Znajoma pozyczyla mi ksiazke Marjane Satrapi ‘Broderies’. Niczym europejskie panie z dobrych domow, ktore przed kilkuset laty w salonach poswiecaly sie haftowaniu, mlodsze i starsze Iranki, po wspolnym posilku, zaparzaly herbate w samowarze i zasiadaly do ‘wietrzenia duszy’, czyli pogadanek na najrozniejsze tematy. Babcie, matki, corki, wnuczki w ksiazce dziela sie plotkami - kto z kim, jak, kiedy i dlaczego. Znajduja sposoby na radzenie sobie z rzeczywistoscia w jakiej zyja i wymogami dotyczacymi kobiet – zwlaszcza niezameznych (tytulowy motyw z haftowaniem tez sie pojawia w dyskusjach i bynajmniej nie ma nic wspolnego z robotkami recznymi).
Co niektore Epski tez sie spotkaja na wieczorkach szydelkowych. Ja juz od jakiegos czasu przymierzam sie, zeby od Babci pozyczyc (a wlasciwie przywlaszczyc sobie) szydelko, ale jakos ciagle o tym zapominam. Zreszta w chwili lekkiego zacmienia swiadomosci obiecalysmy kolejnej pannie mlodej sposrod nas wyszycie patchworka, a wtedy to raczej bardziej sie przyda igla z nitka (chyba ze wymyslimy jakis sposob zrobienia pledu ‘na skroty’).
Przy czym wydaje mi sie, ze tak jak bohaterki ‘Persepolis’ nie sa dobra probka spoleczenstwa do wyciagania wnioskow i uogolniania tez o zachowaniach Iranek (w koncu autorka od 14 roku zycia mieszkala w Austrii i Francji), tak i my w zadnym wypadku nie jestesmy reprezentatywna grupa Polek. A mimo to, daje sie znalezc pewne wspolne cechy…
Wczoraj bylam na swietnej wystawie rownie nietypowej Meksykanki – w Brukseli wciaz jeszcze mozna obejrzec obrazy Fridy Kahlo. Ona z klopotami radzila sobie przez malowanie, a nie gadanie. Z jednej strony mozna ja bylo zobaczyc jako elegancka kobiete o silnej osobowosci, fantazji, w pieknych barwych strojach, a z drugiej jako zmaltretowana bolem i cierpieniem osobe, uwiezona w gorsetach, szpitalnych lozkach itp. Pierwszy obraz na wystawie to Autobus / El Camion. Kiedy Frida miala 18 lat, ulegla wypadkowi na skutek zderzenia autobusu z drezyna – miala zlamany kregoslup i miednice. Namalowala i faceta w niebieskich ogrodniczkach, ktory wyrwal porecz, ktora pozniej przeszyla jej cialo i mezczyzne z torebka ze zlotym pylem, ktory sie na nia wysypal i siebie, wciaz jeszcze spokojnie siedzaca obok nich, jako mloda dziewczyne.
Zerkam sobie w wolnych chwilach na rozne blogi i ostatnio na kilku z nich tez zaczynaja sie pojawiac rozne choroby i inne smutne tematy. Osoby, ktore wirtualnie sledze od wielu wielu miesiecy nagle znikaja z blogowej przestrzeni. Zreszta w realu tez sie troche sypiemy. Fajnie jest, jak pozniej wraca sie ‘z tarcza’. Mam nadzieje, ze wkrotce przyjdzie wiosna i zrobi sie troche optymistycznej. W kazdym razie mi na troski i zmartwienia najlepiej pomaga takie iranskie 'wietrzenie'. Parler derrière le dos des autres est le ventilateur du cœur. Poki co plotkujemy i networkujemy glownie przy kawie, herbacie (choc nie z samowaru) i na polskich lunchach. Zamiast malowac – spiewamy. Co do szydelkowania i patchworkowania jeszcze sie zastanowie…
PS1 I jeszcze jeden cytat z Satrapi: C’est comme ça la vie ! Des fois, tu es sur le dos du cheval et des fois, c’est le cheval qui est sur ton dos.
PS2 A wystawe obrazow Fridy polecam. Wygladaja zupelnie inaczej niz w necie czy albumie. Pelne kolorow, emocji, symboli. Najbardziej podobal mi sie Portret Luthera Burbanka.
Do tego na slajdach mozna obejrzec zdjecia z Frida.
Teraz sie zapalilam, zeby jeszcze sie przejsc do muzeum Margritte’a. Tez surrealizm, ale belgijski.



2 komentarze:
Idz, idz.
Moj syn twierdzi ze Magritte super fajny byl! Moge go nawet przyprowadzic na luncz (syna nie Magritta), to porownacie wrazenia.
Jak 'zalicze' Margritte'a to nie omieszkam wspomniec o tym na lunchu. A pozniej mozemy sie wymienic wrazeniami ;-)
Prześlij komentarz