poniedziałek, 15 lutego 2010

Krokusowe wakacje

We Flandrii ferie zimowe nazywane sa Krokusvakantie - choc ich data uzalezniona jest bezposrednio od dni, w ktorych wypada karnawal, to powszechnie uwaza sie, iz jest to tez czas poczatku kwitnienia krokusow. Prawidlowo zaczynaja sie dzis i trwaja tydzien. Ja, jako osoba calkiem niezalezna od dni wolnych w szkolach, moj urlop juz zakonczylam.

To juz moj trzeci wyjazd z UCPA i coraz bardziej mi sie podoba. Tym razem nie spekalam po paru godzinach, ale caly tydzien dzielnie uczestniczylam w zajeciach. Ponoc jestem nadzieja dla wszystkich lamag, bo skoro ja dalam rade, to znaczy, ze kazdy sie nadaje do nartek! I do tego okazalo sie, ze bylismy najlepsza najgorsza (bo poczatkujaca) grupa, jaka kiedykolwiek mieli w Les Contamines! We wtorek zorganizowano nam wyscigi slalomem ze skretami rownoleglymi i komisyjnie uznano, ze na niebieska trase zamiast w piatek wyjedziemy juz w srode (choc byla taka mgla, ze widzialam co najwyzej czubki swoich nart). Co prawda dzien pozniej na koncowce dosc stromego stoku sie wystraszylam i trzeba bylo mnie sila sciagac z ostatnich kilku metrow, a ja instruktorowi miazdzylam reke w zelaznym uscisku, ale w piatek ze znajomymi zrobilam ta trase jeszcze pare razy i generalnie urlop zakonczylam w zachwycie nad niewatpliwa uroda okolicy, moja odwaga i czysta przyjemnoscia, ktora sie czerpie z dotlenienia i ruchu. I z pewnoscia wroce tam jeszcze ktoregos lata na trekking czy wspinaczke.

Zas co do samej organizacji, to coraz czesciej nasuwaja mi sie skojarzenia z sanatorium dla osob w kwiecie wieku. Zamiast kapieli w borowinie, jest sport na bardzo swiezym powietrzu, zamiast dansingow - soirées dansantes. Pierwsza impreza zyskala miano wieczoru pierwszej szansy, a piatkowa - ostatniej. Do tego streching, joga czy (auto)masaz. I, opcjonalnie, sauna i jacuzzi. Tym razem niestety zabraklo silnej reprezentacji Szwedow, ale za to wzbijalam sie na wyzyny mojego francuskiego. Mialam tylko jedna wtope na zajeciach, kiedy instruktor wciaz nam kazal uwazac na 'bosses'. W pierwszej chwili skojarzylam to z niderlandzkim 'bos', czyli zaroslami i tylko z deczka sie dziwilam, czemu nam ciagle przypomina, zeby nie wjezdzac w krzaki, jesli duzo bardziej niebezpieczne sa na przyklad przepascie. Dopiero jak sie wykopyrtnelam na muldzie ze swiezego sniegu, to zrozumialam o co chodzi.

Ja za to odwdzieczylam sie podszlifowaniem znajomosci polskiego wsrod Francuzow. Jadac raz ze mna wyciagiem instruktor opowiedzial, ze mial kiedys kursanta polskiego pochodzenia, ktory za kazdym razem, jak mu cos nie wychodzilo, krzyczal:
- Korba!
- Chyba 'kurwa'!
- Oui, kuhrwaaa ma.
- Chyba 'mac'.
- Ah, oui, oui, kuhrwaaa macz - rozleglo sie szerokim echem po alpejskich lakach.

Zreszta ja tez chyba przeploszylam wszystkie swistaki i inna zwierzyne, ktora sie wlasnie przebudza z zimowego snu, bo jak na jednym stoku kazano sie nam tak rozpedzic, zeby za jednym zamachem przeszusowac przez 3 wzniesienia, w polowie drogi, kiedy osiagalam jakas oszalamialaca predkosc, zaczelam sie drzec ze strachu (a pluca to ja mam mocne). Zorientowalam sie dopiero, jak wyhamowywalam na ostatniej gorce. Teraz sie smieje, ze mam w siebie automatycznie wmontowany system wczesnego ostrzegania i jak sie mnie przypadkiem nie zauwazy, to na pewno uslyszy.

W kazdym razie wyjazd udal sie wspaniale, choc zaluje, ze nie udalo mi sie zalapac na jakas wyprawe piesza z przewodnikiem, bo okolica oprocz stokow dla narciarzy obfitowala w niezwykle formy terenu, oblodzenia i osoplenia niczym z basni o Krolowej Sniegu, a cala miejscowosc byla przeorana szlakami typu 'Tour du Mont Blanc' czy 'Voie Romaine'. A zreszta co sie bede rozpisywac. Zobaczcie sami:

Nasza pierwsza zielona trasa przygotowana do slalomu


Na szlaku dla piechurow



Po calonocnych opadach sniegu


Okolica Parc des Loisirs


Mont Blanc schowany za chmurka


Takie sobie sople


I absolutna perelka - moj widok z okna. Nawet piekniejszy niz w BXLi ;-)


Na krokusy trzeba co prawda jeszcze poczekac, ale przynajmniej jest co powspominac...

A dla porownania, tu sa moje wrazenia po wyjezdzie z UCPA na narty w zeszlym roku: Sprawnosc Niedzwiadka. Teraz juz bym zasluzyla na odznake Sniezynki!

Brak komentarzy: