I po raz kolejny okazalo sie, ze jestem gwarantem sprawnej i terminowej podrozy. W obie strony (Belgia - Polska) przejechalam prawie bez opoznien (wczoraj tylko czekalismy drobne pol godzinki na odsniezenie pasa startowego), a teraz slucham coraz to bardziej dramatycznych historii transportowych. Zreszta TV Polonia zrobila mi 'prezent' noworoczny i zamiast bajek o Boulinkach wrocily poranne serwisy informacyjne i dzis moglam sobie obejrzec reportaz o skandalach w PKP i ich rzekomym zaskoczeniu, ze 2 stycznia pasazerowie licznie beda korzystac z ich uslug. Coz, ja wczoraj mialam przyjemnosc skorzystac z dwoch pociagow, w pierwszym konduktor zabawial mnie dowicipami, a w drugim niestety stalam przez prawie dwie godziny (niefortunnie do Warszawy trafilam na sklad do Bialegostoku i jedyne miejsce znalazlam na korytarzyku w WARSie), ale jechaly sprawnie i na czas. I jedyna niedogodnoscia bylo 5 minut na przesiadke podczas ktorych wyskoczylam z pierwszego pociagu, rozejrzalam sie dokola i jeknelam ze zgrozy, po czym z moja 20kilogramowa walizka (dokladnie 19,6 kg) i niemal 10 kilowym plecakiem odbylam kilusetmetrowy sprint do przejscia podziemnego, schodami w dol, w bok, w gore, potem 150 metrow do kasy, robiac przy okazji za plug sniezny, tam wywolalam babke z zaplecza, bo ja natychmiast musze kupic bilet na pociag, ktory wlasnie nadjezdza, potem znowu 150 metrow do przejscia podziemnego, w dol, w gore i jak wybieglam na moj peron sapalam jak lokomotywa (uff, jak goraco). I stwierdzilam, ze ja narzekac moge najwyzej na to, ze moje pociagi sa niemal punktualne, bo przy opoznieniu mialabym troche wiecej czasu na przesiadki (podobny sprint wykonalam 2 tygodnie temu). *
Na lotnisko dotarlam z bolem miesni i glowy i kiedy w samolocie przekartkowalam najnowszy numer LOTowskiej gazetki wpadl mi w oko artykul o panu Piotrze Pogon. I az wstyd mi sie zrobilo. Pacjent kliniki onkologicznej, po walce z nowotworem gadla, pluca (jedno ma usuniete) i na czole. Pobiegl w maratonie w Afryce (na wysokosci 2400 m npm) i NY, wszedl na Kilimandzaro i Elbrus. I kipi pomyslami, co by tu jeszcze zrobic. Wiecej o nim na stronie: http://runners-world.pl/ludzie/Zaklinacz-dobrej-energii-3704.html i http://www.nazdrowie.pl/artykul/wykorzystac-kazda-sekunde-zycia (polecam zajrzec). A ja, moze nie idealnie zdrowa, ale w calkiem niezlym stanie, wymiekam na dworcu w Koluszkach...
Zreszta jedzac sniadanie o 4 rano przed wylotem do Polski trafilam w telewizji na kabaret z udzialem pana Jacka Federowicza, w stroju biegacza, ktory opowiadal o swoich doswiadczeniach w maratonach. Zaczal majac kolo 40 lat. Startuje do dzis. Zartowal, ze najpierw sprawdza, czy w jego grupie wiekowej (>70 lat) nie startuje wiecej niz 3 biegaczy, zeby miec zagwarantowane miejsce w pierwszej trojce. I bedac w sile wieku, kiedy zaczal dbac o zdrowie poszedl do lekarza i zapytal, czy jak bedzie jadl same zdrowe rzeczy, regularnie cwiczyl, zrezygnuje z alkoholu i kawy, to bedzie zyl dluzej. Doktor na to, ze bedzie zyl pewnie tyle samo lat, ale… na pewno bedzie mu sie dluzylo ;-)
Moj Tata zapowiada, ze w tym roku rezygnuje z 20 km, tylko ja mam wziac nasze oba czipy, a on bedzie mi robil zdjecia ;-) Mam 5 miesiecy na przygotowania i poki co sie zastanawiam, czy leczyc kaszel, czy go ignorowac i robic swoje. Ratunku upartuje jeszcze w hiperwentylacji drog oddechowych podczas proby choru, a wczesniej moze sie zalapie na 'spiewanki Trzejkrolowe'. Pozyjemy zobaczymy... Byle do przodu.
* Drobna uwaga, dla tych, co sobie pomysla, zem traba, bo nie kupilam od razu biletu na cala trase. Otoz niestety Tanie Linie Kolejowe nie honoruja biletow Interregio i chyba vice versa, a ja oprocz pociagu zmienialam przewoznika. Moglam jedynie ryzykowac wsiascie na gape i wzbudzanie wspolczucia w konduktorze kierujac ku niemu prosbe o lagodny wymiar kary. Uznalam jednak, ze wiecej zalatwie sila miesni niz perswazji. I chyba slusznie.
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz