sobota, 18 października 2008

O tym...

jak znowu mam wiecej szczescia niz rozumu ;-)

W moim mieszkaniu, ktore wynajmuje od 9 miesiecy, w kuchni stoi przedziwne ustrojstwo. Na gorze ma 4 plyty grzewcze, ponizej piekarnik, o ktorym caly czas bylam przekonana, ze nie dziala, a na samym dole - mala zmywarke. Od lutego meczylam wlasciciela, ze piekarnik jest mi absolutnie niezbedny i zeby cos z tym fantem zrobil. Sama potajemnie kupilam w Polsce prodiz, ktory mi przewiezli znajomi i stalam sie dzieki temu ekspertka od okraglych ciast. Niedawno wlasciciel mojego mieszkania dal mi stara mikrofalowke, jako pocieszenie dla braku piekarnika, wiec generalnie przestalam natarczywie zglaszac zazalenia.

Dzis sie wybieralam na wycieczke do Forêt de Soignes. W ramach przygotowania do kilkugodzinnego marszu postanowilam zrobic sobie porzadne sniadanko z jajkami na twardo. Jak sie tam powoli gotowaly, a ja po zaparzeniu kawy i zrobieniu kanapek zaczelam sie troszke nudzic, od niechcenia zajelam sie sprawdzaniem roznych pokretel w kuchni. I udalo mi sie wlaczyc piekarnik!!! Szybko doszlam do wniosku, ze widocznie jest on sprzezony z jakims innym sprzetem i probowalam laczne wlaczenie piekarnika z plytka (nie dzialalo), wyciagiem (nie dzialalo) i... licznikiem czasu, jaki mam na mojej kuchenko-piekarniko-zmywarce. Eureka!!! I nawet jak sie mocniej zastanowic, to mam wspanialy sprzet, bo musze nastawic czasomierz, zeby cos upiec i jak sie zapomne, to on mi sie sam wylaczy!!!

Z radosci zmienilam plany obiadowe i pobieglam do sklepu po pizze. Piekarnik dziala doskonale. Pizza ze szpinakiem Dr Oetkera wyszla palce lizac!!!

Brak komentarzy: