sobota, 1 listopada 2008

Wszystkich Swietych

Tak caly czas nie moge sie zdecydowac, czy lubie 1 listopada. Z jednej strony jest zazwyczaj chlodno i dzdzysto (tego nie lubie), calodzienne chodzenie po cmentarzach jest meczace i nuzace (to jest obiektywna ocena), ale zazwyczaj spotyka sie znajomych i krewnych, ostatnie zeschniete liscie szeleszcza pod stopami, a znicze tworza ciepla aure i sprawiaja, ze zimne i ponure cmentarze staja sie tego dnia bardziej przyjazne (i tego mi troche brakuje w Brukseli).

W tym roku tak sie zlozylo, ze zostalam w Belgii. I zeby tradycji stalo sie zadosc, pojechalismy na Cimetière de Bruxelles , najwiekszy tutejszy cmentarz, na ktorym w sektorze brytyjskim, na koncu Grande Avenue, znajduja sie mogily 21 polskich zolnierzy poleglych podczas wyzwalania Belgii. Aby tam dojsc, trzeba od glownego wejscia kierowac sie caly czas prosto i przy drugim 'rondzie' skrecic w lewo. Lacznie jest tam pochowanych 710 osob, ktore zginely pod koniec II wojny swiatowej i 54 ofiar I wojny. Na kazdej tablicy jest znak wskazujacy na pochodzenie zmarlego - na polskich jest orzel (w dodatku przed nami ktos juz zapalil znicze i polozyl czerwone roze, wiec bylo tym latwiej trafic; przy nas doszly jeszcze dwie polskie rodziny z dziecmi i z braku zniczy zapalono przy nich swieczki do podgrzewaczy lub zwykle swiece). Oprocz tego na wielu grobach byly liscie klonowe Kanadyjczykow, groby Grekow, Jugoslowian i innych. Byly tez tablice nieznanych zolnierzy z napisem 'Known unto God'.

Zanim dzis tam pojechalam, zostalam dokladnie poinstruowana przez znajoma, ktora na zajecia francuskiego zrobila prezentacje na temat brukselskich cmentarzy, dokad nalezy pojsc. To dzieki materialom przez nia zebranym dowiedzialam sie, ze wlasnie na Bruxelles-Evere pochowany jest Charles de Brouckère, czwarty burmistrz, ktory w 1855 roku zainicjowal instalacje pierwszego nowoczesnego wodociagu w miescie. Dzis jego imie nosi jedna z najwazniejszych stacji metra. My znalazlysmy grob jednego z jego nastepcow - w wielkim grobowcu lezy Jules Anspach, ktory dokonal znacznej przebudowy miasta, a teraz poswiecona jest mu jedna z glownych arterii Brukseli.

Z innych ciekawostek, na Forest lezy Frederic Neuhaus, tworca pierwszych pralinek. Na Ixelles znajduja sie groby rodziny Delhaize, zalozycieli sieci sklepow w 1867 (ja w supermarketach pod ta nazwa najczesciej dzis robie zakupy). Jest tam rowniez pochowana Anna Boch, jedyna osoba, ktora zakupila obraz Van Gogha za jego zycia oraz Victor Horta, najslawniejszy architekt art nouveau w Brukseli. Na Skarbku lezy René Magritte, kluczowy belgijski surrealista.

Dzis na cmentarzu, mimo paskudnej pogody, zimna i deszczu, ktory z mzawki co chwila zmienial sie w ulewe, bylo troche przechodniow (zwykle slyszalo sie polskie glosy) i przy wejsciu mozna bylo kupic doniczki z kwiatami.

Znalazlysmy tez sektor z nowymi grobami (wiekszosc z nich nie miala tradycyjnych krzyzy) i specjalnie wydzielona czesc cmentarza dla ofiar pozaru, ktory 22 maja 1967 zniszczył dom towarowy „L’innovation” w Brukseli. Podobno byl to najwiekszy po II wojnie swiatowej pozar w Europie, w ktorym zginely 322 osoby, glownie kobiety i dzieci. Polaczyl ich zupelny przypadek. Teraz na nieduzym terenie regularnie ustawiono czarne tablice i przy kazdej z nich wbita byla w ziemie doniczka z jaskrawo fioletowymi wrzosami.

I jak tak pochodzilam troche po cmentarzu wyszukujac zupelnie obcych mi ludzi, to mi sie troche zatesknilo za polskimi cmentarzami, gdzie czulabym zapach zniczy, mijala tlumy ludzi (znajomych lub nie), przypomniala sobie zmarlych krewnych, wziela udzial we mszy w Justynowie. Podobno w Polsce bylo dzis bardzo cieplo i slonecznie...

Brak komentarzy: