora dostanie role mowione, musimy ograniczyc gadanie, a polozyc nacisk na muzyke, trzeba popracowac nad naglosnieniem i bedzie super. Pierwszy pomysl: impreza cyganska na koniec karnawalu (zatem nalezaloby sie troche pospieszyc, ale tematyka jest dosc wdzieczna do pracy tworczej).

I na koniec wklejam jeszcze fragment scenariusza 'Sweet 50s' z moja rola ku pamieci (ja bylam tlumaczka dwoch przemowien, ktore delegaci z Polski wyglosili po przyjezdzie do USA):

Dyrektor Lucyna/tłumaczka (podchodzi do mównicy wraz z tłumaczką i czyta z kartki, tłumaczka zawzięcie robi notatki, a następnie niezdarnie tłumaczy):
- Koleżanki i koledzy! (Dear girlfriends and dear boyfriends!).
- Droga młodzieży! (especially the younger boyfriends)
- Pozwolę sobie powiedzieć bez ogródek (I’am saying without a small garden)
- Dzień dobry i z góry dziękujemy (Thank you from the top of the mountain).
- A teraz kolej na Pana (And now, railway on you), towarzyszu Przewodniczący ZMP (kamarad President of Zet-eM-Pi)

Przewodniczący ZMP: - Tank you, Pani Lucyno (Thank you Ms Lucy)
- W imieniu postępowej młodzieży socjalistycznej (On behalf of the progressing socialist gangsters (…oh, sorry!), youngsters!)
- Chciałbym podkreślić, jak bardzo droga jest dla nas ta wizyta w USA (I would like to underline that this USA visit is extremly expensive for us)
- I zwierzę się Wam z jednego (And I will animal it to you),
- Wykładając kawę na ławę (Putting coffee on the table)
- I mając nadzieję, że podzielicie moje zdanie (and I hope you will divide my sentence),
- Że łączy nas braterstwo (That we are boyfriends and girlfriends); (konfidencjonalnie) Całe szczęście, że przez ocean (tłumaczka nie zaskoczyła, więc nie tłumaczy).
- Nie oznacza to jednak, że w najbliższym czasie (However, it doesn’t mean, that in the future)
- Zamierzamy podzielić wasz los (We are going to divide your lottery coupon)
- Ale też nie będziemy tu robić wiochy (We will not make a village here)
- Dlatego konfrontujmy się i dialogujmy! (Therefore, let’s sing and dance together)
- I aby rozgrzać nasz braterski dialog (In order to cheer up our boyfriends and girfriends)
- Przywieźliśmy skrzynkę najlepszej polskiej oranżady (we smuggled a box of warm polish oranżada). Tank you.

piątek, 12 grudnia 2008

Jazzowy tydzien

Marnie ostatnio u mnie z pisaniem… Za duzo sie dzieje i troche przestaje to wszystko ogarniac. Choc skonczyly sie juz proby do tych najwiekszych koncertow/przedstawien, to i tak mnie wcale nie ma w domu. Ten tydzien mam bardzo jazzowy.

Zaczelo sie od Jazz Gloria, ktore spiewalismy w BOZARze i ponoc byl to jeden z lepszych utworow (brzmi to tak, choc to nie nasze wykonanie)

Potem poszlam na koncert Urszuli Dudziak z corkami (Mika i Kasia Urbaniak). No i to byla prawdziwa rewelacja!!! Mimo ze naglosnienie siadalo, trzeba bylo wylaczyc odsluch na scenie (nie dalo sie sciszyc), koncert trwal i wypadl swietnie. Corki reprezentuja zupelnie inna kategorie i spiewaly glownie angielskie piosenki swiateczne, co wypadlo dosc blado przy 'Papayi', 'Krakowiaczku' czy nauce spiewania 'dudumdurumdutamtutupiiiii' i innych. Na koncercie bylo sporo osob z naszego polskiego chorku (co najmniej jedna osoba z kazdgo glosu) i sie zastanawialismy czy wspolnie mamy taka skale glosu jak wokalistka czy nam jeszcze brakuje ;-) Natomiast oprocz glosu w ogromne zdumienie wprawila nas informacja o wielu pani Dudziak - w tym roku skonczyla… 65 lat!!! Tylko pozazdroscic takiej formy. Glos jak stal, nic nie drzy, brzmi jak instrument, o takim mozna tylko pomarzyc.

http://deser.pl/deser/1,83453,5000163.html

Wczoraj bylam na koncercie European Saxophone Ensemble pod dyrekcja Cezariusza Gadziny, polskiego saksofonisty mieszkajacego w Belgii. Poczatek byl sredni, choc pierwszy raz sluchalam utworow muzycznych w wykonaniu (jedynie) 12 saksofonow. Natomiast koncowka z jazzowymi kawalkami byla rewelacyjna. Muzycy pochodzili z roznych krajow, byl wsrod nich nawet jeden Polak, choc instrument pochodzi z Belgii - w XIX wieku stworzyl go Adolphe Sax (w Dinant, ktore slynie rowniez z cytadeli, pieknych grot i browaru Leffe, jest pomink ku czci jego czci).

Natomiast dzis zmieniamy konwencje i idziemy ogladac materialy dowodowe ze 'Sweet 50s' czyli premierowa projekcje filmu nakreconego na przedstawieniu w naszej starej dobrej Loveland High School. Bedzie okazja przezyc to jeszcze raz ;-)

I kiedy ja mam znalezc czas na blogowanie...

wtorek, 9 grudnia 2008

Faits Divers (roznosci) (nie mylic z Fête d’Hiver ;-)

Na kursie niderlandzkiego siedze zawsze z Dunka, ktora opowiadala, ze w weekend byla z rodzina na przyjeciu swiatecznym organizowanym przez jej zaklad pracy. W pewnym momencie do jej malego synka podszedl chlopczyk i zaczal cos gadac po niderlandzku. Jej dzieci mowia po dunsku (w domu) i francusku (w szkole i przedszkolu), w Bettinie obudzila sie nadopiekunczosc i zaraz zainterweniowala i tego chlopca zapytala: 'Spreek je Frans?' (mowisz po francusku). On na to spojrzal z duma i glosno odparl: 'Neen, ik spreek Begisch!' (mowie po belgijsku ;-))

Nam nauczycielka zapowiedziala egzamin pisemny juz na 5 stycznia i tydzien pozniej ustny. Probowalysmy ja podpytac, czy beda na nim zagadnienia, ktore przerabiamy dodatkowo (np.czasowniki nieregularne w czasie przeszlym, ktore w programie sa dopiero w przyszlym semestrze). Lektorka na nasze pytania z wielkim zdziwieniem jedynie odpowiedziala: 'Ale przeciez uczycie sie dla siebie, a nie dla egzaminu!'. No tak. W sumie dla siebie. Niestety przez niderlandzki nie bede mogla sie zaangazowac do nowego musicalu 'Crazy for the music' przygotowywanego przez British Light Opera Company, bo na wstepnym spotkaniu na ktorym bylam od razu zapowiedzieli, ze proby beda m.in.w poniedzialki ;-( Przesluchanie dla choru bedzie polegalo na przespiewaniu rozlozonego na cztery glosy 'Can you feel the love tonight' (solisci swoich sil probuja innego dnia), co brzmi mniej wiecej tak: http://www.youtube.com/watch?v=2wF0cVdgFiM&feature=related

Na pocieszenie rusza wsrod Epsow polski teatr amatorski, wiec jest nadzieja, ze w nowym roku bedziemy miec nowe wyzwania! Poki co trwaja poszukiwania scenariusza.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Mikolajkowo-przedswiatecznie

Jestem po wizycie mojego kuzynostwa, serii bardzo intensywnych prob, koncertach w BOZARze (Brukselskiej filharmonii) i Katedrze i teraz nie dosc, ze nie moge sie przyzwyczaic do ciszy i wolnej przestrzeni w mieszkaniu po wyjezdzie gosci, to bez prob smieje sie, ze stracilam cel w zyciu ;-) Dzis jeszcze mialam przyjemny dzien, bo mi znajomi nadsylaja zdjecia, ktore zrobili siedzac na widowni i maile z gratulacjami, wiec mam co wspominac. A jest co!

Koncert 'Carols for Christmas' mimo kilku wpadek generalnie calkiem dobrze wypadl. Co prawda dyrygent sie nam spoznil na probe tuz przed wystepem, bo podobno gral na trabce na slubie znajomych. W ramach bonusu dla widzow w drugiej czesci koncertu wystapil goscinnie chorek z Rumunii i kiedy my w okolo 100-osobowym chorze z orkiestra symfomiczna siedzielismy na scenie, weszli z boku i zaczeli spiewac, nawet ladnie, ale przy akompaniamencie muzyki nagranej na syntezatorze ;-) Za to kiedy juz na koncowe utwory zapalono swiatla na sali, oprocz mojego kuzynostwa (ktore wiedzialam gdzie siedzi) udalo mi sie wypatrzyc na widowni kilku innych znajomych, wiec bylo mi bardzo milo.

Na wczorajszy koncert w Katedrze znajomi stawili sie jeszcze bardziej tlumnie i czesc z nich przezornie zaopatrzyla sie w aparaty i dzieki temu dzis zbieram zdjecia w koncertu. Teraz znajoma Holenderka, z ktora bedziemy spiewac koledy w pracy jest przerazona, ze 'Przybiezeli do Betlejem' prawidlowo spiewa sie szybciej niz cwiczymy, ale generalnie (prawie) wszystkim wystep bardzo sie podobal. W dodatku fajnie wyszly piosenki goralskie z akompaniamentem skrzypiec w wykonaniu jednej chorzystki z Zakopanego i nasze granie na kazoo ;-)

Teraz w planach mam jeszcze spiewanie jutro na wigilii w Reprezentacji jednego z polskich wojewodztw i od czwartku do srody codzienne koledowanie w pracy w czasie lunchu podczas zbiorki zabawek dla dzieci w szpitalach.

No i na swoj sposob czuc juz swieta…

Zreszta w centrum Brukseli sa juz swiatecznie ozdobione place i ulice, w gazetach jest coraz wiecej porad, co kupic na prezent, a w magazynach dla ekspatow pojawiaja sie artykuly tlumaczace tutejsze zwyczaje swiateczne.

I tak, zgodnie z niderlandzka tradycja, Swiety Mikolaj to nie Sanata Claus z duzym brzuchem i czapka z bialym pomponem. Sinterklaas jest znacznie bardziej podobny do swego pierwowzoru - biskupa z Miry. Nie przybywa z Laponii, tylko… z Hiszpani. Nie przywoza go renifery lecz statek parowy. Zamiast elfow ma do pomocy kontrowersyjnego pomocnika zwanego Zwarte Piet (Czarny Piotrek). Dawniej dzieci straszono, ze jak beda niegrzeczne, to Zwarte Piet zabierze je do Hiszpani (co z uwagi na klimat nie byloby chyba takie straszne ;-))). Nie jest do konca wyjasnione skad sie bierze czarny kolor skory Piotrusia: jedni mowia, ze od sadzy (bo przenosi prezenty przez komin), inni krytykuja Holendrow, ze ta postacia nawiazuja do czasow kolonialnych i niewolnictwa.

Mnostwo informacji i o Zwarte Piet i o Sinterklaasie jest na Wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zwarte_Piet
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sinterklaas

A na koniec zdjecie przebranego Siusiajacego Chlopczyka:

niedziela, 30 listopada 2008

wtorek, 25 listopada 2008

Oj dzieje sie, dzieje...

Wczoraj wieczorem bylam na niderlandzkim i stwierdzilam, ze od poprzedniej lekcji jakies wieki minely (a to raptem tydzien). Tyle ostatnio sie dzieje, ze atrakcji i na miesiac by wystarczylo.

W sobote bylismy na bardzo udanym przedstawieniu ‘Skrzypka na dachu’. Trojka moich znajomych grala, a ja organizowalam 23 osobowa grupe widzow (24ty kolega zglosil chec dolaczenia jak juz zrobilam rezerwacje, wiec bilet musial kupowac sam). Oczywiscie oprocz nas byl jeszcze caly teatr innych milosnikow musicali. Jedna osoba z mojej ekipy zapomniala biletu (ale wytlumaczyla, ze jestesmy grupa i i tak go wpuscili), dwie wyszly w przerwie, bo myslaly, ze to koniec, inna przyszla dopiero na drugi akt, bo pomylila godziny. W grupie mialam 2 osoby, ktore przyjechaly specjalnie z Luksemburga i kolege z Wloch, ktory przylecial odwiedzic zone i na ‘Skrzypka’ zalapal sie przy okazji. Inny kolega ubral sie niczym Village Man z przedstawienia i zanim usiadl dokladnie wszystko obszedl (zartujemy, ze chcial sie niepostrzerzenie dostac na podium, ale nie przewidzial, ze miedzy scena a widownia jest dziura dla orkiestry i jest troche trudniej przejsc). Generalnie atmosfera wycieczki szkolnej, ale wyjscie bardzo udane, zwlaszcza, ze skonczylo sie swietna kolacja w Carpe Diem (komentarz kolegi: ‘Ojej, jak tu elegancko. Czuje sie, jak u siebie w domu’). Omawialismy sposoby chronienia sie przed kryzysem finansowym (tenze kolega we wrzesniu oplacil czynsz za mieszkanie na kilka miesiecy z gory, a teraz co moze trzyma na tzw.protonie, czyli w elektronicznej portmonetce, twierdzac, ze nawet jak bank padnie, to jemu te pieniadze zostana), problemy z nazwiskami (wspominalismy m.in.stara historie, jak to kolezance w windzie w drodze do kantyny kiedys przedstawil sie facet Bernard Petit; ona nie doslyszala, reke podala i odpowiedziala: 'Bon appétit') i wiele innych problemow, po ktorych nas brzuchy bolaly ze smiechu (i, co niektorych, z przejedzenia).


A w niedziele spadl snieg. I to taki prawdziwy! Kto mogl chwycil za aparaty, bo nastepne takie opady w Brukseli moga byc za rok albo jeszcze pozniej (kilka zdjec znajomych tu potajemnie wykorzystuje). Ja w najwieksza sniezyce dzielnie zasuwalam na probe – miala byc super wazna, ale dotarla tylko jakas 1/3 aktorow (za kare teraz co dzien mamy proby). Zima w Brukseli bezdyskusyjnie zaskoczyla drogowcow - jak sypalo, to ulice byly calkiem puste, a wracajac do domu widzialam rozwalony autobus, ktory najprawdopodobniej wpadl w poslizg (snieg juz wtedy topnial).

W tej zimowej aurze zaczynamy myslec o swietach. Okazuje sie, ze sporo osob jest zmuszonych zostac w BXLi (np. maz kolezanki pracuje i w wigilie i w sylwestra). W dodatku bilety na samolot robia sie strasznie drogie (dobrze, ze bilet na Wielkanoc kupilam we wrzesniu, bo teraz ponoc juz tez sa astronomiczne ceny). Smiejemy sie, ze jeszcze troche a skonczy sie to rozjezdzanie i bedzimy kiblowac w Brukselce, chyba ze porwiemy jakis autobus, zeby nas zawiozl - w kominiarkach na glowie moglybysmy sterroryzowac meza-kierowce naszej kolezanki i po 15tu godzinach na STIBowskich siedzeniach bylibysmy w Polsce za bezcen. Inna kolezanka slusznie zauwazyla, ze jakby zadbac o odpowiednia muzyke czy zabrac pana z harmioszka, to nawet niezla impreza by z tego wyszla ;-)

A teraz ide na probe. Dzis dostalismy ostateczny scenariusz. Produkujemy sie w najblizsza sobote!!!

piątek, 21 listopada 2008

Aniolki Charliego

W pracy mamy 4 unity (dzialy) tworzace jeden dyrektoriat, na czele ktorego stoi dyrektor majacy do pomocy kilka osob (u nas akurat grupke kobiet, ze mna wlacznie, i jednego kolege). Wczoraj mielismy w zabawny sposob sie zaprezentowac na spotkaniu majacym na celu wzmocnienie wiezi miedzy pracownikami. Dyrektor jest wiekowy (w przyszlym roku odchodzi na emeryture), wiec najpierw go chcielismy przedstawic jako Gandalfa z ‘Wladcy pierscieni’, ale wtedy my bysmy byli hobbitami tudziez orkami. Potem wzielismy na tapete Harrego Pottera i Dumbledore, ale tam rowniez nie ma wystarczajacej ilosci rol zenskich. No i nasz trzeci pomysl, to… Aniolki Charliego! ;-)

I to byl strzal w dziesiatke!

Dyrektora usadzilismy na plazowym lezaczku z przewieszonym recznikiem w palemki tylem do publicznosci, a w rekach trzymal telefon i szklanke z drinkiem z palemka. Widownia widziala tylko wystajace rece z rekwizytami i przyczepiony do lezaka plakat:


Kolega – korespondent budzetowy dokonal naszej prezentacji:

· Sekretarka – ekspertka od Adonisa (wewnetrznego systemu do rejestracji i archiwizacji dokumentow) weszla z wielka figurka Adonisa (tak naprawde byla to raczej kopia Dawida dluta Michala Aniola, ale doskonale sie sprawdzila dla naszych potrzeb)
· Sekretarka od delegacji (zwanych u nas misjami) weszla przy dzwiekach motywu muzycznego z ‘Mission Impossible’ ubrana w bojowki, z plecakiem, lornetka i krotkofalowka
· Ja zostalam ochrzczona hakerem kalkulatorowym i wkroczylam zawziecie stukajac w wielki kalkulator podwedzony na ta okolicznosc dyrektorowi i trzymajac teczke, w ktorej na codzien dostaje transakcje do sprawdzenia (sluzbowo bowiem jestem tez specem, tyle ze od systemow finansowych i kontroli platnosci wychodzacych z naszego dyrektoriatu, czyli tych 4 unitow)
· Kadrowa trzymala w rekach wielki kosz pelen lalek Barbie i Kenow i zostala mianowana head hunterem (lowca glow)

A na koniec nasz specjalista od budzetu z cygarem w zebach przyznal, ze on za to wszystko placi i z kieszeni w marynarce wyrzucil plik falszywych dolarow z belgijskiego parku rozrywki – Walibi ;-)

Generalnie nasza prezentacja udala sie nadspodziewanie dobrze, zwlaszcza, ze jej przygotowanie zajelo nam nie wiecej niz pol godziny plus szukanie rekwizytow w domach.

I niech nikt nie mowi, ze urzednicy to nudziarze!

PS A teraz wszyscy zartuja, ile czasu dyrektor cwiczyl swoja role ;-)

PS2. Na wszelki wypadek dodam jeszcze, ze przygotowywanie prezentacji mialo miesce poza czasem pracy.

środa, 19 listopada 2008

Rock’n’roll versus Mazowsze

Cos sie opuszczam w blogowaniu, bo ostatnio tylko kraze miedzy biurem a probami. W pracy juz nam sie zaczal zryw przed koncem roku, a prob z reguly mam kilka na raz (tak to jest jak sie ciagnie 4 sroki za ogon). Teraz przede wszystkim zajmuje sie ustalaniem priorytetow: z praca bezwzglednie musze sie wyrobic, ale juz teatr w weekend przegral z lekcja rock’n’rolla, lunchowe konwersacje z francuskiego odpadly przy probie koled i przede mna jeszcze 3 tygodnie ciaglych wyborow.

Pierwsze w kolejnosci jest przedstawienie ‘Lata 50te’, w ktorych oprocz spiewania dostalam nieduza (aczkolwiek niezmiernie komiczna) role aktorska pierdolowatej tlumaczki-aktywiski i w najblizsza sobote mam zadanie znalezienia i kupienia sobie bialych podkolanowek (do tego biala bluzka, czarna spodniczka, pozyczam czerwona chuste i mam wygladac na przedstawicielke mlodziezy socjalistycznej). Najwiekszym stresem jest finalowy rock’n’roll, ktory idzie gorzej niz strasznie. Tak to fajnie wyglada, jak sie oglada, ale nauczenie sie krokow w dwie lekcje niestety przekracza moje zdolnosci.

Znacznie latwiejsze chyba beda wejscia z pieniem na ustach – tu przyklad wraz z choreografia:

Co tak dudni, co tak grzmi? Niebo huczy ziemia drży.
Czy wichura groźna dmie? Czy to burza idzie? Nie!

To idzie młodość, młodość, młodość i śpiewa (wejście marszem i środkiem na scenę) Leć w górę piosenko jak wiatr.
Niech spadnie jak burza, jak w maju ulewa, po której odradza się świat. (zatrzymanie się w rzędach przodem do publiczności)
Dla budowy młode dłonie (pokazują dłonie), dla budowy młoda myśl (chwytają się za głowę)
Potrafimy jutro bronić (pięść w górę), tego co tworzymy dziś. (palec wskazujący na ziemię)
To idzie młodość, młodość, młodość i śpiewa, to ona odrodzi świat. (przemarsz od prawej na przeciwny koniec rzędu)

Od Warszawy leci śpiew (bez marszu; pokazują ręką na prawo),
leci wzdłuż przydrożnych drzew (unoszą ręce nad głową imitując drzewa)
I powtarza piosnki treść: miasto wsi (dłonie rozłożone przed sobą) i miastu wieś. (dłonie do góry)

Ref. To idzie młodość... (marsz - pierwszy rząd wmaszerowuje od prawej za rząd drugi; rząd drugi z przodu a następnie wmaszerowuje od lewej za rząd pierwszy)


Nagranie w wykonaniu Mazowsza mozna znalezc tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=i1IdePplqng

Teraz tylko musze sie nauczyc tekstu, zapamietac te wymachy i gotowe. A moja role aktorska moge na szczescie odczytac z kartki sprytnie umocowanej w kajecie, w ktorym mam robic notatki. Uff.

Dalsze szczegoly opisze we wlasciwym czasie (jak go tylko znajde!). Teraz lece na probe ;-)

środa, 12 listopada 2008

Z unijnego podworka

Wracaja do lask krzywe ogorki i bulwiaste marchewki! Dopiero co mielismy dyskusje, czy krzywe banany smakuja tak samo, jak te dopuszczone do sprzedazy, a tu prosze – dzis sie ukazal komunikat prasowy, ze w ramach ograniczania biurokracji beda upraszczane unijne przepisy. Od 1 lipca bedzie mozna kupowac 26 nienormowanych produktow, w tym niewymiarowe ogorki, czeresnie czy groch i brukselke (choc nie bardzo wiem, jak te dwa ostatnie warzywa moga nie spelniac norm).

Z kolei w przyszlym tygodniu, 18.11., ustanowiono Europejski Dzien Wiedzy o Antybiotykach i jak wracam z francuskiego to widze wielki plakat promujacy ‘babcine’ sposoby walki z przeziebieniem czy grypa - naduzywanie lekow moze ponoc powodowac antybiotykoodpornosc drobnoustrojow i proste zakazenia beda nieuleczalne. Dodatkowo maja byc polaczone sily roznych krajow w walce z rzadkimi chorobami (komunikat z wczoraj).

A ja dzis caly dzien archiwizowalam dokumenty (fakt, ze mi sie zrobily zaleglosci z jakis 2 miesiecy, bo zawsze mialam wazniejsze rzeczy i moje biuro bylo zalane teczkami). Nie ma jak sie zajmowac konstruktywna praca!

O EPSach w Wyborczej

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,67738,5894211,Praca_w_unijnej_administracji.html

Dobrze, ze chociaz tym razem nie powypisywali bajek o rzekomych darmowych biletach na podroze do kraju, barach i bezplatnych fitnesach czy zwrocie kosztow na umeblowanie mieszkania (tak nas kiedys opisala 'Rzeczpospolita'). Natomiast autor chyba nie do konca sprawdzil ceny wynajmu, bo za 600 euro to co najwyzej malenka kawalerke mozna znalezc, albo pod uwage brany jest sam czynsz, do ktorego dochodza jeszcze oplaty za wode, prad, ogrzewanie itd. I co jak co, ale Belgowie raczej nie zawyzaja sredniej w znajomosci jezykow obcych (tylko czesc z nich mowi i po flamandzku i po francusku).

Z tego wynika, ze po przeczytaniu artykulu trzeba jeszcze zagladac do komentarzy na forum. I wszystkiego mozna sie dowiedziec z domowego fotela ;-)

poniedziałek, 10 listopada 2008

Patriotycznie

W Brukseli, w 90 rocznice odzyskania przez Polske niepodleglosci w Konserwatorium Krolewskim planowany jest koncert ‘Muzyczne krajobrazy Polski’ autorstwa Krzesimira Debskiego (znanego m.in. jako kompozytora muzyki do seriali ‘Klan’, ‘Zlotopolscy’ czy ‘Na dobre i na zle’). W Polsce tez wszyscy szykuja sie do swietowania 11 listopada. Orkiestry wojskowe cwicza hymn narodowy, z szaf wyciagane sa flagi, w kosciolach odprawione beda msze za pomyslnosc Ojczyzny.

I tak tylko sie zastanawiam, czy w dziesiejszych czasach taka wznioslo uroczysta wersja patriotyzmu jest nadal aktualna. Nie mam nic przeciwko mszom czy paradom, ale dla wiekszosci Polakow jest to tylko dzien wolny od pracy. W Belgii tez jest wszystko pozamykane, tylko Instytucje unijne o dziwo pilnie tego dnia pracuja. I w sumie nic straconego, bo deszczowo i wietrzne, wiec by sie nigdzie nie wyjechalo, to po co siedziec bez sensu w domu. Zreszta i tak zamiast czytac Mickiewicza siegnelabym po Cejrowskiego (to nasze ostatnie odkrycie – czyta sie doskonale). Ladniejsza pogoda jest zazwyczaj 3 maja, ale wtedy tez wszyscy zamiast o kraju mysla o dlugim weekendzie.

Tymczasem Belgia swoje swieto narodowe obchodzi 21 lipca. Dzien wczesniej uroczystosci zaczynaja sie koncertem na placu du Jeu de Balle. Rok temu bylam na nim z goscmi z Polski, dostalismy kapelusze Viva-t-Bruxelles, byla lekcja tanca dla publicznosci, a nastepnie koncert belgijskich ‘gwiazd’, wspolczesnych i gasnacych – wtedy akurat spiewal flamandzki zespol Nicole&Hugo, ktory w 1971 roku (!) godnie reprezentowali Belgie w konkursie Eurowizja; przedstawili swoj najwiekszy hit ‘Goeiemorgen morgen', co sie czyta chujemorhen morhen (a znaczy ‘Dobrego poranka’) i moi polscy znajomi byli oburzeni, ze dorosli ludzie, a spiewaja takie nieprzywoite teksty ;-) Ale byla to swietna okazja poznac tutejszych artystow rangi np.Maryli Rodowicz. Nastepnego dnia w parku przy palacu krolewskim dzieci graja w gry sportowe, jest mnostwo straganow reklamujacych rozne organizacje. Po poludniu mozna podziwiac przejezdzajace konie, czolgi i samochody wojska, policji, pogotowia i strazy pozarnej (i zawsze troche mnie stresuja przelatujace nad glowa samoloty wojskowe). A wieczorem jest piekny i huczny pokaz sztucznych ogni. I generalanie wszyscy sie spotykaja i dobrze bawia - http://www.balnational.be/. Podobno rownie sielsko-towarzyska atmosfera jest we Francji 14 lipca. A w Holandii pod koniec kwietnia urodziny krolowiej hucznie obchodzone sa w calym kraju (wszyscy przebieraja sie na pomaranczowo, w miastach organizowane sa pchle targi, festyny i zabawy).

Epsy, czerpiac wzorce z roznych zrodel, zorganizowali wczoraj 'Wieczor piosenki zolnierskiej'. Tym razem poza nazwiskiem ja nie mialam nic wspolnego z wymysleniem i przygotowaniem calej imprezy, ale z najwieksza przyjemnoscia dolaczylam. Akompaniowal nam akordeonista, ktory nie dawal odpoczac naszym gardlom - tylko od czasu do czasu robilismy przerwe na schabowego czy barszczyk z pasztecikami. Spiewalismy szlagiery takie jak 'O moj rozmarynie' czy 'Palacyk Michla', o legionach, o ulanach, o szarej piechocie. Jakby dokladnie popatrzec na teksty, to sa one strasznie smutne, ale spotkanie i tak udalo sie doskonale. Pomieszalismy co prawda muzyke z powstan i I i II wojny, ale w sumie dobrze sobie od czasu do czasu wszystko przypomniec, bo jeszcze troche, a jedyne co bedziemy znac, to 'Mazurek Dabrowskiego'.

I czy nie lepiej tak gromadnie i radosnie? Z okrzykami ‘Wiwat Polska’, a nie tylko z defiladami i nudnymi przemowieniami. Rozumiem, ze 1 listopada jest dniem zadumy. Ale odzyskanie niepodleglosci czy uchwalenie konstytucji? Jakies ponuraki sa z nas.

PS Dokladnie dwa lata temu bylam ze znajomymi w Barcelonie. Na te okolicznosc nakrecilismy nawet filmik, ze jest 11 listopada, zapadl zmrok, a temperatura wciaz ponad 20 stopni. I w grupie Polakow jak najbardziej pamietalismy, jaki to dzien. I sangria wypilismy toast za dalasza pomyslnosc. I bylo wesolo. I poniekad patriotycznie.

PS2. A swoja droga, jak sie zastanowic, to kto wie, gdzie jest 'Oka jak Wisla szeroka'? I to bez sprawdzania w Wikipedii!

niedziela, 9 listopada 2008

50tki

Juz od zeszlego roku co rusz swietowane sa jakies 50te rocznice. Zaczelo sie od podpisania Traktatu Rzymskiego w 1957 roku i (wedlug mojej interpretacji) najbardziej zasluzeni urzednicy zostali zaproszeni do wziecia udzialu w pamiatkowym zdjeciu i filmiku (ja stoje w daszku piatki ;-)).




W pazdzierniku Belgowie swietowali 50te urodziny Smerfow (poczta wydrukowala nawet specjalne znaczki), w muzeum zabawek w Mechelen stworzono wystawe “50 lat Lego – Trzy pokolenia budowania”, tyle samo lat ma brukselskie Atomium zbudowane podczas Wystawy Swiatowej tego pamietnego roku.

Rowniez Polacy przejeli ta mode na piecdziesiatki – 16 pazdziernika 1958 byla premiera ‘Kabaretu Starszych Panow’ i choc przewidywali jedynie, ze "z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej, zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej", to maja swoich wiernych fanow do dzis dnia.

Pod takim naporem rocznic i okazji, zebrala sie grupka entuzjastow z ‘parciem na szklo’ i tworzy w Brukseli show ‘Sweet 50s i deSOCJALizacja’ – wystep niestety bedzie jednorazowy, ale zapadnie im z pewnoscia na dlugo w pamieci. Byl juz swego czasu ‘Koncert Sopot 73’, byl ‘Dyzma Café – lata 20te, lata 30te’, nadszedl zatem czas, zeby wyposrodkowac i wybor padl na 50tke. Scenariusza zdradzac nie bede, zreszta znam tylko jego zarys i jest on wciaz poddawany przerobkom. Nasz polski chorek tradycyjnie bierze udzial w dopracowywaniu oprawy muzycznej przedstawienia i w piatkowe wieczory, po przerobieniu piesni na niedziele, koled na grudniowe koncerty, kiedy glos juz nam siada i padamy ze zmeczenia, cwiczymy jeszcze przeboje Mazowsza. I mamy przy tym sporo smiechu i zabawy. Tu, dla przypomnienia, teksty dwoch piosenek:

JAK PRZYGODA TO TYLKO W WARSZAWIE

W tym mieście codziennie od rana
Przeżywasz to samo co krok:
Zdumienie! - ulica nieznana,
Olśnienie - nieznany ci blok.
Dziś rano twe dłonie dziewczęce
Mieszały i wapno i piach
Wieczorem olśnienie w kwiecistej sukience
Ładna jesteś jak...
Ładna jesteś jak kwiat.
Jak przygoda – to
Tylko w Warszawie, w Warszawie.
Jak Warszawa – to
W maju, gdy kwitną bzy.
A jak tańczyć – to
Tylko walczyka w Warszawie.
A jak walczyk – to
Z panną taką jak ty!
Królu Zygmuncie!
Powiedz nam, czyś
Widział Warszawę
tak piękną, jak dziś?
Jak przygoda – to
Tylko w Warszawie...

CYT... CYT...

Nocka szumiała, nocka wołała,
Ciepła nocka go z domu wygnała.
Otwórz, dziewczę, drzwi!
Matka, ojciec śpi,
Ojciec, matka śpi,
Otwórz dziewczę mi!
Cyt... cyt... skrzypią drzwi.
Jasiu, nie otworzę Ci!
Cyt... cyt... ojciec śpi.
Obudzi śię, będzie zły.
Cyt... cyt... szczekną psy.
Będą plotki w całej wsi.
Jasiu nie zwlekaj!
Ojciec idzie, uciekaj!
A z rana, z rana, pięknie ubrana
Stoi w okienku, jak malowana.
Stoi w okienku, jak w doniczce kwiat.
Oczy pełne łez, zamknął jej się świat.
Cyt... cyt... oj! Jak źle.
Przyjdź, Jasieńku, weźże mnie!
Bez kochania bardzo źle.
Cyt... cyt... nie bądź zły!
Jasiu ,już otworzę Ci,
Chociaż skrzypią drzwi
I szczekają we wsi psy.
Hej, ha! Wezmę Cię!
Ojcu, matce skłonię się.
Hej, ha! Dziewczyno!
Będziesz moją jedyną.
Hej, ha! Niewiele, będzie we wsi wesele.
Hej, ha! Wesele za trzy-cztery niedziele!
Hej, ha! Raz dwa, trzy! Będzie rejwach w całej wsi!
Hej, ha! Od ucha! Weselisko ucha, cha!


W celu czerpania pomyslow wczoraj choralnie poszlismy na 'La melodie du bonheur' ('Dzwieki muzyki' - po francusku - moj ulubiony musical), w ktorym role Kurta gra synek naszej dyrygentki. A za dwa tygodnie trojka chorzystow wystepuje w 'Fiddler on the Roof' ('Skrzypku na dachu' - po angielsku) i tez sie razem wybieramy. Jak sie jeszcze do tego doda 'High School Musical 3', ktory wlasnie widzialam w kinie, to mozna uznac, ze dokonalismy pelnej inwigilacji konkurencji i bedziemy doskonale przygotowani do naszego wystepu! Howgh!

PS A wczorajsza sztuka byla o tyle niezwykla, ze z profesjonalnymi aktorami grala 7 dzieci. I wypadli wspaniale. Na scenie stala ogromna ksiazka, na ktorej pojawialy sie tla do roznych scen i z ktorej wychodzili aktorzy, takze w sumie na nieduzej przestrzeni udalo sie odtworzyc calosc. Zreszta sam musical jest tez super. Tu kilka przykladow:

Favourite things http://www.youtube.com/watch?v=j9KwlIHcmq4
I Have Confidence http://www.youtube.com/watch?v=LwMFcI71tuQ&feature=related
So long, Farewell http://www.youtube.com/watch?v=HECJLH4onZk&feature=related

sobota, 8 listopada 2008

Gunther von Hagens

http://pl.wikipedia.org/wiki/Gunther_von_Hagens
http://www.supermozg.pl/supermozg/1,93062,5648698,Ludzkie_zwloki_jako_eksponaty_na_wystawie.html

Wreszcie udalo mi sie pojsc na wystawe von Hagens'a, ktora do stycznia jest w Brukseli. Nie bylam do konca przekonana, czy chce to ogladac, ale teraz nie zaluje. I wrecz uwazam, ze np.zdjecia porownawcze pluc palacza i zdrowego czlowieka powinny byc bardziej rozpowszechniane (te pierwsze byly tak czarne i paskudne, ze na pewno nigdy sie nie skusze na papierosa). Bylam tez pod wrazeniem mloteczka, kowadelka i strzemiaczka z ucha - w rzeczywistosci sa tak malenkie, ze dlugo musialam patrzec, zeby je zauwazyc pod szklana szyba. Ze znajoma generalnie stwierdzilysmy, ze przydalaby sie nam powtorka z czesci ciala, bo o ile serce, zoladek, watrobe poznajemy od razu (nawet jesli sa dotkniete choroba, to da sie rozpoznac), to np. do dwunastnicy czy sledziony nie mialysmy przekonania (a napisy niestety byly tylko francusku i niderlandzku, wiec trzeba bylo troche pomyslec, zeby sie zorientowac o co chodzi). Zaskoczyla nas tez trzustka, ktora na pierwszy rzut oka wygladala jak korzen, np. chrzanu. Mnie najbardziej zaciekawily nerki, zwlaszcza ze bylo porownanie przekroju zdrowej, z cysta (znacznie powiekszona i znieksztalcona) i z choroba autoimmunologiczna (wszystko jakby bylo zlane z jedno).

Jedynie co mi sie nie podobalo, to ogromny akcent stawiany na miesnie, zwlaszcza jak ciala byly ustawione w dziwny sposob - robily sekcje zwlok, graly w badmintona itp. Choc dzieki temu, ze mam zakwasy po czwartkowej gimnastyce moglam dokladnie popatrzec, ktory miesien mnie boli.

Generalnie nie moge uwierzyc jaka niesamowita maszyneria jestesmy i gdzie sie mieszcza te wszystkie organy (zwlaszcza jelita), uklady krwionosne, nerwowe itp (wszystkie byly pokazane z osobna). I dalsze doksztalcanie w tej dziedzinie bede juz kontynuowac na podstawie rysunkow, choc teraz znacznie prosciej bede sobie mogla wyobrazic gdzie dokladnie jest i z czym jak sie laczy zatoka przynosowa, jakie znieksztalcenia w ciele powoduje skrzywienie kregoslupa czy co sie dzieje z watroba przy naduzywaniu alkoholu.

środa, 5 listopada 2008

Belgijska sluzba zdrowia

Na poczatku roku, dokladnie 10 stycznia, poszlam do lekarza pierwszego kontaktu z goraczka, ale bez innych objawow. Pani doktor prowadzi cale moje dossier wszystkich problemow zdrowotnych (kazdego specjaliste, ktorego odwiedzam, mam prosic o wysylanie jej raportow), wiec przezornie od razu wyciagnela strzykawe i z miejsca sama zrobila mi badania (w jej gabinecie – wydzielonym pokoju w starej kamienicy - nie ma zadnej pielegniarki), wyslala je w trybie pilnym do laboratorium, ja mialam wrocic do domu, odpoczac i po paru godzinach zadzwonic. Jakby bylo bardzo zle, to miala zalatwic szpital, ale okazalo sie, ze wystarczylo skonsultowac sie ze specjalista, wypisala recepty i zwolnienie i po tygodniu mialam sie znowu do niej zglosic na badania kontrolne. Za wizyte u internisty z reguly od razu uiszcza sie oplate chyba 25 eur (pozniej za okazaniem rachunku czesc odzyskuje z ubezpieczenia), natomiast laboratorium mialo mi przyslac fakture. No i przyslalo. Badania byly w styczniu, rachunek dotarl… wczoraj (5 listopada). Takze o ile wyniki blyskawicznie faksuja do lekarza, to ze sciagalnoscia oplat sie nie spiesza. Ja w miedzyczasie sie przeprowadzilam i mialam robione duzo innych badan, a oni wciaz czekali.

Pani doktor tez jest dosc oryginalna, choc bardzo ja lubie. Belgijka, kolo 50tki, w stanie wojennym posredniczyla w przekazywaniu darow dla Polski i ma do nas duzy sentyment, chodzi na kurs niderlandzkiego, spiewa w chorze i wogole polowa wizyty schodzi nam zwykle na plotkach, ale poki co (odpukac) zawsze mi trafnie dobiera leki, wiec fachowcem jest dobrym, towarzysko jest tez bardzo sympatyczna, choc niechetna dawaniu zwolnienia z pracy. Natomiast to co mnie najbardziej zaskakuje, to te badania, ktore robia z miejsca. Dzieki temu kolezanka ze sklonnosciami do przeroznych alergii dowiedziala sie, ze wskaznik nietolerancji na ukaszenia pszczol czy os ma przekroczony ponad 300 razy.

Belgijscy lekarze maja jeszcze jedna ceche. O ile w Polsce zwykle roztaczano przede mna czarne wizje i przepisywano stosy lekow (rowniez profilaktycznie), to tutaj problemy z reguly sie umniejsza (coby nie powiedziec – bagatelizuje). Ja tylko nie moge sie zgodzic z brakiem lekow oslonowych przy podawaniu antybiotykow, ale co do reszty w sumie moze maja racje. Ponoc w rankingach na najbardziej schorowany narod wygrywaja szukajacy dziury w calym Polacy, a Belgowie trzymaja sie calkiem dobrze…

http://wiadomosci.onet.pl/1833111,11,item.html

PS W ramach dbania o zdrowie do pilatesu dolaczylam ostatnio gimnastyke z fizykoteapeutka skoncentrowana na kregoslupie (co wcale nie jest takie banalne, za to bardzo oryginalne – na kazdych zajeciach mamy inny sprzet do cwiczen, np. skakanki, krzesla, pilki i jako podklad muzyczny sluchamy chorkow dzieciecych). Poza tym mam plan, ze bede regularnie chodzic... do kina ;-)

wtorek, 4 listopada 2008

Pshy-bie-sheh-lih do Bet-le-jem

Juz raz pisalam o problemach z polska wymowa na przykladzie koled (dla przypomnienia tu jest link). Otoz chorzysci jakos sobie poradzili i tak wyglada fonetyczny zapis 'Przybiezeli do Betlejem', wedlug ktorego teraz beda spiewac (opiera sie na angielskiej wymowie):

Pshy-bie-sheh-lih do Bet-le-jem paster-she,
Grah-yawn skoch-ni-eh Dzie-tsawn-tech-ku nah li-she.

Hva-wah nah vy-so-kos-chih,
Hva-wah nah vy-so-kos-chih,
Ah pokooj nah she-mi.

Oda-va-li sveh u-kwonyvh po-ko-sheh,
To-bieh, z ser-tsa o-ho-tne-go,oh Bo-sheh.

Mih Goh tak-sheh Bog-iem,Zbav-tsawn yush zna-mih,
Ee z tsa-we-goh ser-tsavshys-tsih ko-ha-mih.

Jak widac, dla chcacego nic trudnego ;-) Ja sie za to mecze z francuska koleda Il est né le divin enfant

niedziela, 2 listopada 2008

Zaduszki

Dzis po mszy pojechalysmy na cmentarz w Ixelles. Pogoda byla znacznie lepsza niz wczoraj, takze mialysmy spacerek przed obiadem. Z waznych osobistosci udalo nam sie znalezc dwa groby rodziny Delhaize, na ktore siec supermarketow ufundowala wiazanki z firmowa wizytowka.
Na starej czesci cmentarza dosc powszechnie zamieszczano fotografie zmarlych:


Ale byly tez groby bardziej oryginalne, jak np. ponizej po prawej stronie jest figurka Alladyna:

To tez jest przyklad ciekawego nagrobka:


Najnowsza czesc cmentarza wygladala dokladnie tak samo jak na Bruxelles-Evere wczoraj. Las drewnianych krzyzy lub desek z nazwiskami.
A to sektor dla urn ze skremowanymi zwlokami:

I choc w Belgii nie ma zwyczaju zapalania zniczy na grobach, to dosc powszechnie stawiano donice z kwiatami.
Choc i tak napiekniejsze chryzantemy sa na Ambiorixie:

A przy wejsciu do mojej kamienicy atmosfera juz adwentowa:
Ja jeszcze dzis zachowalam szczatki barbarzynskiej tradycji halloweenowej i na obiad usmazylam raczuchy z dyni. W smaku wyszly troche marchewkowe, a wygladaly tak (zreszta nadal tak wygladaja, bo po smazeniu z reguly przechodzi mi apetyt i zostawilam wiekszosc na kolacje):

A to juz sprawdzony dobry przepis:

Składniki
800 g dyni
2 łyżki masła lub margaryny
4 łyżki cukru pudru
100 g tłuszczu
1 szkl mąki
2-3 łyżki śmietany
3 jajka
sól
Opis przygotowania
Dynię umyć, obrać z twardej skórki, usunąć pestki. Miąższ zetrzeć na tarce o dużych otworach. Jajka umyć, oddzielić żółtka od białek. Masło utrzeć z cukrem i żółtkami, połączyć ze śmietaną, dynią i ubitą pianą z białek przesypując przesianą mąką, posolić. Tłuszcz rozgrzać, nakładać łyżką niewielkie racuszki i smażyć z obu stron na jasnozłoty kolor.

I jeszcze kilka innych propozycji, co mozna zrobic z dynia: http://www.pumpkingutter.com/gallery2/main.php

sobota, 1 listopada 2008

Wszystkich Swietych

Tak caly czas nie moge sie zdecydowac, czy lubie 1 listopada. Z jednej strony jest zazwyczaj chlodno i dzdzysto (tego nie lubie), calodzienne chodzenie po cmentarzach jest meczace i nuzace (to jest obiektywna ocena), ale zazwyczaj spotyka sie znajomych i krewnych, ostatnie zeschniete liscie szeleszcza pod stopami, a znicze tworza ciepla aure i sprawiaja, ze zimne i ponure cmentarze staja sie tego dnia bardziej przyjazne (i tego mi troche brakuje w Brukseli).

W tym roku tak sie zlozylo, ze zostalam w Belgii. I zeby tradycji stalo sie zadosc, pojechalismy na Cimetière de Bruxelles , najwiekszy tutejszy cmentarz, na ktorym w sektorze brytyjskim, na koncu Grande Avenue, znajduja sie mogily 21 polskich zolnierzy poleglych podczas wyzwalania Belgii. Aby tam dojsc, trzeba od glownego wejscia kierowac sie caly czas prosto i przy drugim 'rondzie' skrecic w lewo. Lacznie jest tam pochowanych 710 osob, ktore zginely pod koniec II wojny swiatowej i 54 ofiar I wojny. Na kazdej tablicy jest znak wskazujacy na pochodzenie zmarlego - na polskich jest orzel (w dodatku przed nami ktos juz zapalil znicze i polozyl czerwone roze, wiec bylo tym latwiej trafic; przy nas doszly jeszcze dwie polskie rodziny z dziecmi i z braku zniczy zapalono przy nich swieczki do podgrzewaczy lub zwykle swiece). Oprocz tego na wielu grobach byly liscie klonowe Kanadyjczykow, groby Grekow, Jugoslowian i innych. Byly tez tablice nieznanych zolnierzy z napisem 'Known unto God'.

Zanim dzis tam pojechalam, zostalam dokladnie poinstruowana przez znajoma, ktora na zajecia francuskiego zrobila prezentacje na temat brukselskich cmentarzy, dokad nalezy pojsc. To dzieki materialom przez nia zebranym dowiedzialam sie, ze wlasnie na Bruxelles-Evere pochowany jest Charles de Brouckère, czwarty burmistrz, ktory w 1855 roku zainicjowal instalacje pierwszego nowoczesnego wodociagu w miescie. Dzis jego imie nosi jedna z najwazniejszych stacji metra. My znalazlysmy grob jednego z jego nastepcow - w wielkim grobowcu lezy Jules Anspach, ktory dokonal znacznej przebudowy miasta, a teraz poswiecona jest mu jedna z glownych arterii Brukseli.

Z innych ciekawostek, na Forest lezy Frederic Neuhaus, tworca pierwszych pralinek. Na Ixelles znajduja sie groby rodziny Delhaize, zalozycieli sieci sklepow w 1867 (ja w supermarketach pod ta nazwa najczesciej dzis robie zakupy). Jest tam rowniez pochowana Anna Boch, jedyna osoba, ktora zakupila obraz Van Gogha za jego zycia oraz Victor Horta, najslawniejszy architekt art nouveau w Brukseli. Na Skarbku lezy René Magritte, kluczowy belgijski surrealista.

Dzis na cmentarzu, mimo paskudnej pogody, zimna i deszczu, ktory z mzawki co chwila zmienial sie w ulewe, bylo troche przechodniow (zwykle slyszalo sie polskie glosy) i przy wejsciu mozna bylo kupic doniczki z kwiatami.

Znalazlysmy tez sektor z nowymi grobami (wiekszosc z nich nie miala tradycyjnych krzyzy) i specjalnie wydzielona czesc cmentarza dla ofiar pozaru, ktory 22 maja 1967 zniszczył dom towarowy „L’innovation” w Brukseli. Podobno byl to najwiekszy po II wojnie swiatowej pozar w Europie, w ktorym zginely 322 osoby, glownie kobiety i dzieci. Polaczyl ich zupelny przypadek. Teraz na nieduzym terenie regularnie ustawiono czarne tablice i przy kazdej z nich wbita byla w ziemie doniczka z jaskrawo fioletowymi wrzosami.

I jak tak pochodzilam troche po cmentarzu wyszukujac zupelnie obcych mi ludzi, to mi sie troche zatesknilo za polskimi cmentarzami, gdzie czulabym zapach zniczy, mijala tlumy ludzi (znajomych lub nie), przypomniala sobie zmarlych krewnych, wziela udzial we mszy w Justynowie. Podobno w Polsce bylo dzis bardzo cieplo i slonecznie...

środa, 29 października 2008

Kreatywnym byc

Mialam troche przerwy w blogowaniu, bo caly tydzien spedzilam w Polsce krazac na trasie Warszawa - Justynow – Warszawa – Drohiczyn – Warszawa – Justynow – Warszawa – Bruksela. Zaliczylam kilkakrotnie podroz koleja na zmodernizowanym odcinku miedzy Skieniewicami a Lodza, pojezdzilam troche po stolicy zachwycajac sie przestrzenia zachowana miedzy budynkami w porownaniu z BXLa, udalo mi sie zobaczyc musical w Teatrze Roma (rewelacja!!!).

Jedynym negatywnym aspektem urlopu byla niespodzianka mojej rodzinki, ktora w tajemnicy zlikwidowala moj pokoj, skutkiem czego w moim bagazu w stronie powrotna znalazla sie glownie czesc rzeczy, ktore po mnie jeszcze zostaly. Ale i tak okazalo sie, ze kolezanka mnie przebila z przywozonym z Polski bagazem, bo jej Mama przygotowala cala serie sloikow z przetworami i kiedy zostaly zaladowane do walizki okazalo sie, ze nie ma czym ich zabezpieczyc przed stluczeniem i jedynym pomyslem bylo owiniecie ich w… papier toaletowy. Jak sie o tym dowiedzialam, to sobie ja od razu wyobrazilam, jak teraz siedzi w domu i papier zawija w rolki, ale ponoc miejsca bylo na tyle duzo, ze nie trzeba bylo nawet ich rozwijac. Tym sposobem ma zapas papieru na kolejny rok, a walizka po otwarciu przypominala walizki przemytnikow, tylko zamiast zwitkow pieniedzy byl papier o nieco nizszej wartosci ;-)

Juz kiedys pisalam, co jak co, ale pomyslowosci to nam nie brakuje. Choc i tak na przedstawieniu ‘Upior w operze’ w Romie zaniemowilysmy z zachwytu nad niektorymi rozwiazaniami technicznymi i iloscia drobnych niespodzianek dla widza. Nie bede zdradzac wszystkich tajemnic, ale nie umiem sobie wyobrazic, gdzie udalo sie upchnac za kulisami wszystkie dekoracje, ktore poza imponujacym wygladem byly gigantycznych rozmiarow (wielkie schody operowe, zlocony gabinet dyrektorski, jezioro i kryjowka Upiora to tylko kilka przykladow). Krysztalowy zyrandol spadl prawie na nas, Upior pojawial sie w kilku miejscach rownoczesnie (to akurat moge sobie wytlumaczyc, ze aktorzy sie wymieniali), dyrygent z dlugimi blond wlosami, ktory byl przedstawieniem sam w sobie, do zludzenia przypominal nam jedna znajoma i kiedy wyszedl na scene na koniec zbierac brawa, nagle na czele orkiestry wylonila sie podobna blond glowa i zaczela dyrygowac. Do tego zupelnie zdebialysmy jak na koniec Upior przykryl sie plaszczem i zniknal i zostala po nim tylko maska… Natomiast pomijajac wszystkie gadzety i triki, wykonanie bylo mistrzowskie i choc rozumiem, ze mozna miec wybity glos, piekny wyglad czy byc wspanialym tancerzem/tancerka, to posiadane tych wszystkich zalet rownoczesnie (co ma miejsce w przypadku odtworczyni roli Christine) jest juz lekka przesada. Musical polecam kazdemu i jak tylko bede miala jeszcze okazje nocowac w Warszawie, to w pierwszej kolejnosci sprawdze repertuar teatrow.

Tu link do nagrania w wykonaniu glownych bohaterow z obsady, ktora widzialam na zywo:
http://www.youtube.com/watch?v=8ZUJZzRNKZg

I moja ulubiona scena:
http://www.youtube.com/watch?v=jgwumWcRulc&feature=related

W tak podnoslych uroczystych nastrojach nastepnego dnia jechalismy na wesele kolezanki – Epski do Drohiczyna, ale to juz jest zupelnie inna historia…

Epski na weselu


wtorek, 21 października 2008

Spam weselny

Z grupa Epsek szykuje sie na wesele w Polsce. I tak przegladajac rozne propozycje zabaw weselnych natknelysmy sie na 'Telegram do Pana Mlodego'. My kopiowac nic nie bedziemy, poza tym jestesmy znajomymi ze strony Panny Mlodej, ale tekst bardzo mi sie podobal, wiec go wklejam ;-)

Nie każdy wie, że Pan Młody przed ślubem należał do Klubu Starych Kawalerów. Cały klub przebywa teraz we Włoszech i przesyła telegram z życzeniami:

Dzień dobry drogi Kamilu - Bongiorno Kamillo frajeri

bardzo nas cieszy - Kontato schizofrenio

że się ożeniłeś - Liberta kaput

w tym uroczystym dla Ciebie dniu - Akademio kabaretto

życzymy Ci wiele radości i szczęścia - La dyscyplina dyktatore

pojąłeś piękną żonę - Paloma maszkarone

po weselu rozpoczniesz normalne życie - Katorga, galera, patoga

wasz związek będzie pełen miłości - Finito amore...

potem może przyjdą dzieci - Cinquecento bambini

zostaniesz ojcem - Padre Virgilius

będziesz się cieszyć tą perspektywą - Silencio mortale

dbaj o teściową - Arszenikos cyjankarei

o teścia - Piwencjo kuflozo

a zostaniesz doceniony - Vizitato prokuratore

życzymy Ci - Gratulacjone

miłej współpracy - Non kolaboracjone

dużo pieniędzy - Forsa finito

ładnego mieszkania - Apartamento sutereno

dobrego samochodu - Karocze sireno

udanych wakacji co roku - Prego ciao Italia Bongiorno ogródek, sekator, działka

Tego wszystkiego życzą Ci koledzy ze słonecznej Italii - Cavalieros Sicilianos Italianos

podpisano koledzy z Klubu Starych Kawalerów - Kumplos smutatos
P.S. Pozdrowienia dla gości weselnych - Bongiorno stonka inwazione

niedziela, 19 października 2008

Drakula

Wczoraj po raz pierwszy wybralam sie ze znajomymi do brukselskiego teatru Toone. Polozony w samym centrum Brukseli, pomiedzy Impasse Schuddeveld i Impasse Sainte-Pétronille, niedaleko Grand Place'u, jest niezwyklym miejscem. Na parterze znajduje sie knajpka, ozdobiona plakatami i lalkami, ktora byla by bardzo przyjemna, gdyby nie kleby dymu papierosowego. Na strychu jest kameralny teatr marionetek, z drewnianymi lawami dla widzow i kolorowym wystrojem. I mimo tego, ze graja tam lalki, na przedstawienia przychodza glownie dorosli (wczorajsze przedstawienie zaczelo sie o 20.30 i trwalo dwie godziny).

My wybralismy sie na 'Drakule'. Sztuke wystawiali po francusku, ale fabule mniej wiecej znamy, wiec zalozylismy, ze damy rade zrozumiec o co chodzi. No i faktycznie, cala historia byla opowiadana glosno i wyraznie, do tego co jakis czas wrzucano slowka po niderlandzku lub 'brukselsku' (ja jeszcze nie zawsze umiem rozroznic). No i takiej wersji 'Drakuli' jeszcze nie slyszalam ;-)

Narrator opowiesci wyrusza w podroz do Transylwanii z walizeczka z logo 'Club Medu' w celu sfinalizowania transakcji zakupu nieruchomosci w Brukseli przy De Brouckère. Nabywca -Drakula szybko staje sie wielbicielem Krieka (belgijskiego piwa wisniowego), ktory mu sie kojarzy z krwia i chce sie nauczyc zargonu Brusseleer. Tymczasem Mina, ukochana narratora, przebywa z przyjaciolka Lucy w belgijskim kurorcie Knokke nad Morzem Polnocnym. Kiedy Lucy staje sie ofiara Drakuli, akcja przenosi sie na cmentarz w Ixelles. Tam zadza krwi wampirzycy jest zaspokojona belgijska kielbaska, odpowiednikiem naszej kaszanki. Na koniec, kiedy jeden z czlonkow nagonki na Drakule zostaje ranny, pozostali chca zadzwonic po Europe Assistance, a on sie broni, ze nie ma mutuelle, czyli tutejszego ubezpieczenia.

Wracajac do teatru, zostal on stworzony w 1830 roku przez Antoine Genty (Toone to skrot od imienia Antoni w brukselskim dialekcie). Obecnie szefem jest Toone VIII, Nicolas Géal, intronizowany oficjalnie w 2003 roku - pelni funcje kasjera, biletera, konferansjera, barmana sprzedajacego w przerwie Krieka itp. Oprocz niego w przedstawieniu wziela udzial piatka aktorow poslugujaca sie lalkami, ktorzy tworza mloda i zgrana ekpie milosnikow marionetek. W programie juz wkrotce bedzie 'Faust' i 'Czterech muszkieterow'.


Na koniec wklejam jeszcze zdjecie zamku z La Hulpe (absolutnie nie kojarzacego sie z Drakula), gdzie udalo mi sie wczoraj dojsc z Groenendaal - tym razem wcale sie nie pogubilismy!



Rok temu 'Drakule' widzialam rowniez wystawianego na swiezym powietrzu w ruinach opactwa w Villers-la-Ville. Przedstawienie to zrobilo wtedy na nas ogromne wrazenie (zwlaszcza jak zapadl mrok i wszedzie byly tylko wampiry i czarownice). Ale 'Drakula' w Toone tez jest jak najbardziej godny polecenia!

sobota, 18 października 2008

O tym...

jak znowu mam wiecej szczescia niz rozumu ;-)

W moim mieszkaniu, ktore wynajmuje od 9 miesiecy, w kuchni stoi przedziwne ustrojstwo. Na gorze ma 4 plyty grzewcze, ponizej piekarnik, o ktorym caly czas bylam przekonana, ze nie dziala, a na samym dole - mala zmywarke. Od lutego meczylam wlasciciela, ze piekarnik jest mi absolutnie niezbedny i zeby cos z tym fantem zrobil. Sama potajemnie kupilam w Polsce prodiz, ktory mi przewiezli znajomi i stalam sie dzieki temu ekspertka od okraglych ciast. Niedawno wlasciciel mojego mieszkania dal mi stara mikrofalowke, jako pocieszenie dla braku piekarnika, wiec generalnie przestalam natarczywie zglaszac zazalenia.

Dzis sie wybieralam na wycieczke do Forêt de Soignes. W ramach przygotowania do kilkugodzinnego marszu postanowilam zrobic sobie porzadne sniadanko z jajkami na twardo. Jak sie tam powoli gotowaly, a ja po zaparzeniu kawy i zrobieniu kanapek zaczelam sie troszke nudzic, od niechcenia zajelam sie sprawdzaniem roznych pokretel w kuchni. I udalo mi sie wlaczyc piekarnik!!! Szybko doszlam do wniosku, ze widocznie jest on sprzezony z jakims innym sprzetem i probowalam laczne wlaczenie piekarnika z plytka (nie dzialalo), wyciagiem (nie dzialalo) i... licznikiem czasu, jaki mam na mojej kuchenko-piekarniko-zmywarce. Eureka!!! I nawet jak sie mocniej zastanowic, to mam wspanialy sprzet, bo musze nastawic czasomierz, zeby cos upiec i jak sie zapomne, to on mi sie sam wylaczy!!!

Z radosci zmienilam plany obiadowe i pobieglam do sklepu po pizze. Piekarnik dziala doskonale. Pizza ze szpinakiem Dr Oetkera wyszla palce lizac!!!

wtorek, 14 października 2008

Polskie koledy po europejsku

W mojej dyrekcji powstal chorek, ktory w porze lunchu we wtorki przygotowuje kilka koled w roznych jezykach na blizej nieokreslona okazje w grudniu. I bardzo sie zapalili, zeby zaspiewac rowniez cos po polsku. To mnie dosc mocno zmotywowalo, zeby do nich dolaczyc, zwlaszcza ze moglam ich wspomoc w realizacji tego pomyslu. Po konsultacji wybralismy polskie ‘Przybiezeli do Betlejem’, ktore jest dosc proste, skoczne, dynamiczne i latwo wpada w ucho.

No i dzis mialam soprany nauczyc tekstu.

Przybiezeli… – kazdy frankofon spokojnie wymowi 'ż', wiec poszlo nadspodziewanie gladko
…do Betlejem… – proscizna
…pasterze… – jakos idzie, zwlaszcza, ze w tym miejscu tempo spiewania nieco zwalnia
…graja skocznie… - problem z ‘cz’, ale po paru probach sie udalo
….dzieciateczku… - totalna klapa, nawet po podzieleniu na sylaby nie udaje sie wymowic
…na lirze... – tu wiekszosc po stresie z ‘dzieciateczkiem’ wymieka i sie gubi
…Chwala… - moja najwieksza troska, zeby nie wyszla ‘chala’
…na wysokosci… - ciezko
… a pokoj na ziemi – idzie sprawnie, glosno i radosnie i do tego dochodzi ogromna ulga spiewajacych, ze to juz koniec

Wedlug nie-Polakow, jak my to czytamy, to brzmi pieknie i poetycko i wlasnie tak, jakby sie powinno zwracac do malego dziecka (ta ostatnia opinia moze byc spowodowana tym, ze nie przetlumaczylam dokladnie slow koledy - wspomnialam tylko, ze refren oznacza 'Gloria in excelsis' - albo ludzie sa przyzwyczajeni do polskich opiekunek do dzieci i wszystkie melodie kojarza im sie z kolysankami).

Poza tym spiewamy juz jedna kolede francuska, jedna wloska, w planie jest jeszcze niemiecki, niderlandzki i lacina. Na dzien dziesiejszy w zenskich glosach 60% chorzystek to Polki. W meskich mamy tylko jedna kolezanke spiewajaca tenorem. Spiewajacych kolegow – Polakow – brak.

poniedziałek, 13 października 2008

Dyplomata byc

Na francuskim nauczycielka podzielila nas na dwie grupy. Jedna to ambasadorowie, ktorzy mieli wymyslic sobie kraj, ktory wspolnie reprezentuja. Druga to dziennikarze, ktorych zadaniem bylo przygotowac liste podchwytliwych pytan. Potem kazdy dziennikarz dostal swojego ambasadora, mielismy przeprowadzic wywiady, a nastepnie wspolnie podsumowac, czego sie dowiedzielismy.

Ambasadorowie wylozyli sie juz na pierwszym pytaniu, gdzie ten kraj sie znajduje. Wiekszosc mowila o okolicach Morza Srodziemnego, jeden kolega wspomnial o centrum Europy. W grupie mamy Hiszpana, ktory natychmiast zaczal argumentowac, ze dla niego centrum to wlasnie kraje srodziemnomorskie.

Drugie trudne pytanie to data powstania tego fikcyjnego panstwa. Kazdy mial inna odpowiedz. Argumentacja Hiszpana: w kraju bylo tyle przewrotow politycznych i zmian ustrojowych, ze nie da sie dokladnie ocenic, na kiedy datowac poczatek jego istnienia.

To, ze nikt nie umial podac imienia i nazwiska najwazniejszych obywateli, Hiszpan latwo wytlumaczyl, ze jest to pytanie zbyt subiektywne, zeby mozna bylo ujednolicac odpowiedzi.

A liczba ministrow (rowniez kazdy podal inna) zalezy, czy bierze sie tez pod uwage wladze regionalne, ktore w tym panstwie zdaly sie byc bardzo skomplikowane.

Czy druzyna pilkarska brala udzial w mistrzostwach swiata? Wszyscy powiedzieli nie, jeden kolega tak. Wytlumaczenie Hiszpana: panstwo to nawet wygralo w rozgrywkach... w futbolu amerykanskim ;-)

Wniosek: ogolnie mowiac chodzi o to, zeby umiec odwrocic kota ogonem (tourner autour du pot) i gadac o niczym (la langue de bois)…

Agnieszka Osiecka
CHODZI O TO, ŻEBY NIE BYĆ IDIOTĄ

Chodzi sobie Baj po ścianie,
chodzą sobie różne panie.
I górnicy, i hutnicy,
i zwyczajni bezbożnicy.
Nawet bardzo młody jeż - chodzi też.

Chodzi Polak na wódeczkę.
Chodzi Basia het, nad rzeczkę.
I turyści z Ameryki,
i dawniejsze bolszewiki.
Ostatecznie chodzi wszak – nawet ptak.

Ogólnie zaś chodzi o to,
żeby nie być idiotą.
Zapuszczaj swój włos i motor.
Nie śpij z byle ho-hołotą.

Ciut sobie bimbaj, żyj niby cymbał.
Możesz być nawet psem i lwem.
Możesz być świrem, możesz być zbirem,
być idiotą, o nie, nie, nie, nie.

Można chodzić w kółko sobie,
albo się przewracać w grobie,
można chodzić w dal z Marylą
i z Agnieszką albo z Lilą,
w maratonie udział brać,
albo stać, ooo

Ogólnie zaś chodzi o to,
żeby nie być idiotą.
(…)
Ciut sobie bimbaj, żyj niby cymbał.
Możesz być nawet psem i lwem.
Możesz być nawet własną ciotką
Byleby nie zostać idiotką !


Slucham sobie tego teraz w wykonaniu Anny Serafinskiej I tak mi sie skojarzylo z ta ostatnia lekcja francuskiego ;-)

niedziela, 12 października 2008

Przechadzka po Brukseli

Tak wyglada zlota belgijska jesien. Dodam jeszcze, ze poza pieknym niebieskim niebem mielismy ok. 20 stopni. Kolo tych wszystkich miejsc przechodze kilka razy w tygodniu. Zdjecia po kliknieciu mozna powiekszyc.
Na poczatek Place Jean Rey, czyli okolice Rady Europejskiej:

Park Leopold, czyli okolice Parlamentu Europejskiego:


Park Cinquantenaire, na ktory mam widok z okna w biurze (dzis zamiast urzednikow w porze lunchu po parku spacerowaly cale rodziny w dziecmi):



Avenue Michel Ange (tu mieszkalam przez dwa lata i wciaz mam ogromny sentyment do tej uliczki, mimo ze obecne mieszkanko zdecydowanie bardziej mi sie podoba ;-)

Square Ambiorix:



Square Marie-Louise:

I jeszcze drobne zakupy u Araba po drodze...