sobota, 20 listopada 2010

Wahadlo

Nad Belgie nadciagnal wyz, przegnal deszcze i ulewy, za to powialo zimnym powietrzem. Moj nauczyciel francuskiego ('kabareciarz') twierdzi, ze uwielbia taka brzydka belgijska pogode, bo w dzdzyste niedziele siada ze swoimi pociechami na kanapie, wlacza bajki, w rece dzierzy kieliszek z koniakiem i oswiadcza biegajacej wokol zonie, zeby sie nie martwila i robila swoje, a on sie zajmie dziecmi. Nam za to co pare lekcji serwuje szkolenie w odcinkach na temat Bordeaux - wina, w ktorym swego czasu sie rzekomo specjalizowal. Wiem juz o glownych apelacjach: Medoc, Haute-Medoc i St. Emillion, o tym, ze powinny polezakowac 4-5 lat (teraz dobry jest rocznik 2006), o szczepkach robionych na starych korzeniach, o powodach roznic cenowych trunkow, ktore sa dostepne w sklepie (te najtansze nie dojrzewaja w debowych beczkach, a w butelkach). Zaprezentowal tez liste korzysci zdrowotnych wynikajacych z picia czerwonego wina: zapobiega miazdzycy, reguluje cisnienie, chroni zoladek (zwieksza jego odpornosc na dzialanie kwasow) i pomaga na bezsennosc. Jeszcze troche, a zamiast testu koncowego z jezyka bedziemy mogli podejsc do egzaminu dla somelierow...

Aktualnie jestesmy na etapie naszych prezentacji i ja na poniedzialek szykuje pogadanke na temat fantastycznej wystawy 'Ameryka - to tez nasza historia', ktora mozna obejrzec w Tour&Taxis (bylam tam tydzien temu, tylko dlugo zbieralam sie z tym wpisem). Wspolne dzieje Europy i Stanow rozpisano na 4 akty przypominajace wahadlo: Ameryke europejska i ojcow zalozycieli, Ameryke amerykanska w XIX wieku, Europe zamerykanizowana w XX wieku oraz poszukiwanie balansu w dniach dziesiejszych.

Najpierw filmik reklamowy:


Gdyby nie angielscy kalwinisci, pasazerowie statku Mayflower, historia moze potoczylaby sie zupelnie innym torem. Zas wiele lat pozniej Europa przezywajaca rewolucje przemyslowa nie zdolalaby wykarmic rzesz bezrobotnych, ktorzy szczesliwie mogli uciec na zachod (nie wspominajac juz o tych, ktorzy musieli w XX wieku opuscic Stary Kontynent ze wzgledow politycznych).

Wystawa przedstawia Ameryke od zejscia na lad Europejczykow 11 listopada 1620 roku, przez wigwamy (pachnace dymem i drewnem, mozna wejsc do srodka), informacje o Huronach i Irokezach, 'Chate Wuja Toma' zilustrowana na porcelanowym serwisie talerzykow, ciemny i tajemniczy korytarz oswiecenia, listy, bilety, makiety i prospekty reklamowe promow Red Star Line i innych przewoznikow miedzy kontynentami (tu duzy wklad mial port w Antwerpii), kladke dla imigrantow wychodzacych na wyspe przesiadkowa Ellis Island z widokiem na Manhattan i Statue Wolnosci (bylam tam w czerwcu! ;-)), po XX wiek: krach na Wall Street, 'Domek na prerii', Jackson Five czy test ze znajomosci bajek Disneya (w tym ostatnim wypadlam gorzej niz marnie).

W czesci o zamerykanizowanej Europie zgromadzono szereg osiagniec, ktore zawdzieczamy USA. Lata 50te to Coca-Cola, keczup, rajstopy, jeansy, odkurzacze i zmywarki. Lata 60te to Tupperware (a ja bylam naiwnie przekonana, ze to najnowsza zdobycz techniki), pigulki, karty kredytowe, Fanta, Sprite i Kleenex. Lata 70 to John Travolta i 'Goraczka Sobotniej Nocy'. Lata 80 to jogging, fitness, rower gorski, platki sniadaniowe, Coke Light i Weight Watchers. 

I jest tez cos, co Ameryka zawdziecza Belgii. Jazz! A dokladniej saksofon wynaleziony przez Adolfa Saxa w 1840 roku, ktory zdobyl popularnosc nie tylko w orkiestrach Nowego Orleanu, ale pozostal w tej muzyce do dzis dnia. 

Zas ze Stanow przyszla tu moda na supermarkety i jest tez osobna gablota poswiecona pierwszemu tego typu sklepowi Chazal Delhaize otwartemu w Belgii w 1959 roku.

Na koniec przygotowano interaktywne quizz'y w formie partii szachow, o tym kto byl pierwszy: Rosja czy USA w roznych aspektach podboju kosmosu (pies Lajka, Sputnik, Armstrong itp), porownania CIA i KGB i wiele wiele innych.


W paru salach znajduja sie instalacje artystyczne. Zwiedzajacych wita neon YES skladajacy sie z glowych swiatowych walut: jena japonskiego, euro i dolara:


W czesci opowiadajacej o udziale Amerykanow w drugiej wojnie swiatowej ustawiono szereg krzyzy, ktore dodatkowo odbijaja sie w lustrach:



Zas na koniec wchodzi sie na molo na plazy i widzi ocean - ten sam, na ktory spogladaja wciaz rzesze Europejczykow i Amerykanow.
 


Idea wystawy jest oczywista - choc my zarzucamy Amerykanom brak opieki socjalnej, a oni nam - konserwatywne podejscie, jestesmy ze soba polaczeni na dobre (wymiana handlowa, naukowa i kulturalna) i na zle (kryzys finansowy z USA odbil sie czkawka i u nas). Mimo ze nie zgromadzono imponujacej ilosci oryginalnych eksponatow, to czym dysponowano opakowano w tak mily dla oka, przemyslany, dopracowany, ciekawy sposob, ze po paru godzinach krazenia po korytarzach i zakamarkach zainteresowanie nie mija ani przez chwile.

Niestety nie obylo sie bez propagandowego podsumowania: tam jedza smieciowe jedzenie, a my mamy... Wspolna Polityke Rolna!

Na pamiatke nabylam broszure o wystawie (po angielsku, co do mojej francuskiej prezentacji jest jak znalazl, ale tak to jest, jak najpierw sie dziala, a potem mysli) i wzielam dossier dla nauczyciela (na szczescie w odpowiedniej wersji jezykowej, a nie na przyklad po niderlandzku, zeby bylo ciekawiej). Teraz probuje to wszystko zebrac w calosc.

Wystawe mozna obejrzec do 8 maja 2011.

Brak komentarzy: