czwartek, 18 listopada 2010

Czas

Za namowa znajomej przeczytalam 'Czas' Piotra Ibrahima Kalwasa. Jest to relacja jego podrozy po Afryce na bazie ulubionej ksiazki z dziecinstwa - 'Polawiacze perel' Mirko Paška. Jak sam wspomina, wychowal sie na Szklarskich, Fiedlerach, Kapuscinskich. Te lektury mialy ogromny wplyw na jego wyobraznie i 30 lat pozniej postanowil je zweryfikowac z rzeczywistoscia.

No i ja zrobilam przeglad moich ulubionych ksiazek z czasow, gdy ledwo nauczylam sie czytac i moja biblioteczka wypada w porownaniu z Kalwasem bardzo banalnie i nieambitnie. Jak tylko zaczelam skladac literki w wyrazy, w pierwszej klasie przez miesiac sylabizowalam wytrwale 'Dzieci z Bullerbyn'. I zazdroscilam im towarzystwa i wspolnych zabaw, bo ja w najblizszym sasiedztwie nie mialam rowniesnikow, zas moja najlepsza przyjaciolka z podstawowki mieszkala prawie 2 kilometry dalej, wiec poza szkola moglysmy sie spotykac tylko w soboty o 11tej (obie wspominamy do dzis to nasze wzajemne odwiedzanie sie i odprowadzanie do dzielacego nasze wioski dworca kolejowego). Do ksiazki Astrid Lindgren wrocilam jeszcze w trzeciej klasie i pamietam, jaka bylam dumna z dokonanego postepu w tempie czytania (polknelam ja w pare dni). Jak dotad w Szwecji nie bylam. Za to jak tylko wyhaczylam na stoisku 'Krakowskiego Kredensu' pudelko cukierkow slazowych, to zaraz mi sie przypomniala ta ksiazka (podobne skojarzenie mam z 'kawalkiem kielbaski dobrze obsuszonej').

W tym samym czasie odkrylam 'Anie z Zielonego Wzgorza' i przez pare lat na wszelkie okazje (urodziny, imieniny, swieta itp) moja Prababcia prezentowala mi kolejne tomy. Milosniczka L.M.Montgomery pozostalam dlugo i na koniec podstawowki przygotowalismy przedstawienie wedlug scenariusza mojego autorstwa, a ja zagralam swoja zyciowa role...Maryli Cuthbert (juz wtedy wykazywalam zadatki na stara panne ;-). Wystep mam do dzis w pamieci (zreszta nie tylko ja), zrobilismy do niego fajna scenografie, wypozyczylismy pare strojow z teatru, dorzucilismy kilka piosenek i rozwinelismy watek szkolny, zeby kazdy mogl wziac udzial i mysle, ze bylismy jednym z rocznikow, ktory najbardziej fantazyjnie zakonczyl swoja edukacje. 'Ania...' to tez pierwsza ksiazka, ktora przeczytalam po angielsku. W tym roku bylam blisko Wyspy Ksiecia Edwarda, jednak przegrala w starciu z Nowym Jorkiem i Chicago ;-)

Nastepnie przyszla kolej na rodzima literature, czyli Musierowicz, do ktorej z nostalgia wracam do dzis. Do Poznania nadal nie dotarlam (choc zbieram sie do tego od baaaardzo dawna, ale tak jakos zawsze jest nie po drodze).

Zatem, jak widac, wszystko jeszcze przede mna...

Szklarskiego, Nienackiego, Ozogowska, Maya czytalam chetnie i z przyjemnoscia, ale jakiegos dlugotrwalego wplywu na mnie nie mieli. Juz bardziej 'Opowiesci z Narnii', choc fantastyka srednio sie przeklada na pasje globtrotterska. O 'Polawiaczach perel' nigdy nie slyszlam.

'Czas' Kalwasa jest misterie skonstruowany i watki z podrozy przeplataja sie z jego wspomnieniami z Powisla (np.o tym, jak zegna sie z ulubionymi kapciami), a takze muzyka, ktorej sluchal (glownie jazz - Stanley Turrentine, Stanko). Widac, ze drazni go mieszkanie w Europie. I choc momentami troche idealizuje kraje muzulmanskie (sam przeszedl na islam), to mimo wszystko stanowi dobra przeciwwage dla tego co pisza w prasie, pokazuja w telewizji czy gadaja dokola o tych 'strasznych' Arabach. Tu jeszcze link do rozmowy z Kalwasem, rowniez podsuniety mi przez znajoma: http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1505000,1,rozmowa-z-piotrem-ibrahimem-kalwasem.read

Afryka nadal mnie nie kusi (robale, ryzyko chorob po wypiciu biezacej wody, upal, udary, rozklekotane busy psujace sie na srodku pustyni). Zrobilam sie wygodnicka. Ale poczytac milo. Zwalszcza, ze czasem by mi sie przydalo takie afrykanskie poczucie czasu, ktory nie ucieka jak u nas.

Zas co do jazzu, jutro ide na koncert polskiej wokalistki Agi Zaryan (przemianowanej z Agnieszki Skrzypek). Na ta okolicznosc wagaruje z choru ;-/ Ale ostatnio mialam indywidualne zajecia z solfezu, bo zaden inny wspoluczen sie nie stawil, do tego wysrubowalysmy poziom klaskania i tupania z cwiercnut do osemek (choc widzialam tez trzydziesto-dwojki i szescdziesiecio-czworki w partyturach dla oboju, bo nasza specjalistka od muzyki przyszla prosto ze swojej proby), wiec troche relaksu mi sie nalezy.

Brak komentarzy: