Recepta na udane radzenie sobie w tlumie na wybrzezu (przyszlo kolo miliona osob): zajac strategiczne miejsce 5 godzin wczesniej. Autko zostawilysmy na parkingu 22, spacerkiem przyszlysmy nad rzeke, po czym udalo nam sie znalezc pusty skrawek na obnizonej promendadzie vis a vis Katedry i wiezy telewizyjnej, gdzie zaraz rozlozylysmy karimatke i asertywnie bronilysmy naszego terytorium az do 23.30, kiedy rozpoczal sie pokaz. Pogoda byla swietna i tylko od czasu do czasu docieraly do nas chlodne podmuchy wiatru, z ktorym radzilysmy sobie doskonale podrygujac w rytm puszczanych przez glosniki szlagierow Disco Germano ;-)
Za to widoki mialysmy piekne (zwlaszcza o i po zachodzie slonca):
Godzine przed oficjalnym rozpoczeciem mialo miejsce przeplyniecie statkow (ktore potem wrocily i porozstawialy sie w roznych miejscach na Renie), odpalenie zimnych ogni przez widzow (obie strony mienily sie zlotymi blyskami) i kilka minut wstepnych wystrzalow z niewielkiej platformy na rzece.
Punktualnie o 23.30 zaczal sie polgodzinny pokaz wypuszczeniem w powietrze miniaturki katedry na wiazce balonow, ktora zaraz zostala (chyba przypadkiem) zestrzelona.
A potem kontynuowano pokaz do dzwiekow muzyki:
Kilka kompozycji bylo naprawde doskonalych - np. do 'What a wonderful world' Louisa Armstronga przy 'I see trees of green' strzelano na zielono, 'red roses too' - czerwono, zas 'the colours of the rainbow so pretty on the sky' polaczono z roznokolorowa tecza fajerwerkow. Rownie wdziecznym podkladem muzycznym byl referen z 'Music' Johna Miles'a - to zreszta wykorzystano w oficjanym filmiku: http://www.express.de/regional/koeln/domstadt-strahlte-in-ihrer-vollen-pracht/-/2856/4425580/-/index.html
Zas najwiekszym zaskoczeniem dla mnie byla piosenka Edith Piaf 'Hymne á l'amour' (Niemcy puszczajacy rhomantyczne francuskie kawalki po wielogodzinnej dawce piesni biesiadnych?). Tu fragment:
Jedyne czego nam brakowalo, to hucznego zakonczenia, ale za to udalo sie odszukac wsrod miliona widzow znajomych i poszlismy na piwo, zeby przeczekac korki przy wyjazdach z parkingow. W sumie wyszedl nam bardzo sympatyczny weekend.
PS I na koniec ciekawostka - kilka scen ze spektaklu o Edith Piaf do jej piosenki 'Nie zal mi' w polskiej wersji.
Kiedy w Kolonii oglosili, ze Piaf znajduje sie na liscie podkladow muzycznych, zartowalam, ze puszcza wlasnie 'Non, je ne regrette rien' i... odwolaja pokaz.
Na szczescie moje chwilowe czarnowidztwo sie nie ziscilo! Choc w sumie te 5 godzin czekania minelo nam tak szybko i wesolo, ze i tak by bylo warto ;-)




2 komentarze:
Fajnie bylo!;-)
Chyba jednak wole Piaf w wersji oryginalnej.
Brukselka
Piaf jest nie do podrobienia. Ale polskie wersje podobaja mi sie o tyle, ze rozumiem tekst bez czytania ;-) I znalazlam film! Niestety mam go tylko po francusku, ale nie jest taki trudny. Moge pozyczyc.
Prześlij komentarz