piątek, 21 listopada 2008

Aniolki Charliego

W pracy mamy 4 unity (dzialy) tworzace jeden dyrektoriat, na czele ktorego stoi dyrektor majacy do pomocy kilka osob (u nas akurat grupke kobiet, ze mna wlacznie, i jednego kolege). Wczoraj mielismy w zabawny sposob sie zaprezentowac na spotkaniu majacym na celu wzmocnienie wiezi miedzy pracownikami. Dyrektor jest wiekowy (w przyszlym roku odchodzi na emeryture), wiec najpierw go chcielismy przedstawic jako Gandalfa z ‘Wladcy pierscieni’, ale wtedy my bysmy byli hobbitami tudziez orkami. Potem wzielismy na tapete Harrego Pottera i Dumbledore, ale tam rowniez nie ma wystarczajacej ilosci rol zenskich. No i nasz trzeci pomysl, to… Aniolki Charliego! ;-)

I to byl strzal w dziesiatke!

Dyrektora usadzilismy na plazowym lezaczku z przewieszonym recznikiem w palemki tylem do publicznosci, a w rekach trzymal telefon i szklanke z drinkiem z palemka. Widownia widziala tylko wystajace rece z rekwizytami i przyczepiony do lezaka plakat:


Kolega – korespondent budzetowy dokonal naszej prezentacji:

· Sekretarka – ekspertka od Adonisa (wewnetrznego systemu do rejestracji i archiwizacji dokumentow) weszla z wielka figurka Adonisa (tak naprawde byla to raczej kopia Dawida dluta Michala Aniola, ale doskonale sie sprawdzila dla naszych potrzeb)
· Sekretarka od delegacji (zwanych u nas misjami) weszla przy dzwiekach motywu muzycznego z ‘Mission Impossible’ ubrana w bojowki, z plecakiem, lornetka i krotkofalowka
· Ja zostalam ochrzczona hakerem kalkulatorowym i wkroczylam zawziecie stukajac w wielki kalkulator podwedzony na ta okolicznosc dyrektorowi i trzymajac teczke, w ktorej na codzien dostaje transakcje do sprawdzenia (sluzbowo bowiem jestem tez specem, tyle ze od systemow finansowych i kontroli platnosci wychodzacych z naszego dyrektoriatu, czyli tych 4 unitow)
· Kadrowa trzymala w rekach wielki kosz pelen lalek Barbie i Kenow i zostala mianowana head hunterem (lowca glow)

A na koniec nasz specjalista od budzetu z cygarem w zebach przyznal, ze on za to wszystko placi i z kieszeni w marynarce wyrzucil plik falszywych dolarow z belgijskiego parku rozrywki – Walibi ;-)

Generalnie nasza prezentacja udala sie nadspodziewanie dobrze, zwlaszcza, ze jej przygotowanie zajelo nam nie wiecej niz pol godziny plus szukanie rekwizytow w domach.

I niech nikt nie mowi, ze urzednicy to nudziarze!

PS A teraz wszyscy zartuja, ile czasu dyrektor cwiczyl swoja role ;-)

PS2. Na wszelki wypadek dodam jeszcze, ze przygotowywanie prezentacji mialo miesce poza czasem pracy.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Epsko, pisz ciut wiecej o pracy! To sa naprawde fajne historie dla ludzi z zewnatrz! Mnie to interesuje takze dlatego, ze w przyszlym roku sprobuje swoich sil w konkursie EPSO (w dwoch dziedzinach), a latem mam staz w Komisji Europejskiej. :-) Pozdrawiam cieplo.
Reine Marguerite

Aga pisze...

O, to gratuluje stazu!!! I trzymam kciuki za konkurs!!! Co do pracy, to, tak jak pisalam, zajmuje sie sprawami finansowymi, ktore albo sa straaasznie nudne, albo obejmuje mnie tajemnica sluzbowa - w obu przypadkach nie ma o czym pisac ;-) Ale jak tylko bedzie cos ciekawszego, to nie omieszkam wspomniec!
A teraz tradycyjnie... biegne na probe ;-)