piątek, 19 lutego 2010

Wyszywanki

Znajoma pozyczyla mi ksiazke Marjane Satrapi ‘Broderies’. Niczym europejskie panie z dobrych domow, ktore przed kilkuset laty w salonach poswiecaly sie haftowaniu, mlodsze i starsze Iranki, po wspolnym posilku, zaparzaly herbate w samowarze i zasiadaly do ‘wietrzenia duszy’, czyli pogadanek na najrozniejsze tematy. Babcie, matki, corki, wnuczki w ksiazce dziela sie plotkami - kto z kim, jak, kiedy i dlaczego. Znajduja sposoby na radzenie sobie z rzeczywistoscia w jakiej zyja i wymogami dotyczacymi kobiet – zwlaszcza niezameznych (tytulowy motyw z haftowaniem tez sie pojawia w dyskusjach i bynajmniej nie ma nic wspolnego z robotkami recznymi).

Co niektore Epski tez sie spotkaja na wieczorkach szydelkowych. Ja juz od jakiegos czasu przymierzam sie, zeby od Babci pozyczyc (a wlasciwie przywlaszczyc sobie) szydelko, ale jakos ciagle o tym zapominam. Zreszta w chwili lekkiego zacmienia swiadomosci obiecalysmy kolejnej pannie mlodej sposrod nas wyszycie patchworka, a wtedy to raczej bardziej sie przyda igla z nitka (chyba ze wymyslimy jakis sposob zrobienia pledu ‘na skroty’).

Przy czym wydaje mi sie, ze tak jak bohaterki ‘Persepolis’ nie sa dobra probka spoleczenstwa do wyciagania wnioskow i uogolniania tez o zachowaniach Iranek (w koncu autorka od 14 roku zycia mieszkala w Austrii i Francji), tak i my w zadnym wypadku nie jestesmy reprezentatywna grupa Polek. A mimo to, daje sie znalezc pewne wspolne cechy…

Wczoraj bylam na swietnej wystawie rownie nietypowej Meksykanki – w Brukseli wciaz jeszcze mozna obejrzec obrazy Fridy Kahlo. Ona z klopotami radzila sobie przez malowanie, a nie gadanie. Z jednej strony mozna ja bylo zobaczyc jako elegancka kobiete o silnej osobowosci, fantazji, w pieknych barwych strojach, a z drugiej jako zmaltretowana bolem i cierpieniem osobe, uwiezona w gorsetach, szpitalnych lozkach itp. Pierwszy obraz na wystawie to Autobus / El Camion. Kiedy Frida miala 18 lat, ulegla wypadkowi na skutek zderzenia autobusu z drezyna – miala zlamany kregoslup i miednice. Namalowala i faceta w niebieskich ogrodniczkach, ktory wyrwal porecz, ktora pozniej przeszyla jej cialo i mezczyzne z torebka ze zlotym pylem, ktory sie na nia wysypal i siebie, wciaz jeszcze spokojnie siedzaca obok nich, jako mloda dziewczyne.

U nas w poniedzialek tez byl wypadek. Zderzyly sie 2 pociagi. Spadl niewielki snieg, zaczely sie opoznienia, pociag pospieszny skierowano inne tory niz w rozkladzie, a nadjezdzajacy z przeciwka osobowy nie stanal przy sygnalizacji swietlnej. Ponoc ten pierwszy mial wbudowany system, ktory by sprawil, ze po przejechaniu na czerwonym swietle pociag automatycznie by sie zatrzymal. W osobowych tego typu urzadzenia nie bylo. W jednym z dalszych wagonow jechal moj kolega z pracy, ktory co dzien dojezdza do Brukseli z Mons. Opowiadal, ze tez sobie wszyscy spokojnie siedzieli, ta trase przebywali bowiem co dzien w identyczny sposob, nagle szarpnelo, co niektorzy sie poprzewracali i przez okno zobaczyli wykolejony przod pojazdu. Podobno ok.20 minut po wypadku nie mozna bylo wychodzic z pociagu, bo wszedzie dokola lezaly pozrywane przewody. Pozniej po cichu wyprowadzano pasazerow. Nie bylo zadnych krzykow, paniki. Nawet nie widzial tych najbardziej poszkodowanych. Na dana chwile zmarlo 18 osob (w tym 3 urzednikow). Mnostwo lezy w szpitalach. Koledze nic sie nie stalo.

Zerkam sobie w wolnych chwilach na rozne blogi i ostatnio na kilku z nich tez zaczynaja sie pojawiac rozne choroby i inne smutne tematy. Osoby, ktore wirtualnie sledze od wielu wielu miesiecy nagle znikaja z blogowej przestrzeni. Zreszta w realu tez sie troche sypiemy. Fajnie jest, jak pozniej wraca sie ‘z tarcza’. Mam nadzieje, ze wkrotce przyjdzie wiosna i zrobi sie troche optymistycznej. W kazdym razie mi na troski i zmartwienia najlepiej pomaga takie iranskie 'wietrzenie'. Parler derrière le dos des autres est le ventilateur du cœur. Poki co plotkujemy i networkujemy glownie przy kawie, herbacie (choc nie z samowaru) i na polskich lunchach. Zamiast malowac – spiewamy. Co do szydelkowania i patchworkowania jeszcze sie zastanowie…

PS1 I jeszcze jeden cytat z Satrapi: C’est comme ça la vie ! Des fois, tu es sur le dos du cheval et des fois, c’est le cheval qui est sur ton dos.

PS2 A wystawe obrazow Fridy polecam. Wygladaja zupelnie inaczej niz w necie czy albumie. Pelne kolorow, emocji, symboli. Najbardziej podobal mi sie Portret Luthera Burbanka.

Do tego na slajdach mozna obejrzec zdjecia z Frida.

Teraz sie zapalilam, zeby jeszcze sie przejsc do muzeum Margritte’a. Tez surrealizm, ale belgijski.

2 komentarze:

Unknown pisze...

Idz, idz.
Moj syn twierdzi ze Magritte super fajny byl! Moge go nawet przyprowadzic na luncz (syna nie Magritta), to porownacie wrazenia.

Aga pisze...

Jak 'zalicze' Margritte'a to nie omieszkam wspomniec o tym na lunchu. A pozniej mozemy sie wymienic wrazeniami ;-)