poniedziałek, 8 grudnia 2008

Mikolajkowo-przedswiatecznie

Jestem po wizycie mojego kuzynostwa, serii bardzo intensywnych prob, koncertach w BOZARze (Brukselskiej filharmonii) i Katedrze i teraz nie dosc, ze nie moge sie przyzwyczaic do ciszy i wolnej przestrzeni w mieszkaniu po wyjezdzie gosci, to bez prob smieje sie, ze stracilam cel w zyciu ;-) Dzis jeszcze mialam przyjemny dzien, bo mi znajomi nadsylaja zdjecia, ktore zrobili siedzac na widowni i maile z gratulacjami, wiec mam co wspominac. A jest co!

Koncert 'Carols for Christmas' mimo kilku wpadek generalnie calkiem dobrze wypadl. Co prawda dyrygent sie nam spoznil na probe tuz przed wystepem, bo podobno gral na trabce na slubie znajomych. W ramach bonusu dla widzow w drugiej czesci koncertu wystapil goscinnie chorek z Rumunii i kiedy my w okolo 100-osobowym chorze z orkiestra symfomiczna siedzielismy na scenie, weszli z boku i zaczeli spiewac, nawet ladnie, ale przy akompaniamencie muzyki nagranej na syntezatorze ;-) Za to kiedy juz na koncowe utwory zapalono swiatla na sali, oprocz mojego kuzynostwa (ktore wiedzialam gdzie siedzi) udalo mi sie wypatrzyc na widowni kilku innych znajomych, wiec bylo mi bardzo milo.

Na wczorajszy koncert w Katedrze znajomi stawili sie jeszcze bardziej tlumnie i czesc z nich przezornie zaopatrzyla sie w aparaty i dzieki temu dzis zbieram zdjecia w koncertu. Teraz znajoma Holenderka, z ktora bedziemy spiewac koledy w pracy jest przerazona, ze 'Przybiezeli do Betlejem' prawidlowo spiewa sie szybciej niz cwiczymy, ale generalnie (prawie) wszystkim wystep bardzo sie podobal. W dodatku fajnie wyszly piosenki goralskie z akompaniamentem skrzypiec w wykonaniu jednej chorzystki z Zakopanego i nasze granie na kazoo ;-)

Teraz w planach mam jeszcze spiewanie jutro na wigilii w Reprezentacji jednego z polskich wojewodztw i od czwartku do srody codzienne koledowanie w pracy w czasie lunchu podczas zbiorki zabawek dla dzieci w szpitalach.

No i na swoj sposob czuc juz swieta…

Zreszta w centrum Brukseli sa juz swiatecznie ozdobione place i ulice, w gazetach jest coraz wiecej porad, co kupic na prezent, a w magazynach dla ekspatow pojawiaja sie artykuly tlumaczace tutejsze zwyczaje swiateczne.

I tak, zgodnie z niderlandzka tradycja, Swiety Mikolaj to nie Sanata Claus z duzym brzuchem i czapka z bialym pomponem. Sinterklaas jest znacznie bardziej podobny do swego pierwowzoru - biskupa z Miry. Nie przybywa z Laponii, tylko… z Hiszpani. Nie przywoza go renifery lecz statek parowy. Zamiast elfow ma do pomocy kontrowersyjnego pomocnika zwanego Zwarte Piet (Czarny Piotrek). Dawniej dzieci straszono, ze jak beda niegrzeczne, to Zwarte Piet zabierze je do Hiszpani (co z uwagi na klimat nie byloby chyba takie straszne ;-))). Nie jest do konca wyjasnione skad sie bierze czarny kolor skory Piotrusia: jedni mowia, ze od sadzy (bo przenosi prezenty przez komin), inni krytykuja Holendrow, ze ta postacia nawiazuja do czasow kolonialnych i niewolnictwa.

Mnostwo informacji i o Zwarte Piet i o Sinterklaasie jest na Wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zwarte_Piet
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sinterklaas

A na koniec zdjecie przebranego Siusiajacego Chlopczyka:

Brak komentarzy: