sobota, 6 listopada 2010

Co zrobic ze spochmurnieniem

W BXLi jeszcze zlota jesien. Choc aura juz listopadowa. Jak koncze prace jest ciemno, rano ciezko wstac. Wczoraj po deszczu slizgalam sie na mokrych lisciach zalegajacych na bruku, a dzisiaj zakupilam ciepla kurtke, zeby nie przechodzic szostej zimy w rzedu w szarym plaszczu. Teraz jeszcze potrzebuje kolorowej czapki i szalika i jestem gotowa na te najsmutniejsze i najbardziej ponure miesiace.

Zanim wiatr zdmuchnie ostatnie liscie z drzew, udalo mi sie pstryknac kilka fotek na trasie do pracy:




I z okna w biurze:




Juz niedlugo moze byc tak: http://epska-wieczorynka.blogspot.com/2009/12/narnia-cd.html

Adepci nadal chomikuja po parku i co oderwe wzrok od komputera w pracy, przez okno widze wciaz dziesiatki biegaczy. I sie usmiecham, bo choc jeszcze niedawno bylam ogromna entuzjastka ruchu na swiezym powietrzu, to ile zawodow zaliczylam w tym roku??? Zero. Nawet z wyscigu szczurow odpadlam juz jakis czas temu. Mialam robic 20 km w BXLi, ale sie przeziebilam, potem chcialam wziac udzial w polmaratonie na jesieni, ale pojechalam do Moskwy. I sezon sie skonczyl. Za to rozpropagowalam ta forme sportu wszerz i wzdluz, scignelam do siebie siodemke zawodnikow w Polski na maj i z tego co wiem, przynajmniej jedna osoba zlapala bakcyla - maz mojej kuzynki ciagal zone cale lato na rozne zawody jako widza, a ich synek w Tshircie z rysunkiem z jego ukochanej bajki 'Autka' i z transparentem: 'Moj Tata jest najszybszy' stal sie najlepszym kibicem i robil wieksza furore od samych biegaczy. A na przyszly rok zglaszaja mi sie juz kolejni chetni na 20 km BXL. Znajomi sie smieja, ze jestem doskonala 'trendsetterka' - propaguje nowa mode i jak tylko sie ona przyjmie, moja rola sie konczy i moge sie zajac czyms innym (teraz sie rozchórzam i umuzealniam, choc zbytnich tlumow za soba poki co nie widze).

Ale zeby nie bylo, nadal cwicze. Z kolezanka postawilysmy sobie za cel 3 razy w tygodniu isc na sport i po dwoch miesiacach od wdrozenia planu moge potwierdzic, ze nie jest zle. Te 3 razy nie zawsze nam wychodza, ale dwa juz tak (chodzimy na 'gimnastyke korekcyjna' i 1-2 razy w tygodniu wyglupiamy sie i skaczemy na Friskisie). I fajnie sie do tego motywujemy, bo jak jednej jakis dzien wypadnie, a druga pojdzie cwiczyc, to potem koniecznie chcemy 'nadrobic', zeby zadna nie byla lepsza (to jest taki piekny i pozytywny przyklad kobiecej zawisci i zazdrosci). I co prawda miesnie bola, ale jakos optymizmu nam przybylo. I dystansu do problemow, bo jak wszystkie nerwy na kolegow w pracy wyladuje na sali w przerwie lunchowej, to potem nie mam nawet sily sie juz na nich zloscic i klocic.

W dodatku przeczytalam ksiazke o urodzonych biegaczach (dosc szczegolowo opisana jest tu:  http://wyborcza.pl/1,76842,7662303,Bosy_maratonczyk.html). Autor udowadnia, ze czlowiek sie wyprostowal glownie po to, zeby glebiej oddychac - otworzyc gardlo, powiekszyc klatke piersiowa. U czworonogow organy wewnetrzne podczas biegu przemieszczaja sie - 'gdy przednie nogi geparda dotykaja ziemi, jego kiszki laduja w plucach, wypychajac tym samym powietrze na wewnatrz. Kiedy zas zwierze przygotowuje sie do kolejnego skoku, wnetrznosci slizgaja sie ku tylnej czesci ciala, umozliwiajac w ten sposob nabranie powietrza'. Wtedy na jeden krok przypada jeden oddech i tylko czlowiek umie je oddzielic. A to dzieki temu, ze my cieplote ciala regulujemy przez pocenie sie, a nie przez pysk i pluca. Wszystkie inne stworzenia przy przegrzaniu moga sie tylko zatrzymac, albo umrzec i tylko ludzie sa stworzeni do dlugiego biegania (acz niezbyt szybkiego). Bohaterowie ksiazki dowiedli, ze polowania nieustepliwe (gonienie zwierza az padnie) faktycznie byly sposobem na zdobywanie pozywienia przez naszych przodkow.

Z ciekawostek, badania wykazuja, ze od 19tego roku zycia nasza szybkosc gwaltowanie wzrasta, szczyt formy osiagamy w wieku 27 lat, po czym kondycja wolno spada i poziom 19latka w bieganiu osiaga sie ponownie w wieku... 64 lat!!!

Mamy jednak jeden mankament, nie pozwalajacy kazdemu z nas zostac maratonczykiem - mozg. On dba, by kazdy z nas na swoj sposob byl energoszczedny. Gdy tylko nadarza sie nam okazja zeby odpoczac i nabrac sil, wszyscy natychmiast z tego korzystamy. A ze rozwoj technologii coraz lepiej pozwala nam sie obijac, przestalismy byc wytrzymalymi, umiesnionymi lowcami-zbieraczami i zasiedlismy przed telewizorem czy komputerem oddawac sie kultowi wolnego czasu. Odebralismy naszemu cialu zajecie, do ktorego jestesmy stworzeni i cena jaka nam przychodzi za to zaplacic to nadcisnienie, cukrzyca, miazdzyca, zawal, depresja i wiele innych.

A co wiecej wszyscy jestesmy ofiarami powszechnie stosowanych systemow wychowawczych. 'Nie biegnij tak szybko, bo sie przewrocisz', 'Uwazaj, bo sie spocisz', 'Daj raczke' - to tylko kilka przykladow.

Moj mozg najwyrazniej nie akceptuje biegania, bo sie przy tym nudze jak mops, ale staram sie nadrabiac wedrowaniem (wtedy czytam wszystkie napisy i plakaty i sie doinformowuje o wydarzeniach kulturalnych czy nowych wystawach) i cwiczeniami (ktore sa tak swietna zabawa, ze nawet nie mysle o tym, ze wydatkuje energie).

A zeby nie bylo, ze prowadze taki zdrowy tryb zycia - jest jeszcze jeden sposob na radzenie sobie z szaruga jesienna. Czekolada! Znajoma (tez 'trendsetterka', ale w dziedzinie germanskich produktow) zrobila wspolne zamowienie dla kilku osob z austriackiej firmy Zotter (http://www.zotter.at/de/schoko-laden/trinkschokoladen.html) i teraz mam cale pudlo kostek do rozpuszczenia w goracym mleku, roztrzepania mikserem i wypicia na rozgrzewke, poprawe humoru, czy dla smaku (kupilam zestawy: orzech-nugat, burbon-wanilia, miod-cynamon i po jednej do wyprobowania: cynamon-banan, chili i gorzka klasyka). Sprowadzanie czekolad do Belgii jest jak noszenie drewna do lasu, ale musze przyznac, ze takich to tutaj sie nie uswiadczy. W dodatku okazalismy sie tak dobrymi klientami, ze przyznano nam nawet dodatkowy rabat (plus odjeto koszty przesylki). Trend picia goracej czekolady niewatpliwie tez zostanie utrzymany.


A potem najwyzej dolozymy dodatkowa godzine cwiczen w tygodniu ;-)


PS1 I jeszcze cytat Christophera McDoughall'a:

Bieganie jest zakorzenione w naszej zbiorowej wyobrazni, zas nasza wyobraznia zakorzeniona jest w bieganiu. Jezyk, sztuka, nauka, promy kosmiczne, 'Gwiazdzista noc' van Gogha, chirurgia naczyniowa - wszystko ma swoje korzenie w naszej zdolnosci biegania. Bieganie jest ta supermoca, ktora uczynila z nas ludzi. To oznacza, ze wszyscy ja mamy, kazdy z nas. 


PS2
Wyprostowanie sie czlowieka pierwotnego, otwarcie gardla i glebszy oddech dal nam jeszcze jedna umiejetnosc. Spiewania ;-) Z Londynu przywiozlam sobie z kolei ksiazke neurobiologa Daniela Levitin'a tlumaczaca, po co nam muzyka. Ale o tym bedzie pozniej.

Brak komentarzy: