czwartek, 13 stycznia 2011

Postawione na glowie

Nowy Rok jest juz definitywnie rozpoczety i wrocilam na chyba wszystkie zajecia po przerwie swiatecznej. Miedzy innymi za nami jest kolejny solfez (teraz nawet chrypka mnie z niego nie zwalnia, bo odbywa sie u mnie w domu). Zaczelo sie od prostego dyktanda i po pierwszym wysluchaniu dwoch roznych ciagow dzwiekow mielismy odpowiedziec na pytanie:

- Jaka jest roznica pomiedzy tymi melodiami?
- Zmienia sie barwa.
- Tak? A na jaka?
- Z kanarkowozoltej na niebieska - pewnym tonem odparl kolega.

My w smiech, a tu sie okazalo, ze sa na swiecie jednostki, ktore 'widza' dzwieki w postaci kolorow!!! Nie wiadomo dokladnie czy to dar, czy niedogonosc, ale jedna na pare tysiecy osob ma pewna szczegolna umiejetnosc:

Chromostezja, barwne słyszenie, zjawisko towarzyszenia wrażeniom dźwiękowym spostrzeżeń i wyobrażeń koloru, np. kojarzenie wysokości dźwięku z określonym kolorem. U niektórych określoną barwę mają całe tonacje. Chromostezja jest rodzajem synestezji, czyli jednoczesnego odczuwania wrażeń różnymi zmysłami, polega na stałych związkach skojarzeniowych dwóch lub kilku rodzajów wrażeń.

W internecie jest sporo artykulow o synestetach, np. http://www.poradnia.pl/choroby/uklad-nerwowy/1714-synestezja-widziec-dzwiek-smakowac-kolory, gdzie znalazlam m.in.taka ciekawostke:

Gdy się rodzimy, wszyscy jesteśmy synestetami. Postrzegamy kształty jako smaki, a dźwięki jako kolory. Każde wrażenie zmysłowe – czy to smak, czy dźwięk – pobudza w mózgu niemowlęcia wszystkie obszary jednocześnie, wybuchając istną feerią odczuć i wrażeń. Prawdopodobnie dlatego małe dzieci swoje zabawki „oglądają” przede wszystkim ustami. Na późniejszym etapie rozwoju mózgu, domniemany nadmiar połączeń mózgowych ulega redukcji, przez co percepcja staje się jednozmysłowa – albo wzrokowa, albo słuchowa, a nie jak poprzednio – słuchowo-wzrokowa. Ci, u których dokonuje się to w sposób niepełny, stają się synestetami.


Nasz wspoluczen nalezy do tej garstki (nie)szczesliwcow i przyznal, ze z corka sluchal i omawial wiele utworow i prawdopodobnie wytworzyl u niej identyczne spostrzezenia barwno-sluchowe (tzn. sama wykazywala skonnosci, a nie ma pewnosci co do przyczyn ich zgodnosci). On natomiast ma je podobno bez zadnego ksztalcenia. Druga corka tej umiejetnosci juz nie posiada.

Ja sie tylko zastanawiam, czy na tych zajeciach solfezu ucze sie muzyki, czy zdobywam wiedze o dysfunkcjach: dyspraksjach, chromostezjach i innych. Swoja droga nie wiedzialam, ze ksztalcenie sluchu i znajomosci nut moze byc tak fascynujace! Teraz z niecierpliwoscia czekam na nasze kolejne spotkania!

Poza tym bylam na pierwszej w tym roku gimnastyce (doszlam do wniosku, ze kaszle juz tylko jak sie odprezam w pozycji horyzontalnej, wiec zalozylam, ze nie powinno byc problemu). Nasza fizykoterapeutka znowu wprawila nas w zaklopotanie obdarowujac swoje kursantki różkami wypelnionymi slodyczami, ktore maja nas zmotywowac do dalszego dbania o forme. I przy okazji dala nam taki wycisk, ze jutro pewnie nie bede mogla sie ruszyc.

Ale to nadal nie koniec typowego dla Belgii surrealizmu, ktorym zarazam sie w tempie blyskawicznym ;-)

Dzis cwiczylysmy z elastyczna szarfa i jak podczas zajec jednej z nas wystrzelila z rak, instruktorka cos skomentowala po francusku i wszyscy sie zasmiali. Moja znajoma z karimatki obok tylko mi cichutko szepnela:

- Fouet to po polsku bicz.
- A skad to wiesz?
- Z wczorajszego francuskiego.

No i to przewazylo szale, postanowilam nie byc gorsza i w poniedzialek zdaje koncowy egzamin z ostatniego poziomu tego jezyka na kursie, a od srody zaczynam... korepetycje!

Brak komentarzy: