niedziela, 14 grudnia 2008

W zlobie lezy...

Bylo juz o komercyjnych zwyczajach swiatecznych, teraz troche tradycji. W koncu w Betlejem tez byly gospody, ale co wytrwalsi podazali wytrwale do stajenki.

My dzis po mszy mielismy spotkanie oplatkowe. Chor tradycyjnie spiewal pomimo braku naszej dyrygentki, jak skonczylismy to zabraklo talerzykow, wiec do jedznia zostaly nam tylko rzeczy, ktore sie da wziac w reke (glownie ciasta). Skoro nie rozpraszaly nas rozne przysmaki, nasza uwage zwrocila ilosc malych dzieci i kobiet w ciazy miedzy nami. Az sie smialismy, ze mozna by napisac niezla prace doktorska na temat 'Wplyw spiewu choralnego na rozrodczosc par znajdujacych sie na emigracji' (bo chorzysci wioda prym w dbaniu o ciagla podaz naszych nastepcow). Baaa, nawet model ekonometryczny mozna by sporzadzic, bo statystyki sa nieublagalne - na poczatek Nowego Roku spodziewamy sie trojki malych dzieciatek.

Po poludniu wybralam sie na spacer po miescie i przy okazji ponownie obejrzalam zlobki w Katedrze. Najbardziej mi sie podobal japonski - sam zlobek z Jezusem, za nim biala plachta ze szkicami Maryi i Jozefa, podswietlona od tylu i lekko bujajaca sie (co sprawialo wrazenie, ze postacie przyblizaja sie i oddalaja od zlobka). Z Polski reprezentowalo nas Opole - wystawilo szereg wyrzezbionych w drewnie i kolorowo pomalowanych postaci.

Natomiast najciekawszy zlobek pochodzi z Hiszpanii, typowe pueblo z mnostwem postaci, domkow, zwierzat (m.in. z kurami - Hiszpanie wierza, ze to kogut pierwszy zaanonsowal calemu swiatu swoim pianiem narodziny Jezusa). Kolega Meksykanin opowiadal, ze jak byl maly, to takie zlobki ustawiano w domu i kiedy zrobil dobry uczynek, to posuwal swoja figurke blizej stajenki, jak nic nie zrobil - stal w miejscu, a jak narozrabial to musial sie cofnac. Inny ciekawy zlobek pochodzi z Haiti. Wyraznie wskazuje, ze mamy uprawnienie i Maryja z Jozefem wcale nie musza byc biali z blond wlosami ;-)

Brak komentarzy: