Mialam troche przerwy w blogowaniu, bo caly tydzien spedzilam w Polsce krazac na trasie Warszawa - Justynow – Warszawa – Drohiczyn – Warszawa – Justynow – Warszawa – Bruksela. Zaliczylam kilkakrotnie podroz koleja na zmodernizowanym odcinku miedzy Skieniewicami a Lodza, pojezdzilam troche po stolicy zachwycajac sie przestrzenia zachowana miedzy budynkami w porownaniu z BXLa, udalo mi sie zobaczyc musical w Teatrze Roma (rewelacja!!!).
Jedynym negatywnym aspektem urlopu byla niespodzianka mojej rodzinki, ktora w tajemnicy zlikwidowala moj pokoj, skutkiem czego w moim bagazu w stronie powrotna znalazla sie glownie czesc rzeczy, ktore po mnie jeszcze zostaly. Ale i tak okazalo sie, ze kolezanka mnie przebila z przywozonym z Polski bagazem, bo jej Mama przygotowala cala serie sloikow z przetworami i kiedy zostaly zaladowane do walizki okazalo sie, ze nie ma czym ich zabezpieczyc przed stluczeniem i jedynym pomyslem bylo owiniecie ich w… papier toaletowy. Jak sie o tym dowiedzialam, to sobie ja od razu wyobrazilam, jak teraz siedzi w domu i papier zawija w rolki, ale ponoc miejsca bylo na tyle duzo, ze nie trzeba bylo nawet ich rozwijac. Tym sposobem ma zapas papieru na kolejny rok, a walizka po otwarciu przypominala walizki przemytnikow, tylko zamiast zwitkow pieniedzy byl papier o nieco nizszej wartosci ;-)
Juz kiedys pisalam, co jak co, ale pomyslowosci to nam nie brakuje. Choc i tak na przedstawieniu ‘Upior w operze’ w Romie zaniemowilysmy z zachwytu nad niektorymi rozwiazaniami technicznymi i iloscia drobnych niespodzianek dla widza. Nie bede zdradzac wszystkich tajemnic, ale nie umiem sobie wyobrazic, gdzie udalo sie upchnac za kulisami wszystkie dekoracje, ktore poza imponujacym wygladem byly gigantycznych rozmiarow (wielkie schody operowe, zlocony gabinet dyrektorski, jezioro i kryjowka Upiora to tylko kilka przykladow). Krysztalowy zyrandol spadl prawie na nas, Upior pojawial sie w kilku miejscach rownoczesnie (to akurat moge sobie wytlumaczyc, ze aktorzy sie wymieniali), dyrygent z dlugimi blond wlosami, ktory byl przedstawieniem sam w sobie, do zludzenia przypominal nam jedna znajoma i kiedy wyszedl na scene na koniec zbierac brawa, nagle na czele orkiestry wylonila sie podobna blond glowa i zaczela dyrygowac. Do tego zupelnie zdebialysmy jak na koniec Upior przykryl sie plaszczem i zniknal i zostala po nim tylko maska… Natomiast pomijajac wszystkie gadzety i triki, wykonanie bylo mistrzowskie i choc rozumiem, ze mozna miec wybity glos, piekny wyglad czy byc wspanialym tancerzem/tancerka, to posiadane tych wszystkich zalet rownoczesnie (co ma miejsce w przypadku odtworczyni roli Christine) jest juz lekka przesada. Musical polecam kazdemu i jak tylko bede miala jeszcze okazje nocowac w Warszawie, to w pierwszej kolejnosci sprawdze repertuar teatrow.
Tu link do nagrania w wykonaniu glownych bohaterow z obsady, ktora widzialam na zywo:
http://www.youtube.com/watch?v=8ZUJZzRNKZg
I moja ulubiona scena:
http://www.youtube.com/watch?v=jgwumWcRulc&feature=related
W tak podnoslych uroczystych nastrojach nastepnego dnia jechalismy na wesele kolezanki – Epski do Drohiczyna, ale to juz jest zupelnie inna historia…
środa, 29 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz