niedziela, 28 listopada 2010

Imagine



I po koncercie.

Przyznam szczerze, ze proby bardziej mi sie podobaly. Wczoraj stalismy scisnieci jak sardynki, byly klopoty z naglosnieniem (na scenie, bo widzowie byli zadowoleni) i w efekcie podczas calego koncertu slyszalam tylko soprany, a kiedy mielismy odpowiadac na pytania solistki krotkim 'yes', gdyby nie dyrygent robiacy w tym momencie wymach podobny do pchniecia kula, to zupelnie bysmy sobie nie poradzili. Na probie generalnej nie moglam uwierzyc wlasnym oczom, gdy moje sasiadki zaczely wyciagac niedozwolone sciagi i poziom ich przygotowania byl jakos przerazajaco mizerny, a do tego jedna przede mna ostentacyjnie zaslaniala sobie ucho. Na szczescie podczas koncertu nastapilo drobne przemieszanie i stanelam miedzy dwiema zmotywowanymi, entuzjastycznymi i wyuczonymi babkami i bylo super (zwlaszcza na ostatnich piosenkach, kiedy juz wiadomo, ze nie trzeba oszczedzac glosu i mozna sie bylo drzec co sil). Z innych problemow -  Didier byl chory i mial goraczke i choc na scenie tryskal energia i optymizmem, jak z niej schodzil (tuz kolo mnie) widac bylo, ze ledwo sie trzyma na nogach (niesamowite jest jak odmawiajace posluszenstwa cialo mozna sila woli zmusic to wysilku).


Zas ogolnie bylo to swietne doswiadczenie i pewnie za rok zglosze sie ponownie. Choc nie bede sie nastawiac, ze to koncert jest ta wisienka na torcie, bo tak naprawde tu liczy sie bardziej droga, ktora sie pokonuje do finalu.

Lacznie zgromadzono ponad 300 chorzystow (przestudiowalam liste i tylko ja mam polsko brzmiace imie i nazwisko). Wczoraj wystapilo nas kolo 200. Akompaniowano nam na pianinie, perkusji, gitarze, saksie i flecie. Wiekszosc piosenek, nagranych na pierwszym koncercie z serii (12 listopada w Liege), udalo sie juz wydac na plycie CD i kiedy teraz jej slucham, mam wrazenie, ze calkiem fajnie brzmielismy. A Bazylika byla pelna i nawet pare osob nie zalapalo sie na miejsca siedzace. I dotarlo kilkunastu moich znajomych!!!

W necie znalazlam filmik sprzed tygodnia, w innym miejscu, z innym zespolem, ale identycznym repertuarem (proby i tak mielismy wszyscy razem i teraz sie rozdzielamy na rozne miasta):



W ramach podziekowan dla nas wspomniano, ze chorzysci musieli czasem pokonac kilkaset kilometrow, zeby dotrzec na koncert (choc biorac pod uwage rozmiar Belgii jest to drobna przesada ;-)).

Didier, dyrygent i tworca wiekszosci aranzacji, urodzony w Yaounde, swoja kariere muzyczna zaczal w Kamerunie, gdzie jako 13latek stworzyl swoj pierwszy 60-osobowy chor gospelowy. Pozniej zarzucil swoja pasje i przyjechal do Belgii w 1989 roku studiowac rolnictwo!!! Szybko jednak powrocil do muzyki i dzis jest bardzo ocenionym artysta gospel i Negro spirituals. I ma ogromna charyzme, wspanialy kontakt z zespolem i widownia i jest jednym z najlepszych dyrygentow, z ktorymi kiedykolwiek spiewalam (mnostwa z tego, co robilismy wczoraj - sciszania, podglasniania, dodatkowe powtorki, klaskania, bujania sie - wogole wczesniej nie cwiczylismy, ale umial nam doskonale przekazac, co teraz mamy robic)

Zas caly koncert zorganizowano w ramach Action Damien i dochod ma byc przeznaczony na walke z gruzlica, na ktora rocznie umiera wciaz 1,5-2 mln ludzi na swiecie.

Ojciec Damian z Molokai, uznany za najwiekszego Belga w historii, wyswiecony w pazdzierniku w zeszlym roku, jest patronem chorych na trad. Urodzil sie w Tremelo i nalezal do Zgromadzenia Najswietszych Serc Jezusa i Maryi w Leuven (tam jest teraz pochowany - w wakacje calkiem przypadkiem natrafilam na ladny kosciolek z jego grobem w podziemiach).

Z wikipedii:

Zdecydował, że będzie misjonarzem, i jeszcze przed konsekracją wyjechał w roku 1863 na Hawaje. W katedrze w Honolulu 24 maja 1864 został wyświęcony na księdza.

Na Hawajach rozprzestrzeniały się nowe, wcześniej nieznane choroby, które w tym okresie powodowały poważne problemy zdrowotne. Jedną z tych chorób był trąd. Król Kamehameha IV, widząc rozszerzanie się tej nieuleczalnej choroby, zarządził segregację chorych na wyspie Molokai. Kolonii trędowatych dostarczano żywność i inne środki potrzebne do życia, jednak nie zapewniając właściwej pomocy medycznej.

Biskup Maigret zwrócił się do duchownych o wyjazd do pracy z trędowatymi. Ojciec Damian poprosił biskupa o wyznaczenie go do tego zadania.

10 maja 1873 roku przybył do odosobnionej osady Kalaupapa, którą zamieszkiwało 600 trędowatych. Pierwszymi zadaniami ojca Damiana było wybudowanie kościoła i założenie parafii. Jego zadanie nie ograniczało się tylko do bycia duchownym. Dzielił z trędowatymi wszelkie niedogodności losu na wygnaniu, dobrowolnie godząc się na niebezpieczeństwo zarażenia tą nieuleczalną wtedy chorobą.
W kolonii trędowatych przed przybyciem ojca Damiana powszechne było poczucie rozpaczy i brak nadziei na pomoc. Szesnaście lat pracy w leprozorium w Molokai sprawiło, że prawo zaczęło być respektowane, rudery zamieniono na schludne domki, uprawiano ziemię i wybudowano szkoły. Stał się nie tylko kapłanem trędowatych, lecz także ich towarzyszem, doradcą, pielęgniarzem, lekarzem, cieślą, grabarzem, kuratorem oraz przyjacielem wszystkich, przede wszystkim młodocianych ofiar trądu.
Wiadomości o heroicznych wysiłkach na rzecz trędowatych rozeszły się na Hawajach, w Stanach Zjednoczonych i w Europie. Liczne kościoły, fundacje i osoby prywatne przekazywały środki finansowe dla wsparcia pracy wśród trędowatych. 

Krótko przed śmiercią Damiana (listopad 1888) na wyspę przybyły franciszkańskie zakonnice m.in. bł. Marianna Cope. Damian wiedział, że jego dzieło będzie kontynuowane. Zmarł w otoczeniu swoich przyjaciół i chorych, którymi się opiekował 15 kwietnia 1889 roku na Molokai na Hawajach.




I jak widac, jego dzialalnosc ma swoj ciag dalszy do dzis.

A my w repertuarze mielismy tez 'Imagine' Johna Lennona:

Imagine no possessions
I wonder if you can
No need for greed or hunger
A brotherhood of man


Imagine all the people
Sharing all the world

You may say that I'm a dreamer
But I'm not the only one
I hope someday you'll join us
And the world will live as one 

Brak komentarzy: