Miejsce akcji: srodkowa Polska, centrum miasta, punkt obslugi klienta jednej z sieci telefonii komorkowej, wczesne popoludnie w pochmurny poniedzialek. Na stoleczkach rowniutko obok siebie siedzi rzadek kilkunastu petentow, w wiekszosci kobiet, w wieku (na oko) 20-65 lat. Kazdy dzierży w lapce numerek. Przed nami paru pobladlych, zmeczonych i z lekka znudzonych pracownikow z wymuszona uprzejmoscia wykonujacych swe obowiazki oraz kilku zawziecie cos dyskutujacych na boku. Nagle jedna z babek nie wytrzymuje i rozpoczyna swoj monolog:
'Paaaani, no przeciez to skandal. Czlowiek czeka i czeka, a oni wszyscy w nosie nas maja. Tylko pogaduszki sobie urzadzaja i nikt nas nie obsluguje. Ej, (tu wymownie macha na przechodzaca serwisanke) czy ta tablica to sie zepsula?!!! Bo ja patrze i patrze i juz od dziesieciu minut sie zaden nowy numerek nie wyswietla. Ile tu mamy czekac???!!! A pani spojrzy (tu szturcha sasiadke i wskazuje jednego z klientow), na tego w szarej kurtce, gada i gada, tez na gadanie mu sie zebralo! Pewnie znajomy jaki...'
Ja w tym czasie probowalam sie skupic na najnowszej ksiazce Grocholi, ktora przezornie zakupilam sobie pare minut wczesniej. A tam wierszyk z pamietnika:
Polką żeś ty świat ujrzała,
Polką będziesz umierała,
Polka w Polsce milość toczy,
Polka w Polsce zamknie oczy.
I sobie mysle, ze te lata poza krajem nauczyly mnie cierpliwosci vel biernego godzenia sie z losem. Ale chyba to umiedzynarodawianie czasem na dobre wychodzi...
Zdazylam przeczytac jakies 50 stron (szybko szlo, czytanie, nie czekanie) zanim przyszla moja kolej. Gadatliwa petentka nadal tkwila w swoim miejscu (choc przyszla przede mna, ale nawyrazniej byla w kolejce nie do przedluzenia umowy jak ja, a do dzialu zazalen). Szczerze wspolczuje biedakowi, ktory przyjmowal jej reklamacje ;-)
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz