Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podroze male i duze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podroze male i duze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 grudnia 2010

My sie zimy nie boimy...

Podroz dookola swiata w temperaturze minus 6 stopni.

Japonska gejsza


Londynski Big Ben


Sobor Wasyla Blogoslawionego, Plac Czerwony, Moskwa


Walki bykow w Hiszpanii


Kuba i Ernesto 'Che' Guevara 


Karnawal w Brazylii


Indianin z Kanady


Autoriksza z Tajlandii


Sciana Placzu w Izraelu


Bar i napitki na rozgrzewke. Z tylu 16 metrowa zjezdzalnia


Brugia w sniegu. Taki widok nieczesto ma sie okazje zobaczyc






środa, 3 listopada 2010

Muzeum Historii Naturalnej



To londynskie muzeum mnie zachwycilo do glebi. Troche zalowalam, ze nie zwiedzalam go z jakims malolatem/malolatka, bo wtedy moglabym bez robienia sobie obciachu naciskac wszystkie przyciski i robic doswiadczenia, ale i tak bawilam sie jak dziecko.

Zaczyna sie od imponujacego budynku





W srodku zwiedzajacych wita ogromny szkielet dinozaura. Ochroniarze dokladnie przegladaja bagaze (ja przyszlam z walizka, bo muzeum zwiedzalam 'w drodze' na pociag do BXLi i niestety musialam ja otworzyc; kiedy sprawdzajacy mnie Hindus zobaczyl ksiazke, zapytal skad pochodze i jak sie dowiedzial, ze z Polski, usmiechnal sie od ucha do ucha i powiedzial tylko: 'nozycki?', 'no' i moglam isc dalej). Za pozostawienie kurtki i bagazu w szatni musialam zaplacic 6.5 funta, co wobec braku jakichkolwiek oplat za wstep jest i tak ok. 

Pelno bylo wycieczek szkolnych, dzieciaki wedrowaly z powaznymi minami w bialych fartuchach z napisami 'Dinosaur scientist' i wypelnialy dziesiatki kartek z pytaniami. My o takich lekcjach biologii moglismy tylko pomarzyc...  

A wnetrze jest jeszcze bardziej zachwycajace niz front budynku. Na pietrze sekwoja olbrzmia - fragment pnia:


A to sufit:


I widok pietra - spojrzcie na malpki po lewej stronie:


Strefa zielona.

Takie szkielety wisialy nad dzialem ssaki naczelne:


Strefa zielona - nasze miejsce w ewolucji. Ponizej Lucy - australopitek zyjacy 5-1.5 miliona lat temu.  40% jej szkietelu odkryto w 1974 roku w Etiopii. Zachowalo sie 47 kosci z 207. Swoja nazwe zawdziecza Beatelsom - jej odkrywcy w obozie namietnie sluchali piosenki 'Lucy in the sky with diamonds' ;-) Naukowcy zbadali, ze zmarla w wieku ok.25 lat na skutek zatoniecia. Miala metr wysokosci, 30 kg, maly mozg i duza twarz.


Strefa zielona - mineraly. Wsrod dziesiatek gablot natknelam sie na niespodzianke. Jak wiadomo wiele kultur laczy kamienie szlachetne ze znakami zodiaku, a zwyczaj noszenia kamieni dla zaznaczenia miesiaca narodzin zapoczatkowano w XVIII wieku w... Polsce! Wedle rozpiski mi przypadaja perly.


Strefa niebieska.

Dzial nauki o czlowieku. Wchodzilo sie w nim do wielkiego brzucha matki i sluchalo bicia serca. Odkrywalo swiat oczami dziecka - jedno pomieszczenie bylo pelne korbek i sprzetow, ktore przedziwnie sie zachowywaly po ich dotknieciu, np.uderzenie klawiszy w malenkim pianinie powodowalo zapalanie sie roznych lampek (tak samo maluchy ucza sie zwiazkow przyczynowo-skutkowych). Duzo bylo zabaw optycznych, np.po wcisnieciu przycisku blyskal kontur ptaka, nastepnie trzeba bylo spojrzec na rysunek klatki i mialo sie zludzenie, ze w srodku jest owo zwierzatko.

Ponizej prezentacja, ile krwi miesci sie w czlowieku, a ten proszek na lyzeczce to hormony. Byly tez plansze z ich nazwami i opisem dzialania i po wcisnieciu guzikow w stojacych obok przezroczystych manekinach z widocznymi organami zapalala sie lampka, gdzie owa substancja jest produkowana.


Strefa niebieska - ssaki.


Strefa zielona

 Robaki. Jedna z moich ulubionych. Ponizej co moze sie znajdowac z pudelku z maka - po angielsku wszystkie nazwy sa oczywiste, zas po polsku pajeczaki z gablotki to: omacnica spichrzanka (mol spozywczy), trojszyk ulec, rozkruszek maczny i macznik z rodziny czarnuchowatych ;-)


A takie roztocza mamy wsrod rzes - pomagaja je oczyszczac.


Niektore pajeczaki sa pozyteczne (pierwsza kolumna), inne to szkodniki (druga)


Strefa czerwona.

Wnetrze Ziemi. Wokol sa dawne wizje swiata - po lewo Bog, po prawo - Atlas.


Supermarket w Kobe i trzesienie ziemi. Co minute podloga zaczynala sie poruszac.


Najnowszy dzial - ekologia - przejscia pomiedzy poszczegolnymi salami.


W muzem spedzilam okolo 4 godzin. Do wielu dzialow wogole nie udalo mi sie dotrzec, przez kilka przebieglam i poki co tylko czlowiek i robaki nie maja przede mna tajemic.

Reasumujac: nawet jezdzac do Londynu w stalym tempie raz do roku, mam co ogladac do emerytury ;-) 

Mamma Mia!

Ten weekend w Londynie na dlugo mi zapadnie w pamieci.

Zaczelo sie drobnym skokiem adrenaliny, bo kiedy z polskim dowodem osobistym stalam w kolejce do odprawy na dworcu kolejowym, kolezanka, z ktora jechalam, zaczela mnie zapewniac, ze trzeba miec paszport, zeby sie dostac na Wyspy, bo tam Schengen nie dziala. Celnicy na szczescie nie kwestionowali mojego dokumentu i zadowolone wyruszylysmy w podroz. Po ok.15-20 minutach pociag stanal, ogloszono problemy z napieciem elektrycznym i przez ponad godzine co 10 minut powtarzano, ze wylaczone jest swiatlo i klimatyzacja i jesli ktos ma problem z oddychaniem, ma sie natychmiast zglosic do kogos z obslugi. Po czym zaczeto nas holowac spowrotem do Brukseli, gdzie znowu musielismy sie ustawic w kolejce do odprawy i kontroli bagazu. W efekcie po 4 godzinach nadal bylysmy na dworcu Bruxelles Midi ;-) Zas trudy i nerwy koil nam gospel w wykonaniu nieduzej grupki wpolpodroznikow, ktorzy zabijali czas spiewaniem.

No i nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Primo: wszyscy pasazerowie dostali posilek, lepszy niz ten co serwuja w samolocie (no chyba, ze ktos nie lubi ryb, bo w pakiecie byla salatka z tunczyka i pasta z lososia), a secundo (uwaga!uwaga!) zaoferowano nam darmowy powrotny bilet na ta sama trase do wykorzystania w najblizszych miesiacach!!!

Zatem weekend zaczal nam sie z przygodami (w samym Londynie utknelysmy jeszcze na godzine w metrze na skutek braku napiecia i w zaden sposob nie moglysmy sie skontkatowac z czekajacymi na nas znajomymi), ale w doskonalym nastroju.

Klopoty nas nie opuszczaly rowniez w niedziele z rana, bo wybralysmy sie na polska msze o 10.15, jednak adres, ktory znalazlam w internecie okazal sie trefny i doszlysmy tylko do jakiegos budynku mieszkalnego. Nadzieje nam wzrosly, jak zobaczylysmy 3 facetow w bialo-czerwonych szalikach, jakis czas szlysmy krok w krok za nimi, ale panowie chyba raczej zmierzali do knajpy na poranne piwko. Nasza ostatnia deska ratunku byla agencja turystyczna w okolicy, ale tam mogli nam zaproponowac jedynie wycieczke do Belfastu, a o mszach nic nie wiedzieli. W kazdym razie zrobilysmy, co w naszej mocy.

I zaczelysmy buszowanie po muzeach.

Na pierwszy ogien poszlo British Museum. Nie bedzie duza przesada jak napisze, ze zgromadzono tam wiekszosc eksponatow, ktore znajdowaly sie na ilustracjach w ksiazkach do historii przerabianych w szkole. Mumie egipskie, rzezby z atenskiego Partenonu, Meksyk, Azja, Bliski Wschod. Zdjec nie mam - odsylam do podrecznikow, choc w sali z zegarami przyuwazylysmy jeden bardzo ciekawy obiekt:



W srodku znajduje sie niewielki czasomierz. Zegar z 1585 roku zostal stworzony na potrzeby owczesnych bankietow - impreza rozpoczynala sie, kiedy z organow znajdujacych sie w srodku zaczynala plynac muzyka. Nastepnie statek przenoszono wzdluz stolow i caly pokaz konczyl strzal z dzial po obu stronach.


Nie jest to w zadnym wypadku jakies znamienite dzielo w British Museum, ale drobna ciekawostka, o ktora warto zahaczyc.

Nastepnego dnia w planie mialysmy Tate Modern. Po Guggenheimie w NY cale muzeum wywarlo na mnie nienajwieksze, acz pozytywne wrazenie. Oprocz stalej ekspozycji mozna bylo rowniez podziwiac czasowa wystawe 'Ziarna slonecznikow', czyli miliony malenkich porcelanowych ziarenek chinskiej produkcji. W tyle na fotce stoi jakis facet, takze widac rozmiar wystawy. Ma ona na celu naklonienie widza do zadania sobie pytan: czym jest jednostka we wspolczesnym spoleczenstwie?, czy mamy jakies znaczenie i moc sprawcza, o ile nie dzialamy razem?, czym sa nasze pragnienia, istnienie i ilosc dla spolczenstwa, srodowiska i przyszlosci? Brzmi gornolotnie, ale wystarczy wyobrazic sobie dziesiatki Chinczykow kolorujacych te wszystkie ziarenka!!!



Interesujaca byla tez duza ksiazkowa konstrukcja. Napis obok wyjasnial intencje artysty (John Latham, 1960), ktory powolywal sie na zachodnioafrykanskie porzekadlo, ze jak czlowiek umiera, ginie tez cala biblioteka, gdyz tak wiele jest zapisane w jego umysle. Ksiazki ponizej przedstawiaja historie swiata i ludzkosci i widz widzi, ze czesc z nich nie jest dla nas dostepna, gdzies sie zawieruszyla i ulegla zapomnieniu. Czasem zagladam sobie do starych wpisow na blogu - w natloku wrazen mnostwo faktow mi wylatuje z pamieci, a tak jest nadzieja, ze cos z tego zostanie.


Z ciekawostek cala jedna sala w Tate Modern jest poswiecona pracy polskiej artystki Magdaleny Abakanowicz. Za Wikipedia:

W latach 60. stworzyła cykl abakanów, który składał się z dużych prac wykonanych technikami tkackimi. Formy rzeźbiarskie konstruowane z tak niekonwencjonalnego materiału zrewolucjonizowały spojrzenie na tkaninę artystyczną. Zrywały z dotychczasową płaszczyznowością tkanin przeznaczonych do dekoracji wnętrza. Spełniały tez funkcję praktyczną jako próba dostosowania monumentalnej rzeźby do skromnych warunków lokalowych: takie prace można było łatwiej magazynować. W 1962 roku na Międzynarodowym Biennale Tkaniny w Lozannie podwieszane u sufitu prace wywarły ogromne wrażenie swoją ekspresją barwy, fakturą, miękkością i pomysłowością. W 1965 Magdalena Abakanowicz została nagrodzona złotym medalem na Biennale w Sao Paulo, co było początkiem jej światowej kariery.


Z okien Tate Modern rozposciera sie piekny widok na Katedre Sw. Pawla i Millenium Bridge. Najpierw most otwarto w roku 2000, jednak ze wzgledu na silne wibracje przy duzej liczbie uzytkownikow trzeba bylo go przebudowac. Druga inauguracja miala miejsce dwa lata pozniej.



Trzeciego dnia poszlam do Natural History Museum, ktore chyba najbardziej mi sie podobalo. Tak bardzo, ze bedzie o nim w osobnym wpisie.

Zas nie bylabym soba, gdybym bedac w Londynie nie wybrala sie na musical ;-) Tym razem wybor padl na 'Mamma mia!' (co sie zreszta niezle wpasowywalo w klimat weekendu). Na poczatku bylam nieco sceptyczna, majac w pamieci film z Meryl Streep, ktory bardzo lubie i obawialam sie, ze w teatrze nie da sie zrobic nic na takim poziomie. Otoz dalo sie. Przedstawienie jest o wiele lepsze od filmu, z doskonala choreografia, wspanialymi aktorami i duzym poczuciem humoru. Tutaj mozna zobaczyc miks kilku przebojow:  MAMMA MIA!

środa, 13 października 2010

Basen i czarny kot

I jeszcze na zakonczenie tematu moskiewskiego, wpis ku przestrodze: 'Literatura piekna nie zastapi lektury przewodnika turystycznego' ;-)

To ze Bulhakow siegnal w swoich dzielach do fikcji literackiej, to wiedzialam, ale zawsze zylam w przekonaniu, ze Kapuscinski trzymal sie faktow. I na nowo wrocilam do 'Imperium' i tak jak przed kilkunastu laty zachwycilam sie opisem mrozu na Syberii (troche od czapy przed wycieczka do MOSKWY, gdzie temperatura w pazdzierniku mogla spasc max.do zera, ale ta czesc ksiazki bardzo mi przemawia do wyobrazni):

Wielki mroz (...) poznaje sie po tym, ze w powietrzu wisi jasna, swiecaca mgla. Kiedy czlowiek idzie, w tej mgle robi sie korytarz. Korytarz ma ksztalt sylwetki przechodzacej osoby. Czlowiek przechodzi, ale korytarz zostaje, tkwi w mgle nieruchomo. Wielkie chlopisko robi wielki korytarzyk, a male dziecko - maly (...). Jesli rano nie ma zadnych korytarzy, ktore odpowiadalyby wzrostowi uczniow z podstawowki, to znaczy, ze mroz jest tak wielki, iz nie ma lekcji i dzieci siedza w domu. Czasem widzi sie korytarz, ktory jest bardzo nierowny i potem nagle sie urywa. To znaczy - Tania zniza glos - ze szedl jakis pijak, potknal sie i upadl. W wielki mroz pijacy czesto zamarzaja. Wtedy taki korytarz wyglada jak slepa uliczka.

I tak jak w ogolniaku, najwieksze wrazenie zrobil na mnie rozdzial 'Swiatynia i palac', o 45letniej budowie Swiatyni Chrystusa Zbawiciela poswieconej w 1883 roku dla upamietnienia cudownego ocalenia Moskwy przed armia Napoleona. Byl to najwyzszy budynek w Moskwie. Mogl pomiescic 10 tys.wiernych. A w grudniu 1931 roku na rozkaz Stalina wysadzono go w powietrze.

Przewodniczacym komisji powolanej przez Stalina dla zburzenia i wymazania z mapy Moskwy i Rosji Swiatyni Chrystusa Zbawiciela byl Wieczeslaw Molotow. Ten sam, ktory w kilka lat pozniej podpisal (wraz Ribbentropem) pakt o wymazaniu Polski z mapy swiata.

A co o tym mowia mieszkancy Moskwy?(...) Burza ich Bazylike Swietego Piotra, ich katedre Notre Dame, ich Klasztor Jasnogorski.
Co mowia?
Nic nie mowia.
Zycie toczy sie dalej. Rano dorosli spiesza dopracy, dzieci ida do szkoly, babcie staja w kolejkach. Coraz to zabieraja a to kogos z domu, a to znajomego z pracy, a to sasiada.


W miejscu swiatyni wybudowano basen. Jak pisal Kapuscinski:

Zima w powietrzu unosza sie tam kleby bialej pary. Para ta bije z wielkiego basenu, czynnego caly rok, poniewaz woda jest podgrzewana.  Kiedy mrozy dochodza do 30 stopni ponizej zera, basen staje sie rajem dla specjalnej kategorii ludzi, ktorzy znajduja najwyzsza satysfakcje zyciowa w tym, ze kapia sie na takim strasznym mrozie w odkrytym basenie.

No i ja wzialam mape i zaczelam szukac tego basenu. I nico. Nie ma. Przejrzalam przewodnik i sie okazalo, ze... Sobor Chrystusa Zbawiciela odbudowano z inicjatywy mera Moskwy Jurija Luzkowa (tego, co go zdymisjonowano pod koniec wrzesnia br), a w pracach bral udzial m.in.Zurab Cereteli (ten od Piotra I). Mury wziesiono w latach 1994-1997. Kapuscinski skonczyl swoja ksiazke rok wczesniej. Cala kwota na odbudowe miala teoretycznie pochodzic ze skladek ludnosci, datkow z zagranicy i od miedzynarodowych firm dzialajacych w Rosji, w efekcie jednak wiekszosc kosztow pokryto z budzetu panstwa.

Ale sobor robi wrazenie:



A, jak powiedziala nam Elena, znajoma Rosjanka, w Moskwie sie teraz buduje duzo zabytkow (sic!), wiec pomysl odtworzenia swiatyni byl jak znalazl.

Stamtad poszlismy przez Bulwar Gogolewski, Arbat i jednen z pierscieni wokol Moskwy (piec pasow ruchu w jedna strone, korki, halas i straszny smrod spalin, ale ze mna w roli przewodniczki jest to juz tradycja, ze wychodzimy na trase szybkiego ruchu) do rewiru Bulhakowa. Szybko odnalezlismy legendarne Patriarsze Prudy, ktore sa jedyna malenka oaza zieleni wsrod bulwarow i blokowisk. Maksymalnie zatloczony matkami z dziecmi szalejacymi na placu zabaw i wsrod rzezb z bajek Iwana Krylowa. Posiedzielismy troche na jednej z lawek, twarza do stawow, plecami do Bronnej, jednak zaden tajemniczy przybysz w szarym garniturze (Woland vel Diabel we wlasnej osobie) sie do nas nie dosiadl. Za to przeploszylismy jedna Rosjanke, ktora probowala czytac elektroniczna ksiazke i najwyrazniej jej z tym przeszkadzalismy.

Berlioz i Bezdomny widok mieli taki:


Lub taki (to dziecko z wedka, probujace cos zlowic w niewielkim stawie):


Nieopodal znajduje sie bardzo kameralne i sympatyczne muzeum Bulhakowa, w ktorym gosci wita czarny kot Behemot. Mozna tam usiasc na kawe i czasem prawdopodobnie odbywaja sie spotkania muzyczne, bo przy nas strojono pianino. Zas w klatce obok (lokalu numer 50) zamazanej lepszym lub gorszym grafitti i podpisami gosci, na ostatnim pietrze, mozna zwiedzac 'fatalne mieszkanie'. Przy wejsciu siedzi babka, doskonale wpisujaca sie w klimat bulhakowski, wsciekle mruczaca pod nosem i narzekajaca na zwiedzajacych, ktorzy wchodza i nie uiszczaja oplaty za wstep. W muzeum znajduje sie m.in. wspanialy trojwymiarowy portret pisarza tworzacego 'Mistrza i Malgorzate' z legendarnym tramwajem, ktory odcial glowe Berliozowi (bo Annuszka wylala olej slonecznikowy) i wystajacymi szufladami.


Na koniec rowniez zostawilismy po sobie slad na jednym z pieter. Podpowiedz dla kolejnych zwiedzacych - naszego wpisu nalezy szukac gdzies tu:



Doskonalym zrodlem informacji o Rosji (troche mniej o samej Moskwie) jest tez cykl reportazy Jacka Hugo-Badera z 'Gazety Wyborczej'.

Teraz zas powoli szykuje sie do kolejnego dlugiego weekendu za 2 tygodnie. Tym razem w Londynie. I zabieram sie do lektury 'Filarow Ziemi' Kena Folletta, ktorych akcja rozgrywa sie... w sredniowecznej Anglii ;-)

Okudzawa Agnieszce


... Osieckiej ;-) 'Pozegnanie z Polska'.

Pospólny los, Agnieszko, nas z dawien dawna zbratał
na dolę i niedolę, na dobro i na zło...
Gdy trębacz nad Krakowem w hejnale stromym wzlata,
z nadzieją strzygę uchem i szabli szuka dłoń...


Tak ładnie wyglądamy w strzępiących się ubrankach,
jak lament Jarosławny jest płacz sióstr naszych: "Idź!" -
gdy siedemnastoletni, grający na organkach,
jak zawsze wyruszamy, by się za wolność bić.



A jesien pod Moskwa byla tak piekna jak w Polsce. Ponizej kilka fotek zrobionych w pociagu jadacym na lotnisko. 




I tylko jeden widok nie przypominal mi niczego z trasy Lodz - Warszawa ;-)




wtorek, 12 października 2010

Cmentarzysko Obalonych Pomnikow

Co zrobic z pomnikami usunietymi z roznych punktow miasta u schylku epoki sowieckiej? Rosjanie mieli doskonaly pomysl i stworzyli Cmentarzysko Obalonych Pomnikow (Park Skulptur). Stoja w nim porzucone figury Lenina, Stalina, Dzierzynskiego przeniesionego z placu Lubianka i innych symboli owych czasow. A obok nich - wspolczesne rzezby artystyczne, tworzace ciekawy melanz i kompozycje.





Tuz obok, choc nie na terenie parku, a na sztucznej wyspie u wylotu Wodootvodnyy'ego kanalu, znajduje sie olbrzmi pomnik Piotra Wielkiego z 1997 roku, z rzezba na 86 metrow i o lacznej wysokosci 98 metrow (dla porownania - Statua Wolnosci w NY ma 46,5 metra, 93 metry wraz z cokolem). Car stoi na pokladzie statku, jedna reka trzyma ster, w drugiej zaciska zwoj. Strumienie wody z postumentu imituja rozbryzgi wody przecinanej przez kadlub statku. 


Wiesc niesie, ze pierwotnie pomnik mial przedstawiac Krzysztofa Kolumba. Autor bezskutecznie staral sie go sprzedac Stanom Zjednoczonym, Hiszpanii i krajom Ameryki Lacinskiej z okazji 500lecia odkrycia Ameryki. Kiedy plany spelzly na niczym, artyscie pomogl jego przyjaciel - Luzkow, mer Moskwy. Zakupil pomnik i obdarowal nim miasto. Oficjalnie ma on upamietniac 300 lat marynarki rosyjskiej. Mieszkancy miasta nigdy nie docenili gestu burmistrza i kiedy dwa tygodnie temu Luzkow zostal zdymisjonowany po 17 latach zarzadzania stolica, na nowo rozgorzala dyskusja o usunieciu Piotra I. Najczesciej pojawia sie koncepcja o przeniesieniu go do Petersburga. Jednak w necie natknelam sie tez na pomysl rosyjskiego ambasadora przy NATO, ktory na Twitterze zasugerowal, zeby go wydac... uwaga...  Brukseli, gdzyz dotychczasowy symbol miasta w postaci siusiajacego chlopczyka jest stanowczo za maly ;-)

Zurab Cereteli, gruzinski malarz i rzezbiarz, autor pomnika, nadal tworzy. Na potrzeby Rosji i innych krajow. Przy Kremlu powstal niedawno niewielki kompleks inspirowany rosyjskimi ludowymi bajkami jego dluta.




W okolicy jest jeszcze jeden ciekawy pomnik - marszalka Zukowa przed Muzeum Historycznym (nie znam autora). O ile na Ceretelego wszyscy narzekaja, a mnie osobiscie jego rzezby calkiem sie podobaja, to tworca Zukowa calkowicie zawalil sprawe. Plotki glosza, ze po pierwsze chyba nigdy nie widzial konia na oczy, a ponadto troche mu sie zaburzyla kompozycja, bo jezdziec ma nozki krotkie niczym lord Faarquad ze Shreka. 


W kazdym razie byl to bardzo ksztalcacy weekend, jesli chodzi o rzezby. Teraz bede sledzic dalsze dzieje Piotra Wielkiego. I zastanawia mnie tylko, dlaczego wsrod obalonych pomnikow znajduje sie Lermontow w altance, Pinokio i popiersie... Chopina!