niedziela, 30 listopada 2008

wtorek, 25 listopada 2008

Oj dzieje sie, dzieje...

Wczoraj wieczorem bylam na niderlandzkim i stwierdzilam, ze od poprzedniej lekcji jakies wieki minely (a to raptem tydzien). Tyle ostatnio sie dzieje, ze atrakcji i na miesiac by wystarczylo.

W sobote bylismy na bardzo udanym przedstawieniu ‘Skrzypka na dachu’. Trojka moich znajomych grala, a ja organizowalam 23 osobowa grupe widzow (24ty kolega zglosil chec dolaczenia jak juz zrobilam rezerwacje, wiec bilet musial kupowac sam). Oczywiscie oprocz nas byl jeszcze caly teatr innych milosnikow musicali. Jedna osoba z mojej ekipy zapomniala biletu (ale wytlumaczyla, ze jestesmy grupa i i tak go wpuscili), dwie wyszly w przerwie, bo myslaly, ze to koniec, inna przyszla dopiero na drugi akt, bo pomylila godziny. W grupie mialam 2 osoby, ktore przyjechaly specjalnie z Luksemburga i kolege z Wloch, ktory przylecial odwiedzic zone i na ‘Skrzypka’ zalapal sie przy okazji. Inny kolega ubral sie niczym Village Man z przedstawienia i zanim usiadl dokladnie wszystko obszedl (zartujemy, ze chcial sie niepostrzerzenie dostac na podium, ale nie przewidzial, ze miedzy scena a widownia jest dziura dla orkiestry i jest troche trudniej przejsc). Generalnie atmosfera wycieczki szkolnej, ale wyjscie bardzo udane, zwlaszcza, ze skonczylo sie swietna kolacja w Carpe Diem (komentarz kolegi: ‘Ojej, jak tu elegancko. Czuje sie, jak u siebie w domu’). Omawialismy sposoby chronienia sie przed kryzysem finansowym (tenze kolega we wrzesniu oplacil czynsz za mieszkanie na kilka miesiecy z gory, a teraz co moze trzyma na tzw.protonie, czyli w elektronicznej portmonetce, twierdzac, ze nawet jak bank padnie, to jemu te pieniadze zostana), problemy z nazwiskami (wspominalismy m.in.stara historie, jak to kolezance w windzie w drodze do kantyny kiedys przedstawil sie facet Bernard Petit; ona nie doslyszala, reke podala i odpowiedziala: 'Bon appétit') i wiele innych problemow, po ktorych nas brzuchy bolaly ze smiechu (i, co niektorych, z przejedzenia).


A w niedziele spadl snieg. I to taki prawdziwy! Kto mogl chwycil za aparaty, bo nastepne takie opady w Brukseli moga byc za rok albo jeszcze pozniej (kilka zdjec znajomych tu potajemnie wykorzystuje). Ja w najwieksza sniezyce dzielnie zasuwalam na probe – miala byc super wazna, ale dotarla tylko jakas 1/3 aktorow (za kare teraz co dzien mamy proby). Zima w Brukseli bezdyskusyjnie zaskoczyla drogowcow - jak sypalo, to ulice byly calkiem puste, a wracajac do domu widzialam rozwalony autobus, ktory najprawdopodobniej wpadl w poslizg (snieg juz wtedy topnial).

W tej zimowej aurze zaczynamy myslec o swietach. Okazuje sie, ze sporo osob jest zmuszonych zostac w BXLi (np. maz kolezanki pracuje i w wigilie i w sylwestra). W dodatku bilety na samolot robia sie strasznie drogie (dobrze, ze bilet na Wielkanoc kupilam we wrzesniu, bo teraz ponoc juz tez sa astronomiczne ceny). Smiejemy sie, ze jeszcze troche a skonczy sie to rozjezdzanie i bedzimy kiblowac w Brukselce, chyba ze porwiemy jakis autobus, zeby nas zawiozl - w kominiarkach na glowie moglybysmy sterroryzowac meza-kierowce naszej kolezanki i po 15tu godzinach na STIBowskich siedzeniach bylibysmy w Polsce za bezcen. Inna kolezanka slusznie zauwazyla, ze jakby zadbac o odpowiednia muzyke czy zabrac pana z harmioszka, to nawet niezla impreza by z tego wyszla ;-)

A teraz ide na probe. Dzis dostalismy ostateczny scenariusz. Produkujemy sie w najblizsza sobote!!!

piątek, 21 listopada 2008

Aniolki Charliego

W pracy mamy 4 unity (dzialy) tworzace jeden dyrektoriat, na czele ktorego stoi dyrektor majacy do pomocy kilka osob (u nas akurat grupke kobiet, ze mna wlacznie, i jednego kolege). Wczoraj mielismy w zabawny sposob sie zaprezentowac na spotkaniu majacym na celu wzmocnienie wiezi miedzy pracownikami. Dyrektor jest wiekowy (w przyszlym roku odchodzi na emeryture), wiec najpierw go chcielismy przedstawic jako Gandalfa z ‘Wladcy pierscieni’, ale wtedy my bysmy byli hobbitami tudziez orkami. Potem wzielismy na tapete Harrego Pottera i Dumbledore, ale tam rowniez nie ma wystarczajacej ilosci rol zenskich. No i nasz trzeci pomysl, to… Aniolki Charliego! ;-)

I to byl strzal w dziesiatke!

Dyrektora usadzilismy na plazowym lezaczku z przewieszonym recznikiem w palemki tylem do publicznosci, a w rekach trzymal telefon i szklanke z drinkiem z palemka. Widownia widziala tylko wystajace rece z rekwizytami i przyczepiony do lezaka plakat:


Kolega – korespondent budzetowy dokonal naszej prezentacji:

· Sekretarka – ekspertka od Adonisa (wewnetrznego systemu do rejestracji i archiwizacji dokumentow) weszla z wielka figurka Adonisa (tak naprawde byla to raczej kopia Dawida dluta Michala Aniola, ale doskonale sie sprawdzila dla naszych potrzeb)
· Sekretarka od delegacji (zwanych u nas misjami) weszla przy dzwiekach motywu muzycznego z ‘Mission Impossible’ ubrana w bojowki, z plecakiem, lornetka i krotkofalowka
· Ja zostalam ochrzczona hakerem kalkulatorowym i wkroczylam zawziecie stukajac w wielki kalkulator podwedzony na ta okolicznosc dyrektorowi i trzymajac teczke, w ktorej na codzien dostaje transakcje do sprawdzenia (sluzbowo bowiem jestem tez specem, tyle ze od systemow finansowych i kontroli platnosci wychodzacych z naszego dyrektoriatu, czyli tych 4 unitow)
· Kadrowa trzymala w rekach wielki kosz pelen lalek Barbie i Kenow i zostala mianowana head hunterem (lowca glow)

A na koniec nasz specjalista od budzetu z cygarem w zebach przyznal, ze on za to wszystko placi i z kieszeni w marynarce wyrzucil plik falszywych dolarow z belgijskiego parku rozrywki – Walibi ;-)

Generalnie nasza prezentacja udala sie nadspodziewanie dobrze, zwlaszcza, ze jej przygotowanie zajelo nam nie wiecej niz pol godziny plus szukanie rekwizytow w domach.

I niech nikt nie mowi, ze urzednicy to nudziarze!

PS A teraz wszyscy zartuja, ile czasu dyrektor cwiczyl swoja role ;-)

PS2. Na wszelki wypadek dodam jeszcze, ze przygotowywanie prezentacji mialo miesce poza czasem pracy.

środa, 19 listopada 2008

Rock’n’roll versus Mazowsze

Cos sie opuszczam w blogowaniu, bo ostatnio tylko kraze miedzy biurem a probami. W pracy juz nam sie zaczal zryw przed koncem roku, a prob z reguly mam kilka na raz (tak to jest jak sie ciagnie 4 sroki za ogon). Teraz przede wszystkim zajmuje sie ustalaniem priorytetow: z praca bezwzglednie musze sie wyrobic, ale juz teatr w weekend przegral z lekcja rock’n’rolla, lunchowe konwersacje z francuskiego odpadly przy probie koled i przede mna jeszcze 3 tygodnie ciaglych wyborow.

Pierwsze w kolejnosci jest przedstawienie ‘Lata 50te’, w ktorych oprocz spiewania dostalam nieduza (aczkolwiek niezmiernie komiczna) role aktorska pierdolowatej tlumaczki-aktywiski i w najblizsza sobote mam zadanie znalezienia i kupienia sobie bialych podkolanowek (do tego biala bluzka, czarna spodniczka, pozyczam czerwona chuste i mam wygladac na przedstawicielke mlodziezy socjalistycznej). Najwiekszym stresem jest finalowy rock’n’roll, ktory idzie gorzej niz strasznie. Tak to fajnie wyglada, jak sie oglada, ale nauczenie sie krokow w dwie lekcje niestety przekracza moje zdolnosci.

Znacznie latwiejsze chyba beda wejscia z pieniem na ustach – tu przyklad wraz z choreografia:

Co tak dudni, co tak grzmi? Niebo huczy ziemia drży.
Czy wichura groźna dmie? Czy to burza idzie? Nie!

To idzie młodość, młodość, młodość i śpiewa (wejście marszem i środkiem na scenę) Leć w górę piosenko jak wiatr.
Niech spadnie jak burza, jak w maju ulewa, po której odradza się świat. (zatrzymanie się w rzędach przodem do publiczności)
Dla budowy młode dłonie (pokazują dłonie), dla budowy młoda myśl (chwytają się za głowę)
Potrafimy jutro bronić (pięść w górę), tego co tworzymy dziś. (palec wskazujący na ziemię)
To idzie młodość, młodość, młodość i śpiewa, to ona odrodzi świat. (przemarsz od prawej na przeciwny koniec rzędu)

Od Warszawy leci śpiew (bez marszu; pokazują ręką na prawo),
leci wzdłuż przydrożnych drzew (unoszą ręce nad głową imitując drzewa)
I powtarza piosnki treść: miasto wsi (dłonie rozłożone przed sobą) i miastu wieś. (dłonie do góry)

Ref. To idzie młodość... (marsz - pierwszy rząd wmaszerowuje od prawej za rząd drugi; rząd drugi z przodu a następnie wmaszerowuje od lewej za rząd pierwszy)


Nagranie w wykonaniu Mazowsza mozna znalezc tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=i1IdePplqng

Teraz tylko musze sie nauczyc tekstu, zapamietac te wymachy i gotowe. A moja role aktorska moge na szczescie odczytac z kartki sprytnie umocowanej w kajecie, w ktorym mam robic notatki. Uff.

Dalsze szczegoly opisze we wlasciwym czasie (jak go tylko znajde!). Teraz lece na probe ;-)

środa, 12 listopada 2008

Z unijnego podworka

Wracaja do lask krzywe ogorki i bulwiaste marchewki! Dopiero co mielismy dyskusje, czy krzywe banany smakuja tak samo, jak te dopuszczone do sprzedazy, a tu prosze – dzis sie ukazal komunikat prasowy, ze w ramach ograniczania biurokracji beda upraszczane unijne przepisy. Od 1 lipca bedzie mozna kupowac 26 nienormowanych produktow, w tym niewymiarowe ogorki, czeresnie czy groch i brukselke (choc nie bardzo wiem, jak te dwa ostatnie warzywa moga nie spelniac norm).

Z kolei w przyszlym tygodniu, 18.11., ustanowiono Europejski Dzien Wiedzy o Antybiotykach i jak wracam z francuskiego to widze wielki plakat promujacy ‘babcine’ sposoby walki z przeziebieniem czy grypa - naduzywanie lekow moze ponoc powodowac antybiotykoodpornosc drobnoustrojow i proste zakazenia beda nieuleczalne. Dodatkowo maja byc polaczone sily roznych krajow w walce z rzadkimi chorobami (komunikat z wczoraj).

A ja dzis caly dzien archiwizowalam dokumenty (fakt, ze mi sie zrobily zaleglosci z jakis 2 miesiecy, bo zawsze mialam wazniejsze rzeczy i moje biuro bylo zalane teczkami). Nie ma jak sie zajmowac konstruktywna praca!

O EPSach w Wyborczej

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,67738,5894211,Praca_w_unijnej_administracji.html

Dobrze, ze chociaz tym razem nie powypisywali bajek o rzekomych darmowych biletach na podroze do kraju, barach i bezplatnych fitnesach czy zwrocie kosztow na umeblowanie mieszkania (tak nas kiedys opisala 'Rzeczpospolita'). Natomiast autor chyba nie do konca sprawdzil ceny wynajmu, bo za 600 euro to co najwyzej malenka kawalerke mozna znalezc, albo pod uwage brany jest sam czynsz, do ktorego dochodza jeszcze oplaty za wode, prad, ogrzewanie itd. I co jak co, ale Belgowie raczej nie zawyzaja sredniej w znajomosci jezykow obcych (tylko czesc z nich mowi i po flamandzku i po francusku).

Z tego wynika, ze po przeczytaniu artykulu trzeba jeszcze zagladac do komentarzy na forum. I wszystkiego mozna sie dowiedziec z domowego fotela ;-)

poniedziałek, 10 listopada 2008

Patriotycznie

W Brukseli, w 90 rocznice odzyskania przez Polske niepodleglosci w Konserwatorium Krolewskim planowany jest koncert ‘Muzyczne krajobrazy Polski’ autorstwa Krzesimira Debskiego (znanego m.in. jako kompozytora muzyki do seriali ‘Klan’, ‘Zlotopolscy’ czy ‘Na dobre i na zle’). W Polsce tez wszyscy szykuja sie do swietowania 11 listopada. Orkiestry wojskowe cwicza hymn narodowy, z szaf wyciagane sa flagi, w kosciolach odprawione beda msze za pomyslnosc Ojczyzny.

I tak tylko sie zastanawiam, czy w dziesiejszych czasach taka wznioslo uroczysta wersja patriotyzmu jest nadal aktualna. Nie mam nic przeciwko mszom czy paradom, ale dla wiekszosci Polakow jest to tylko dzien wolny od pracy. W Belgii tez jest wszystko pozamykane, tylko Instytucje unijne o dziwo pilnie tego dnia pracuja. I w sumie nic straconego, bo deszczowo i wietrzne, wiec by sie nigdzie nie wyjechalo, to po co siedziec bez sensu w domu. Zreszta i tak zamiast czytac Mickiewicza siegnelabym po Cejrowskiego (to nasze ostatnie odkrycie – czyta sie doskonale). Ladniejsza pogoda jest zazwyczaj 3 maja, ale wtedy tez wszyscy zamiast o kraju mysla o dlugim weekendzie.

Tymczasem Belgia swoje swieto narodowe obchodzi 21 lipca. Dzien wczesniej uroczystosci zaczynaja sie koncertem na placu du Jeu de Balle. Rok temu bylam na nim z goscmi z Polski, dostalismy kapelusze Viva-t-Bruxelles, byla lekcja tanca dla publicznosci, a nastepnie koncert belgijskich ‘gwiazd’, wspolczesnych i gasnacych – wtedy akurat spiewal flamandzki zespol Nicole&Hugo, ktory w 1971 roku (!) godnie reprezentowali Belgie w konkursie Eurowizja; przedstawili swoj najwiekszy hit ‘Goeiemorgen morgen', co sie czyta chujemorhen morhen (a znaczy ‘Dobrego poranka’) i moi polscy znajomi byli oburzeni, ze dorosli ludzie, a spiewaja takie nieprzywoite teksty ;-) Ale byla to swietna okazja poznac tutejszych artystow rangi np.Maryli Rodowicz. Nastepnego dnia w parku przy palacu krolewskim dzieci graja w gry sportowe, jest mnostwo straganow reklamujacych rozne organizacje. Po poludniu mozna podziwiac przejezdzajace konie, czolgi i samochody wojska, policji, pogotowia i strazy pozarnej (i zawsze troche mnie stresuja przelatujace nad glowa samoloty wojskowe). A wieczorem jest piekny i huczny pokaz sztucznych ogni. I generalanie wszyscy sie spotykaja i dobrze bawia - http://www.balnational.be/. Podobno rownie sielsko-towarzyska atmosfera jest we Francji 14 lipca. A w Holandii pod koniec kwietnia urodziny krolowiej hucznie obchodzone sa w calym kraju (wszyscy przebieraja sie na pomaranczowo, w miastach organizowane sa pchle targi, festyny i zabawy).

Epsy, czerpiac wzorce z roznych zrodel, zorganizowali wczoraj 'Wieczor piosenki zolnierskiej'. Tym razem poza nazwiskiem ja nie mialam nic wspolnego z wymysleniem i przygotowaniem calej imprezy, ale z najwieksza przyjemnoscia dolaczylam. Akompaniowal nam akordeonista, ktory nie dawal odpoczac naszym gardlom - tylko od czasu do czasu robilismy przerwe na schabowego czy barszczyk z pasztecikami. Spiewalismy szlagiery takie jak 'O moj rozmarynie' czy 'Palacyk Michla', o legionach, o ulanach, o szarej piechocie. Jakby dokladnie popatrzec na teksty, to sa one strasznie smutne, ale spotkanie i tak udalo sie doskonale. Pomieszalismy co prawda muzyke z powstan i I i II wojny, ale w sumie dobrze sobie od czasu do czasu wszystko przypomniec, bo jeszcze troche, a jedyne co bedziemy znac, to 'Mazurek Dabrowskiego'.

I czy nie lepiej tak gromadnie i radosnie? Z okrzykami ‘Wiwat Polska’, a nie tylko z defiladami i nudnymi przemowieniami. Rozumiem, ze 1 listopada jest dniem zadumy. Ale odzyskanie niepodleglosci czy uchwalenie konstytucji? Jakies ponuraki sa z nas.

PS Dokladnie dwa lata temu bylam ze znajomymi w Barcelonie. Na te okolicznosc nakrecilismy nawet filmik, ze jest 11 listopada, zapadl zmrok, a temperatura wciaz ponad 20 stopni. I w grupie Polakow jak najbardziej pamietalismy, jaki to dzien. I sangria wypilismy toast za dalasza pomyslnosc. I bylo wesolo. I poniekad patriotycznie.

PS2. A swoja droga, jak sie zastanowic, to kto wie, gdzie jest 'Oka jak Wisla szeroka'? I to bez sprawdzania w Wikipedii!

niedziela, 9 listopada 2008

50tki

Juz od zeszlego roku co rusz swietowane sa jakies 50te rocznice. Zaczelo sie od podpisania Traktatu Rzymskiego w 1957 roku i (wedlug mojej interpretacji) najbardziej zasluzeni urzednicy zostali zaproszeni do wziecia udzialu w pamiatkowym zdjeciu i filmiku (ja stoje w daszku piatki ;-)).




W pazdzierniku Belgowie swietowali 50te urodziny Smerfow (poczta wydrukowala nawet specjalne znaczki), w muzeum zabawek w Mechelen stworzono wystawe “50 lat Lego – Trzy pokolenia budowania”, tyle samo lat ma brukselskie Atomium zbudowane podczas Wystawy Swiatowej tego pamietnego roku.

Rowniez Polacy przejeli ta mode na piecdziesiatki – 16 pazdziernika 1958 byla premiera ‘Kabaretu Starszych Panow’ i choc przewidywali jedynie, ze "z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej, zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej", to maja swoich wiernych fanow do dzis dnia.

Pod takim naporem rocznic i okazji, zebrala sie grupka entuzjastow z ‘parciem na szklo’ i tworzy w Brukseli show ‘Sweet 50s i deSOCJALizacja’ – wystep niestety bedzie jednorazowy, ale zapadnie im z pewnoscia na dlugo w pamieci. Byl juz swego czasu ‘Koncert Sopot 73’, byl ‘Dyzma Café – lata 20te, lata 30te’, nadszedl zatem czas, zeby wyposrodkowac i wybor padl na 50tke. Scenariusza zdradzac nie bede, zreszta znam tylko jego zarys i jest on wciaz poddawany przerobkom. Nasz polski chorek tradycyjnie bierze udzial w dopracowywaniu oprawy muzycznej przedstawienia i w piatkowe wieczory, po przerobieniu piesni na niedziele, koled na grudniowe koncerty, kiedy glos juz nam siada i padamy ze zmeczenia, cwiczymy jeszcze przeboje Mazowsza. I mamy przy tym sporo smiechu i zabawy. Tu, dla przypomnienia, teksty dwoch piosenek:

JAK PRZYGODA TO TYLKO W WARSZAWIE

W tym mieście codziennie od rana
Przeżywasz to samo co krok:
Zdumienie! - ulica nieznana,
Olśnienie - nieznany ci blok.
Dziś rano twe dłonie dziewczęce
Mieszały i wapno i piach
Wieczorem olśnienie w kwiecistej sukience
Ładna jesteś jak...
Ładna jesteś jak kwiat.
Jak przygoda – to
Tylko w Warszawie, w Warszawie.
Jak Warszawa – to
W maju, gdy kwitną bzy.
A jak tańczyć – to
Tylko walczyka w Warszawie.
A jak walczyk – to
Z panną taką jak ty!
Królu Zygmuncie!
Powiedz nam, czyś
Widział Warszawę
tak piękną, jak dziś?
Jak przygoda – to
Tylko w Warszawie...

CYT... CYT...

Nocka szumiała, nocka wołała,
Ciepła nocka go z domu wygnała.
Otwórz, dziewczę, drzwi!
Matka, ojciec śpi,
Ojciec, matka śpi,
Otwórz dziewczę mi!
Cyt... cyt... skrzypią drzwi.
Jasiu, nie otworzę Ci!
Cyt... cyt... ojciec śpi.
Obudzi śię, będzie zły.
Cyt... cyt... szczekną psy.
Będą plotki w całej wsi.
Jasiu nie zwlekaj!
Ojciec idzie, uciekaj!
A z rana, z rana, pięknie ubrana
Stoi w okienku, jak malowana.
Stoi w okienku, jak w doniczce kwiat.
Oczy pełne łez, zamknął jej się świat.
Cyt... cyt... oj! Jak źle.
Przyjdź, Jasieńku, weźże mnie!
Bez kochania bardzo źle.
Cyt... cyt... nie bądź zły!
Jasiu ,już otworzę Ci,
Chociaż skrzypią drzwi
I szczekają we wsi psy.
Hej, ha! Wezmę Cię!
Ojcu, matce skłonię się.
Hej, ha! Dziewczyno!
Będziesz moją jedyną.
Hej, ha! Niewiele, będzie we wsi wesele.
Hej, ha! Wesele za trzy-cztery niedziele!
Hej, ha! Raz dwa, trzy! Będzie rejwach w całej wsi!
Hej, ha! Od ucha! Weselisko ucha, cha!


W celu czerpania pomyslow wczoraj choralnie poszlismy na 'La melodie du bonheur' ('Dzwieki muzyki' - po francusku - moj ulubiony musical), w ktorym role Kurta gra synek naszej dyrygentki. A za dwa tygodnie trojka chorzystow wystepuje w 'Fiddler on the Roof' ('Skrzypku na dachu' - po angielsku) i tez sie razem wybieramy. Jak sie jeszcze do tego doda 'High School Musical 3', ktory wlasnie widzialam w kinie, to mozna uznac, ze dokonalismy pelnej inwigilacji konkurencji i bedziemy doskonale przygotowani do naszego wystepu! Howgh!

PS A wczorajsza sztuka byla o tyle niezwykla, ze z profesjonalnymi aktorami grala 7 dzieci. I wypadli wspaniale. Na scenie stala ogromna ksiazka, na ktorej pojawialy sie tla do roznych scen i z ktorej wychodzili aktorzy, takze w sumie na nieduzej przestrzeni udalo sie odtworzyc calosc. Zreszta sam musical jest tez super. Tu kilka przykladow:

Favourite things http://www.youtube.com/watch?v=j9KwlIHcmq4
I Have Confidence http://www.youtube.com/watch?v=LwMFcI71tuQ&feature=related
So long, Farewell http://www.youtube.com/watch?v=HECJLH4onZk&feature=related

sobota, 8 listopada 2008

Gunther von Hagens

http://pl.wikipedia.org/wiki/Gunther_von_Hagens
http://www.supermozg.pl/supermozg/1,93062,5648698,Ludzkie_zwloki_jako_eksponaty_na_wystawie.html

Wreszcie udalo mi sie pojsc na wystawe von Hagens'a, ktora do stycznia jest w Brukseli. Nie bylam do konca przekonana, czy chce to ogladac, ale teraz nie zaluje. I wrecz uwazam, ze np.zdjecia porownawcze pluc palacza i zdrowego czlowieka powinny byc bardziej rozpowszechniane (te pierwsze byly tak czarne i paskudne, ze na pewno nigdy sie nie skusze na papierosa). Bylam tez pod wrazeniem mloteczka, kowadelka i strzemiaczka z ucha - w rzeczywistosci sa tak malenkie, ze dlugo musialam patrzec, zeby je zauwazyc pod szklana szyba. Ze znajoma generalnie stwierdzilysmy, ze przydalaby sie nam powtorka z czesci ciala, bo o ile serce, zoladek, watrobe poznajemy od razu (nawet jesli sa dotkniete choroba, to da sie rozpoznac), to np. do dwunastnicy czy sledziony nie mialysmy przekonania (a napisy niestety byly tylko francusku i niderlandzku, wiec trzeba bylo troche pomyslec, zeby sie zorientowac o co chodzi). Zaskoczyla nas tez trzustka, ktora na pierwszy rzut oka wygladala jak korzen, np. chrzanu. Mnie najbardziej zaciekawily nerki, zwlaszcza ze bylo porownanie przekroju zdrowej, z cysta (znacznie powiekszona i znieksztalcona) i z choroba autoimmunologiczna (wszystko jakby bylo zlane z jedno).

Jedynie co mi sie nie podobalo, to ogromny akcent stawiany na miesnie, zwlaszcza jak ciala byly ustawione w dziwny sposob - robily sekcje zwlok, graly w badmintona itp. Choc dzieki temu, ze mam zakwasy po czwartkowej gimnastyce moglam dokladnie popatrzec, ktory miesien mnie boli.

Generalnie nie moge uwierzyc jaka niesamowita maszyneria jestesmy i gdzie sie mieszcza te wszystkie organy (zwlaszcza jelita), uklady krwionosne, nerwowe itp (wszystkie byly pokazane z osobna). I dalsze doksztalcanie w tej dziedzinie bede juz kontynuowac na podstawie rysunkow, choc teraz znacznie prosciej bede sobie mogla wyobrazic gdzie dokladnie jest i z czym jak sie laczy zatoka przynosowa, jakie znieksztalcenia w ciele powoduje skrzywienie kregoslupa czy co sie dzieje z watroba przy naduzywaniu alkoholu.

środa, 5 listopada 2008

Belgijska sluzba zdrowia

Na poczatku roku, dokladnie 10 stycznia, poszlam do lekarza pierwszego kontaktu z goraczka, ale bez innych objawow. Pani doktor prowadzi cale moje dossier wszystkich problemow zdrowotnych (kazdego specjaliste, ktorego odwiedzam, mam prosic o wysylanie jej raportow), wiec przezornie od razu wyciagnela strzykawe i z miejsca sama zrobila mi badania (w jej gabinecie – wydzielonym pokoju w starej kamienicy - nie ma zadnej pielegniarki), wyslala je w trybie pilnym do laboratorium, ja mialam wrocic do domu, odpoczac i po paru godzinach zadzwonic. Jakby bylo bardzo zle, to miala zalatwic szpital, ale okazalo sie, ze wystarczylo skonsultowac sie ze specjalista, wypisala recepty i zwolnienie i po tygodniu mialam sie znowu do niej zglosic na badania kontrolne. Za wizyte u internisty z reguly od razu uiszcza sie oplate chyba 25 eur (pozniej za okazaniem rachunku czesc odzyskuje z ubezpieczenia), natomiast laboratorium mialo mi przyslac fakture. No i przyslalo. Badania byly w styczniu, rachunek dotarl… wczoraj (5 listopada). Takze o ile wyniki blyskawicznie faksuja do lekarza, to ze sciagalnoscia oplat sie nie spiesza. Ja w miedzyczasie sie przeprowadzilam i mialam robione duzo innych badan, a oni wciaz czekali.

Pani doktor tez jest dosc oryginalna, choc bardzo ja lubie. Belgijka, kolo 50tki, w stanie wojennym posredniczyla w przekazywaniu darow dla Polski i ma do nas duzy sentyment, chodzi na kurs niderlandzkiego, spiewa w chorze i wogole polowa wizyty schodzi nam zwykle na plotkach, ale poki co (odpukac) zawsze mi trafnie dobiera leki, wiec fachowcem jest dobrym, towarzysko jest tez bardzo sympatyczna, choc niechetna dawaniu zwolnienia z pracy. Natomiast to co mnie najbardziej zaskakuje, to te badania, ktore robia z miejsca. Dzieki temu kolezanka ze sklonnosciami do przeroznych alergii dowiedziala sie, ze wskaznik nietolerancji na ukaszenia pszczol czy os ma przekroczony ponad 300 razy.

Belgijscy lekarze maja jeszcze jedna ceche. O ile w Polsce zwykle roztaczano przede mna czarne wizje i przepisywano stosy lekow (rowniez profilaktycznie), to tutaj problemy z reguly sie umniejsza (coby nie powiedziec – bagatelizuje). Ja tylko nie moge sie zgodzic z brakiem lekow oslonowych przy podawaniu antybiotykow, ale co do reszty w sumie moze maja racje. Ponoc w rankingach na najbardziej schorowany narod wygrywaja szukajacy dziury w calym Polacy, a Belgowie trzymaja sie calkiem dobrze…

http://wiadomosci.onet.pl/1833111,11,item.html

PS W ramach dbania o zdrowie do pilatesu dolaczylam ostatnio gimnastyke z fizykoteapeutka skoncentrowana na kregoslupie (co wcale nie jest takie banalne, za to bardzo oryginalne – na kazdych zajeciach mamy inny sprzet do cwiczen, np. skakanki, krzesla, pilki i jako podklad muzyczny sluchamy chorkow dzieciecych). Poza tym mam plan, ze bede regularnie chodzic... do kina ;-)

wtorek, 4 listopada 2008

Pshy-bie-sheh-lih do Bet-le-jem

Juz raz pisalam o problemach z polska wymowa na przykladzie koled (dla przypomnienia tu jest link). Otoz chorzysci jakos sobie poradzili i tak wyglada fonetyczny zapis 'Przybiezeli do Betlejem', wedlug ktorego teraz beda spiewac (opiera sie na angielskiej wymowie):

Pshy-bie-sheh-lih do Bet-le-jem paster-she,
Grah-yawn skoch-ni-eh Dzie-tsawn-tech-ku nah li-she.

Hva-wah nah vy-so-kos-chih,
Hva-wah nah vy-so-kos-chih,
Ah pokooj nah she-mi.

Oda-va-li sveh u-kwonyvh po-ko-sheh,
To-bieh, z ser-tsa o-ho-tne-go,oh Bo-sheh.

Mih Goh tak-sheh Bog-iem,Zbav-tsawn yush zna-mih,
Ee z tsa-we-goh ser-tsavshys-tsih ko-ha-mih.

Jak widac, dla chcacego nic trudnego ;-) Ja sie za to mecze z francuska koleda Il est né le divin enfant

niedziela, 2 listopada 2008

Zaduszki

Dzis po mszy pojechalysmy na cmentarz w Ixelles. Pogoda byla znacznie lepsza niz wczoraj, takze mialysmy spacerek przed obiadem. Z waznych osobistosci udalo nam sie znalezc dwa groby rodziny Delhaize, na ktore siec supermarketow ufundowala wiazanki z firmowa wizytowka.
Na starej czesci cmentarza dosc powszechnie zamieszczano fotografie zmarlych:


Ale byly tez groby bardziej oryginalne, jak np. ponizej po prawej stronie jest figurka Alladyna:

To tez jest przyklad ciekawego nagrobka:


Najnowsza czesc cmentarza wygladala dokladnie tak samo jak na Bruxelles-Evere wczoraj. Las drewnianych krzyzy lub desek z nazwiskami.
A to sektor dla urn ze skremowanymi zwlokami:

I choc w Belgii nie ma zwyczaju zapalania zniczy na grobach, to dosc powszechnie stawiano donice z kwiatami.
Choc i tak napiekniejsze chryzantemy sa na Ambiorixie:

A przy wejsciu do mojej kamienicy atmosfera juz adwentowa:
Ja jeszcze dzis zachowalam szczatki barbarzynskiej tradycji halloweenowej i na obiad usmazylam raczuchy z dyni. W smaku wyszly troche marchewkowe, a wygladaly tak (zreszta nadal tak wygladaja, bo po smazeniu z reguly przechodzi mi apetyt i zostawilam wiekszosc na kolacje):

A to juz sprawdzony dobry przepis:

Składniki
800 g dyni
2 łyżki masła lub margaryny
4 łyżki cukru pudru
100 g tłuszczu
1 szkl mąki
2-3 łyżki śmietany
3 jajka
sól
Opis przygotowania
Dynię umyć, obrać z twardej skórki, usunąć pestki. Miąższ zetrzeć na tarce o dużych otworach. Jajka umyć, oddzielić żółtka od białek. Masło utrzeć z cukrem i żółtkami, połączyć ze śmietaną, dynią i ubitą pianą z białek przesypując przesianą mąką, posolić. Tłuszcz rozgrzać, nakładać łyżką niewielkie racuszki i smażyć z obu stron na jasnozłoty kolor.

I jeszcze kilka innych propozycji, co mozna zrobic z dynia: http://www.pumpkingutter.com/gallery2/main.php

sobota, 1 listopada 2008

Wszystkich Swietych

Tak caly czas nie moge sie zdecydowac, czy lubie 1 listopada. Z jednej strony jest zazwyczaj chlodno i dzdzysto (tego nie lubie), calodzienne chodzenie po cmentarzach jest meczace i nuzace (to jest obiektywna ocena), ale zazwyczaj spotyka sie znajomych i krewnych, ostatnie zeschniete liscie szeleszcza pod stopami, a znicze tworza ciepla aure i sprawiaja, ze zimne i ponure cmentarze staja sie tego dnia bardziej przyjazne (i tego mi troche brakuje w Brukseli).

W tym roku tak sie zlozylo, ze zostalam w Belgii. I zeby tradycji stalo sie zadosc, pojechalismy na Cimetière de Bruxelles , najwiekszy tutejszy cmentarz, na ktorym w sektorze brytyjskim, na koncu Grande Avenue, znajduja sie mogily 21 polskich zolnierzy poleglych podczas wyzwalania Belgii. Aby tam dojsc, trzeba od glownego wejscia kierowac sie caly czas prosto i przy drugim 'rondzie' skrecic w lewo. Lacznie jest tam pochowanych 710 osob, ktore zginely pod koniec II wojny swiatowej i 54 ofiar I wojny. Na kazdej tablicy jest znak wskazujacy na pochodzenie zmarlego - na polskich jest orzel (w dodatku przed nami ktos juz zapalil znicze i polozyl czerwone roze, wiec bylo tym latwiej trafic; przy nas doszly jeszcze dwie polskie rodziny z dziecmi i z braku zniczy zapalono przy nich swieczki do podgrzewaczy lub zwykle swiece). Oprocz tego na wielu grobach byly liscie klonowe Kanadyjczykow, groby Grekow, Jugoslowian i innych. Byly tez tablice nieznanych zolnierzy z napisem 'Known unto God'.

Zanim dzis tam pojechalam, zostalam dokladnie poinstruowana przez znajoma, ktora na zajecia francuskiego zrobila prezentacje na temat brukselskich cmentarzy, dokad nalezy pojsc. To dzieki materialom przez nia zebranym dowiedzialam sie, ze wlasnie na Bruxelles-Evere pochowany jest Charles de Brouckère, czwarty burmistrz, ktory w 1855 roku zainicjowal instalacje pierwszego nowoczesnego wodociagu w miescie. Dzis jego imie nosi jedna z najwazniejszych stacji metra. My znalazlysmy grob jednego z jego nastepcow - w wielkim grobowcu lezy Jules Anspach, ktory dokonal znacznej przebudowy miasta, a teraz poswiecona jest mu jedna z glownych arterii Brukseli.

Z innych ciekawostek, na Forest lezy Frederic Neuhaus, tworca pierwszych pralinek. Na Ixelles znajduja sie groby rodziny Delhaize, zalozycieli sieci sklepow w 1867 (ja w supermarketach pod ta nazwa najczesciej dzis robie zakupy). Jest tam rowniez pochowana Anna Boch, jedyna osoba, ktora zakupila obraz Van Gogha za jego zycia oraz Victor Horta, najslawniejszy architekt art nouveau w Brukseli. Na Skarbku lezy René Magritte, kluczowy belgijski surrealista.

Dzis na cmentarzu, mimo paskudnej pogody, zimna i deszczu, ktory z mzawki co chwila zmienial sie w ulewe, bylo troche przechodniow (zwykle slyszalo sie polskie glosy) i przy wejsciu mozna bylo kupic doniczki z kwiatami.

Znalazlysmy tez sektor z nowymi grobami (wiekszosc z nich nie miala tradycyjnych krzyzy) i specjalnie wydzielona czesc cmentarza dla ofiar pozaru, ktory 22 maja 1967 zniszczył dom towarowy „L’innovation” w Brukseli. Podobno byl to najwiekszy po II wojnie swiatowej pozar w Europie, w ktorym zginely 322 osoby, glownie kobiety i dzieci. Polaczyl ich zupelny przypadek. Teraz na nieduzym terenie regularnie ustawiono czarne tablice i przy kazdej z nich wbita byla w ziemie doniczka z jaskrawo fioletowymi wrzosami.

I jak tak pochodzilam troche po cmentarzu wyszukujac zupelnie obcych mi ludzi, to mi sie troche zatesknilo za polskimi cmentarzami, gdzie czulabym zapach zniczy, mijala tlumy ludzi (znajomych lub nie), przypomniala sobie zmarlych krewnych, wziela udzial we mszy w Justynowie. Podobno w Polsce bylo dzis bardzo cieplo i slonecznie...