Kiedy w styczniu bylam na nartach we francuskich Alpach poszlam do wytworni sera Beaufort. Po obejrzeniu na zywo procesu produkcji zostalam na niedlugim filmie, gdzie pokazano, jak cudnie wyglada okolica wiosna, kiedy rolnicy (ktorych znalam jako narciarzy) wyprowadzaja specjalna rase krow wysokogorskich na malowniczo porosniete ziolami i kwiatami wzniesienia, a wyciagi narciarskie zamieniane sa na wyciag dla baniek z mlekiem. No i tak mi sie spodobalo, ze pozniej ze mnie wszyscy zartowali, ze powinnam na tablicy ogloszen w schronisku umiescic anons: ‘Une jeune fille polonaise…(mloda Polka)… pozna francuskiego rolnika w wieku do lat 35. Znajomosc angielskiego - dodatkowym atutem.’ i mialabym pieknych widokow ile dusza zapragnie. Kartki nie wywiesilam, w te okolice pojechala teraz moja znajoma, ktora niezwlocznie mnie poinformowala, ze na lakach rolnikow nie ma, a instruktorzy narciarscy latem zarabiaja jako przewodnicy po gorach i wciaz opowiadaja ta sama gadke o serach (proces dojrzewania trwa ok.pol roku i najlepiej kupowac go zima, bo wtedy robiony jest z mleka krow wypasanych na kwitnacych pastwiskach; ser sprzedawany latem jest od krow karmionych sianem).
I przyslala mi taka kartke:
Hej!Sluchaj(cie) // Tu jest lepiej niz w robocie! // To pewnie...
Dobre zarcie! // Przyjemne wedrowki... Przyjezdzaj(cie)! // Czekamy na ciebie(na was), na drinka...No, moze w przyszlym roku... ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz