piątek, 27 sierpnia 2010

Szaro-buro

Po wyjatkowo pochmurnym deszczowym i zimnym brukselskim sierpniu jade do Polski, gdzie wlasnie zaczyna sie jesien. Tylko tego mi teraz potrzeba ;-/ Poparzenia sloneczne (mimo braku slonca) juz pozostaly wspomnieniem, za to na czubku nosa wyskoczyla mi opryszczka i kazdy (doslownie: kazdy) przez kilka dni zadawal mi pytanie, co mi sie stalo, tudziez wyrazal zdumienie, ze mozna miec zimno w takim miejscu. Mozna! A ja wygladam niczym Hogata ze Smerfow.

Dzis w pocie czola udalo mi sie dokonczyc generalnie porzadki w pracy (bo za tydzien wroce juz do nowej rzeczywistosci po Wielkiej Reorganizacji), w mieszkaniu mam co prawda chaos, ale nastepny gosc przyjezdza za 3 tygodnie, wiec nie ma co sie stresowac, obejrzalam pare filmow w kinie i moge spokojnie udac sie na zasluzony wypoczynek przy akompaniamencie deszczu i powiewow wiatru. A do tego podobno dom nam przecieka...

W kazdym razie tym razem do Polski przywoze ze soba typowa brukselska aure ;-)

Brak komentarzy: