niedziela, 26 lipca 2009

Cytryny versus asfalt

Wczoraj skonczylam czytac ksiazke 'Jezdzac po cytrynach' Chrisa Stewarta i sobie pomyslalam, ze Skandynawia jest cudna, ale Andaluzja tez musi byc pieknym miejscem (choc jeszcze mnie tam nie bylo i generalnie Hiszpanie znam bardzo slabo). I wlasciwie jest jakis plus mieszknia w BXLi - w dwie godziny lotu samolotem moge byc albo w swojskiej Polsce, albo na zimnej Polnocy, albo na goracym Poludniu. I tylko sie zasmialam czytajac wywody autora, ktory nieudolnie jechal koniu ciagnionym przez tubylca:

Ruszylismy sciezka, ktora wila sie wsrod pomaranczy i migdalowcow, a potem prosto do rzeki, gdzie jechalismy po goracych kamieniach i z pluskiem brnelismy po wodzie. Slonce bilo niemilosiernym zarem z bezchmurnego nieba. W euforii wyobrazilem sobie nagle, jak z tlumem biznesmenow w garniturkach stoje w angielskiej mzawce na peronie, czekajac na pociag, ktory zawiezie mnie do codziennego kieratu.

Coz, u nas mzawka po tygodniu chwilowo ustala, dzis nawet bylismy w Ardenach i zorganizowalismy sobie 15-kilometrowa bardzo przyjemna przechadzke Dinant > Anseremme > Dréhance (asfalt i druty kolczaste po obu stronach drogi juz mi coraz mniej przeszkadzaja) i nie tylko sie dotlenilam, ale nawet spieklam na raczka. Ale jutro z samego rana wracam do kieratu zarobic na kolejne wycieczki.

I chyba powinnam sie przestawic z literatury podrozniczej na fantastyke, zeby mnie mniej kusilo ;-)

PS A poza tym musze przestac ogladac polskie seriale. W piatek bylam na imprezie u kolezanki, gdzie na poczatku sprawowalam zaszczytna funkcje odzwiernej odbierajac od gromadzacych sie osob kwiatki i butelki z alkoholem. Jeden z gosci juz od progu zakrzyknal, ze mnie zna, bo ostatnio jechal ze mna winda, w ktorej zywo rozprawialam nad temat 'Magdy M' i 'M jak milosc' i kogo nalezaloby obsadzic w ekranizacji 'Domu nad rozlewiskiem'. Nie pamietal z kim rozmawialam (znajome tez byly na imprezie), ale ja mu sie doskonale wbilam w pamiec. Kurka, opinie wsrod obcych to sobie wyrabiam doskonala. A zreszta, co to za podsluchiwanie i nieprzyznawanie sie, ze sie rozumie! Choc z drugiej strony, to by mi sie przydalo czasem trzymac buzie na klodke. Niemniej jednak, dla poprawienia sobie wizerunku informuje, ze wkrotce wybieram sie na 'Skapca' Molière'a. Po francusku, zeby nie bylo.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Rozczarowalam sie, zahaczasz o impreze i ani slowa o dmuchaniu balonow? ;)


Usciski!

Texas

Aga pisze...

Po prostu wyleciala mi z glowy fachowa terminologia, ktora sie poslugiwalismy ;-) Pamietam tylko dziewicze butelki ;-) Na przyszlosc na imprezy powinnam chodzic z notesem!