czwartek, 2 lipca 2009

Lekcja WFu

Sala do cwiczen w remoncie, w press roomie, gdzie udajemy sie w awaryjnych sytuacjach - konferencja, z braku laku nasza dzisiejsza gimnastyka w czasie lunchu odbyla sie… na korytarzu ;-) Przebralysmy sie w lazience, rozlozylismy karimatki, puscilysmy cichutko muzyke i czulam sie jak na lekcji WFu w szkole. Znajdowalismy sie na pietrze, gdzie pracuja osoby, z ktorymi czesto jestem na wojennej sciezce i mialam spore obawy, ze moj image urzedniczki kompetentnej i wytrwale broniacej swoich racji w dresie i Tshircie moze doznac uszczerbku, ale prawdopodobnie wszyscy byli na przerwie obiadowej, bo spotkalam tylko jedna osobe (i to taka dosc nieszkodliwa).

I teraz jestem dumna z mojej motywacji (choc poszlam glownie ze skapstwa, bo wykupilam abonament na te zajecia i w czesci mi przepada ;-).

A wizerunek powaznego funkcjonariusza rownie dobrze lamia faceci w srednim wieku w garniturach, ktorzy kupuja sobie w kafeterii… loda na patyku. Ja najpierw sie smialam, ale teraz robie to samo (musialam sie na cos przestawic przy rezygnacji picia kawy).

Zatem przelamujmy stereotypy! Precz ze sztywniakami!

PS Od wczoraj na polki sklepowe wracaja krzywe ogorki i bulwiaste marchewki, ktore do tej pory nie spelnialy norm unijnych. Elastycznosc gora!

Brak komentarzy: