A bylo to tak...
Mimo kiepskiego wrazenia, jakie dotad robilo na mnie belgijskie wybrzeze (w ubieglych latach bylam w Ostendzie i Blankenberge),
postanowilam dac mu kolejna szanse i wczoraj wybralismy sie do De Panne (przy granicy francuskiej). Jest to jedno z najdalej polozonych nadmorskich miasteczek i dojazd pociagiem trwal niemal 2 godziny. Dworzec kolejowy znajduje sie w Adinkerke, gdzie mozna wsiasc w tramwaj jadacy nad morze lub przejsc pieszo ok. 3 km odcinek (oczywiscie wybralismy to drugie, po drodze zbaczalismy w laski i parki dodajac kilka dodatkowych kilometrow - znajomi sie smieja, ze jestem mistrzynia w udawaniu, ze wiem dokad ide, a oni potulnie i skwapliwe podazaja za mna krok w krok i prawie nie zauwazli, jak pobladzilam - moj genialny plan zostal udaremniony przez plot i drut na koncu sciezki, ktora miala byc skrotem).
Po godzinie kombinowania wyciagnelam moj wydruk z Googlemaps i wzdluz torow tramwajowych doszlismy do ronda przy Dynastielaan, w ktora skrecilismy ku morzu. No i tu mnie czekalo pierwsze zaskoczenie - szeroka, piaszczyta, niemal pusta plaza!!! Az nie moglam uwierzyc, ze jestesmy Belgii. Choc naszym celem byly wydmy, nie moglismy odpuscic spaceru brzegiem morza (brodzac nogami w wodzie) i tradycyjnego pikniku, ktory jest obowiazkowym punktem kazdej organizowanej przeze mnie wycieczki (wczoraj mielismy prawdziwa uczte z winem, melonem, ktory zupelnie inaczej smakuje na plazy niz w domu i winogronami, ktore nadaja sie na kazda okazje, ser zwykly i z kminkiem, kabanosy, male kielbaski, chorizo plus rozne przegryzki i slodycze). Obajdalismy sie ponad godzine lezac na kocykach i z luboscia kontemplujac odplyw morza, poszerzajaca sie plaze i brak tlumu (z reguly takie miejsca przy pieknej pogodzie sa zapchane do granic mozliwosci). Dopiero poznym popoludniem skierowalismy sie ku glownemu punktowi naszej wycieczki - rezerwatowi Westhoek. Ma obszar ok.3 km2, jest przeciety 6 szlakami, ktore prowadza wsrod wydm i karlowatej roslinnosci. Ponoc slynie z dzikiego ptactwa - turkawek, klasawek i slowikow (zadnych nie mielismy przyjemnosci spotkac) i zwierzat (widzielismy grupke koni). Wedrowalo sie wspaniale, choc powoli, piasek przyjemnie grzal w stopy i jedynie wspinanie sie pod gore nastreczalo troche trudnosci (po kazdym kroku obsuwalismy sie w dol). Przeszlismy w sumie 4 roznymi szlakami od Strand (tuz przy granicy z Francja) do Vissersdorp.
Na koniec uczcilismy nasze wspaniale odkrycie pieknego miejsca sangria i nalesnikami na promenadzie przy pompatycznym pomniku krola Leopolda I, ktory w 1831 roku wlasnie w tym miejscu po raz pierwszy stanal na belgijskiej ziemi.
Jest to najladniejszy fragment wybrzeza w Belgii, ktory do tej pory widzialam i niemal moze konkurowac z moja ulubiona niderlandzka Zeelandia ;-)
Tu kilka fotek z rezerwatu:
I koniec naszej trasy. W oddali to nie fatamorgana, lecz blokowiska przy Dynastielaan z widokiem na morze i wydmy
Podobne krajobrazy pamietam ze Smoldzina nad Baltykiem. Ale tam nie bylo wiezowcow z zasiegu wzroku.
Choc tutaj tez bylo super - wedrujac nie slyszelismy samochodow, mielismy swietny naturalny pilling stop i akupresure i teraz podziwiam moja opalenizne. Nie jest zle, jak na zwykly weekend ;-)

2 komentarze:
Dziekuje za ten wpis o belgijskim wybrzezu: zamierzam wybrac sie nad morze w Belgii w przyszlym tygodniu, skorzystam z tej wskazowki. :-)
Pozdrawiam.
Reine_Marguerite
Super, ze sie komus przyda! Zycze udanej wycieczki (my nad morze najchetniej jezdzimy do Holandii - czyzby sprawdzalo sie powiedzenie 'cudze chwalicie...'?). W kazdym razie De Panne jest swietne!
Prześlij komentarz