Dzis znowu siegnelismy do naszej wieloletniej tradycji wspolnego wyjazdu do Niemiec (z reguly do Aachen). Zwyczaj kultywujemy srednio 2 razy w roku kupujac stosy chemii (o wiele tanszej niz w Belgii) i pare innych produktow, mniej czy bardziej potrzebnych, kierujac sie impulsem albo przemyslana strategia. A ze dodatkowo jest okazja spedzic ze soba troche czasu, pogadac, zjesc dobry obiad, totez wyjazdy te staly sie czysta przyjemnoscia i rozrywka. I dzis, kiedy umilalismy sobie podroz paplaniem, rozmowa zeszla na bloga i zazyczono sobie podsumowania.
A zatem prosze. Oto prezentacja mojego szoppingu (dodam tylko, ze w wiekszosci przypadkow to zapas na co najmniej 6 miesiecy):
- 4 Hotchocspoon do rozpuszczenia w goracym mleku, zakup absolutnie nieplanowany, w dodatku produkcji niderlandzkiej, a nie niemieckiej ;-) Ale nasza wedrowke po sklepach zaczelismy od konsumpcji goracej czekolady, ja zachwycilam sie od pierwszego lyka moja kostka 'hot chili orange' i zakupilam druga do domu, dorzucajac do niej kolejne: 'miod - tymianek', 'miod - cytryna - sol z Guérande' i 'Apfelstrudel'
- podstawowe srodki czystosci - plyny (do kapieli, plukania tkanin, mycia naczyn, podlog), tabletki (do prania), pasty (do zebow), kremy (do rak) itp - lacznie 2 pokazne torby
- 4 farby do wlosow
- syrop z agawy do wyprobowania - ponoc doskonale zastepuje cukier
- miod wielokwiatowy (przyda sie do pierniczkow)
- herbatki: czarna porzeczka z wisnia, pomarancza, owoce lesne, jagoda, truskawka - lacznie 7 pudelek
- suszone morele, sliwki, jablka, mango
- niemieckie pieczywo, ktore uwielbiam (!!!)
- przecenione foremki do pierniczkow z Butlersa, gotowe pierniki i spekulosy z posezonowej wyprzedazy (w Penny-Markt po 43 centy za opakowanie!)
- torebka
- pantofle (potrzebuje dla gosci)
- w Saturnie: szczoteczka do zebow Oral B z 4 wymienionymi glowkami, etui na plyty, termos, termometr, nozyczki kuchenne wielorakiego zastosowania
- ksiazka 'Podroze z Herodotem' Kapuscinskiego koledze na prezent (chce wsrod Niemcow promowac polska literature)
- srodki przeciwkaszlowe: 2 rozne pudelka herbatek (acz o podobnym skladzie: babka lancetowata Spitzwegerich, korzen lukrecji Süßholzwurzel, fenkul wloski Fenchel, tymianek Thymian), opakowania tabletek do ssania Isla Moos (plucnica islandzka) i Emser Pastillen (sol emska), pare torebek pastylek na kaszel, drapanie w gardle i glos (z eukaliptusem, miodem, i innymi bajerami)
- w sklepie z tanimi gadzetami: 2 pary grubych i super cieplych skarpet, rekawiczki, zaparzaczka do herbaty, komplet 6 pedzli do farb, co bym nie musiala malowac patyczkami z wata, jak robie wymyslne kartki czy albumy, odjechane okulary w sam raz na ciekawe przebrania (mam plan ich pierwszego uzycia)
A czemu warto kupowac to wszystko w Niemczech?
- 900 ml Lenora kosztuje 1,11eur
- Denk Mit - 36 tabletek na 18 pran - 2,85 eur
- Farby do wlosow to 40% ceny w Belgii
- Chemia w dm-drogerie i moim ulubionym sklepie Müller kosztuje 2-4 razy taniej (w zaleznosci od produktu) niz w Brukseli
Z przecen praktycznie nie skorzystalam (poza 50% obnizka piernikow i foremek). Po sklepach z ciuchami wlasciwie przejsc nie zdazylam (nic straconego, mam ich pelna szafe).
Reasumujac:
Pyszne Zigeunerbratwurst z kapusta i frytami na obiad z herbata i malenkim piwem: 13 eur.
Przyjemnosc wyjechania za wschodnia granice w milym towarzystwie: bezcenne ;-)
PS Tylko teraz zawartosc 6 toreb musze poupychac po katach...

2 komentarze:
Kto Cie wywolal do odpowiedzi?;-)
Brukselka
A bylo to tak:
'Poczekaj dzien czy dwa, na pewno cos napisze' ;-)
Prześlij komentarz