wtorek, 26 października 2010

Pastime with good company

Po kilku tygodniach zwlekania powrocilam ze znajoma do naszego pracowego chorku. Zmienil sie dyrygent, o nowym slyszalysmy wiele superlatyw, jemu z kolei obily sie o uszy opowiesci na temat spiewajacych Polek i 'Przybiezeli do Betlejem', ktore juz na zawsze chyba zapadlo w pamiec i podbilo serca wiekszosci rozspiewanych urzednikow. Przyjeto nas z radoscia i musialysmy sie zabrac na nadrabianie zaleglosci - podczas naszej nieobecnosci repertuar ewoluowal ze szlagierow operowych  do muzyki dawnej i spiritual. Wczoraj 'na tapecie' mielismy kolede z Katalonii, gospel i renesansowa piosnke autorstwa krola Henryka VIII:




Dostalysmy tez propozycje nauczenia wszystkich kolejnej polskiej koledy, choc w takim 'towarzystwie' nie wiem, czy nie lepszy bylby na przyklad Waclaw z Szamotul ;-)

W miedzyczasie doinformowalam sie z dziejow Henryka II i zabojstwa arcybiskupa Tomasza Becketa, bowiem skonczylam 'Filary ziemi' Folletta, czyli kryminal, romans i powiesc wojenna w jednym. Po jakis pierwszych dwustu stronach zajrzalam do internetu w poszukiwaniu szczegolow dotyczacych katedry w Kingsbridge, wokol ktorej osnuta jest fabula powiesci i ze smutkiem wyczytalam, ze jest to niestety fikcja literacka vel pop historyczny. Choc nawet jesli to tylko bajka w sredniowiecznych realiach, to i tak zgrabnie i ciekawie napisana, a ja teraz cierpie na bol nadgarstka, bo czytam lezac i trzymajac ksiazki w reku, a ta niestety jest opasla (800 stron) ciezka (tylko w sensie doslownym, bo wartka akcja i nieskomplikowane watki sprawiaja, ze z zapalem przerzuca sie strone za strona) nieporeczna kniga. Na polce czeka na mnie drugi tom: 'Swiat bez konca' rozgrywajacy sie w latach 1327-1361.

Zas za pare dni jade na dlugi weekend do Londynu, gdzie robimy obchod po muzeach i bede sie mogla skonfrontowac moje wyobrazenia z rzeczywistoscia ;)

niedziela, 24 października 2010

Knocking' on Heaven's Door

Na wystawe Wima Delvoye natknelam sie wedrujac na wieczorne zajecia z solfezu. Zwykle jak ide 2-3 km to albo mam pustke w glowie, albo tak sie pograzam w swoich myslach, ze zapominam o calym swiecie. No i w pewnym momencie sie zdziwilam, skad przy parku w okolicy palacu krolewskiego wziela sie pieknie oswielona wieza ratusza. Przyjrzalam sie blizej i sie okazalo, ze na dachu BOZARu ustawiono 17metrowy odpowiednik najslynniejszej gotyckiej wiezy w BXLi.

Wim Delvoye (urodzony w 1965 roku, mieszkajacy w Gent) zyskal juz dawno swiatowe uznanie swoimi dosc kontrowersyjnymi dzielami. Na przyklad wytatuowal serie swin, malujac im na skorze od postaci z kreskowek Walta Disneya  do znaczkow Louisa Vuittona. Albo po miesiacach badan, spotkan i dyskusji z naukowcami, gastrologami i inzynierami, stworzyl skomplikowana maszyne do produkcji...ekskrementow o nazwie Cloaka. Najlepszych kucharzy proszono o przygotowywanie wykwintnych potraw, ladowano je z jednej strony, nastepnie przechodzily obrobke pod wplywem enzymow, bakterii i kwasow i efektem koncowym byl wiadomy wszystkim produkt, ktory sprzedawano widzom na pamiatke. Podsumowal pozniej, ze byl to fascynujacy projekt laczacy bankowosc, inwestycje, technologie, nauke, gastronomie, a wszystko to okazuje sie g... warte.

Jego gotyckie budowle rowniez nie pozostaly bez echa. Najpierw zaproponowal wybudowanie wiezy w Gent, ale wladze miasta nie wyrazily zgody tlumaczac, ze w sredniowieczu mozna bylo sobie cos takiego stawiac, a na dzien dziesiejszy miasto jest juz skonczone i nie przewiduje sie zmian. Artysta znalazl pole do popisu w Dubaju, gdzie mozna nie tylko dodawac wieze, ale nawet tworzyc wyspy w ksztalcie palm itp. I tu okazal swoje ekscentryczne podejscie, bowiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich propagowal styl wywodzacy sie z Chrzescijanskiej Europy. Jednak jego gotyckie dzwigi, samochody i 'wedrujace' wieze (Paryz, Wenecja itp) robia wrazenie na wszystkich.



W BOZARze oprocz konstrukcji ze zdjecia mozna tez obejrzec katedre jego autorstwa z dwuznacznymi witrazami, Double Helixes (czyli serie rzezb i szkicow przestawiajace spirale z ukrzyzowanym Chrystusem) i  miednice Daphne i Chloe. Na pierwszy rzut oka wszystko to jest sliczne, lsniace i esetyczne i dopiero jak sie blizej przyjrzec okazuje sie, ze nie wszystko zloto co sie swieci ;-)

Doskonalym dopelnieniem jest strona artysty (warto tam zajrzec, jak ktos akurat ma troche wiecej czasu): http://www.wimdelvoye.be/.

Zdjecia fabryki Cloaca sa tu: http://www.wimdelvoye.be/cloacafactory.php,
tatuaze tu: http://www.wimdelvoye.be/artfarm.php,
a gotyckie maszyny tu: http://www.wimdelvoye.be/chantier.php.

Wracajac zas do BOZARu, jeszcze przez miesiac mozna zobaczyc ciekawa wystawe 'Building for Brussels - Architecture and Urban Transformation in Europe'. Pokazano tam innowacyjne rozwiazania, ktore zastosowano w roznych miastach, aby poradzic sobie ze zmianami demograficznymi, problemami komunikacyjnymi i nowymi potrzebami. Bruksele nadal kojarzy sie glownie z art nouveau, a jesli chodzi o nowoczesna architekture, to niestety nie ma czym sie pochwalic. Ale jest nadzieja, bo skoro zorganizowano pokaz z makietami, opisami, filmami, oznacza to, ze ktos jednak mysli nad wizerunkiem miasta. Poki co wyciagnieto kilka niezbyt odkrywczych wnioskow:

  • liczba mieszkancow Brukseli rosnie i bedzie rosnac - szacuje sie, ze w tempie 60-82 tys nowych mieszkanow rocznie (glownie na skutek duzej dzietnosci imigrantow). Co ciekawe procent mieszkan socjalnych jest dosc niski (8.4%) w porownaniu z Paryzem (16%), Londynem (25%) czy Amsterdamem (55%!!!). Do 2020 roku ich odsetek ma tu wzrosnac do 15%. 
  • brakuje infrastruktury publicznej - szkol i obiektow sportowych. Podobno sa plany zbudowania nowego stadionu, centrum handlowego i filharmonii. 
  • bezrobocie w BXLi zalicza sie do najwyzszych w Europie (19,5%). 53% osob zatrudnionych mieszka poza miastem. 
  • miasto walczy z korkami. We wrzesniu 2010 zatwierdzono Iris 2 mobility plan, ktory ma rozwinac siec transportu publicznego (nowe linie tramwajowe i linia metra do Skarbka). Mowi sie tez o koniecznosci zadbania o estetyke dworcow, przystanow metra i parkingow, choc wszysycy wiemy, ze drugiej Moskwy to tu oni nie zrobia ;-)
  • pozycja Brukseli jako stolicy Europy kloci sie z poziomem zycia jej mieszkancow. Wciaz jest wiele dzielnic z biurowcami, ktore calkiem zamieraja na weekend (o pozostalosciach po dawnych fabrykach nie wspominajac, bo tam zycia juz dawno nie ma). Akurat pod wzgledem przemyslanego planu zagospodarowania terenu Bruksela jest daleko w tyle za innymi miastami.  

Wstep na obie wystawy (Wim Delvoye i o Brukseli) jest bezplatny. Ciekawie zapowiada sie jeszcze pokaz obrazow Lucasa Cranacha, ale to zostawilam sobie na nastepny raz.

Zas w Atelier 340 w Jette inaugurowano wlasnie wystawe naszej rodzimej grupy artystycznej Lodz Kaliska 'Niech szczezna mezczyzni': http://www.atelier340muzeum.be/Html_ENG/exhibitions.html ;-)

sobota, 23 października 2010

Proby

Do koncertu gospel jeszcze miesiac, a my odbylismy juz przedostatnia probe. Jako ze nikt ze znajomych sie nie zdecydowal do mnie dolaczyc, mialam doskonala okazje poznac pare nowych osob. I tak, kolo mnie w sopranach siedziala babka w srednim wieku, ktora, jak sie pozniej wygadala, pol swojego zycia (ok.25 lat) spedzila w Brukseli (z pochodzenia jest Belgijka), a drugie pol - w Nowym Jorku, do ktorego pojechala za swoim mezem. I uwaza, ze te lata w Stanach byly wspaniale, otworzyly przed nia wiele mozliwosci, jednak Ameryka, a szczegolnie NY nie jest miejscem, zeby sie dobrze i godnie starzec, zas Belgia sie do tego nadaje doskonale ;-) I wrocila. I bardzo sobie ceni ta decyzje, bo znalazala tu prace (jako nauczycielka angielskiego) i nadal moze kontynuowac swoje zainteresowania (w NY nauczyla sie gospelu, spiewala w znanych i wysoko cenionych zespolach i jak ja poprosilam, zeby porownala nasz chor z tamtymi, to Didier wypada doskonale i wedlug niej jest 'second best' (drugi najlepszy)). A lot do miasta, ktore nigdy nie spi, w ktorym mieszkaja nadal jej dorosle juz dzieci, trwa tylko pare godzin, wiec moga sie odwiedzac i byc w kontakcie.

Dodatkowo mialam troche ubaw z ekstazy jaka przezywaja chorzysci. Przy jednym utworze, kiedy mielismy dac z siebie wszystko i sto glosow gromko rozbrzmiewalo niosac sie echem po kosciele, moja sasiadka jeknela i z zachwytem zakrzyknela, ze po dwoch operacjach interweniujacych w jej drogi oddechowe nie wierzyla, ze kiedys jeszcze tak zaspiewa.

Mi tez sie podobalo. Z nieco mlodszego pokolenia, spotkalam Slowaczke, ktora kojarzylam z jakiegos kursu (nie pamietam tylko jakiego) i Wegierke, z ktora 2 lata temu wystepowalam w koncercie 'Christmas Carols' w BOZARze (zgodnie uznalysmy, ze gospel daje wiecej frajdy i przyjemnosci niz klasyczny repertuar - choc to tez bylo wspaniale doswiadczenie). Obie, jako weteranki, bo wystepowaly juz wczesniej z Didier, namawiaja mnie, zebym sie przemycila na piatkowy koncert 26.11 (one przezornie zapisaly sie na dwa, a ja nie wiedzialam, ze jest to mozliwe). Bo jeden wystep to za malo. I chce sie wiecej!

Dla zainteresowanych bilety na koncert mozna nabyc tu: http://www.gospelforlife.be/ i www.070.be (ja z zalozenia spiewam 27 listopada).

A poza tym 12 grudnia nasza schola wystepuje w Katedrze i mamy juz wyznaczone koledowanie na jednym polskim spotkaniu i w belgijskim domu spokojnej starosci. Dorzucilismy tez pare swieckich francuskich piosenek do naszego repertuaru na potrzeby tubylcow ;-) Tu kilka przykladow:






niedziela, 17 października 2010

Dobre rady

Ostatnio dzieki regularnym spotkaniom scholi (tzn.ona jak zawsze spotyka sie regularnie, tylko ja poprawilam swoja frekwencje), probom gospelu i zajeciom z solfezu, na nowo udzielil mi sie zapal do muzyki. I nawet kiedy poszlam kupic sobie zeszyt nutowy, z ksiegarni wyszlam z kolejna ksiazka do nauki 'Piano pour les adultes' (pianino dla doroslych), poziom 2 (bo nadal utrzymuje, ze podstawy mam opanowane i nalezy teraz cwiczyc, cwiczyc, cwiczyc). No i sama sie sobie dziwie, bo gram dosc czesto, w podreczniku duzo jest fajnych folkowych kawalkow i idzie mi calkiem niezle. Wczoraj doszlam do nowego utworu 'Scherzo' w tonacji d-moll. I gdy spostrzeglam, ze sa do tego slowa, sprobowalam sobie grac i spiewac. I o malo nie spadlam ze stolka, jak wysylabizowalam caly tekst tlukac w klawisze.

Zwrotki sa pochwala znanego pianisty Vladimira Horowitza i utyskiwaniem, zeby choc miec ulamek jego talentu. Potem nastepuje referen, cos w tym stylu: 'W moim mniemaniu, klucz tkwi w powtarzaniu!' (j'ai imression que c'est la 
répétitions des DOs et de REs que nous fait réussir), 'Presto, prestissimo, bravo, bravissimo, tak! z kazdym dniem gram coraz lepiej'. Przypominam, ze ksiazka jest dla doroslych. Bo dla dzieci to takie teksty sa na porzadku dziennym - w moim pierwszym podreczniku byly kawalki typu: 'W wiolonowym kluczu gram i basowe nuty znam. Przyznaj mi, ze jestem zuch, dziesiec palcow wprawiam w ruch' ;-) Nie ma jak pranie mozgu i odpowiednia motywacja prawidlowo dostosowana do wieku i umiejetnosci!

A propos dobrych rad, wczoraj przypadkowo wpadlam na dwie bardzo ciekawe kamienice na Skarbku i dzis sie tam przeszlam zrobic fotki. Znajduja sie na Rue Victor Hugo 53-59, wybudowano je w 1900 roku i skladaja sie z 8 samodzielnych mieszkan. Po francusku i po niderlandzku umieszczono na nich napisy: "badz aktywny, badz porzadny, badz oszczedny". Brakuje tylko 'myj zeby rano i wieczorem' ;-)







Zas w poblizu znajduje sie bardzo radosny niewielki pomnik 'Radosci wiosny' mniej wiecej z tego samego okresu. 


Od pieciu lat chodze w tamte okolice na zakupy, a nigdy nie zaszlam o jedna przecznice dalej. Z tego wynika, ze jeszcze przez bardzo dlugi okres bedzie mnie mialo co zaskakiwac w tym miescie.  

sobota, 16 października 2010

Duch nomadzi

Cwicze matematyke. Licze i licze dniu urlopu (na 2011) i porownuje z moimi pomyslami wyjazdowymi i lewa strona rownania w zaden sposob nie chce sie zrownac z prawa, aktywa nie bilansuja sie z pasywami i w kazdej kalkulacji mam manko. Jakbym chciala wdrozyc w zycie, co mi chodzi po glowie, to do wakacji wyczerpalabym wszystkie dni wolne. Do nowego roku jeszcze 3 miesiace, a ja juz musze rezygnowac z niektorych planow. Brrr.

Na pocieszenie poskakalam sobie po youtubie i znalazlam piosenke 'zwiastun' nowej plyty Turnaua, ktora ma sie wkrotce ukazac. I o czym jest? O podrozach ;-)

...trzeba uciec, albo to wybadac, aby mozna opowiadac... lepiej tego wcale nie odkladac, raczej biegu pomyslowi temu nadac...

Jutro podpisuje papiery na pierwsza wycieczke tuz przed Wielkanoca. Ale nie do Zanzibaru. Wogole plaze mi nie groza. No chyba, ze w 2012 ;-) A piosenka Grzegorza Turnaua i Sebastiana Karpiel Bulecki caly czas mi chodzi po glowie. Akurat na jesienna nostalgie powakacyjna. 

Okudzawa, ktorego ostatnio mialam 'na tapecie' tez nie lepszy ;-)
Na włóczęgę już wyruszyć przyszła pora.
Las nas goni śpiewem ptaków, szumem drzew.
I wołają nas już pola i jeziora.
Zeszłoroczny nasz wesoły pomnąc śpiew.

Ludzie mają swoje sprawy, ludzie lubią się bogacić.
Pełne brzuchy mają, chcą mieć pełen trzos.
A ja gonię, a ja gonię swe marzenia.
Szczęścia szukam, gdzie kaczeńce i gdzie wrzos...

Tym, co iść nie lubią, mówię: do widzenia,
Za dni kilka, może znów powrócę tu.
Idę w świat, by tam dogonić swe marzenia.
Aby spełnić kilka swoich złotych snów.

Więc z dziewczyna swą pod rękę,
I z gitarą, i z piosenką...
Precz mi troski, przecz przykrości, słońce świeć!
Idę gonić, idę gonić swe marzenia...
I spokoju szukać pośród starych drzew...

Tak, to proste, że i gadać szkoda czasu.
Lepiej plecak wziąć i iść przed siebie wprost.
Szukać wiatru i zapachu szukać lasu.
Jak najdalej zadymionych wielkich miast.

Zrozum bracie, tak to trzeba.
Łóżkiem trawa, dachem drzewa
Z wiatrem biegać i z ptakami śpiewać w glos.
Trzeba gonić, trzeba gonić swe marzenia.
A nie czekać ile trosk przyniesie los.

I tylko mnie zadziwia, ze z moich wycieczek w 'nature' doszedl do skutku jedynie weekend w Luxie. Nie wiem kiedy mi minal sezon wedrowny w tym roku...

środa, 13 października 2010

Basen i czarny kot

I jeszcze na zakonczenie tematu moskiewskiego, wpis ku przestrodze: 'Literatura piekna nie zastapi lektury przewodnika turystycznego' ;-)

To ze Bulhakow siegnal w swoich dzielach do fikcji literackiej, to wiedzialam, ale zawsze zylam w przekonaniu, ze Kapuscinski trzymal sie faktow. I na nowo wrocilam do 'Imperium' i tak jak przed kilkunastu laty zachwycilam sie opisem mrozu na Syberii (troche od czapy przed wycieczka do MOSKWY, gdzie temperatura w pazdzierniku mogla spasc max.do zera, ale ta czesc ksiazki bardzo mi przemawia do wyobrazni):

Wielki mroz (...) poznaje sie po tym, ze w powietrzu wisi jasna, swiecaca mgla. Kiedy czlowiek idzie, w tej mgle robi sie korytarz. Korytarz ma ksztalt sylwetki przechodzacej osoby. Czlowiek przechodzi, ale korytarz zostaje, tkwi w mgle nieruchomo. Wielkie chlopisko robi wielki korytarzyk, a male dziecko - maly (...). Jesli rano nie ma zadnych korytarzy, ktore odpowiadalyby wzrostowi uczniow z podstawowki, to znaczy, ze mroz jest tak wielki, iz nie ma lekcji i dzieci siedza w domu. Czasem widzi sie korytarz, ktory jest bardzo nierowny i potem nagle sie urywa. To znaczy - Tania zniza glos - ze szedl jakis pijak, potknal sie i upadl. W wielki mroz pijacy czesto zamarzaja. Wtedy taki korytarz wyglada jak slepa uliczka.

I tak jak w ogolniaku, najwieksze wrazenie zrobil na mnie rozdzial 'Swiatynia i palac', o 45letniej budowie Swiatyni Chrystusa Zbawiciela poswieconej w 1883 roku dla upamietnienia cudownego ocalenia Moskwy przed armia Napoleona. Byl to najwyzszy budynek w Moskwie. Mogl pomiescic 10 tys.wiernych. A w grudniu 1931 roku na rozkaz Stalina wysadzono go w powietrze.

Przewodniczacym komisji powolanej przez Stalina dla zburzenia i wymazania z mapy Moskwy i Rosji Swiatyni Chrystusa Zbawiciela byl Wieczeslaw Molotow. Ten sam, ktory w kilka lat pozniej podpisal (wraz Ribbentropem) pakt o wymazaniu Polski z mapy swiata.

A co o tym mowia mieszkancy Moskwy?(...) Burza ich Bazylike Swietego Piotra, ich katedre Notre Dame, ich Klasztor Jasnogorski.
Co mowia?
Nic nie mowia.
Zycie toczy sie dalej. Rano dorosli spiesza dopracy, dzieci ida do szkoly, babcie staja w kolejkach. Coraz to zabieraja a to kogos z domu, a to znajomego z pracy, a to sasiada.


W miejscu swiatyni wybudowano basen. Jak pisal Kapuscinski:

Zima w powietrzu unosza sie tam kleby bialej pary. Para ta bije z wielkiego basenu, czynnego caly rok, poniewaz woda jest podgrzewana.  Kiedy mrozy dochodza do 30 stopni ponizej zera, basen staje sie rajem dla specjalnej kategorii ludzi, ktorzy znajduja najwyzsza satysfakcje zyciowa w tym, ze kapia sie na takim strasznym mrozie w odkrytym basenie.

No i ja wzialam mape i zaczelam szukac tego basenu. I nico. Nie ma. Przejrzalam przewodnik i sie okazalo, ze... Sobor Chrystusa Zbawiciela odbudowano z inicjatywy mera Moskwy Jurija Luzkowa (tego, co go zdymisjonowano pod koniec wrzesnia br), a w pracach bral udzial m.in.Zurab Cereteli (ten od Piotra I). Mury wziesiono w latach 1994-1997. Kapuscinski skonczyl swoja ksiazke rok wczesniej. Cala kwota na odbudowe miala teoretycznie pochodzic ze skladek ludnosci, datkow z zagranicy i od miedzynarodowych firm dzialajacych w Rosji, w efekcie jednak wiekszosc kosztow pokryto z budzetu panstwa.

Ale sobor robi wrazenie:



A, jak powiedziala nam Elena, znajoma Rosjanka, w Moskwie sie teraz buduje duzo zabytkow (sic!), wiec pomysl odtworzenia swiatyni byl jak znalazl.

Stamtad poszlismy przez Bulwar Gogolewski, Arbat i jednen z pierscieni wokol Moskwy (piec pasow ruchu w jedna strone, korki, halas i straszny smrod spalin, ale ze mna w roli przewodniczki jest to juz tradycja, ze wychodzimy na trase szybkiego ruchu) do rewiru Bulhakowa. Szybko odnalezlismy legendarne Patriarsze Prudy, ktore sa jedyna malenka oaza zieleni wsrod bulwarow i blokowisk. Maksymalnie zatloczony matkami z dziecmi szalejacymi na placu zabaw i wsrod rzezb z bajek Iwana Krylowa. Posiedzielismy troche na jednej z lawek, twarza do stawow, plecami do Bronnej, jednak zaden tajemniczy przybysz w szarym garniturze (Woland vel Diabel we wlasnej osobie) sie do nas nie dosiadl. Za to przeploszylismy jedna Rosjanke, ktora probowala czytac elektroniczna ksiazke i najwyrazniej jej z tym przeszkadzalismy.

Berlioz i Bezdomny widok mieli taki:


Lub taki (to dziecko z wedka, probujace cos zlowic w niewielkim stawie):


Nieopodal znajduje sie bardzo kameralne i sympatyczne muzeum Bulhakowa, w ktorym gosci wita czarny kot Behemot. Mozna tam usiasc na kawe i czasem prawdopodobnie odbywaja sie spotkania muzyczne, bo przy nas strojono pianino. Zas w klatce obok (lokalu numer 50) zamazanej lepszym lub gorszym grafitti i podpisami gosci, na ostatnim pietrze, mozna zwiedzac 'fatalne mieszkanie'. Przy wejsciu siedzi babka, doskonale wpisujaca sie w klimat bulhakowski, wsciekle mruczaca pod nosem i narzekajaca na zwiedzajacych, ktorzy wchodza i nie uiszczaja oplaty za wstep. W muzeum znajduje sie m.in. wspanialy trojwymiarowy portret pisarza tworzacego 'Mistrza i Malgorzate' z legendarnym tramwajem, ktory odcial glowe Berliozowi (bo Annuszka wylala olej slonecznikowy) i wystajacymi szufladami.


Na koniec rowniez zostawilismy po sobie slad na jednym z pieter. Podpowiedz dla kolejnych zwiedzacych - naszego wpisu nalezy szukac gdzies tu:



Doskonalym zrodlem informacji o Rosji (troche mniej o samej Moskwie) jest tez cykl reportazy Jacka Hugo-Badera z 'Gazety Wyborczej'.

Teraz zas powoli szykuje sie do kolejnego dlugiego weekendu za 2 tygodnie. Tym razem w Londynie. I zabieram sie do lektury 'Filarow Ziemi' Kena Folletta, ktorych akcja rozgrywa sie... w sredniowecznej Anglii ;-)

Okudzawa Agnieszce


... Osieckiej ;-) 'Pozegnanie z Polska'.

Pospólny los, Agnieszko, nas z dawien dawna zbratał
na dolę i niedolę, na dobro i na zło...
Gdy trębacz nad Krakowem w hejnale stromym wzlata,
z nadzieją strzygę uchem i szabli szuka dłoń...


Tak ładnie wyglądamy w strzępiących się ubrankach,
jak lament Jarosławny jest płacz sióstr naszych: "Idź!" -
gdy siedemnastoletni, grający na organkach,
jak zawsze wyruszamy, by się za wolność bić.



A jesien pod Moskwa byla tak piekna jak w Polsce. Ponizej kilka fotek zrobionych w pociagu jadacym na lotnisko. 




I tylko jeden widok nie przypominal mi niczego z trasy Lodz - Warszawa ;-)




wtorek, 12 października 2010

Cmentarzysko Obalonych Pomnikow

Co zrobic z pomnikami usunietymi z roznych punktow miasta u schylku epoki sowieckiej? Rosjanie mieli doskonaly pomysl i stworzyli Cmentarzysko Obalonych Pomnikow (Park Skulptur). Stoja w nim porzucone figury Lenina, Stalina, Dzierzynskiego przeniesionego z placu Lubianka i innych symboli owych czasow. A obok nich - wspolczesne rzezby artystyczne, tworzace ciekawy melanz i kompozycje.





Tuz obok, choc nie na terenie parku, a na sztucznej wyspie u wylotu Wodootvodnyy'ego kanalu, znajduje sie olbrzmi pomnik Piotra Wielkiego z 1997 roku, z rzezba na 86 metrow i o lacznej wysokosci 98 metrow (dla porownania - Statua Wolnosci w NY ma 46,5 metra, 93 metry wraz z cokolem). Car stoi na pokladzie statku, jedna reka trzyma ster, w drugiej zaciska zwoj. Strumienie wody z postumentu imituja rozbryzgi wody przecinanej przez kadlub statku. 


Wiesc niesie, ze pierwotnie pomnik mial przedstawiac Krzysztofa Kolumba. Autor bezskutecznie staral sie go sprzedac Stanom Zjednoczonym, Hiszpanii i krajom Ameryki Lacinskiej z okazji 500lecia odkrycia Ameryki. Kiedy plany spelzly na niczym, artyscie pomogl jego przyjaciel - Luzkow, mer Moskwy. Zakupil pomnik i obdarowal nim miasto. Oficjalnie ma on upamietniac 300 lat marynarki rosyjskiej. Mieszkancy miasta nigdy nie docenili gestu burmistrza i kiedy dwa tygodnie temu Luzkow zostal zdymisjonowany po 17 latach zarzadzania stolica, na nowo rozgorzala dyskusja o usunieciu Piotra I. Najczesciej pojawia sie koncepcja o przeniesieniu go do Petersburga. Jednak w necie natknelam sie tez na pomysl rosyjskiego ambasadora przy NATO, ktory na Twitterze zasugerowal, zeby go wydac... uwaga...  Brukseli, gdzyz dotychczasowy symbol miasta w postaci siusiajacego chlopczyka jest stanowczo za maly ;-)

Zurab Cereteli, gruzinski malarz i rzezbiarz, autor pomnika, nadal tworzy. Na potrzeby Rosji i innych krajow. Przy Kremlu powstal niedawno niewielki kompleks inspirowany rosyjskimi ludowymi bajkami jego dluta.




W okolicy jest jeszcze jeden ciekawy pomnik - marszalka Zukowa przed Muzeum Historycznym (nie znam autora). O ile na Ceretelego wszyscy narzekaja, a mnie osobiscie jego rzezby calkiem sie podobaja, to tworca Zukowa calkowicie zawalil sprawe. Plotki glosza, ze po pierwsze chyba nigdy nie widzial konia na oczy, a ponadto troche mu sie zaburzyla kompozycja, bo jezdziec ma nozki krotkie niczym lord Faarquad ze Shreka. 


W kazdym razie byl to bardzo ksztalcacy weekend, jesli chodzi o rzezby. Teraz bede sledzic dalsze dzieje Piotra Wielkiego. I zastanawia mnie tylko, dlaczego wsrod obalonych pomnikow znajduje sie Lermontow w altance, Pinokio i popiersie... Chopina!

Moskiewskie metro

W Moskwie mieszka ok.10 milionow ludzi, czyli tyle, ile w calej Belgii. Metro, ktorego budowe rozpoczeto w 1931 roku, ma dzis 141 stacji i dlugosc 250 km. Kazdego dnia korzysta z niego 6-8 milionow pasazerow, wiecej niz z metra w Londynie i Nowym Jorku razem.

Zas stacje metra, to prawdziwie dzielo sztuki.

Tu kilka przykladow (na zdjecia mozna klikac i powiekszac):

Stacja Arbatskaja zbudowana na planie radzieckiej gwiazdy


Stacja Kijewskaja (1954 rok) prezentujaca krzepkich wiesniakow zadowolonych z urodzaju (co bylo sprzeczne z rzeczywistoscia w owczesnych czasach)


Stacja Komsomolskaja, poswiecona 13000 czlonkom Komsomolu, ktorzy pracowali spolecznie wraz z zolnierzami Armii Czerwonej i robotnikami przy budowie metra  


Stacja Majakowskaja (1939 rok) zaprojektowana przez Aleksieja Duszkina, zdobyla Grand Prix na Wystawie Swiatowej w Nowym Jorku 


Nowoslobodskaja


Park Kultury


Taganskaja


Ploszczad Riewolucji (1938) - ciag oblozonych marmurem arkad z brazowymi posagami przedstawiajacymi 'bohaterow dnia codziennego', ktorzy budowali panstwo - zolnierzy Armii Czerwonej, robotnikow, sportowcow, pionierow, matki z dzieciem itp. Dotkniecie psiego nosa i pistoletu marynarza przynosi ponoc szczescie i faktycznie, jak postalam przez chwile, niemal wszyscy przechodnie macali oba punkty. 


Z moskiewskim metrem jest tylko jeden problem - czesto nie wiadomo jak do niego wejsc. Kiedy w srodku nocy wracalismy z opery i sushi z kawiorem do domu, w planie mielsimy dojsc do stacji Majakowskaja i wrocic do hotelu transportem publicznym (na lapanie okazji, ponoc bardzo popularne w tym miescie, sie nie odwazylismy). Doszlismy do skrzyzowania dwoch bulwarow Sadowaja i Twierskaja, przed nami po drugiej stronie ulicy bylo pieknie rozswietlone wejscie do metra i zero mozliwosci dostania sie do niego (i tu i tu piec pasow ruchu, pedzace samochody i brak przejscia podziemnego). Przejscie zajelo nam okolo kwadransa. 

Moskiewskie to i owo

I wrocilam. Cala, choc nie calkiem zdrowa, bo niczym bomba biologiczna przetransportowalam w sobie jakiegos rosyjskiego wirusa, do Brukseli wrocilam z goraczka, katarem i bolem gardla, wczoraj jeszcze powloklam sie do pracy zrobic najpilniejsze rzeczy (i kto wie, czy nie rozsialam przy tym kilku zarazkow), a dzis juz postanowilam sie wygrzac i polenic w domu.

Poza przeziebieniem (po prawie pieciu latach w wilgotnej Brukseli klimat kontynentalny z suchym rzeskim powietrzem, temperaturami kolo zera w nocy i pieknym sloncem w dzien najwyrazniej mi nie sluzy), wyjazd udal sie wspaniale! Moskwa miejscami jest miastem 'jak z bajki', mimo ze czesto przypominala nam Polske, szara i kolorowa, czysta, przestrzenna, choc pelna ludzi i samochodow, oplywajaca w luksusy, choc widac, ze wielu mieszkancow ledwie wiaze koniec z koncem. Slowem - doskonaly i bardzo ciekawy wybor na dlugi weekend!!!

Lot trwal 3,5 godziny i przy dwugodzinnej zmianie strefy czasowej  prawie caly czwartek nam minal na podroz. Ale dokonalismy wielu interesujacych spostrzezen. Na przyklad jadac pociagiem z lotniska  Domodjedowo na dworzec Pawelecki nie moglam sie oprzec wrazeniu, ze krajobraz jest mi znany od lat i do zludzenia przypominal trase Warszawa - Lodz.  Podobne nasypy wzdluz torow, lasy brzozowe lsniace sie wszystkimi odcieniami zolci i brazow, zza ktorych im blizej miasta, tym bardziej wyraznie zarysowywaly sie bryly blokow mieszkalnych. W pewnej chwili wrecz sie czulam na Lodz Niciarniana. Za to jak tylko dotarlismy na miejsce i rozejrzalam sie dokola, to stwierdzilam, ze okolica wyglada wypisz wymaluj jak dworzec Lodz Fabryczna kilkanascie lat temu. Kioski z mydlem i powidlem, smutni, przemeczeni ludzie spieszacy na pociag i nieduza cerkiew w poblizu. Za to przejscia podziemne to juz wierna kopia warszawskiego Dworca Centralnego ;-) Tylko bukwy zamiast naszego alfabetu.

Pierwszego dnia niewiele udalo nam sie zobaczyc, za to dlugo szukalismy jakiejs restauracji z lokalnym jedzeniem, ktorego sie nie uswiadczy w tejze czesci miasta. Jedyny wybor jaki mielismy to La Pizza czy sushi ;-) Na dobre zakonczenie wieczoru poszlismy do Swiss Hotel na drinki z przepieknym 360 stopniowym widokiem na miasto noca, a znajomy Irlandzczyk udzielil nam mnostwa porad i podzielil sie swoimi wrazeniami po kilku latach spedzonych w Moskwie.

W piatek przystapilismy do zwiedzania. Najpierw zjedlismy sniadanie w 'tradycyjnej rosyjskiej kawiarni' o nazwie... Starbucks ;-) Potem powedrowalismy ku Nowej Galerii Trietiakowskiej i Cmenatrzysku Obalonych   Pominkow (o tym drugim miejscu jeszcze osobno napisze). Nastepny w kolejnosci byl nowo odbudowany Sobor Chrystusa Zbawiciela, Park Gogolewski (z pomnikiem laureta nagrody Nobla Michaila Szolochowa), Arbat (z pomnikiem Okudzawy w nonszalanckiej pozie, sklepami z matrioszkami i domem Puszkina), kilka siostr Stalina przypominajacych nasz Palac Kultury, Patriarsze Prudy i muzeum Bulhakowa. I kolacja, tym razem z trojka Rosjan, z ktorymi komunikowalismy sie w trzech jezykach: po polsku, rosyjsku i angielsku.


Na sobote zostawilismy sobie najwazniejsze zabytki. Skoro swit podjechalismy pod Mauzoleum Lenina na Placu Czerwonym. W okolicy zaczal sie zbierac tlum gapiow, przy czym my bylimy pierwsi, wybila 10ta, a tu nic. Nagle jeden ze straznikow z niewinna mina zapytal: 'Wy czekacie na otwarcie? To tam jest kolejka' i machnal reka na grupke ludzi ustawionych kilkaset metrow dalej. No i caly tlum sprintem pobiegl, w efekcie na nic sie zdala wczesna pobudka, bo przed nami i tak byla godzina stania i czekania na swoja kolej (a w rekach dzierzylismy kubki obrzydliwej kawy z McDonalda w ramach sniadania, na ktore juz zabraklo czasu). Po kilkudziesieciu minutach oczekiwan, zdeponowaniu bagazy, telefonow i aparatow, nadszedl ten wyczekiwany przez nas moment, weszlismy do mauzoleum, w ktorym nic nie bylo widac po palacym sloncu, na ktore napatrzylismy sie na zewnatrz. Najpierw po omacku przedreptalismy paroma korytarzami, bacznie obserowani przez sztywnych zolnierzy i na koniec przez okolo 20 sekund, idac wolnym krokiem na przod, moglismy sobie zerknac na Lenina wygladajacego jak woskowy manekin w szklanej trumnie, niczym Krolewna Sniezka. I tyle. Za budynkiem przeszlismy jeszcze wzdluz grobow Stalina, Brezeniewa, Gagarina i innych osobliwie zasluzonych. Przy kazdym z nich wetknieta byla wiazka sztucznych czerwonych gozdzikow.



Spory niedosyt po wizycie wynagrodzil nam za to znajdujacy sie naprzeciw ponad stuletni dom handlowy GUM i bajkowy Sobor Wasyla Blogoslawionego z 1552 roku (zgodnie z legenda jego tworce po budowie oslepiono, zeby nie mogl juz stworzyc niczego piekniejszego). Przed nim stoi pomnik rzeznika Kuzmy Minina i kniazia Dymitra Pozarskiego, upamietniajacy wspolorganizatorow i dowodcow oddzialow, ktore w 1612 roku wyrzucily z Kremla okupujacych go Polakow.  Po obiedzie szybciutko 'zaliczylismy' Kreml, przeszlismy kolo Teatru Bloszoj, hotelu Metropol, dawnej siedziby dowodztwa KGB na placu Lubianka, Muzeum Sztuki Wspolczesnej z pomnikiem Luzkowa przy wejsciu, az do Nowaja Opera, gdzie zostalismy na 'Demonie'.

W niedziele mielismy plan udac sie na Plac Czerwony i sfotografowac sie tam 10.10.10 o 10.10 pod Brama Spasska, ale lenistwo wygralo (godzina 10ta w Moskwie, to 8 naszego czasu i jak sobie wyliczylismy, o ktorej musielibysmy wstac, entuzjazm blyskawicznie sie z nas ulotnil). Za to poszlismy na hotelowe sniadanie ze sledziami, cieplymi kielbaskami, pieczonymi ziemniakami z bekonem plus oczywiscie muesli i croissanty. Nastepnie pojechalismy na wycieczke metrem, z przystankami na niemal kazdej stacji, a na koniec zobaczylismy Monaster Nowodiewiczy, zalozony w 1524 roku na pamiatke odebrania Smolenska z rak Litwinow. I weekend sie skonczyl.

Z kwestii organizacyjnych:
  • mieszkalismy w nowo otwartym hotelu Ibis, doskonale usytuowanym 10 minut pieszo od metra czy Dworca Paweleckiego, na ktory dojezdza sie pociagiem z lotniska.
  • tradycyjnej rosyjskiej kuchni mozna sprobowac w bardzo fajnej sieci restauracji Ёлки-палки (jolki palki) - polecam zwlaszcza zupe solanke z roznymi kawalkami miesa, pielmieni (rodzaj nalesnikow) z miesem czy grzybami i wareniki z kartoszka, czyli odpowiednik naszych ruskich pierogow. I do tego koniecznie kwas do popicia!!! Zas nazwa sieci, doslownie: choinki - kijki, to rodzaj lagodnego przeklenstwa po rosyjsku, cos w rodzaju naszego 'kurcze blade' ;-)
  • najlepszy kurs wymiany euro na ruble byl na Arbacie i przy metrze Majakowskaja
  • bilet do opery, z calkiem dobrymi miejscowkami, kosztowal nas 200 rubli (5 eur) od osoby. W identycznej cenie w przerwie sprzedaja malutkie kanapki z lososiem lub kawiorem.


Na nastepna wizyte w Moskwie zostaly mi:
  • Orunzejna Palata na Kremlu
  • podobno bardzo malownicza wycieczka statkiem po rzece Moskwa
  • Galeria Trietiakowska lub Muzeum Sztuk Pieknych im.Puszkina
I generalnie Rosja bardzo mi sie spodobala. Nastepny w planie (na blizej nieokreslona przyszlosc) jest Sankt Petersburg!

niedziela, 3 października 2010

Gospel For Life

Teraz zajme sie kryptoreklama, zeby zapewnic widownie dla wspanialego przedsiewziecia przynoszacego radosc 'artystom', przyjemnosc sluchaczom, a przychod z koncertu ma zostac przekazany w ramach Action Damien na zwlaczanie gruzlicy w Afryce (Ojciec Damian z Molokai, ktory poswiecil sie, by niesc pomoc chorym na trad, uznany za najwiekszego Belga w historii, ogloszony swietym w ubieglym roku, jest patronem wielu tutejszych akcji charytatywnych).



W sumie planowane jest 13 koncertow w roznych belgijskich miastach, przy czym szczegolnie polecam ten w Bazylice Koekelberg w Brukseli, ktory odbedzie sie w sobote 27 listopada, bowiem ja bede jedna z ponad stu osob w chorku ;-) Dzis mielismy pierwsza probe i przyznam szczerze, ze juz niektore kawalki wychodza nam pieknie, mozna sie wykrzyczec dowoli, a ogolny entuzjazm powoduje, ze nawet jak ktos sie zapomni czy pomyli, to inni zaraz go zaglusza, wiec nie ma stresu, tylko mnostwo usmiechu i zapalu. Echo nioslo sie dlugo, a jak do tego dojda solisci, gitary, perkusja i inne gadzety, to juz wogole bedzie super!!!



Wiecej informacji i mozliwosc zakupu biletow na stronach: http://www.gospelforlife.be/ i www.070.be

I na zachete nagranie z zeszlego roku (ci, co zdecyduja sie na obejrzenie ponad 9-minutowego filmiku, niech skupia sie na partiach choralnych i wyobraza sobie, jaka wspaniala przygoda jest w czyms takim uczestniczyc!):




Dyryguje Didier Likeng (wiele razy pojawia sie w nagraniu), z ktorym mielismy swego czasu warsztaty gospelowe w naszej scholi (a dzis poznalismy jego mame!), do tego on jest autorem wiekszosci aranzacji. W repertuarze w tym roku znajduje sie m.in. "Imagine" Johna Lennona.

Polecam goraco!!!

Brukselskie babie lato

Wczoraj po raz pierwszy w tym sezonie odkrecilam lekko kaloryfery, a dzis, na przekor pesymistycznym prognozom pogody, wyszlo slonce i w poludnie bylo 21 stopni w cieniu!!!

W sam raz na jesienny spacerek. Bo choc balkon mam wciaz w kwieciu, to usiedziec na nim nie sposob. 


Brukselski akordeon - z reguly te ulice sa skapane w deszczu, a nie w sloncu ;-)


Swieto Ambiorixu i doroczne brokanty


Place Jean Rey



Parc Leopold


Étangs d'Ixelles



Abbaye de la Cambre



 Bois de la Cambre


I cos na szarugi jesienne. Ostatnio u znajomych probowalam polskich miodow: rzepakowego i spadziowego. Tutaj takich sie nie uswiadczy, za to na ryneczku podczas spaceru zakupilam francuskie wynalazki: lawendowy i sosnowy (ten ostatni podobno jest doskonaly na kaszel i najlepiej go wyjadac lyzka prosto ze sloika, a nie dosladzac nim herbaty). 


A odruch zbierania kasztanow mi zostal od podstawowki ;-)