Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruksela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruksela. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 grudnia 2010

Mumia Fikacja i makabryczny wieczor

Jakby tak mocno wytezyc wzrok, to z mojego okna w pracy moglabym dojrzec Krolewskie Muzeum Sztuki i Historii. Przechodzilam kolo niego setki razy, nigdy nie zaszlam do srodka.

Az postanowilam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i zobaczyc, jak przebiegaja brukselskie Nocturnes, czyli czwartkowe wieczorne otwarte drzwi w muzeach (z reguly w godzinach 17-22) i wybrac sie wlasnie do KMKG/MRAH (taka jest jego skrotowa nazwa). W dodatku wizyte polaczono z przedpremiera nowej wystawy 'Miedzy niebem a pieklem' o smierci w sredniowieczu, ktora oficjalnie miala byc otwarta dopiero dzien pozniej.

Ze znajomymi najpierw dluuuugo studiowalysmy oferte darmowych wykladow i wycieczek i po wielu dyskusjach zdecydowalysmy sie na dwa: spotkanie z kustoszem Mieke Van Raemdonck: The mommy of the embroiderer / collection  i oprowadzanie z przewodnikiem Mummification and burial in Ancien Egypt.


Slowem makabryczny wieczor, na ktory czekalysmy z niecierpliwoscia. Ja jeszcze entuzjastycznie opowiadalam znajomym:

- Ta mumia 'Hafciarka' to jakies slynne znalezisko (http://www.globalegyptianmuseum.org/detail.aspx?id=203). I jest na stale do obejrzenia w Brukseli! A potem idziemy jeszcze na wyklad o mumifikacji.
- Ale sie fajnie nazywa! - stwierdzila moja znajoma.
- ???
- No ta mumia Fikacja! Bo jedna to Hafciarka, z druga - Fikacja?

Na miejscu okazalo sie, ze prezentacji mumifikacji (a tym bardziej mumii Fikacji) nie bedzie, bo przewodniczka bala sie, ze z powodu sniegu nie uda jej sie wrocic wieczorem do domu i wyklad odwolala.

Za to zobaczylismy przekret stulecia. Otoz w samym rogu sali z mumiami leza szczatki kobiety. W latach 1899-1900 odkryl je Albert Gayet, slynny archeolog, ktory dramatycznie potrzebowal funduszy na kolejne ekspedycje i norma dla niego bylo podrabianie znalezisk, zeby zwiekszyc ich atrakcyjnosc i cene. Dopiero niedawno dokladne badania pozwolily ustalic prawde:
  • mumia okazala sie nie byc mumia, a zwlokami zasuszonymi w goracym piasku
  • pochodzi nie z 4, a z 6 wieku
  • choc popularnie nazywa sie ja 'Hafciarka', serca na jej zewnetrznej tunice nie sa wyhaftowane, a utkane (wtedy najdrozsza byla nie sila robocza, a material, wiec starano sie nie marnowac ani jednej nitki i hafty byly nadmiernym zbytkiem)
  • nigdy nie brakowalo jej wody i pozywienia, pochodzila z zamoznego domu i dlatego do pochowku ubrano ja w 3 tuniki
W sklad znaleziska wchodza chusty w motywy ptasie i kwiatowe, ktore datuje sie na zupelnie inny okres. Dodatkowo poduszki, ktore polozono po glowa i stopami Hafciarki, Gayet wypral (!!!) i golebie piora zastapil inna substancja do ich wypchania. 

Pozniej pani kustosz zaprowadzila nas do piwnic, gdzie pokazala stara tkanine, ktora obecnie poddawana jest analizie. Czarny wzor wykonano dzieki barwnikowi uzyskanemu z tysiecy zmarlych robakow, co znacznie podnosilo wartosc tuniki, a dodatkowo podobno nieprawdopodobnie... smierdzialo (jest to jedna z teorii tlumaczacych angielskie powiedzenie 'filthy rich' - 'obrzydliwie bogaty'). 

Po wycieczce udalysmy sie na nowa wystawe 'Miedzy ziemia i pieklem', ktora jest fajnie zorganizowana, ale jakos bardziej polecac jej nie bede (najciekawszy okazal sie teatrzyk kukielkowy, ktorym przez moment bawilysmy sie z kolezanka - ona manewrowala kosciotrupem, ja para krolewska i odegralam prawdziwa 'mort subite' ku zainteresownaiu innych zwiedzajacych i naszej uciesze). 

Za to na koniec niemal przebieglysmy wzdluz licznych labiryntow korytarzy w muzeum, zeby miec ogolny poglad o jego zasobach i musze przyznac, ze robi ogromne wrazenie!!! Nie moge zrozumiec, jak to mozliwe, ze przez 5 lat tam nie dotarlam... Kazdy znajdzie cos dla siebie: jest i piekna sala o islamie, starozytna Grecja i Rzym, mumie egipskie, porcelana, arrasy, ogromny zbior zegarow, karoce, rowery, sale poswiecone Ameryce i Azji. Slowem mydlo i powidlo tudziez mniejsza wersja British Museum w Londynie. Na obejrzenie calosci potrzeba co najmniej kilku dni. Do tego widac, ze caly czas staraja sie dostosowac ekspozycje na potrzeby wspolczesnego widza - robi sie interaktywna, zaskakujaca, dajaca do myslenia.

Muzeum ma tylko dwa minusy: chaos i podpisy jedynie po francusku i niderlandzku. Ale i tak na pewno tam wroce. Jak kiedys bede miala troche czasu i zadnych planow na weekend ;-)

Wiecej tu: http://www.kmkg-mrah.be/. Oplata za wstep wynosi 5 eur.


Un audioguide (FR-NL-GB-D) est inclus dans le prix du ticket d'entrée pour le circuit Gothique-Renaissance-Baroque, pour les collections Égypte, Arts du monde islamique et Arts roman et mosan.


A i nokturny okazaly sie doskonala inicjatywa i teraz pozostaje mi tylko zalowac, ze w tym roku tak malo z nich skorzystalam (edycja na 2010 wkrotce sie konczy). Nastepna okazja za niecaly rok!

niedziela, 28 listopada 2010

Zimowe przyjemnosci

Choinka  na Grand Place

Szopka na rynku


Wsrod straganow


Lodowisko


Moja ulubiona karuzela pod kosciolem sw. Katarzyny




I jeden ze sklepow z czekoladkami





czwartek, 25 listopada 2010

B jak...


Bozonarodzeniowy nastroj


W BXLi spadl pierwszy snieg. Wlasciwie nie spadl, ale zaczal popadywac i od rana naplywaly maile i informacje: sypie w Tubize, bedzie bialo na Beaulieu, az w Parku Cinquantenaire spostrzeglam zdezorientowanych biegaczy wsrod wirujacych platkow. W Polsce tez podobno pada i kiedy slucham Trojki przez internet wreszcie prognoza pogody pasuje do tego co mam za oknem. A jak wczoraj szlam do kina, to przy metrze Port de Namur chodniki przezornie posypano juz sola! I w ten weekend otwieraja stragany przy rynku. Coz rzec, ida swieta!

Balwanek Bouli

Z nieznanych mi przyczyn, po wakacjach, TV Polonia, czyli jedyny rodzimy kanal, ktory mam w belgijskiej kablowce, zamiast wiadomosci o 8.00, ktore z przyjemnoscia ogladalam podczas sniadania, zmienila ramowke i teraz przed praca moge sie zapoznac z kolejnymi odcinkami... kreskowki o balwanku Bouli'm ;-). No i z braku alternatyw sledze jego kolejne przygody i wlasciwie doszlam do wniosku, ze to bardzo ladna i edukacyjna bajka, promujaca przyjazn, odpowiedzialnosc i pomyslowosc. I przy okazji szkola maluchy z wiedzy ogolnej, bo Boulinki ostatnio wybraly sie na antypody i objasniono, ze to druga strona swiata (co prawda na tym wartosc edukacyjna kreskowki sie skonczyla, bo balwanki przedostaly sie tam przez przekop zrobiony w srodku kuli ziemskiej).

Szczerze mowiac wolalabym takie bardziej nostalgiczne bajki jak 'Bolek i Lolek' czy 'Pszczolka Maja', ale w zwiazku z zimowa aura Boulinki tez moga byc. I jak milo jest zaczac dzien od takiej lekkiej latwej i przyjemnej historyjki ;-)

Biblioteka…


…czyli robimy pierwsze postanowienia noworoczne. Zaczelo sie od znajomej, ktora wyslala nam entuzjastycznego maila:

pewnie niektorzy z Was znaja, ale tym, ktorzy nigdy nie slyszeli baardzo, baardzo polecam cos najpiekniejszego, co zostalo skomponowane na sklad wokalno-instrumentalny: Claudio Monteverdi, Vespro della Beata Vergine. Najlepiej pod Paulem McCreeshem. Ja nie moge oderwac uszu od sluchawek.


Okazalo sie, ze takie rarytasy mozna wypozyczyc w miejskiej bibliotece (Hoofdstedelijke Openbare Bibliotheek). Po koniec przyszlego roku wejdzie ona w sklad Muntpunt, czyli platformy wymiany kulturalnej, naukowej, turystycznej dla osob niderlandzkojezycznych. I nie tylko. Poszperalam troche w necie i okazalo sie, ze w swoich poteznych zbiorach maja na przyklad:

  • Z ksiazek - 13 pozycji Kapuscinskiego, 2 Mysliwskiego, 5 Huelle w roznych wersjach jezykowych, a takze:


Boek

Ja ksiadz wedrujacy : jak grzyb po deszczu / Jan Twardowski

Auteur:Jan Twardowski
Taal:Pools
Uitgave:Warszawa : Ad Oculos, 2002
Kenmerken:223 p.


  • Z plyt: 30 CD i 3 DVD z Sinatra, 8 nagran Tomasza Stanko, 3 Blechacza, 6 Anderszewskiego, a takze podklad muzyczny z filmu 'Marzyciel' skomponowany przez Jana A.P.Kaczmarka:


CD

Finding Neverland

Regisseur:Mark Forster
Muziek:Jan A.P. Kaczmarek
Taal:Nederlands
Uitgave:Decca, 2004
Kenmerken:1 cd
EAN:0602498637579
Uitgeversnummer:986 3757
Code muziek:amusement ; filmmuziek, shows en musicals



  • 58 rosyjskich filmow, w tym na przyklad:


DVD Video

Solaris / Filmregisseur Andrej Tarkovski ; oorspr. auteur Stanislav Lem

:Andrej Tarkovski
:Stanislav Lem
Taal:Russisch
Uitgave:[S.l.] : Artificial Eye, [s.a.]
Kenmerken:2 dvd-video's (80, 89 min.)
Extra informatie:Russisch gesproken, nagesynchroniseerd in het Engels en Frans .- Ondertiteling : Engels, Frans, Duits, Spaans, Portugees, Italiaans, Nederlands, Zweeds, Hebreeuws, Chinees, Japans, Russisch .- Oorspr. uitgebracht in 1972


  • 10 filmow Kieslowskiego, w tym:



DVD Video

Dekalog / Filmregisseur Krzysztof Kieslowski

:Krzysztof Kieslowski
The ten commandments
Taal:Pools
Uitgave:[S.l.] : Artificial Eye, cop. 2002
Kenmerken:2 x 2 dvd-video's (ca. 165, 112 min.)
Extra informatie:Pools gesproken, Engels ondertiteld .- Oorspr. uitgebracht in 1988 .- Part 1 to 5 : features the hour-long version of A short film about killing .- Part 6 to 10 : features the hour-long version of A short film about love .- Deel 1 : part 1 to 5 .- Deel 2 : part 6 to 10


No i z jedna znajoma mamy plan od stycznia sie zapisac i do naszych cotygodniowych wieczorow kinowych dodac wczesniejsze spotkania w pobliskiej bibliotece zamiast juz tez tradycyjnego objadania sie chinszczyzna (tzn. z Woku calkiem nie rezygnujemy, choc zmniejszymy czestotliwosc, a po ksiazki i plyty bedziemy sie wybierac co 3 tygodnie). Bo nie ma jak wspolne motywowanie sie (patrz gimnastyka). Wiecej informacji na stronie: http://www.muntpunt.be/ (niestety rozbudowana jest tylko wersja niderlandzkojezyczna).

Bol zeba 

Ustal. Po tym jak wczoraj o 7.30 rano zglosilam sie wreszcie do dentystki i okazalo sie, ze dzielnie przechodzilam 3 tygodnie z zapaleniem miazgi. Jestem mistrzem w ignorowaniu wlasnych problemow zdrowotnych i ich konsekwencji. I jeszcze sie upieralam, ze nie musze miec znieczulenia, bo wole sie pomeczyc pare minut, niz pozniej pol dnia sie wkurzac na paraliz b jak buzki (zwlaszcza, ze zaraz musze isc do pracy). Na szczescie przed borowaniem mialam zrobiony rentgen i jak na ekranie komputera zobaczylam przebicie niemal do nerwu, szybko poszlam po rozum do glowy i sie przymknelam (choc w sensie doslownym bylo zupelnie odwrotnie, bo przez godzine przelezalam z otwarta paszczeka). Rwanie co prawda mi nie grozi, ale generalnie niefajnie to wyglada (zwlaszcza jak spojrzec na belgijska wycene koniecznego leczenia). Brrrrrrr.  

------------------

Jednak dobrze sie sklada, bo od jutra mam weekendowych gosci, a w sobote koncert. Nieprzyjemnosci zostawiam na pozniej. Poki co tylko smieje sie, bo moja wersja piesni gospelowych, ktore od tygodnia radosnie wyspiewuje sobie w zaciszu domowym, odbiega nieco od tej wlasciwej (ze zgroza spostrzeglam, ze jak zapomne tekstu ktorejs z 14 piosenek, to je sobie sama wymyslam, byle rytmicznie sie zgadzalo). I jeszcze maja dawac nasze zblizenia na telebimach, a mi pod okiem wyskoczylo zimno. Zatem jak mnie pokaza, z zapuchnietym policzkiem, spiewajaca od rzeczy, a nastepnie miny oburzonych wspolchorzystow stojacych dokola (to jest taka reakcja bezwarunkowa, jak sie wystepuje, zeby ganic wzrokiem tych mniej przygotowanych vel mylacych sie), to nam wyjdzie szopka, a nie gospel ;-)

Najwazniejsze, zebysmy na koniec dostali b jak brawa!

niedziela, 21 listopada 2010

The Brussels Requiem

O idei edukacji przez sztuke uslyszalam po raz pierwszy dzieki filmowi dolaczonemu do 'Przekroju' - 'Rytm to jest to'. Tam 250 nastolatkow z Belina, z roznych warstw spolecznych, bez wczesniejszego doswiadczenia, cwiczy choreografie do 'Swieta wiosny' Strawinskiego (swietny dokument).

Teraz podobne przedsiewziecie mialo swoj final w Brukseli. Z inicjatywy La Monnaie przygotowano Requiem Brukselskie w wykonaniu (i tu uwaga!) 252 dzieci w wieku 10-12 lat. Dzieci, ktore powinny spiewac 'Jestesmy jagodki' czy 'Hu hu ha, zima zla', a nie opere o smierci! Ale to nie koniec niespodzianek. Brytyjski kompozytor Howard Moody stworzyl dzielo na potrzeby tego wlasnie projektu. A ze Bruksela jest miastem wielonarodowym, zatem i requiem napisano w sanskrycie, po hebrajsku, lacinie, arabsku, niderlandzku, francusku, angielsku, niemiecku i wlosku. A jako 'artystow' zaangazowano uczniow 3 publicznych szkol francuskojezycznych i 3 niderlandzkojezycznych. Jedna z nich jest na St Joose, kolo mnie, i znajac moich sasiadow nie zdziwilo mnie, ze na scenie pojawila sie mieszanka dzieci niemal z calego swiata z naciskiem na kraje arabskie. Zreszta lista wystepujacych zaczyna sie od imion: Abdelhamid, Aboubakr, Adele, Adem, Adil, Adzer itp. Doszukalam sie tez 3 nazwisk sugerujacych polskie pochodzenie. Dzieci te nie mialy zadnego wczesniejszego doswiaczenia i przeszkolenia muzycznego i w wiekszosci - zadnych wyjatkowych uzdolnien w tej dziedzinie.

A jednak udalo sie stworzyc tak wspaniale dzielo, ze ja od drugiej minuty do konca mialam gesia skorke z wrazenia. Piekna muzyka, slicznie brzmiace cienkie soprany tlumu dzieciakow, wspaniala porywajaca choreografia. I przedstawienie, ktore zaczyna sie smiercia malego chlopca i prosba o spokoj i wieczny odpoczynek z uzyciem buddyjskiej manrty 'Om mani padme hum', wezwania muezina i arabskiego 'salam'. Nastepuje po tym Dzien Gniewu (Dies Irae) i pojawia sie Charon - przewoznik dusz zmarlych przez mityczna rzeke Styks. Ta role odegral dorosly, ktory dyrygowal chaosem rozgniewanych dzieciakow wybuchajacych szalem dokladnie tam gdzie wskazal. Pozniej atmosfere ochladza woda i dzieciaki turlaly sie po scenie fantastycznie imitujac morskie fale wokol spiewaczki operowej wcielajacej sie w role Gaji (Ziemi-Matki z mitologii greckiej). I powtarzaly wciaz, ze zycie konczy sie niespodziewanie, jak zapisane na wodzie. Lacrimosa to lament i lkanie i w pochodzie spiewajacych maluchow szla tez dziewczynka o kulach. Libera Me to pragnienie wyzwolenia od strachu - tutaj ta mieszanka dzieci roznych wyznan i kultur, czesc z nich byc moze nie wierzaca, spiewala o Bogu, ktory ociera lzy. I wzywala Michala Archaniola, ktory z Grand Place obserwuje Bruksele. Na koniec znajduja Paradisum po drugiej stronie wody.

Pomysl szalenczy, zeby zaanazowac do niego dzieci. Ja siedzialam w trzecim rzedzie, wiec widzialam wszystko doskonale i ogromnie zdziwilo mnie skupienie wiekszosci wystepujacych. Na ich twarzach widac bylo taka powage i determinacje, na ktora rzadko kiedy ja sie moge zdobyc. Odnosilo sie wrazenie, ze doskonale czuja sie w tym temacie i realizatorzy podkreslaja, ze nie bylo zadnego problemu i tabu do przelamania.

Dopiero przy brawach na koniec emocje wybuchly zarowno na scenie, jak i na widowni. Ja zakonczylam cala serie wydarzen kulturalnych z profesjonalnym koncertem Agi Zaryan w piatek, fajnym musicalem BLOCu wczoraj i ta opera i w porownaniu z poprzednimi dniami tutaj czulo sie ogromna radosc i wielkie uznanie. Widzowie natychmiast wstali z brawami, dzieciaki szalaly z dumy i kiedy kurtyna opadala, czesc z nich polozyla sie na scenie, zeby jak najdluzej moc machac swoim znajomym i krewnym.

Co wiecej, opere wystawiono na deskach najlepszej sceny w miescie. Kiedy rozejrzalam sie po widowni, napakowanej po brzegi rodzinami z dziecmi, widac bylo, ze wiekszosc z nich nigdy by nie zawitala w tych progach, gdyby nie ten projekt. Kolo mnie dorosla Arabka cala godzine wyraznie sie nudzila i wysylala SMSy swoja wypasiona komorka, zas dzieciaki, dla ktorych trudna muzyka, niezrozumiale teksty i dziwne ruchy na scenie moglyby byc nie do przetrawienia, patrzyly przed siebie w pelnym zachwycie i z duzym zainteresowaniem. I ani razu nie uslyszalam marudzenia: 'Kiedy to sie skonczy'.

Kto wie, czy nie jest to poczatek kariery scenicznej kilku maluchow. A niezaleznie od uzdolnien i zainteresowan, wszystkie przezyly niezwykla wielokulturowa wielojezyczna przygode.


Teraz nalezy tylko trzymac kciuki, zeby ta praca nie poszla na marne, a zakielkowala w dzieciakach (i co niektorych rodzicach). I oby podobnych projektow bylo jak najwiecej!

Organizatorzy prowadzili blog, na ktorym mozna znalezc kilka zdjec i filmikow: http://brusselsrequiem.blogspot.com/. Znalazlam tez ciekawy artykul po angielsku: http://www.flanderstoday.eu/content/sounds-youth-and-death


PS A ja wkuwam teksty gospelu na przyszla sobote. Nasz koncert w porownaniu z tym dziesiejszym niestety wypada troche blado ('tylko' 100 chorzystow, choc na szczescie z silnymi glosami i mocnymi plucami). Tak czy owak przypominam tym, co moga sie na niego wybrac: sobota, 20.00, Bazylika Koekelberg. 

sobota, 20 listopada 2010

Wahadlo

Nad Belgie nadciagnal wyz, przegnal deszcze i ulewy, za to powialo zimnym powietrzem. Moj nauczyciel francuskiego ('kabareciarz') twierdzi, ze uwielbia taka brzydka belgijska pogode, bo w dzdzyste niedziele siada ze swoimi pociechami na kanapie, wlacza bajki, w rece dzierzy kieliszek z koniakiem i oswiadcza biegajacej wokol zonie, zeby sie nie martwila i robila swoje, a on sie zajmie dziecmi. Nam za to co pare lekcji serwuje szkolenie w odcinkach na temat Bordeaux - wina, w ktorym swego czasu sie rzekomo specjalizowal. Wiem juz o glownych apelacjach: Medoc, Haute-Medoc i St. Emillion, o tym, ze powinny polezakowac 4-5 lat (teraz dobry jest rocznik 2006), o szczepkach robionych na starych korzeniach, o powodach roznic cenowych trunkow, ktore sa dostepne w sklepie (te najtansze nie dojrzewaja w debowych beczkach, a w butelkach). Zaprezentowal tez liste korzysci zdrowotnych wynikajacych z picia czerwonego wina: zapobiega miazdzycy, reguluje cisnienie, chroni zoladek (zwieksza jego odpornosc na dzialanie kwasow) i pomaga na bezsennosc. Jeszcze troche, a zamiast testu koncowego z jezyka bedziemy mogli podejsc do egzaminu dla somelierow...

Aktualnie jestesmy na etapie naszych prezentacji i ja na poniedzialek szykuje pogadanke na temat fantastycznej wystawy 'Ameryka - to tez nasza historia', ktora mozna obejrzec w Tour&Taxis (bylam tam tydzien temu, tylko dlugo zbieralam sie z tym wpisem). Wspolne dzieje Europy i Stanow rozpisano na 4 akty przypominajace wahadlo: Ameryke europejska i ojcow zalozycieli, Ameryke amerykanska w XIX wieku, Europe zamerykanizowana w XX wieku oraz poszukiwanie balansu w dniach dziesiejszych.

Najpierw filmik reklamowy:


Gdyby nie angielscy kalwinisci, pasazerowie statku Mayflower, historia moze potoczylaby sie zupelnie innym torem. Zas wiele lat pozniej Europa przezywajaca rewolucje przemyslowa nie zdolalaby wykarmic rzesz bezrobotnych, ktorzy szczesliwie mogli uciec na zachod (nie wspominajac juz o tych, ktorzy musieli w XX wieku opuscic Stary Kontynent ze wzgledow politycznych).

Wystawa przedstawia Ameryke od zejscia na lad Europejczykow 11 listopada 1620 roku, przez wigwamy (pachnace dymem i drewnem, mozna wejsc do srodka), informacje o Huronach i Irokezach, 'Chate Wuja Toma' zilustrowana na porcelanowym serwisie talerzykow, ciemny i tajemniczy korytarz oswiecenia, listy, bilety, makiety i prospekty reklamowe promow Red Star Line i innych przewoznikow miedzy kontynentami (tu duzy wklad mial port w Antwerpii), kladke dla imigrantow wychodzacych na wyspe przesiadkowa Ellis Island z widokiem na Manhattan i Statue Wolnosci (bylam tam w czerwcu! ;-)), po XX wiek: krach na Wall Street, 'Domek na prerii', Jackson Five czy test ze znajomosci bajek Disneya (w tym ostatnim wypadlam gorzej niz marnie).

W czesci o zamerykanizowanej Europie zgromadzono szereg osiagniec, ktore zawdzieczamy USA. Lata 50te to Coca-Cola, keczup, rajstopy, jeansy, odkurzacze i zmywarki. Lata 60te to Tupperware (a ja bylam naiwnie przekonana, ze to najnowsza zdobycz techniki), pigulki, karty kredytowe, Fanta, Sprite i Kleenex. Lata 70 to John Travolta i 'Goraczka Sobotniej Nocy'. Lata 80 to jogging, fitness, rower gorski, platki sniadaniowe, Coke Light i Weight Watchers. 

I jest tez cos, co Ameryka zawdziecza Belgii. Jazz! A dokladniej saksofon wynaleziony przez Adolfa Saxa w 1840 roku, ktory zdobyl popularnosc nie tylko w orkiestrach Nowego Orleanu, ale pozostal w tej muzyce do dzis dnia. 

Zas ze Stanow przyszla tu moda na supermarkety i jest tez osobna gablota poswiecona pierwszemu tego typu sklepowi Chazal Delhaize otwartemu w Belgii w 1959 roku.

Na koniec przygotowano interaktywne quizz'y w formie partii szachow, o tym kto byl pierwszy: Rosja czy USA w roznych aspektach podboju kosmosu (pies Lajka, Sputnik, Armstrong itp), porownania CIA i KGB i wiele wiele innych.


W paru salach znajduja sie instalacje artystyczne. Zwiedzajacych wita neon YES skladajacy sie z glowych swiatowych walut: jena japonskiego, euro i dolara:


W czesci opowiadajacej o udziale Amerykanow w drugiej wojnie swiatowej ustawiono szereg krzyzy, ktore dodatkowo odbijaja sie w lustrach:



Zas na koniec wchodzi sie na molo na plazy i widzi ocean - ten sam, na ktory spogladaja wciaz rzesze Europejczykow i Amerykanow.
 


Idea wystawy jest oczywista - choc my zarzucamy Amerykanom brak opieki socjalnej, a oni nam - konserwatywne podejscie, jestesmy ze soba polaczeni na dobre (wymiana handlowa, naukowa i kulturalna) i na zle (kryzys finansowy z USA odbil sie czkawka i u nas). Mimo ze nie zgromadzono imponujacej ilosci oryginalnych eksponatow, to czym dysponowano opakowano w tak mily dla oka, przemyslany, dopracowany, ciekawy sposob, ze po paru godzinach krazenia po korytarzach i zakamarkach zainteresowanie nie mija ani przez chwile.

Niestety nie obylo sie bez propagandowego podsumowania: tam jedza smieciowe jedzenie, a my mamy... Wspolna Polityke Rolna!

Na pamiatke nabylam broszure o wystawie (po angielsku, co do mojej francuskiej prezentacji jest jak znalazl, ale tak to jest, jak najpierw sie dziala, a potem mysli) i wzielam dossier dla nauczyciela (na szczescie w odpowiedniej wersji jezykowej, a nie na przyklad po niderlandzku, zeby bylo ciekawiej). Teraz probuje to wszystko zebrac w calosc.

Wystawe mozna obejrzec do 8 maja 2011.

niedziela, 24 października 2010

Knocking' on Heaven's Door

Na wystawe Wima Delvoye natknelam sie wedrujac na wieczorne zajecia z solfezu. Zwykle jak ide 2-3 km to albo mam pustke w glowie, albo tak sie pograzam w swoich myslach, ze zapominam o calym swiecie. No i w pewnym momencie sie zdziwilam, skad przy parku w okolicy palacu krolewskiego wziela sie pieknie oswielona wieza ratusza. Przyjrzalam sie blizej i sie okazalo, ze na dachu BOZARu ustawiono 17metrowy odpowiednik najslynniejszej gotyckiej wiezy w BXLi.

Wim Delvoye (urodzony w 1965 roku, mieszkajacy w Gent) zyskal juz dawno swiatowe uznanie swoimi dosc kontrowersyjnymi dzielami. Na przyklad wytatuowal serie swin, malujac im na skorze od postaci z kreskowek Walta Disneya  do znaczkow Louisa Vuittona. Albo po miesiacach badan, spotkan i dyskusji z naukowcami, gastrologami i inzynierami, stworzyl skomplikowana maszyne do produkcji...ekskrementow o nazwie Cloaka. Najlepszych kucharzy proszono o przygotowywanie wykwintnych potraw, ladowano je z jednej strony, nastepnie przechodzily obrobke pod wplywem enzymow, bakterii i kwasow i efektem koncowym byl wiadomy wszystkim produkt, ktory sprzedawano widzom na pamiatke. Podsumowal pozniej, ze byl to fascynujacy projekt laczacy bankowosc, inwestycje, technologie, nauke, gastronomie, a wszystko to okazuje sie g... warte.

Jego gotyckie budowle rowniez nie pozostaly bez echa. Najpierw zaproponowal wybudowanie wiezy w Gent, ale wladze miasta nie wyrazily zgody tlumaczac, ze w sredniowieczu mozna bylo sobie cos takiego stawiac, a na dzien dziesiejszy miasto jest juz skonczone i nie przewiduje sie zmian. Artysta znalazl pole do popisu w Dubaju, gdzie mozna nie tylko dodawac wieze, ale nawet tworzyc wyspy w ksztalcie palm itp. I tu okazal swoje ekscentryczne podejscie, bowiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich propagowal styl wywodzacy sie z Chrzescijanskiej Europy. Jednak jego gotyckie dzwigi, samochody i 'wedrujace' wieze (Paryz, Wenecja itp) robia wrazenie na wszystkich.



W BOZARze oprocz konstrukcji ze zdjecia mozna tez obejrzec katedre jego autorstwa z dwuznacznymi witrazami, Double Helixes (czyli serie rzezb i szkicow przestawiajace spirale z ukrzyzowanym Chrystusem) i  miednice Daphne i Chloe. Na pierwszy rzut oka wszystko to jest sliczne, lsniace i esetyczne i dopiero jak sie blizej przyjrzec okazuje sie, ze nie wszystko zloto co sie swieci ;-)

Doskonalym dopelnieniem jest strona artysty (warto tam zajrzec, jak ktos akurat ma troche wiecej czasu): http://www.wimdelvoye.be/.

Zdjecia fabryki Cloaca sa tu: http://www.wimdelvoye.be/cloacafactory.php,
tatuaze tu: http://www.wimdelvoye.be/artfarm.php,
a gotyckie maszyny tu: http://www.wimdelvoye.be/chantier.php.

Wracajac zas do BOZARu, jeszcze przez miesiac mozna zobaczyc ciekawa wystawe 'Building for Brussels - Architecture and Urban Transformation in Europe'. Pokazano tam innowacyjne rozwiazania, ktore zastosowano w roznych miastach, aby poradzic sobie ze zmianami demograficznymi, problemami komunikacyjnymi i nowymi potrzebami. Bruksele nadal kojarzy sie glownie z art nouveau, a jesli chodzi o nowoczesna architekture, to niestety nie ma czym sie pochwalic. Ale jest nadzieja, bo skoro zorganizowano pokaz z makietami, opisami, filmami, oznacza to, ze ktos jednak mysli nad wizerunkiem miasta. Poki co wyciagnieto kilka niezbyt odkrywczych wnioskow:

  • liczba mieszkancow Brukseli rosnie i bedzie rosnac - szacuje sie, ze w tempie 60-82 tys nowych mieszkanow rocznie (glownie na skutek duzej dzietnosci imigrantow). Co ciekawe procent mieszkan socjalnych jest dosc niski (8.4%) w porownaniu z Paryzem (16%), Londynem (25%) czy Amsterdamem (55%!!!). Do 2020 roku ich odsetek ma tu wzrosnac do 15%. 
  • brakuje infrastruktury publicznej - szkol i obiektow sportowych. Podobno sa plany zbudowania nowego stadionu, centrum handlowego i filharmonii. 
  • bezrobocie w BXLi zalicza sie do najwyzszych w Europie (19,5%). 53% osob zatrudnionych mieszka poza miastem. 
  • miasto walczy z korkami. We wrzesniu 2010 zatwierdzono Iris 2 mobility plan, ktory ma rozwinac siec transportu publicznego (nowe linie tramwajowe i linia metra do Skarbka). Mowi sie tez o koniecznosci zadbania o estetyke dworcow, przystanow metra i parkingow, choc wszysycy wiemy, ze drugiej Moskwy to tu oni nie zrobia ;-)
  • pozycja Brukseli jako stolicy Europy kloci sie z poziomem zycia jej mieszkancow. Wciaz jest wiele dzielnic z biurowcami, ktore calkiem zamieraja na weekend (o pozostalosciach po dawnych fabrykach nie wspominajac, bo tam zycia juz dawno nie ma). Akurat pod wzgledem przemyslanego planu zagospodarowania terenu Bruksela jest daleko w tyle za innymi miastami.  

Wstep na obie wystawy (Wim Delvoye i o Brukseli) jest bezplatny. Ciekawie zapowiada sie jeszcze pokaz obrazow Lucasa Cranacha, ale to zostawilam sobie na nastepny raz.

Zas w Atelier 340 w Jette inaugurowano wlasnie wystawe naszej rodzimej grupy artystycznej Lodz Kaliska 'Niech szczezna mezczyzni': http://www.atelier340muzeum.be/Html_ENG/exhibitions.html ;-)

niedziela, 17 października 2010

Dobre rady

Ostatnio dzieki regularnym spotkaniom scholi (tzn.ona jak zawsze spotyka sie regularnie, tylko ja poprawilam swoja frekwencje), probom gospelu i zajeciom z solfezu, na nowo udzielil mi sie zapal do muzyki. I nawet kiedy poszlam kupic sobie zeszyt nutowy, z ksiegarni wyszlam z kolejna ksiazka do nauki 'Piano pour les adultes' (pianino dla doroslych), poziom 2 (bo nadal utrzymuje, ze podstawy mam opanowane i nalezy teraz cwiczyc, cwiczyc, cwiczyc). No i sama sie sobie dziwie, bo gram dosc czesto, w podreczniku duzo jest fajnych folkowych kawalkow i idzie mi calkiem niezle. Wczoraj doszlam do nowego utworu 'Scherzo' w tonacji d-moll. I gdy spostrzeglam, ze sa do tego slowa, sprobowalam sobie grac i spiewac. I o malo nie spadlam ze stolka, jak wysylabizowalam caly tekst tlukac w klawisze.

Zwrotki sa pochwala znanego pianisty Vladimira Horowitza i utyskiwaniem, zeby choc miec ulamek jego talentu. Potem nastepuje referen, cos w tym stylu: 'W moim mniemaniu, klucz tkwi w powtarzaniu!' (j'ai imression que c'est la 
répétitions des DOs et de REs que nous fait réussir), 'Presto, prestissimo, bravo, bravissimo, tak! z kazdym dniem gram coraz lepiej'. Przypominam, ze ksiazka jest dla doroslych. Bo dla dzieci to takie teksty sa na porzadku dziennym - w moim pierwszym podreczniku byly kawalki typu: 'W wiolonowym kluczu gram i basowe nuty znam. Przyznaj mi, ze jestem zuch, dziesiec palcow wprawiam w ruch' ;-) Nie ma jak pranie mozgu i odpowiednia motywacja prawidlowo dostosowana do wieku i umiejetnosci!

A propos dobrych rad, wczoraj przypadkowo wpadlam na dwie bardzo ciekawe kamienice na Skarbku i dzis sie tam przeszlam zrobic fotki. Znajduja sie na Rue Victor Hugo 53-59, wybudowano je w 1900 roku i skladaja sie z 8 samodzielnych mieszkan. Po francusku i po niderlandzku umieszczono na nich napisy: "badz aktywny, badz porzadny, badz oszczedny". Brakuje tylko 'myj zeby rano i wieczorem' ;-)







Zas w poblizu znajduje sie bardzo radosny niewielki pomnik 'Radosci wiosny' mniej wiecej z tego samego okresu. 


Od pieciu lat chodze w tamte okolice na zakupy, a nigdy nie zaszlam o jedna przecznice dalej. Z tego wynika, ze jeszcze przez bardzo dlugi okres bedzie mnie mialo co zaskakiwac w tym miescie.  

niedziela, 3 października 2010

Gospel For Life

Teraz zajme sie kryptoreklama, zeby zapewnic widownie dla wspanialego przedsiewziecia przynoszacego radosc 'artystom', przyjemnosc sluchaczom, a przychod z koncertu ma zostac przekazany w ramach Action Damien na zwlaczanie gruzlicy w Afryce (Ojciec Damian z Molokai, ktory poswiecil sie, by niesc pomoc chorym na trad, uznany za najwiekszego Belga w historii, ogloszony swietym w ubieglym roku, jest patronem wielu tutejszych akcji charytatywnych).



W sumie planowane jest 13 koncertow w roznych belgijskich miastach, przy czym szczegolnie polecam ten w Bazylice Koekelberg w Brukseli, ktory odbedzie sie w sobote 27 listopada, bowiem ja bede jedna z ponad stu osob w chorku ;-) Dzis mielismy pierwsza probe i przyznam szczerze, ze juz niektore kawalki wychodza nam pieknie, mozna sie wykrzyczec dowoli, a ogolny entuzjazm powoduje, ze nawet jak ktos sie zapomni czy pomyli, to inni zaraz go zaglusza, wiec nie ma stresu, tylko mnostwo usmiechu i zapalu. Echo nioslo sie dlugo, a jak do tego dojda solisci, gitary, perkusja i inne gadzety, to juz wogole bedzie super!!!



Wiecej informacji i mozliwosc zakupu biletow na stronach: http://www.gospelforlife.be/ i www.070.be

I na zachete nagranie z zeszlego roku (ci, co zdecyduja sie na obejrzenie ponad 9-minutowego filmiku, niech skupia sie na partiach choralnych i wyobraza sobie, jaka wspaniala przygoda jest w czyms takim uczestniczyc!):




Dyryguje Didier Likeng (wiele razy pojawia sie w nagraniu), z ktorym mielismy swego czasu warsztaty gospelowe w naszej scholi (a dzis poznalismy jego mame!), do tego on jest autorem wiekszosci aranzacji. W repertuarze w tym roku znajduje sie m.in. "Imagine" Johna Lennona.

Polecam goraco!!!

Brukselskie babie lato

Wczoraj po raz pierwszy w tym sezonie odkrecilam lekko kaloryfery, a dzis, na przekor pesymistycznym prognozom pogody, wyszlo slonce i w poludnie bylo 21 stopni w cieniu!!!

W sam raz na jesienny spacerek. Bo choc balkon mam wciaz w kwieciu, to usiedziec na nim nie sposob. 


Brukselski akordeon - z reguly te ulice sa skapane w deszczu, a nie w sloncu ;-)


Swieto Ambiorixu i doroczne brokanty


Place Jean Rey



Parc Leopold


Étangs d'Ixelles



Abbaye de la Cambre



 Bois de la Cambre


I cos na szarugi jesienne. Ostatnio u znajomych probowalam polskich miodow: rzepakowego i spadziowego. Tutaj takich sie nie uswiadczy, za to na ryneczku podczas spaceru zakupilam francuskie wynalazki: lawendowy i sosnowy (ten ostatni podobno jest doskonaly na kaszel i najlepiej go wyjadac lyzka prosto ze sloika, a nie dosladzac nim herbaty). 


A odruch zbierania kasztanow mi zostal od podstawowki ;-)

czwartek, 23 września 2010

Dni dziedzictwa

Kalendarzowa jesien rozpoczela nam sie burza z piorunami, nadciagaja deszcze i ochlodzenie i chyba juz definitywnie rozstajemy sie z latem. A u mnie wciaz cos sie dzieje. Choc ciesze sie, ze jeszcze zauwazam zmiany por roku ;-)

Dopiero dzis mam czas przysiasc i opisac ostatni weekend, ktory laczyl Dni Dziedzictwa (czyli mozna bylo zajrzec do budynkow na codzien zamknietych dla zwiedzajacych), Dni Folkloru (na Grand Place prezentowalo sie m.in. woj. zachodniopomorskie) i niedziele bez samochodu. Z mniejszych imprez, flamandzkojezyczny Dom Kultury dla dzieci na mojej ulicy mial otwarte drzwi i caly dzien plataly sie tlumy maluchow, jezdzacych w malych autkach, skaczacych na dmuchanym zamku itp oraz arabska knajpa pod moim domem zorganizowala uroczysta inauguracje po remoncie. 

Ja mialam goscia, wiec po pretekstem zwiedzania miasta moglam spokojnie przejsc sie po kilku ‘zabytkach’.


Na pierwszy rzut poszla Bourse, czyli gielda (stworzona w latach 1868-1873). Budynek znam doskonale, zamkniety na 3 spusty, lekko podniszczony z zewnatrz, zawsze myslalam, ze jest on pozostawiony sam sobie. A tu sie okazalo, ze nic bardziej blednego. A do tego, ku mojemu zaskoczeniu, wnetrze jest w stosunkowo dobrym stanie. Gielda brukselska samodzielnie funkcjonowala do 2000 roku, a nastepnie razem z paryska i amsterdamska stworzyla wspolna platforme handlu Euronext, 6 lat pozniej przejeta przez New York Stock Exchange. Dzis pracuje w niej ok.30 osob, zamiast chaosu znanego z filmow o Wall Street, dzialalnosc maklerow stracila swoj rozmach i efekt i siedza oni przed komputerami. Tylko przy wejsciu wisi symboliczny dzwonek. Zas imponujace sale Bourse’y z glownym holem z rzezbami Augusta Rodina sa wynajmowane na imprezy takie jak wesela czy bankiety.



Nieopodal znajduje sie drugi symboliczny budynek – teatr La Monnaie, otwarty w 1856 roku. Podobno moze pomiescic 1700 osob, choc robi dosc kameralne wrazenie. Od 4 lat probuje sie tam wybrac na opere, ale ciagle borykam sie z brakiem biletow, ktore sa na piniu rozdzielane miedzy posiadaczy abonamentow. Za to sala jest naprawde piekna, z wielkim malowidem na suficie, loza dla rodziny krolewskiej itp. Zdjecia z renowacji sprzed kilku lat mozna zobaczayc tu : http://www.buildingsagency.be/detailfoto_fr.cfm?realisatie=69&foto=01-Trm_B_050825_32A.jpg


Nastepna w kolejnosci byla Krolewska Akademia Wojskowa, na obrzezach parku Cinquantenaire, tuz kolo kosciola Dominikanow. W zeszlym roku swietowala swoje stulecie (sama szkola istnieje juz od 1834 roku, ale dopiero na poczatku XX wieku przeniosla sie do eleganckich budynkow przy Renaissancelaan). Nauka trwa tam 5 lat – po 3 uzyskuje sie tytul licencjata, pozniej – magistra. Sa 4 specjalizacje : naziemna, morska, powietrzna i medyczna. Kandydaci musza przejsc wstepne badania lekarskie, badania psychologiczne,  testy sportowe (bieg przez 18 minut z predkoscia do 14,4 km/h, pompki i brzuszki przez minute) i egzamin z drugiego jezyka i matematyki. Studia sa bezplatne, a do tego studenci dostaja wynagrodzenie, ktore w przypadku odejscia z akademii z przyczyn innych niz zdrowotne nalezy pozniej zwrocic.

Dla zwiedzajacych przygotowano nieduza wystawke ukazujaca historie uczelni, ale przyznam szczerze, ze nie robi ona zbyt oszalamiajacego wrazenia i zdecydowanie bardziej oplaca sie udac do pobliskiego muzeum wojskowego (gdzie oczywiscie tez poszlam, bo to ostatnio moje ulubione muzeum ;-).




Natomiast najbardziej kontrowersyjnym budynkiem jest Palac Sprawiedliwosci. Z zewnatrz wyglada paskudnie, od lat trwa renowacja, ktora sie pewnie bedzie ciagnac kolejne 50 lat, za to w srodku zachwyca rozmachem i rozmiarem (jest wiekszy niz Bazylika Sw.Piotra w Rzymie i sklada sie z 27 duzych sal sadowych i 245 mniejszych pomieszczen). Jego inauguracja odbyla sie w 1883 roku, do dzis cieszy sie fatalna opinia, bo wielu oskarzonych zbieglo z przesluchan (ostatnio chyba nawet pare miesiecy temu). Ale zobaczyc zdecydowanie warto!!! Zreszta jest to najwieksza budowla, ktora powstaja w XIX wieku i pretenduje do listy UNESCO.  Zdjecia z przeprowadzanych remontow i nie tylko sa tutaj : http://www.buildingsagency.be/detailfoto_fr.cfm?realisatie=39&foto=05a_SalledpPerdues_02_A.jpg




A stamtad mozna sie udac w kierunku synagogi i Konserwatorium Krolewskiego. Zawsze jest mi smutno, gdy tam przechodze. Piekny budynek, niestety majacy czasy dawnej swietnosci daleko za soba, dzis jest obrazem nedzy i rozpaczy. To chyba najbardziej zaniedbana sala koncertowa w miescie, choc gdyby cos z nia zrobic, naprawde wywieralaby znowu ogromne wrazenie. Jak weszlismy, na glownej sali akurat orkiestra cwiczyla symfonie ‘Z nowego swiata’ Dvoraka. I musze przyznac, ze czesto proby podobaja mi sie bardziej od oficjalnych koncertow. Co prawda trzeba sie liczyc z przerwami i od czasu do czasu slychac glos dyrygenta, ale za to pelno jest emocji, detali, ktore pozniej gdzies umykaja. Zreszta to wcale nie musi przeszkadzac, a wrecz pomaga zwrocic uwage na szczegoly.  Podczas oficjalnego wystepu do glosu dochodzi stres, trzeba sie skupic na calosci i nierzadko zapomina sie o drobiazgach, ktore sie cwiczylo. Podobnie u nas. Ostatnio uczylismy sie Ave Verum Corpus Mozarta i przy umiejetnym dyrygowaniu i podszeptach wyszlo nam naprawde pieknie. Mozna bylo skoncentrowac sie na sluchaniu siebie nawzajem i prawdziwej przyjemnosci samego spiewania.

Ja natomiast goraco polecam takie bliskie spotkania z architektura w BXLi (bo nie kazdy ma okazje byc na probie choru czy orkiestry). Choc wszystkie te budynki powstaly mniej wiecej w tym samym czasie i reprezentuja podobny pompatyczny styl, sa mila odskocznia od tutejszych nudnych biurowcow. A jak do tego dojdzie jeszcze piekna pogoda, tlumy rowerzystow i zwiedzajacych, wychodzi calkiem fajny weekend.

Choc chaotyczny! W Bourse dolaczylismy do grupy flamandzkojezycznej, dla ktorej w ostatnej chwili zabraklo przewodnika i zapytano, czy wszyscy sie zgadzaja na wyklad po francusku. Zatem bylam w specjalnej frankofonskiej grupie Flamandow. A moj znajomy, Niemiec mieszkajacy w Anglii, ktory nie mowil w zadnym z tych oficjalnych 'brukselskich' jezykow, o gieldzie wiedzial wiecej niz przewodniczka. Po czym poszlismy na polska impreze z bigosem i pierogami. Dziedzictwo dziedzictwem, ale znakiem naszych czasow jest szeroko pojeta internacjonalizacja i mialam jej w ten weekend pod dostatkiem ;-)

PS Wszystkie fotki tradycyjnie pochodza ze strony: http://cartes-postales.delcampe.be/

PS2 I jeszcze mala dygresja o umiedzynarodawianiu. W przerwie na niderlandzkim poszlam do kafejki z Belgiem i Tajwanczykiem. Panowie ostro probowali dyskutowac w naszym lekcyjnym jezyku. Nagle jeden sie mnie pyta:

- Uit welk land kom je? (skad pochodzisz?)
- Uit Polen.
- Dzien dobry - mowi Belg.
- Dziekuje - odpowiada Tajwanczyk.
- Taaaak - znowu Belg.
- Krakow!
- Lodz!
- Polanski. Kieslowski!

Ja zaniemowilam. Okazalo sie, ze obaj panowie sa milosnikami naszego pieknego kraju, obaj nawet byli w Lodzi, a Tajwanczyk (obecnie juz bedacy Belgiem) po zajeciach przybiegl do mnie, pokazal mi swoja torbe i z duma oznajmil ' Ik heb dat in Krakow gekocht!' (kupilem to w Krakowie). Nie moglam mu niestety sie zrewaznowac tajwanskim zegarkiem ;-)