Najpierw jedna znajoma dostala w prezencie kanarka. Ptaszyna super, pozytywnie nastawiony do zycia, choc z niewiadomych przyczyn przestal spiewac, ale jak tylko kolezanka chce wyjechac na wakacje rodzi sie problem, co z nim zrobic. Raz zostalam kanarko-sitterka i choc moj podopieczny zachowywal sie nienagannie, truchlalam ze strachu, czy mu tesknota za wlascicielka nie zaszkodzi.
Teraz inna znajoma dostala od partnera zyciowego wymarzone rybki. Cudne. Zlote. Z welonami. Pieknie sie prezentowaly w kulistym akwarium. I tak romantycznie sobie we dwie plywaly. I wogole az zaczelam jej troche zazdroscic. Bo taka rybka to swietna alternatywa dla nudnej telewizji. Poki co zanosilo sie, ze dostane je na pare tygodni pod opieke, bo kolezanka zaraz wyjezdza na wakacje i mialam plan ustawic je sobie na biurku w pracy i podpatrywac w wolnych chwilach. A jakby sie jeszcze rozmnozyly, to moglabym dostac taka w prezencie.
I ta sielanka trwala pare godzin, az do momentu, kiedy swiezo upieczona wlascicielka zlotych rybek zaczela szukac w necie, co one potrzebuja do pelni szczescia. Choc Wikipedia nie zawsze jest idealnym zrodlem wiedzy, to tym razem ogromnie podzialala na nasza wyobraznie:
Akwarium kulowe błędnie uchodzi za przeznaczone głównie do trzymania jednej złotej rybki. Akwaria tego typu, ze względu na atrakcyjność wizualną, mogą być stosowane jako ozdobne opakowanie dla ryby wręczanej jako prezent. (…) wobec niemożności utrzymania równowagi biologicznej w tak małym zbiorniku (utrudniony montaż odpowiednio wydajnego systemu filtracyjnego i napowietrzającego) - ryby w nim żyjące skazane są na bardzo złe warunki i powolną śmierć. Przez swój kształt i utrudnioną dla niego orientację w przestrzeni, spowodowaną brakiem narożników i ścianek, powodują ciągły stres i negatywnie wpływają na ich zdrowie, zmniejszając ich odporność na choroby. Ponadto ryba, która przez dłuższy czas mieszkała w kuli, często nawet po wpuszczeniu do normalnego, prostopadłościennego akwarium cały czas pływa w kółko.
No i ja od razu widzialam siebie jako zbrodniarke wykanczajaca rybki i powodujaca ich choroby psychiczne i powolne umieranie. W dodatku jak sie dowiedzialam, ze co pare dni trza te rybki wylawiac, zmieniac im zatoksynowana wode rownoczesnie dbajac o roslinki i kamyczki w srodku, to zajmowanie sie nimi w pracy zaczelo nastreczac pewnie trudnosci. A w domu mam najazd gosci i z rybkami sie nie pomiescimy.
Ostatecznie szef kolezanki zaproponowal wrzucenie ich do jeziorka Woulwe lub do swojego oczka wodnego w ogrodku. Stanelo na tej drugiej opcji, w miedzyczasie jedna rybka sie udusila (po raptem paru godzinach w tym malym akwarium!!!), z druga znajomi pedzili wieczorem na leb na szyje do stawu czujac sie niczym bohaterzy filmu 'Uwolnic orke', a nastepnie odprawili uroczysty rytual wypuszczania jej na gleboka wode w oczku, ja sie skutecznie wyleczylam z pomyslu posiadania jakichkolwiek zwierzat nie maczajac w tym palcow, a kolezanka po urlopie co najwyzej zorganizuje sobie malenkie rybki, ktore nie odniosa zadnych strat na psychice i uszczerbku na zdrowiu w kuli (poki co sama ma traume).
A ja poprzestane na kwiatkach. Moge sie nawet, zgodnie z zaleceniami, czule nad nimi nachylac i spiewac ‘rosnij lawendo wysoko, jak pan lezy gleboko’, czy inne piosnki pozytywnie wplywajace na motywacje roslin do bujnego wzrastania.
Moral z tej historii: choc powszechnie uwaza sie, ze zlote rybki spelniaja zyczenia, zyczenie posiadania zlotej rybki powoduje same dylematy etyczno-moralne (jak tu teraz delikatnie wytlumaczyc ukochanemu, zeby nastepnym razem, przed kupnem romantycznego prezentu, zrobil stosowny research w internecie?). To ja juz wole… orchidee ;-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz