Nastepna wycieczke pociagiem planuje juz w sobote do Bois de Hal, gdzie poszycie lasu pokryte jest niebieskimi kwiatkami. Kwitna tylko kilka tygodni w roku, w poniedzialek na stronie RTBF ukazal sie artykul o tak donioslym wydarzeniu i w najblizszy weekend mamy ostatnia szanse zobaczyc to cudo. Po francusku te roslinki zwa sie jacinthe des bois, po angielsku Common Bluebell , ich lacinska nazwa brzmi hyacinthoides non-scripta. Dlugo szukalam polskiego tlumaczenia i okazalo sie, ze nie jest to zaden hiacynt, a… endymion zwisly ;-) Fotki juz wkrotce. A tymczasem wrzucam moj widok z okna w pracy (zdjecie z dzis)
Przy kazdym powiewie wiatru na chodnik spada deszcz rozowych platkow
Znacznie trwalsze sa kasztanowce
Oraz bez i tulipany
Oprocz kwiecia wszedzie pelno jest entuzjastow biegania
A jeszcze miesiac temu park wygladal tak.
Dzis na lunch kupilysmy jedzenie na wynos i wyszlysmy 'na zielona trawke' troche sie dotlenic i podzielic wrazeniami po urlopach. I kiedy opowiadalam o moich zajeciach z ostaniego tygodnia stwierdzilysmy, ze jakby tak kupic mieszkania w jednym budynku, to kazdy moglby robic co lubi. Ja bym pielila i dbala o kwiatki w ogrodku (wzglednie moglabym piec ciasta), jedna kolezanka – gotowala, inna by byla odpowiedzialna za transport i logistyke. Panow juz widzialysmy oczami wyobrazni w roli ‘zlotej raczki’ i managera ds.kulturalnych. A budynek bysmy ozdobili barokowymi aniolkami. I wokol rozbrzmiewalyby dzwieki lutni. Tudziez pianina. Sielanka po prostu. I z ta wizja trzeba bylo wrocic po lunchu do pracy.
Ta wiosna nam w glowach przewraca!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz