niedziela, 21 listopada 2010

The Brussels Requiem

O idei edukacji przez sztuke uslyszalam po raz pierwszy dzieki filmowi dolaczonemu do 'Przekroju' - 'Rytm to jest to'. Tam 250 nastolatkow z Belina, z roznych warstw spolecznych, bez wczesniejszego doswiadczenia, cwiczy choreografie do 'Swieta wiosny' Strawinskiego (swietny dokument).

Teraz podobne przedsiewziecie mialo swoj final w Brukseli. Z inicjatywy La Monnaie przygotowano Requiem Brukselskie w wykonaniu (i tu uwaga!) 252 dzieci w wieku 10-12 lat. Dzieci, ktore powinny spiewac 'Jestesmy jagodki' czy 'Hu hu ha, zima zla', a nie opere o smierci! Ale to nie koniec niespodzianek. Brytyjski kompozytor Howard Moody stworzyl dzielo na potrzeby tego wlasnie projektu. A ze Bruksela jest miastem wielonarodowym, zatem i requiem napisano w sanskrycie, po hebrajsku, lacinie, arabsku, niderlandzku, francusku, angielsku, niemiecku i wlosku. A jako 'artystow' zaangazowano uczniow 3 publicznych szkol francuskojezycznych i 3 niderlandzkojezycznych. Jedna z nich jest na St Joose, kolo mnie, i znajac moich sasiadow nie zdziwilo mnie, ze na scenie pojawila sie mieszanka dzieci niemal z calego swiata z naciskiem na kraje arabskie. Zreszta lista wystepujacych zaczyna sie od imion: Abdelhamid, Aboubakr, Adele, Adem, Adil, Adzer itp. Doszukalam sie tez 3 nazwisk sugerujacych polskie pochodzenie. Dzieci te nie mialy zadnego wczesniejszego doswiaczenia i przeszkolenia muzycznego i w wiekszosci - zadnych wyjatkowych uzdolnien w tej dziedzinie.

A jednak udalo sie stworzyc tak wspaniale dzielo, ze ja od drugiej minuty do konca mialam gesia skorke z wrazenia. Piekna muzyka, slicznie brzmiace cienkie soprany tlumu dzieciakow, wspaniala porywajaca choreografia. I przedstawienie, ktore zaczyna sie smiercia malego chlopca i prosba o spokoj i wieczny odpoczynek z uzyciem buddyjskiej manrty 'Om mani padme hum', wezwania muezina i arabskiego 'salam'. Nastepuje po tym Dzien Gniewu (Dies Irae) i pojawia sie Charon - przewoznik dusz zmarlych przez mityczna rzeke Styks. Ta role odegral dorosly, ktory dyrygowal chaosem rozgniewanych dzieciakow wybuchajacych szalem dokladnie tam gdzie wskazal. Pozniej atmosfere ochladza woda i dzieciaki turlaly sie po scenie fantastycznie imitujac morskie fale wokol spiewaczki operowej wcielajacej sie w role Gaji (Ziemi-Matki z mitologii greckiej). I powtarzaly wciaz, ze zycie konczy sie niespodziewanie, jak zapisane na wodzie. Lacrimosa to lament i lkanie i w pochodzie spiewajacych maluchow szla tez dziewczynka o kulach. Libera Me to pragnienie wyzwolenia od strachu - tutaj ta mieszanka dzieci roznych wyznan i kultur, czesc z nich byc moze nie wierzaca, spiewala o Bogu, ktory ociera lzy. I wzywala Michala Archaniola, ktory z Grand Place obserwuje Bruksele. Na koniec znajduja Paradisum po drugiej stronie wody.

Pomysl szalenczy, zeby zaanazowac do niego dzieci. Ja siedzialam w trzecim rzedzie, wiec widzialam wszystko doskonale i ogromnie zdziwilo mnie skupienie wiekszosci wystepujacych. Na ich twarzach widac bylo taka powage i determinacje, na ktora rzadko kiedy ja sie moge zdobyc. Odnosilo sie wrazenie, ze doskonale czuja sie w tym temacie i realizatorzy podkreslaja, ze nie bylo zadnego problemu i tabu do przelamania.

Dopiero przy brawach na koniec emocje wybuchly zarowno na scenie, jak i na widowni. Ja zakonczylam cala serie wydarzen kulturalnych z profesjonalnym koncertem Agi Zaryan w piatek, fajnym musicalem BLOCu wczoraj i ta opera i w porownaniu z poprzednimi dniami tutaj czulo sie ogromna radosc i wielkie uznanie. Widzowie natychmiast wstali z brawami, dzieciaki szalaly z dumy i kiedy kurtyna opadala, czesc z nich polozyla sie na scenie, zeby jak najdluzej moc machac swoim znajomym i krewnym.

Co wiecej, opere wystawiono na deskach najlepszej sceny w miescie. Kiedy rozejrzalam sie po widowni, napakowanej po brzegi rodzinami z dziecmi, widac bylo, ze wiekszosc z nich nigdy by nie zawitala w tych progach, gdyby nie ten projekt. Kolo mnie dorosla Arabka cala godzine wyraznie sie nudzila i wysylala SMSy swoja wypasiona komorka, zas dzieciaki, dla ktorych trudna muzyka, niezrozumiale teksty i dziwne ruchy na scenie moglyby byc nie do przetrawienia, patrzyly przed siebie w pelnym zachwycie i z duzym zainteresowaniem. I ani razu nie uslyszalam marudzenia: 'Kiedy to sie skonczy'.

Kto wie, czy nie jest to poczatek kariery scenicznej kilku maluchow. A niezaleznie od uzdolnien i zainteresowan, wszystkie przezyly niezwykla wielokulturowa wielojezyczna przygode.


Teraz nalezy tylko trzymac kciuki, zeby ta praca nie poszla na marne, a zakielkowala w dzieciakach (i co niektorych rodzicach). I oby podobnych projektow bylo jak najwiecej!

Organizatorzy prowadzili blog, na ktorym mozna znalezc kilka zdjec i filmikow: http://brusselsrequiem.blogspot.com/. Znalazlam tez ciekawy artykul po angielsku: http://www.flanderstoday.eu/content/sounds-youth-and-death


PS A ja wkuwam teksty gospelu na przyszla sobote. Nasz koncert w porownaniu z tym dziesiejszym niestety wypada troche blado ('tylko' 100 chorzystow, choc na szczescie z silnymi glosami i mocnymi plucami). Tak czy owak przypominam tym, co moga sie na niego wybrac: sobota, 20.00, Bazylika Koekelberg. 

1 komentarz:

Aga pisze...

I jeszcze artykul z belgijskiej prasy: http://www.lalibre.be/culture/musique/article/624620/the-brussels-requiem-la-mort-l-effroi-la-paix.html