poniedziałek, 26 lipca 2010

Disco Holo i Czarownice

Pomysl spedzenia weekendu w Holandii powstal jakis czas temu, kiedy w Flair (beznadziejnym magazynie dla kobiet) pojawily sie kupony znizkowe na noclegi w hotelach w roznych krajach. Zarezerwowalismy dwa pokoje w Rotterdamie, ja przejrzalam moj ulubiony przewodnik Pascala po Holandii i ruszylismy w droge.

Wycieczke zaczelismy w Utrechcie, ktorego opis nie byl zbyt zachecajacy: 'Jeknalem na mysl o mieszkaniu przez cala zime w tak okropnym miejscu' napisal brytyjski pisarz Boswell w 1763 roku, myslac o Utrechcie, ale z kolei slyszalam o nim dobre opinie od znajomych. Miasto okazalo sie bardzo przyjazne, z wysoka wieza (ponoc najpiekniejsza w kraju). Znajdujaca sie obok ogromna katedra, Domkerk, zachowala sie tylko czesciowo - nawa zawalila sie w czasie burzy w 1674 roku (a musiala to byc apokaliptyczna katastrofa) i do dzis przetrwala tylko wschodnia czesc budowli. Przeszlismy sie po kruzgankach, mialam swoja koffie verkeerd z apfeltorte i kawalek stroopwafla swiezo przy nas przygotowanego (jeszcze cieplego) i byl to calkiem trafny wybor na sobotnie przedpoludnie.

Drugi postoj zrobilismy w niewielkim miasteczku Oudewater, ktore na stale wpisalo sie w historie kraju. Otoz kilkaset lat temu powszechne bylo oskarzanie kobiet o zle moce i uwazanie ich za czarownice. Zanim ofiare spalono na stosie (los ten spotkal ponoc kolo miliona osob), stosowano kilka testow. Jednym z nich była proba wody – jak utonela, oznaczalo to, ze jest niewinna (niestety na wiele jej sie to nie zdalo). Czesto jednak liczne spodnice powodowaly, ze kobiety unosily sie na wodzie i wtedy podejrzenia uznawano za sluszne. Innym sposobem była proba wagi, ktora opierala sie na przekonaniu, ze czarownica musi byc niezwykle lekka, zeby latac na miotle. Cesarz Karol V nadal miastu przywilej wydawania waznych w calym cesarstwie zaswiadczen, ze waga oskarzonego jest proporcjonalna do budowy ciala i tysiace ludzi przybywaly po cenny dokument.


Hexenwaag istnieje do dzis i nadal mozna przejsc test na sznurkowo-drewnianej wadze. Nie powiem, troche stresu bylo (bardziej takiego, ze okaze sie za ciezka), wage delikwenta oceniano bezblednie, po czym nalezalo przejsc jeszcze przez krzyzowy ogien pytan – pracownica muzeum, prawdziwa wiedzma, mnie akurat wypytywala: czy gotuje w domu, czy dodaje ziol, czy uzywam grzybkow, gdzie pracuje, w finansach???, to na pewno mam koszachty z diablem. Werdykt: WINNA. Podobnie w przypadku znajomych (np.jak pani podrozuje?, lata samolotem?, lata?, winna!). Uzylismy jednak swoich czarnych mocy, zeby wyprosic czaderski certyfikat (dla nas nie po niderlandzku, ale w staroangielskim). Potencjalne czarownice planujace poddac sie probie ostrzegam tylko, ze na dokumencie wpisuja dokladna wage, ktora wytarlam na zdjeciu ponizej ;-)




Smiechu mielismy moc, zwlaszcza jak pozniej dumnie przechadzalismy sie po miescie i ludzie, ktorzy nas wczesniej widzieli i sluchali przy wazeniu, schodzili nam z drogi i omijali szerokim lukiem ;-)))


20 km za Oudewater jest miasto Gouda, slynace z serow i czwartkowych targow. Co prawda moj przewodnik znowu powalal sceptycyzmem: Organizatorzy wycieczek wykorzystuja targ bez skrupulow, co tydzien spedzajac w to smetne miejsce gromady swoich ofiar. Rynek okazal sie bardzo przyjemny, z pieknym ratuszem na srodku placu, bardzo dobrym lokalnym piwem i knajpkami ze smacznym jedzeniem. A do tego zahaczylismy o ogromny sklep z serami probujac roznych wyrobow i dokonujac zakupow.

Stamtad pojechalismy prosto do hotelu w Rotterdamie i udalismy się na wieczorne zwiedzanie miasta. Daleko nie zaszlismy, bo utknelismy na ponad 3 godziny na wielkim koncercie karaoke http://www.nederlandzingtmee.nl/. Po raz pierwszy w tym miescie, przyciagnal tlum rozspiewanych i roztanczonych widzow, a my sie okazalismy poliglotami, bo dolaczalismy we wszystkich mozliwych jezykach ;-) A bylo w czym wybierac, bo zaczelo się od francuskiej ‘La Ballade des gens heureux’ (Holendrzy, w odroznieniu od Flamandow, uwazaja ponoc ten jezyk za elitarny i chetnie na codzien ozdabiaja swoje wypowiedzi francuskimi slowami) przez 'Imagine' Johna Lennona, ogromny aplauz wywolala lokalna gwiazda Annie de Reuver ze swoja piosenka 'Kijk Eens In De Poppetjes Van Mijn Ogen', tlum szalal przy ‘Ben je in Rotterdam geboren’, zapalono swieczki i bujano się do rytmu przy kawalku o wymarzonym kraju ‘Droomland’, zas najwieksza niespodzianka bylo: 'All I want for Christmas' Mariah Carey spiewane w polowie lipca!!!



Na zakonczenie puszczono kolejny francuski hit 'Les Lacs Du Connemara' Michel'a Sardou (kultowa piosenka, spiewana na pozegnanie, ktorej sie nauczylam na wyjazdach UCPA) i ‘Thank you for the music’ Abby na bis. Po paru godzinach razem z Holendrami wywijalismy mlynki przy muzyce country i tanczylismy kankana przy lokalnych disco holowych przebojach i mielismy mnostwo smiechu i zabawy.


Rotterdam obeszlismy zatem w kompletnych ciemnosciach probujac wypatrzyc nowoczesne budowle, z ktorych to miasto slynie i most. Fajna była jeszcze aleja gwiazd, gdzie oprocz Roxette, Kate Melui, Helmuta Lotti i innych, była tablica pamiatkowa… Shreka i Mickey Mouse ;-)

Z rana zas zaczelismy od Hagi.  Troche zaczelo mzyc i pojawil sie pomysl wejscia do galerii Mauritshuis zwlaszcza, ze tym razem opis z mojego przewodnika byl dosc intrygujacy: w roznych salach muzeum znajduje sie 13 obrazow Jana Steena, m.in. wspanialy w swej wulgarnosci obraz 'Dziewczyna jedzaca ostrygi', ilustrujacy przyslowie 'czym skorupka za mlodu nasiaknie, tym na starosc traci'. Na miescie jednak znalezlismy piekna prezentacje zdjec dzikich cudow Europy m.in. z Hallerbos z Belgii i zubrami z Polski oraz wystawe rzezb. Deszcz ustal (w koncu jestesmy czarownice) i postanowilismy pozostac przy komercji i podjechalismy do Madurodam, czyli zbioru minaturek z Holandii. Podobny do brukselskiej Mini Europy zachwycal szczegolami: np.byla tez Dzielnica Czerwonych Swiatel z Amsterdamu z panienkami w witrynach okien i speszonymi facetami na ulicy, na koncercie muzyki pop widzowie bujali sie do rytmu, a na stadionie rozgrywano mecz…Hiszpania-Holandia! Czasem pedzil Thalys na trasie Bruksela-Amsterdam, na lotnisku staly samoloty KLMu, a tu i owdzie krecily sie wiatraki. 



Na koniec mimo porywistego wiatru podjechalismy do Scheveningen zobaczyc tamtejszy Kurhaus, przejsc sie po molo i zaczerpnac troche morskiego powietrza.


Jak tylko wsiedlismy do auta i ruszylismy na poludnie do Brukseli, mzawka zamienila sie w ulewe ;-)

PS A co do mnie, jako wiedzmy, to podejrzenia sa. Samowolnie obdarzylam sie wladza absolutna w wydawaniu decyzji dokad kiedy jedziemy i zbiorke na niedziele rano bezdyskusyjnie wyznaczylam na 9ta przy recepcji. Znajoma tak sie tym przejela, ze w nocy meczyl ja koszmar, jak probuje sie spakowac, zeby zdazyc i co chowa do torby, natychmiast pojawialo się spowrotem na zewnatrz. Sen konczy sie, jak ja wchodze do pokoju i zwracam jej uwage, ze sie guzdrze i ma spoznienie. Wiedzma, nie?

PS2 Poszukalam troche w necie o czarownicach i oto na co sie natknelam:

W Krakowie w roku 2003 miał miejsce (...) proces dotyczący pomówienia o czary. Jerzy M. – rolnik z Woli Kalinowskiej k/Krakowa pozwał do sądu swoją sąsiadkę Annę B., która publicznie stwierdziła, że M. jest czarownikiem, który zabiera mleko od jej krów. Jako dowód przytaczała fakt, iż odstawia on 40 litrów mleka z dwóch krów, podczas gdy ona – jedynie 17 litrów. Charakterystyczne było, iż chociaż rolnik podkreślał, że w czary nie wierzy, obawiał się, iż opowieści sąsiadki zepsują mu opinie. Ostatecznie proces zakończył się ugodą.

Zrodlo: wikipedia (Procesy o czary)

Brak komentarzy: