Zli ludzie, wierzaj mi, ci nigdy nie spiewaja!
Okazalo sie, ze jest mnostwo przepieknych polskich koled, ktorych nigdy nie slyszalam. W zeszly czwartek mielismy choralne spiewanki trzejkrolowe i szybko sie zorientowalismy, ze to co my znamy, to tylko kropla w morzu wspanialych utworow bozonarodzeniowych. Przy gitarze nucilo sie swietnie, niesmialo wtorujac nawet mimo mojego permanentnego stanu przeziebienia, z ktorym sie mecze od miesiaca i wydawalam z siebie dzwieki o niezamierzonej wysokosci i brzmieniu, mocno rezonujace w zatokach przynosowych. I choc na koniec juz generalnie stracilam glos, to muzykoterapia na ducha umeczonego noworocznym powrotem do pracy dzialala doskonale (a i cialo sie wmocnilo, bo katar dal sie ladnie opanowac - odkrylam swietne krople Rhinospray).
Z ciekawostek - znacie dodatkowa zwrotke 'Pojdzmy wszyscy do stajenki'? Zaserwowal nam je jeden z zaproszonych Ojcow, z zaznaczeniem, zebysmy raczej ich nie dodawali do repertuaru podczas mszy, a zostawili sobie na podobne spiewne wieczorki. Przeczytajcie nucac melodie koledy:
Zostań Jezu mym braciszkiem.
Podzielę się z Tobą wszystkim.
Dam Ci swoje klocki lego,
dam Ci misia pluszowego.
A to jedna z koled, ktorej sie ostatnio nauczylam:
Teraz juz sie zajelam planowaniem weekendow, wakacji, pieciolatki (wkrotce mam rocznice przyjazdu do BXLi), zaczynamy solfez i spiewy choralne, powrocilam do wieczorkow kinowych, wdrozylam w zycie plan spotkan (z jedna znajoma smiejemy sie, ze wyrobilysmy juz roczna norme, bo w ostatni weekend bylam u niej 3 razy i ona raz u mnie), szykuje sie do testow w francuskiego i niderlandzkiego i znowu duzo sie dzieje.
Jedyne czego zaluje, to fakt, ze nie udalo mi sie wybrac na koncert WOSP, ktory po raz pierwszy organizowano w Brukseli - w Belgii zebrano ponoc lacznie 45 tys.euro!!! A w dodatku srodki maja byc przekazane na dzieci z chorobami nefrologicznymi, czyli tymi, o ktorych wiem najwiecej...
A skoro znowu zeszlam na temat zdrowia, po smierci Krzysztofa Kolbergera (7 stycznia) siegnelam po raz kolejny po ksiazke Szymona Holowni 'Ludzie na walizkach' do wywiadu z aktorem (chorym od 20 lat na nowotwor trzustki z przerzutami na nerki). Rozmowa, przeprowadzona przed kilku laty (tom wydano w 2009 roku) konczy sie odpowiedzia na pytanie, na co czeka:
Na Euro 2012 (śmiech). Cieszyłem się jak dziecko, gdy gruchnęła wieść, że będziemy to robić. Wróżka przepowiedziała mi kiedyś, że umrę, mając 61 lat, a więc w 2011 roku. Może uda mi się oszukać los i doczekać tych stadionów, dróg, pięknych domów.
Niech pan spojrzy za okno. Co pan widzi? Czternaste piętro, po lewej warszawskie wieżowce, po prawej Powązki. To właśnie jest moje życie - między metropolią i nekropolią (śmiech). A tutaj, widzi pan ten neon? On codziennie przypomina mi, że muszę żyć. To reklama banku, w którym spłacam kredyt.
Szkoda, ze nie podano szczegolow skad jest ta wrozka ;-)
Ja Kolbergera widzialam na goscinnych wystepach na deskach lodzkiego teatru w sztuce 'Kocham O'Keeffe'. Byl rewelacyjny!
W wywiadzie zas powtarzal, ze teatr byl najlepsza terapia na wszelkie bolaczki. Zapis rozmowy jest w necie na stronie:
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/ludzie-wierza--ja-czekam,10616,1

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz