piątek, 31 lipca 2009

Ktos musi pracowac, zeby wypoczywac mogl ktos

- A ty kiedy jedziesz na wakacje? - pyta mnie kolezanka zegnajac sie przed wyjazdem.
- Ja juz bylam - i robie buzie w podkowke.
- Ojej, to szkoda, dobrze miec cos, na co sie czeka...
- No tak! Ja czekam! Az moj kolega wroci z urlopu!!!!!!!

Bo Philippe, ktory jest bardzo dobrym kolega, aktualnie wypoczywa na wakacjach. Osobiscie uwazam, ze bylby jeszcze lepszym wspolpracownikiem, jakby swoje dni urlopowe przekazal mi ;-) Niestety nie chcial przystac na ta propozycje i siedzi z zona i czterema corkami w Ardenach. Tymczasem na mnie od pierwszej godziny jego nieobecnosci sypnely sie tak dzikie tlumy osob z pytaniami i zadaniami, ze najchetniej ucieklabym przed nimi gdzie pieprz rosnie (generalnie podzial zadan mamy taki, ze ja dostaje te wielkie ciezkie teczki do sprawdzania, co jest zmudne i nudne, ale mi nie przeszkadza, a on przyjmuje interesantow, odpowiada na pytania i czuwa nad caloscia). Teraz przez 3 tygodnie sama musze odpierac ataki rozezlonych, zniecierpliwionych lub niedoinformowanych pracownikow z czterech dzialow (urlopuje tez kolezanka, ktora miala szkolic 3 swiezynki), adrenalina mi skacze z kazda wchodzaca do mnie osoba, a w nocy mam koszmary (ostatnio snil mi sie rzeczony kolega, ktory przyszedl zapytac jak sobie radze i dzielnie mu odpowiedzialam, ze to jego urlop i praca ma sie nie przejmowac!!!).

Do tego jestem niedospana. Jak pisalam niedawno, postanowilam odpoczac od literatury podrozniczej i zabralam sie za przyjemnie opasla i ciezka knige z gatunku fantastyki (‘Intruza’ Stephenie Meyer - tej, co napisala sage o wampirach). Tak mnie wciagnela, ze polknelam ja w 3 dni zarywajac noce i przyplacajac to problemami ze wstawaniem. Teraz sie chyba zajme gazetami, albo jeszcze lepiej - literatura po francusku – zeby zminimalizowac ryzyko, ze mnie az tak pochlonie ;-)

Choc w sumie lepiej by bylo, zebym sobie byla poczytala 'Skapca' przed pojsciem do teatru. Mi starczylo tylko czasu na zapoznanie sie ze streszczeniem (sztuke czytalam po polsku w ogolniaku, ale bylo to kilknascie lat temu i poza Harpagonem niczego nie pamietalam). Przedstawienie odbywalo sie w ruinach opactwa Villers-la-Ville i mimo mojego sredniego zrozumienia tekstu, bardzo mi sie podobalo. Milo bylo popatrzec chocby na gre swietnych aktorow (a jak pieknie upadali! - ja nadal nie wiem, jak to sie robi). Choc nastepnym razem wezme ze soba kocyk lub spiworek, bo o ile komary na swiezym powietrzu mi nie przeszkadzaja, to chlod - tak. Tu dwie nocne fotki ruin i sceny:

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

"Teraz sie chyba zajme gazetami"
- proponuje sprawdzajaca sie w kazdej sytuacji, kraju i klimacie "New Europe" ;)

Nie podpisze sie, ale wszyscy wiedza o kogo chodzi ;)

Usciski!

Aga pisze...

Jesli juz, to raczej sklaniam sie ku 'European Voice' ;-)

Ale pochwale sie, ze zabralam sie za Amelie Nothomb w oryginale!

Anonimowy pisze...

Polecam Metro po holendersku, w ten sposob za darmo mozna cwiczyc holenderski