niedziela, 5 października 2008

Sabat czarownic, czyli wieczorne dyskusje przy mohito

Limonke pokroic na czesci, wrzucic do szklanki. Dodac garsc lisci miety, wszystko ugniesc trzonkiem od tluczka na mieso, az poczujemy aromat miety. Szklanke dopelnic kruszonym lodem (lod kruszymy zawinietym w sciereczke mlotkiem lub tluczkiem). Wlac bialy rum. Dosypac cukier trzcinowy. Zamieszac. Wypic.

To jest przepis na kubanskie mojito (czyt.mohito), przy ktorym urzadzilysmy sobie zlot czarownic. Co prawda pojawila sie propozycja, zeby to bylo raczej spotkanie czarujacych kobiet, ktorymi przeciez rowniez jestesmy, ale sabat wygral, bo brzmi bardziej egzotycznie, nie trzeba sie malowac ani elegancko ubierac, a tluczek do miesa tworzy nieformalna atmosfere (odpowiedni sprzet maja tylko sztywniaki, a Epski technike zastepuja kreatywnoscia).

Plec meska byla rowniez zaproszona, ale mocno sie wzbraniala przed przyjsciem - dopiero po paru godzinach dwoch panow dotarlo, ale jak jednemu pofarbowalysmy wlosy sprayem, to drugi uciekl. Poza tym, kolo trzydziestki z czarodziejek (choc pojawialo sie tez okreslenie siks) robia sie z nas czarownice (czytaj: dojrzale kobiety) i niewiele naszych znajomych/partnerow jest w stanie takiemu zgrupowaniu sprostac.

Jest jednak co najmniej jeden wielki plus tego spotkania. Zaczyna sie ocieplac i przestaje padac ;-)

Brak komentarzy: