sobota, 31 stycznia 2009

Sprawnosc niedzwiadka


I wrocilam. Cala i zdrowa i baaaardzo zadowolona z wyjazdu. Narciarki ze mnie nie bedzie (po tygodniu prob jestem mistrzynia...oslej laczki), ale atmosfera w schronisku, przepieknie osniezone szczyty i slonce w srodku zimy tak mi sie podobaja, ze powoli zaczynamy planowac podobny wypad na przyszly rok!!!

Ale nie bylo latwo. Nasz wyjazd zorganizowalo UCPA (stowarzyszenie promujace sport na swiezym powietrzu, poczatkowo dzialajace na terenie Francji, obecnie poszerzajace swoj zasieg na skale ogolnoswiatowa). Nieopatrznie szukajac kursu pod zakladka 'ski alpin' wybralysmy opcje 'ski passion', ktora okazala sie wyjazdem dla najbardziej zapalonych narciarzy. Grupa poczatkujaca, do ktorej zaliczalam sie bezwzglednie, miala pierwsze wstepne dwugodzinne spotkanie juz w niedziele, gdzie nauczylismy sie: zjezdzac, skrecac i zatrzymywac sie. Czyli generalnie podstawy mielismy juz za soba i w poniedzialek wyjechalismy na pierwszy zielony szlak. Niestety nie przewidzialysmy kilku drobnych kwestii: w 12osobowej grupie wiekszosc osob juz umiala jezdzic na nartach, a od poniedzialku program przewidywal po 5 godzin dziennie zajec z instrukorem, co nijak sie mialo do naszej kondycji. W efekcie pierwsza Epska juz w niedziele miala kontuzje kolana, dzien pozniej ja meczac sie okrutnie z wchodzeniem pod gorke w nartach, gdzie kazdy krok w przod konczyl sie dla mnie zjazdem do tylu, wkurzylam sie i zrezygnowalam z kursu. Tego samego dnia kolejna Polka poszla w moje slady z powodu bolu kolan i do piatku po poludniu z instruktorem zostala tylko jedna z nas, ktora ma za soba 4 lata szusowania, ale tez byla w grupie poczatkujacej. Z 12 osob z instruktorem do konca wytrwalo 5. W tydzien przejechali chyba wszystkie zielone i kilka niebieskich szlakow.

Jako 'spady' z grupy bawilysmy sie jednak doskonale!!! Mialam czas na spacerki, wylegiwanie sie w sloneczku na lezaczkach, a oprocz tego co dzien bralysmy narty, same jezdzilysmy sobie na oslej laczce i wjezdzalysmy pod gore na najprostszym wyciagu. I choc nie naleza mi sie zadne gwiazdki ani odznaczenia narciarskie wydawane przez ESF (Ecole du ski français), to jak najbardziej zasluzylam juz na odznake niedzwiadka (umiem bezblednie rozpoznac moj sprzet, samodzielnie zapiac buty i narty, wjezdzac orczykiem do gory, zjezdzac w dol, skrecac i hamowac plugiem!). Niestety instruktor nie chcial mi jej wydac, bo nie widzial moich osiagniec na wlasne oczy, a zeznania swiadkow mu nie wystarczaly. Bede sie zatem musiala postarac w przyszlym roku ;-)

Za to jako poczatkujaca narciarka mam wrazen co niemiara:

• Sprzet jest ciezki jak diabli. Jak dochodziłam na stok, to mialam z reguly juz dosyc dzwigania. Idac w butach czulam sie jak astronautka spacerujaca po ksiezycu. Raz tylko jak wyszlam ze schroniska poczulam sie dziwnie swobodnie, ale szybko sie zorientowalam, ze wzielam ze soba wszystko procz… nart.
• Nie przypominam sobie, zebym kiedys miala tak bezbolesne upadki ;-) Lezalam pare razy, nic sobie nie uszkodzilam, nawet nie mam siniakow i wszystko by bylo dobrze gdyby nie to, ze sama nie potrafie wstac. Jak po ktorejs wywrotce wypiela mi sie narta, to dopiero wtedy mi sie udalo samej zgramolic i podniesc do pionu. Podobno we wstawaniu pomagaja kijki, ale zgodnie z francuska szkola, poczatkujacy 'narciarze' jezdza bez nich.
• Kiedy mialysmy juz dosc zjezdzania, odkrylysmy jeden wyciag gondolowy, ktorym wyjatkowo moga wjezdzac piesi i potem wracac nim na dol. Zatem popoludniami ustawialysmy sie w kolejce, zatrzymywali cale urzadzenie zebysmy mogly wsiasc i dawali znac pracownikowi na gorze, ze w numerze tym i tym jada 3 spacerowiczki. Tam mialysmy juz znajomego pana w schronisku, ktory spedzil kiedys pare miesiecy w Warce i na nasz widok wykrzykiwal 'Dobry dien', 'Dziekuje', 'Dobranoc' i wszystkie inne slowa, ktore mu polsko brzmialy. Pozniej wracalysmy do wyciagu, ktory znowu trzeba bylo zatrzymywac i jak ksiezniczki zjezdzalysmy na dol wprawiajac w oslupienie tudziez rozbawienie wszystkich narciarzy wjezdzajacych na gore (dzieciaki pytaly nas, czy zapomnialysmy nart, czy nie pomylilysmy kierunkow, raz nawet minelismy sie z nasza grupa poczatkujaca). Niemniej jednak byla to swietna okazja dostac sie na wysokosc 2000 m npm (miasteczko znajdowalo sie 400 metrow nizej).
• Osrodek, gdzie mieszkalismy, byl pelen super przystojnych... Szwedow! Mimo tego, ze maja u siebie gor pod dostatkiem, pare godzin swiatla dziennego na polnocy znacznie ogranicza czas na szusowanie i gromadnie zjezdzaja do Francji, ktora procz swietnej infrastrukury, pozwala na spedzanie na stoku 8-9 godzin dziennie. Szczegolne wrazenie robili na nas narciarze 'hors-pistes', czyli szusujacy poza wyznaczonymi szlakami. Mimo tego, ze jest to juz sport bardzo niebezpieczny, z reguly wracali wieczorami bez uszkodzen, a najwiecej wypadkow bylo wsrod grup mniej zaawansowanych (w naszej 12tce byly 2 kontuzje kolana i jedna kostki).
• Alpy zima sa przepiekne. Az brak mi slow, zeby opisac widoki. Kilka zdjec bedzie musialo wystarczyc (po kliknieciu na fotki, mozna je zobaczyc w wiekszym rozmiarze).

St Sorlin d'Arves, czyli miasteczko, w ktorym mieszkalysmy

Bylo tyyyyle sniegu

A to juz nasza osla laczka

Les Aiguilles d'Arves (charakterystyczne 3 szczyty o wysokosci 3510 metrow, zdjecie zrobione z lezaczka pod schroniskiem na 2000m)

Descente aux Flambeaux, czyli piekne nocne widowisko, kiedy instruktorzy zjezdzaja z gory z pochodniami - impreza konczy sie sztucznymi ogniami

piątek, 23 stycznia 2009

Narciary

No i jutro jedziemy! Niestety mam dowody rzeczowe, ze nie bedzie to moja pierwsza przygoda z nartami - ponizej zdjecie sprzed paru lat ;-)



Ale teraz bede miala pewnie jeszcze wiecej frajdy. Jedzie nas szostka (bedziemy w jednym pokoju w schronisku), mamy roznokolorowe kurteczki i te same zestawy skarpet z Decathlonu i przed paroma dniami juz sie ekscytowalysmy jak nam czadersko sprezynuja buty trekingowe. Jak zalozymy buty i narty, to pewnie wogole padniemy z radosci.

Attention! J'arrive!!!

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Maly update ;-)

• Po smogu nie ma sladu - anomalia pogodowe sa za nami, deszcz pada az milo!
• Na egzaminie z niderlandzkiego mialam ponad 90% poprawnych odpowiedzi (co jest doskonalym wynikiem wziawszy pod uwage, ze przed testem glowie czytalam kolejne 4 tomy sagi o wampirach). Francuski, ku mojemu zaskoczeniu, tez mam do przodu.
• Za to przesluchania do musicalu nie przeszlysmy, takze kariera w szol-biznesie nie jest nam pisana (przynajmniej przez najblizsze kilka miesiecy).
• W Wielkiej Orkiestrze Swiatecznej Pomocy Epsy zebraly ponad 5000 eur.
• Mam ekwipunek na narty (poza butami i nartami, ale to nam wypozycza na miejscu).
• Na najblizsze miesiace zapowiedzialo sie juz do mnie 4 gosci, po powrocie ze stokow zamierzam sie wreszcie na powaznie zabrac za planowanie wakacji.
• 16.01. dwie chorzystki urodzily dzieci (z roznica tylko kilku godzin, ale dzien ten sam). Obie spiewaja w sopranach, wiec mamy namacalny dowod doskonale zgranych glosow w naszej scholi ;-)

A z chorem wczoraj koncertowalismy w szpitalu dzieciecym Reine Fabiola. Troche smutno bylo patrzec na grupke maluchow poprzyczepianych do kroplowek, ale kiedy dostaly caly zestaw instrumentow do halasowania (bebenkow, tamburynow, trojkatow itp), dopingowaly nam jak mogly. Szczegolne zaslugi mial tu jeden z naszych kolegow, ktory porywal dzieciaki do zabawy (zanim zaczelismy koncertowanie) skaczac przed nimi i wymachujac bransoletka z dzwoneczkami. A my spiewalismy to, w czym jestesmy najlepsi, czyli tradycyjne polskie koledy! I choc sluchaly nas dzieci i rodzice francuskojezyczni, pochodzenia afrykanskiego czy nawet z Bliskiego Wschodu, to i tak nie mialo to znaczenia. Najwazniejsze, ze nawet te najbardziej doswiadczone przez los maluchy, mimo cierpienia, slabszej uwagi, na koniec zaczely sie usmiechac. Kto by pomyslal, ze 'Oj maluski' czy 'Z narodzenia Pana' moga miec taki efekt terapeutyczny i to na szczeblu miedzynarodowym ;-)

Wczoraj wieczorem bylam jeszcze na modlitwie Taizowej, skierowanej glownie do osob, ktore goscily pielgrzmow w grudniu. Katedra brukselska pekala w szwach. Oprocz medytacji i wspolnego spiewania, kilka osob wypowiadalo sie na temat swoich doswiadczen ze spotkania. Najwieksze brawa dostali ci, co wspominali, jak musieli lamac bariery flamandzko-walonskie, zeby sie wywiazac z obowiazkow gospodarzy. Moze zatem nie wszyscy chca tego podzialu Belgi...?

A jutro w zwiazku z naszymi zaslugami w Punkcie Informacyjnym UE mamy spotkanie z komisarzem Janem Figel'em! I dostaniemy listy z podziekowaniem, ktore sami ukladalismy ;-)

piątek, 16 stycznia 2009

Entropa, czyli czeski punkt widzenia



Jest afera. W budynku Rady UE, do ktorego ostatnio chodze na lunche, od tygodnia budowano skomplikowana konstrukcje. Jak ja zawieszono w docelowym miejscu, wybuchl skandal. Czesi, ktorzy w tym polroczu przewodza UE, w karykaturalny sposob przedstawili poszczegolne kraje czlonkowskie. I choc sama generalna idea (stereotypy to bariery, ktore nalezy obalic) wydaje mi sie swietna i pomysl na ukazanie niektorych panstw bardzo mi sie podoba, to nie dziwie sie, ze jest kilka narodow, ktore moga sie poczuc urazone. I tak:

Na tle Polski stoi grupka ksiezy trzymajacych teczowa flage (symbol gejowski)
Wlochy to wielkie boisko pilkarskie
Bulgarzy zostali porownani do tureckiej toalety
Holandia jest zalana woda, z ktorej wystaja tylko wieze minaretow
Hiszpania to wielki plac budowy
Wegry to wysypisko melonow, z ktorych kilka jest ulozonych na ksztalt brukselskiego Atomium (troche mnie to zmylilo)

Kraje, ktore wg mnie bardzo trafnie zostaly przedstawione to:

Francja - duzy napis 'Strajk'
Szwecja - opakowanie po meblach z Ikei
Dania - ukladanka z klockow Lego
Rumunia - zamek Drakuli
Belgia - pudelko czekoladek
Niemcy - siec poruszajacych sie malutkich samochodzikow na autostradach

Wiecej o wystawie mozna poczytac na stronie: http://www.eu2009.cz/en/news-and-documents/news/entropa:-stereotypes-are-barriers-to-be-demolished-5634/#

A tu kilka zdjec i zagadka, jaki to kraj ;-)





Nowa Arka Noego

Po wielu latach Bóg spojrzał znów na ziemie i stwierdził, że się bardzo źle dzieje. Ludzie byli zepsuci i skłonni do przemocy, więc postanowił znów zesłać potop i zniszczyć ludzkość. Ale przedtem zawołał Noego i powiedział:
* "Zbuduj arkę z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 łokci długa, 50 łokci szeroka, 30 łokci wysoka. Zabierz żonę i dzieci, i z każdego gatunku zwierząt po parze. A za 6 tygodni ześle wielki deszcz"

Noe nie był zachwycony - znów 40 dni deszczu, 150 dni bez wygód na barce, bez telewizora i z tymi wszystkimi zwierzętami - ale był posłuszny i obiecał spełnić wymagania Boga. Po 6 tygodniach zaczęło padać dzień i noc. Noe siedział w ogródku i płakał, bo nie miał arki.
Bóg wychylił się z nieba i zapytał,
* "Dlaczego nie spełniłeś mojego rozkazu?"

Noe odpowiedział:
* "Panie, coś mi uczynił? Jako pierwsze musiałem złożyć podanie o budowę. W urzędzie myśleli, że chcę budować stajnie dla baranów. Potem nie podobała im się architektura - za wymyślna dla baranów, a w budowę statku na lądzie nie chcieli wierzyć. Także wymiary nie znalazły poparcia, bo dziś nikt nie wie, jaką miarą jest łokieć. Po przedłożeniu nowych planów dostałem znów odmowę, bo budowa stoczni w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie odpowiedniej działki zaczęły się nowe kłopoty. W tej chwili np. chodzi o to, ze w planach nie są uwzględnione systemy do gaszenia w czasie pożaru. Na moja uwagę, że będę przecież otoczony wodą, przysłali mi psychiatrę powiatowego.. Kiedy psychiatra upewnił się, że jednak buduje statek, zadzwonili do mnie z województwa, żeby mi uświadomić, że na transport statku do morza będzie potrzebne nowe zezwolenie, a będzie o nie trudno, bo minister podał się do dymisji. Kiedy powiedziałem, że statku nie muszę transportować, bo będzie i tak otoczony woda, kazali mi z ministerstwa marynarki wojennej, według przepisów unii, złożyć podanie do Brukseli w ośmiu odbitkach i trzech urzędowych językach o zezwolenie na zalanie terenów zamieszkałych. Z drzewa cedrowego musiałem też zrezygnować - nie wolno go już ze względów ekologicznych sprowadzać. Próbowałem kupić tutejsze drzewo, ale nie dostałem tej ilości ze względu na przepis o ochronie środowiska, najpierw musiałbym zadbać o sadzenie drzew zastępczych. Na moja wzmiankę o tym, że i tak będzie potop i nie opłaca się tu sądzić żadnych drzew, przysłali mi nowego psychiatrę, tym razem z województwa.Krótko mówiąc - dałem kilka łapówek, kupiłem drzewo, znalazłem nawet cieśli do budowy, ale oni najpierw utworzyli związki zawodowe. Kiedy się okazało,że nie mogę ich płacić wg. taryfy, to rozpoczęli strajk, tak, że budowa arki znów się odwlekła. W międzyczasie zacząłem sprowadzać zwierzęta. Tylko ze wmieszał się związek ochrony zwierząt i zabronił mi (zarządzenie unii europejskiej Nr 733/6/987) transportu jeleni w okresie rykowiska. Poza tym musiałem podąć cel transportu tych zwierząt, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci sprawdzają, czy przepisy dotyczące królików obejmują również zające. A działacze z Greenpeace wskazali na konieczność specjalnego urządzenia do pozbycia się gnoju i innych odpadów pochodzących z hodowli zwierząt. Panie Boże, teraz jeszcze podał mnie mój sąsiad do sadu, twierdząc, że buduje prywatne Zoo bez zezwolenia. Moje nerwy są zszarpane, nie mogę spać, arka nie gotowa, a ty już zesłałeś deszcz."

W tej chwili przestało padać, wyszło słońce i tęcza. Noe spojrzał w niebo i powiedział:
* "Czyżbyś się Boże rozmyślił i nie chcesz już zniszczyć ludzkości?"

Bóg odpowiedział:
* " Nie trzeba. To załatwi biurokracja ".

niedziela, 11 stycznia 2009

Level 1 smog alert

To juz prawie dwa tygodnie (z tylko krotka przerwa na poprzedni weekend), kiedy radio, telewizja, gazety - wszyscy mowia o smogu nad Belgia. Alarm jest podnoszony kiedy dzienne stezenie pylow (PM10) przekracza 70 µg/m3 , tymczasem dzis we Flandrii ten wskaznik wynosi ponad 200. Utrzymujacy sie mroz, brak opadow i wiatru utrzymuje zanieczyszczenie przy ziemi. Jedyny sposob obrony to dodatkowe ograniczenia predkosci na drogach (np.90 km/h na autostradach), jutro u mnie w pracy ogrzewanie i system wentylacyjny beda dzialac tylko miedzy 8.00 a 17.00, zaleca sie korzystanie z transportu publicznego i unikanie uprawiania sportow na swiezym powietrzu.

Belgiowie z grozb jednak niewiele sobie robia i dzis kto zyw ruszyl na lyzwy. Reportaz i krotki filmik z komentarzem po angielsku mozna zobaczyc tu. Kiedy warstwa lodu na rzece siega 12 cm, wydawana jest oficjalna zgoda na korzystanie z tego dodatkowego darmowego lodowiska. Belgia w XXI wieku zaczyna przypominac obrazy Brueghel'a. Zreszta moda na slizganie sie rozprzestrzenila sie na caly Benelux - http://kamionkowo.blog.onet.pl/2,ID358364747,index.html


Na wtorek jest jednak zapowiadane ocieplenie i opady... deszczu. Zatem prawdopodobnie oba zjawiska: i smog i lodowiska zostana wspomnieniem.

O tym jak Epski do musicalu startowaly...


Dzis pod Bruksela odbyly sie przesluchania dla solistow do musicalu 'Crazy for the music', ktory bedzie wystawiany w maju. Ja na solistke sie nie nadaje, ale moje znajome chcialy sprobowac i do nich dolaczylam z nadzieja, ze mnie przesluchaja z partii dla chorku (zreszta zawsze jest frajda zobaczyc, jak to wyglada 'od srodka').

Najpierw jednak mielismy coroczny miedzynarodowy koncert koled w Foyer Catholique Européen - my (Polacy) mielismy spiewac ostatni (po sekcjach: hiszpanskiej, wloskiej, czeskiej, francuskiej i angielskiej), wiec cale spotkanie przesiedzialysmy kalkulujac, kiedy sie skonczy i czy zdazymy. Nasz wystep wypadl bardzo dobrze i zaraz po uklonach ucieklysmy jak stalysmy. Z jednej stony, bylysmy juz dobrze rozspiewane, ale niestety w programie mielismy miedzy innymi 'Oj maluski', ktory skutecznie nam zdziera gardla jak chcemy, zeby wyszlo 'po goralsku'.

Jak dojechalysmy na miejsce okazalo sie, ze przesluchania sie skonczyly. Organizatorzy wykazali jednak mnostwo dobrej woli (jak weszlysmy w czworke spoznione, zdezorientowane, rozchichotane, to najwyrazniej wzbudzilysmy duze zaciekawienie). Zaczeli od pytania, co w takim razie chcemy spiewac - zanim moje znajome sie zdecydowaly, ja sie zglosilam, zeby mnie przesluchali z partii chorku do 'Can You Feel The Love Tonight' z 'Krola Lwa'(przypominam, ze dzis byl dzien dla solistow ;-)). Zrodzil sie zatem problem, skad tu wziac chor, ale w koncu jedna kolezanka zgodzila sie zaspiewac altem (ja jestem sopran), producent postanowil wziac na siebie partie tenora, pianista mial zagrac linie melodyczna dla basow, wdrapalismy sie na scene i poszlooooo (wczesniej jeszcze z kolezanka pobieglysmy do lazienki pocwiczyc, ale jak przez pare minut nie umialysmy zaczac, a do tego jakas mala dziewczynka musiala skorzystac z toalety, to machnelysmy reka i postanowilysmy byc spontaniczne). Po naszym wystepie, kiedy sprawdzano formularze, jeden z organizatorow sie mnie jeszcze spytal, jak mam na imie, zeby wiedzial, ktora jest ktora - niestety obie jestesmy Agnieszki, ale na to wpadlam dopiero po chwili.

Pozostale kolezanki nie mialy lepiej. Jedna sobie wybrala 'I will follow Him' z 'Zakonnicy w przebraniu', co sie zaczyna baaaardzo nisko (a jest swietnym sopranem)i jak doszla do jakis 'normalnych' wysokosci, to jej podziekowano. Generalnie wszystkie 3 lepiej lub gorzej sprobowaly zaspiewac cos solo (czasem tylko kilka taktow), ja sie uparlam, ze niczego wiecej nie umiem, spytano nas czy na pewno nie mozemy przyjechac we wtorek, jak bedzie przesluchanie do choru, co byloby dla nas lepsze (najwyrazniej chcieli dac nam druga szanse ;-)), ale uparlysmy sie, ze nie da rady (kolezanka z samochodem nie ma czasu, a my same nie dojedziemy) i wyszlysmy.

Jedno jest pewne - wrazenie po sobie zostawilysmy niezapomniane. Kandydaci z reguly przed tymi przesluchaniami cwicza intensywnie, a my sie zachowywalysmy, jakbysmy sie z choinki urwaly. Do tego kolezanka zauwazyla, ze po wystepie koled zapomniala zdjac czerwone korale ze swojej niebieskiej bluzki i cale szczescie, ze nie przyszlysmy w ludowych chustach na glowach ;-) Takze jesli maja w planie fantazyjny wystep z oryginalna obsada, to sie nadajemy bez zastrzezen. Wyniki za tydzien.

A na musical tak czy owak i tak warto bedzie pojsc. Wiecej info o organizatorach na stronie: http://www.bloc-brussels.com/BLOC/ Samo przedstawienie bedzie wiazanka najwiekszych hitow polaczonych w 6 blokow tematycznych - tu kilka przykladow:

Crazy for the Music:
Lullaby of Broadway
This is the Moment - Jekyll and Hyde

Crazy for Money:
Money Makes the World go Around - Cabaret
If I Had Money to Burn - Half a Sixpence

Crazy for the Gospel:
You are the Light - Metropolis
Hail Holy Queen and I Will follow Him - Sister Act

Crazy Nights:
Drink, Drink - Student Prince
Master of the House - Les Miserables

Crazy for You:
Can You Feel the Love Tonight - The Lion King
On the Street Where You Live- My Fair Lady

Crazy for Friends:
Safe, Sane and Single - 5 Guys Named Mo
We Go Together - Grease

sobota, 10 stycznia 2009

Epsy w akcji

Choc Epsy czesto duzo gadaja, a malo robia, to mamy na swoim koncie kilka chwalebnych akcji, kiedy laczymy swoje sily i wspolnie dzialamy dla dobra innych. Przykladem moze byc poszukiwanie psa Kleksa przed dwoma laty, ktory uciekl z hotelu dla czworonogow (wlasciciele wyjechali na wakacje, zostawili swojego pupilka pod rzekomo dobra opieka i jak wrocili, to sie dowiedzieli, ze pies zwial). Dzieki grupie uderzeniowej, ktora przeczesywala podmokle pola i lasy, Kleks sie odnalazl caly i zdrowy.

Na ten weekend mamy nowa akcje Wielkiej Orkiestry Swiatecznej Pomocy. Choc bylo juz troche pozno na oficjalne dzialania (sztaby, woluntariusze etc), Epsy zebraly sie nieformalnie i jedni robili zbiorke kasy na specjalne subkonto (pozniej sie dowiem ile zebralismy), inni – do puszek, jeszcze inni wymyslili licytacje, ktora sie odbyla na comiesiecznym pierwszopiatkowym spotkaniu Polakow (w tym roku za zgoda wszystkich domyslny pierwszy piatek wyznaczono na 9 stycznia, wiec byla to swietna okazja na taka akcje). Do licytacji wystawiono zegarek z golfista, model motocykla, polskie karty telefoniczne, ptasie mleczko z dedykacja i orginalna piranie z Amazonki, ktora ponoc wyglada tak : ><))°> W niedziele wszystkie kwoty zostana zsumowane i na konto WOSP wplynie datek od polskich pracownikow Instytucji Europejskich. A my zasluzylismy na elektroniczne serduszka ;-)

wtorek, 6 stycznia 2009

Oczom nie wierze

Od wczoraj mam same niespodzianki. Obudzilam sie o 7mej rano, na pol przytomna, bo usnelam kolo 2 (tak to jest, jak sie czyta wciagajace ksiazki), wyjrzalam przez okno i myslalam, ze mam jakies omamy wzrokowe. Cala Bruksela byla w sniegu i do tego wciaz sypalo. Musze przyznac, ze okolica wygladala pieknie i o dziwo snieg sie trzyma do dzis dnia!!! Takich opadow pewnie nie pamietaja najstarsi belgijscy gorale.

Niestety, o ile wczoraj snieg na chodnikach byl frajda, to dzis stal sie straszna zmora. Brukselskie nawierzchnie (zwlaszcza zabytkowa kostka brukowa) pokryte cienka wartwa lodu staja sie tak sliskie, ze w wielu miejscach chodzi sie stylem pingwinek (powoli, z uwaga i bujajac sie z boku na bok). Do tego przechodnie co rusz robia rozmaite piruety, wygibasy lub chodza lapiac sie od slupka do slupka. Na domiar zlego nasza stolowka w budynku jest zamknieta i na lunch trzeba wychodzic na zewnatrz, wiec mozna sie do woli cwiczyc w slizgarstwie figurowym. Zwyczaje takie jak posypywanie chodnikow sola lub piaskiem generalnie tu nie istnieja. Za to Belgowie maja inne pomysly. Kolezanka widziala, jak jej sasiad polewa podjazd do garazu wrzatkiem i jeszcze jej tlumaczyl, ze goraca woda rozpusci lod i bedzie mogl spokojnie wyjechac autkiem (dzis mamy -7 stopni, wiec kazdy Polak latwo sobie wyobrazi, jak wyglada chodnik pare minut pozniej).

Moje drugie zaskoczenie to prognoza pogody. Nie wiem czy kiedys widzialam tyle slonca dla Brukseli!!! Od rana swieci i w ciagu dnia co chwila zerkalam za okno i nie moglam sie napatrzec na skrzacy sie w sniegu i sloncu park. Za to mroz trzyma mocno i nawet w poludnie mielismy kilka kresek ponizej zera, a dziesiejsza noc byla najmrozniejsza w ostatniej dekadzie.

W pracy tez mialam niespodzianke, bo jak weszlam do mojego biura po 2 i pol tygodnia nieobecnosci, to przy wejsciu znalazlam ponad metrowy stos rowniutko ulozonych teczek do przejrzenia. Najpierw dlugo podziwialam ta konstrukcje zastanawiajac sie kiedy runie i faktycznie jak w pewnym momencie wyszlam z pokoju rozleg sie huk i gorne teczki spadly na ziemie. Za to teraz siedze i sie probuje odkopac (na szczescie wszystkie platnosci poszly w zeszlym roku i teraz glownie mi zostalo wypelnianie tabelek i archiwizowanie dokumentow).

A niderlandzki nie byl wcale trudny. Na pewno wiem o jednym bledzie - na zdjeciu mialam kartke ze szlaczkiem i napisem, ktorego ni w zab nie rozumialam (Innige deelneming) i musialam dokonczyc zdanie: 'Ta kartka zostala wyslana, poniewaz Gert….'. Na kartke urodzinowa, slubna czy z zyczeniami szybkiego powrotu do zdrowia mi nie wygladala (to bym zrozumiala) i jedyne, co mi przyszlo do glowy, to to, ze Gert sie wyprowadzil do nowego mieszkania. I niestety nie trafilam, bo ten tekst to byly kondolencje (wiec w sumie na swoj sposob mialam racje i uwazam, ze zasluzylam choc na pol punkta, ale juz klocic sie nie bede). Za tydzien mam ustny egzamin.

A na koniec pare zdjec miasta w sniegu. Dla tych co nie wiedza - palmy, zielone papugi czy mewy w brukselskim krajobrazie wystepuja dosc powszechnie. Jak sobie radza w sniegu - widac ponizej (fotki sa z Le Soir):





niedziela, 4 stycznia 2009

Z Nowym Rokiem - nowym krokiem

Nowy Rok motywuje do skladania postanowien noworocznych. I im wiecej sie zastanawialam, tym bardziej dochodze do wniosku, ze u mnie to nie zadziala. Bo pomyslow mam mnostwo, ale w ich realizacji umiem wytrwac tylko krotki czas. Najprosciej byloby mi obiecac, ze nie tkne papierosow (bo i tak nie pale i nie zamierzam zaczynac ;-). Na przejscie na diete nie mam szans, bo uwazam, ze poki wolno mi wszystko jesc, to nie bede sie ograniczac (chodzi mi glownie o wybor potraw, a nie o ilosc, ale przez moja teorie, jak tylko mam okazje to z wielka przyjemnoscia siegam po slodycze). Na to, ze bede sie co dzien choc troche uczyc, to juz za pozno, bo pare dni minelo.

I jedyne postanowienie, ktore ma szanse na realizacje, to to, ze przez najblizsze 3 tygodnie bede regularnie cwiczyc, zeby sie przygotowac do wyjazdu na narty - 24 stycznia ruszam ze znajomymi we francuskie Alpy na kurs, przy czym i tak nie wyobrazam sobie siebie szusujacej na stokach, widze sie raczej jak stoje na oslej laczce, przymierzam sie do ruszenia i dla bezpieczenstwa krzycze: 'Attention! J'arrive!' (Uwaga! Nadjezdzam!). Na wszelki wypadek jednak dobrze by bylo sie troche kondycyjnie przygotowac, wiec ostatnio chodze sobie co dzien do kina w centrum BXLi pieszo (czyli wedruje ok.30 minut w ciezkim smogu, bo przez ostatnie dni co chwila powtarzaja, zeby unikac cwiczen na powietrzu, nie wietrzyc mieszkan, bo przez mroz i brak wiatru zanieczyszczenie przekroczylo dopuszczalne normy). Nie jestem zatem do konca przekonana, czy te spacery mi faktycznie wyjda na zdrowie, wiec przezornie od wtorku zamieniam wedrowki na pilates i gimnastyke z fizykoterapeutka.

A do pracy bede sie motywowac jak najbardziej prawdopodobna wizja, ze siedze sobie w Alpach, w doskonalym towarzystwie, popijamy sobie grzane winko i podziwiamy piekne widoki.

Noworocznie

Dzis jest ostatni dzien mojego 2 i poltygodniowego urlopu i w sumie nie wiem kiedy to zlecialo i co gorsza, wcale sie za ta moja praca nie stesknilam, choc nie powiem, ze jestem ciekawa opowiesci powakacyjnych niektorych znajomych. Z duza iloscia osob juz sie widzialam - Sylwestra spedzalam z chorzystkami i ich mezami, w Nowy Rok mialam gosci, a potem w tylko troche okrojonym skladzie spiewalismy na mszy, mielismy juz probe choru, pare wyjsc do kina i teraz czekam na ostatnie osoby, ktore dzis swieze i wypoczete wracaja do BXLi.

Bylo tez ostatnio kilka zabawnych sytuacji, bo organizatorka Sylwestra byla kolezanka, ktora na polowe stycznia ma wyznaczony termin porodu (zreszta na poczatku tygodnia miala falszywy alarm, ze to juz) i prawie caly wieczor zartowalismy, czy maluszek poczeka, zeby byc rok mlodszy (ok. 23ciej niedoszli rodzice odetchneli, ze teraz juz nie ma szans). Pomyslnosc i szczescie na rok 2009 ma mi przyniesc inne jeszcze nie narodzone dziecko, bo choc pierwsza osoba, ktora weszla do mnie do mieszkania w Nowy Rok byla moja kolezanka, to najpierw przez prog przeszedl jej brzuch z synkiem (na ostatnim usg wyszlo, ze to na pewno chlopak). Zreszta przelom roku minal mi bardzo milo i towarzysko i to jest chyba najlepsza wrozba!

Dzis na wszelki wypadek spojrzalam jeszcze na horoskop i nastepne miesiace zapowiadaja sie pelne atrakcji:

Ten rok będzie obfitował w wiele wydarzeń, część będzie bardzo szczęśliwych, a część będzie trudnych. Bliźnięta jednak bardzo szybko zbierają się po każdej porażce i z uśmiechem i optymizmem patrzą w przyszłość. Saturn i Uran wciąż działają trudną kwadraturą na twój znak zodiaku. Na szczęście trygon Jowisza doda ci w 2009 roku skrzydeł i pozwoli wyjść z finansowych tarapatów. Wciąż wspiera cię trygon Neptuna, dzięki czemu nie zabraknie ci ani zawodowych pomysłów, ani twórczego natchnienia.

Troche mnie tylko zastanawiaja te tarapaty finansowe, bo zeby z nich wyjsc, to najpierw musze w nie wpasc, a ja na dana chwile nawet sobie radze.

Największe szczęście w miłości masz do znajomości zawartych za granicą lub w miejscach związanych z wyższą nauką.

Za wyzsza nauke to ja sie juz raczej nie zabieram, ale ostatnio nowe znajomosci zawieram wylacznie za granica, wiec mozna przyjac, ze przede mna nieograniczone mozliwosci ;-)

Bądź otwarty na zmiany. Uran przyniesie ci wielką pokusę zaczęcia wszystkiego od nowa! Jeśli marzysz o tym, aby rzucić ciepłą posadkę i założyć własny biznes, planety będą ci sprzyjać.

Co to to nie, bo ja mojej cieplej posadki nie zamierzam rzucac az do przejscia na emeryture i za 7 lat chce dostac dyplom za wytrwalosc w pracy dla mojej dyrekcji ;-)

Będzie więcej niż w poprzednich latach wyjazdów i spotkań z obcokrajowcami. Szlifuj języki obce, bo bez nich trudno sobie w świecie wielkiej kariery poradzić.

No jasne, zreszta widac wlasnie jak pilnie sie ucze do mojego jutrzejszego egzaminu z niderlandzkiego (dzis doszlam do wniosku, ze zdam go glownie dzieki mojej blyskotliwosci, bo ten tydzien znowu nie bardzo mi sprzyjal nauce).

Jesteś bardzo utalentowaną osobą, czas pokazać wszystkim, co naprawdę jesteś wart.

Bez watpienia. Zdam ten niderlandzki spiewajaco i to bez nauki!

Uran będzie cię skłaniał do wciąż nowych zakupów, szczególnie samochodów i najnowszego sprzętu elektronicznego. Ograniczający Saturn może jednak stawiać na twojej drodze problemy: z uzyskaniem kredytu czy nawet z płynnością finansową.

Hmmmm. No wczoraj faktycznie kupilam sobie kilka przecenionych bluzek (to na pewno przez tego Urana), ale dzis przeszlam po sklepach (otwarte wyjatkowo z uwagi na wyprzedaze) tlumaczac sobie, ze doskonale sie obejde bez kolejnych nowych ciuchow i nie wydalam ani centa (Saturn zadzialal i zeslal na mnie rozsadek)!!!

Przez cały rok sprzyja ci trygon Jowisza ze znaku Wodnika, który zapewni ci dobry humor i okazję do częstych wyjazdów i odpoczynku. Nie rezygnuj sam z urlopu, w tym roku bardzo ci się przydadzą wolne dni. Twój organizm będzie ci wdzięczny za kilka dni czy tygodni nicnierobienia.

Oh, mi sie zawsze przydadza wolne dni, ale ja i nicnierobienie???

;-)

Tym co chcieliby poczytac swoje horoskopy polecam strone: http://www.czary.pl/blog/?p=698

A wszystkim zycze DO SIEGO ROKU!!!