I tak naprawde ratuje mnie jedynie napiety do granic mozliwosci grafik. Po pierwsze jestem zawalona praca i w ciagu tygodnia nie mam czasu na umartwianie sie. Zas w weekend (piatkowy wieczor i calutenki wczorajszy dzien) mielismy warsztaty choralne i zaprosilismy do nas z Polski o.Dawida Kusza, Dominikanina, ktory skomponowal lwia czesc wykonywanych przez nas utworow. Mimo koszmarnej aury pogodowej, spotkania wypadly wpaniale. O.Kusz jest mniej wiecej w moim wieku, ale od 7 lat komponuje. Przywiozl ze soba kilka zupelnie nowych opracowan, m.in. dokonalismy premierowego wykonania 'Dzisiaj w Betelejem', gdzie w sopranach stalysmy naprzeciw altow i niczym kumoszki i plotkarki z radoscia i przytupem glosilysmy wesola nowine (alty jazzowaly i wszyscy bylismy usmiechnieci od ucha do ucha). 12 grudnia planujemy zaspiewac ta wersje po raz pierwszy w brukselskiej Katedrze. Swietna tez byla XVI-wieczna koleda 'Narodzil sie nam Zbawiciel', gdzie zgodnie z owczesna moda, a na przekor temu, co robimy dzis, trzeba bylo nauczyc sie akcentowac ostatnia sylabe (klimat jak w dworku u Radziwilow). Poznalismy tez pare nowych rozspiewek, przydatnosc masazu twarzy i mnostwo trikow (np. wmawiana sobie, ze wszystkie dzwieki sa wygodne, albo spiewania, jakbysmy zagladali do studni).
Ponizej dwa utwory o.Kusza (ktore spiewamy od lat):
Oba pochodza z plyty 'Piesn o nadziei'. Ja mam zawsze gesia skorke jak ich slucham, albo jak je spiewamy. Zwlaszcza w kosciele, bo jak zaznaczono w komentarzu, 'muzyka swoja harmonia i pieknem odzwierciedla i podkresla harmonie i piekno swiatyn - witrazy, sklepien, filarow i lukow. (...) Porusza i wznosi ludzkie serca, angazuje calego czlowieka w dzielo uwielbienia'. I faktycznie dzien, mimo ze listopad, minal nam blyskawicznie i we wspanialej atmosferze.
Warszataty poza poranna jutrzna, rozancem na koniec i agape z masa pysznego jedzenia i trunkami nie mialy formy rekolekcji, raczej pracy nad tekstem i muzyka. Jako ze jestesmy lasi na komplementy i poprosilismy o obiektywna ocene naszych wysilkow, dowiedzielismy sie, ze co prawda braki sa, ale za to w odroznieniu od profesjonalistow porazamy entuzjazmem i radoscia (faktycznie, nieskromnie moge przynac, ze 'Cala ziemio' w naszym wykonaniu, przy dzwiekach tamburynow, bo tylko ten instrument mamy opanowany do perfekcji, jest znacznie bardziej porywajace niz na nagraniu ;-)).
No i juz zaczelismy sie umawiac na kolejne wspolne spiewanie z naciskiem, zeby trwalo dzien dluzej, do niedzieli wlacznie. Padl termin konca maja i ja odruchowo zglosilam sprzeciw, bo mam 20 km w Brukseli. Chorzysci mnie wysmiali, a o.Kusz sam przyznal, ze planuje w przyszlym roku wystartowac w polmaratonie w Krakowie! Jak widac tezyzna fizyczna idzie w parze ze zdrowym duchem i kreatywnoscia.
Poki co nam pozostaja zajecia solfezu w ramach podniesienia kwalifikacji. Niestety aktualnie musimy sobie znalezc nowe lokum i w najblizsza srode eksperymentalnie spotykamy sie u mnie - pianino mam, nie wiem tylko jak daleko jest posunieta tolerancja moich sasiadow na tupanie, klaskanie i pomruki miedzy 20a a 21a. No i troche bije sie z myslami - czy lepsza jest polgodzinna wedrowka w slocie, czy przymus cotygodniowego sprzatania mieszkania bez koniecznosci opuszczania cieplego domostwa. Narazie jeszcze nie mam zdania. Tyle tylko, ze zajecia stracily na prestizu, bo zamiast solfezu w Konserwatorium, bedziemy odbywac po prostu prywatne lekcje muzyki w zaciszu domowym ;-)
Zas co do deszczu, znalazlam fajny link w sam raz na ten listopad za oknem: http://www.piekneparasolki.pl/.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz