... czyli kilka slow wyjasnienia a propos blokady bloga.
Chociaz zawsze wydawalo mi sie, ze jezykiem polskim wladam biegle i potrafie 'odpowiednie dac rzeczy slowo', okazalo sie, ze i mi zdarzaja sie przeklamania w przekladzie i odbior tego co mowie czy pisze moze byc czasem calkiem inny od zamierzonego (zwlaszcza jak sie bierze pod uwage tylko czesc wypowiedzi, wyrzucajac kontekst i co niektore zdania). Blog przez chwile wymknal sie spod kontroli i zaczal zyc wlasnym zyciem, stad decyzja o jego zablokowaniu. Troche stchorzylam, bo przepuscilam okazje kilkudziesieciokrotnego powiekszenia ilosci czytelnikow, a na taki nagly wzrost popularnosci nie bylam absolutnie przygotowana. Mam zatem nadzieje, ze przyslowiowe piec minut juz minelo, emocje ustaly i licze przede wszystkim na powrot stalych czytaczy.
Istnieje tez prawdopodobienstwo, ze dolaczyli nowi goscie, ktorych witam i w razie uwag, bardzo prosze o wyrazanie swojego zdania przez zakladke komentarze, ktore od zawsze mozna bylo zostawiac pod kazdym postem, albo kierowanie ich bezposrednio do mnie (choc ten przywilej maja tylko ci, ktorzy mnie namierzyli badz znaja skadinad).
A co u mnie? Po pierwsze, troche stesknilam sie za blogowaniem. Przez ponad poltora roku po kazdym wiekszym czy mniejszym wydarzeniu wlaczalam laptopa i wystukiwalam kolejne dyrdymaly. Nauczylam sie patrzec bardziej swiadomie i to wieczorne (czy w moim przypadku raczej Wieczorynkowe) klikanie weszlo mi w nawyk i wielokrotnie pozwalalo mi zlapac dystans do tego co sie dzieje dokola (dobrze czasem z perspektywy spojrzec na wydarzenia, ktore kiedys spedzaly mi sen z powiek, a teraz powoli zacieraja sie w pamieci). Pomijam juz tak prozaiczne powody, ze dzieki starym zapiskom latwiej mi sobie przypomniec, kiedy trzeba sie zapisac na bieg, kiedy kwitna endymiony i jak dojsc do rezewaru w De Panne. I bynajmniej nie czuje potrzeby trzymania tych genialnych odkryc tylko dla siebie.
Po drugie, minela moja 4 rocznica przyjazdu do Brukseli. Ja zamiast swietowac, troche sie pochorowalam, ale wlasciwie toast wziesiony lait russe'm i zagryziony ptasim mleczkiem na srodowym lunchu tez sie liczy. Jak dobrze pojdzie, to przede mna jeszcze jakies 10 takich czterolatek ;-)
Poza tym jestem dotleniona i wypoczeta po wspanialym tygodniu we Francji. Kiedy po raz kolejny zmagalam sie z silami fizyki i grawitacja uczac sie jazdy na nartach (wciaz poziom poczatkujacy), wszelkie brukselskie troski i problemy staly sie bardzo odlegle i zeszly na dalszy plan. A zatem, jak spiewal Mlynarski (w kontekscie co prawda zupelnie innym, ale chyba pasuje do reaktywacji bloga):
Róbmy swoje,
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
Bo dopóki nam się chce,
Drobiazgów parę się uchowa:
Kultura, sztuka, wolność słowa, dlatego
Róbmy swoje,
Może to coś da? Kto wie?...
http://www.youtube.com/watch?v=16KoUgNjJTw
PS Milosnikow slowa pisanego odsylam natychmiast do literatury pieknej (vide akcja 'czytaj ksiazki a nie blogi'!). To jest moja grafomania i zakladam, ze mam prawo dowolnie wybierac poruszane zagadnienia, nie trzymac sie tematu i wyrazac wlasne poglady, jak dlugo nie sa one krzywdzace dla osob trzecich i nie wkraczaja w sfere ich zycia prywatnego. Znajomi juz sie pogodzili, ze od czasu do czasu pojawiaja sie w moich tekstach. Jak dotad, nikt nie zglaszal zazalen.
poniedziałek, 15 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz