piątek, 3 grudnia 2010

Diabel w muzyce

Na ostatnie zajecia solfezu jeden wspoluczen przyszedl niezmiernie zadowolony i z szelmowskim usmiechem oswiadczyl, ze kategorycznie odmawia klaskania i tupania rownoczesnie, bo wyczytal, ze cierpi na chorobe zwana dyspraksja, ktora powoduje brak koordynacji ruchowej. Skoro na zajecia polskiego mozna przyniesc zaswiadczenie o dysleksji, na matematyke - dyskalkulii, to on na muzyce moze sie bronic inna dysfunkcja, ktora go zwalnia od mozolnych cwiczen. Jak nic wszyscy padlismy ofiarami tejze choroby. Zwlaszcza, ze poziom trudnosci rosnie szybko, doszlismy juz do trioli i szesnastek i jako dodatkowy gadzet (ktory nie wiadomo czy nam to klaskanie ulatwia, czy sprawia, ze trafia nas szlag) mamy nieublagalny metronom.

Wracajac zas do dyspraksji, przyznal sie do niej ostatnio Daniel Radcliffe, odtworca roli Harrego Pottera, ktory ma w zyciu codziennym problem z wiazaniem sznurowek. Ponoc zaburzenie to powoduje, ze ludzie nie potrafia zuc gumy i rownoczesnie wchodzic po schodach. I nie odrozniaja strony lewej od prawej (jak ja! sprawdzilam i dziala to u mnie we wszystkich jezykach). I pojec takich jak: w, na, za (z tym mam problem tylko po francusku w przypadku 'au-dessus' czyli nad i 'au-dessous' czyli pod). Jednak klaszcze, paszcza plaszcze i tupie wytrwale...

Ale to nie koniec odkryc w naszej muzycznej edukacji, bo zaczelismy pracowac nad interwalami, czyli odleglosciami miedzy dwoma dzwiekami (zeby nauczyc sie je rozpoznawac ze sluchu). Sekunda wielka, to dwa pierwsze dzwieki piosenki "Panie Janie", tercja wielka to "Stary niedzwiedz mocno spi", kwarta czysta to "Plonie ognisko w lesie" i tak dochodzimy do trytonu, czyli odleglosci calych trzech tonow. Brzmi to strasznie i w dawnej muzyce koscielnej granie ich bylo zakazane, bo uwazano, ze jest to dzwiek stworzony przez diabla ('diabolus in musica'). Dzis stosuje sie go w muzyce do filmow kryminalnych.

I tak wysluchalismy wszystkich zgrzytajacych dzwiekow z luboscia odgrywanych w moim salonie na elektronicznym pianinie, ktorego niedoskonalosc (w porownaniu z tradycyjnym instrumentem) efekt tylko poteguje. W konsekwencji czym predzej przygotowalam notki dla sasiadow z gory dziekujac za ich wyrozumialosc na blizej niezidentyfikowane halasy dochodzace z mojego mieszkania raz w tygodniu. Licze na ich zrozumienie i wsparcie dla nauki i sztuki ;-)

A na koniec ciekawostka ze strony:
http://www.filharmoniaslaska.art.pl/archiwum/2004/k-14-05.html o utworze z diablem w tytule:


Giuseppe Tartini (1692 - 1770)
Sonata g-moll z trylem "diabelskim"
Jeden z najznakomitszych skrzypków-wirtuozów, kontynuator włoskich tradycji muzyki skrzypcowej, spędził wiele lat jako skrzypek i koncertmistrz w orkiestrze bazyliki św. Antoniego w Padwie. Poza kompozycjami głównie sonatami i koncertami opublikował wiele traktatów dotyczących techniki gry skrzypcowej i akustyki muzycznej. Wprowadził znaczące innowacje, m.in. grubsze struny, smyczek z lekkiego drewna, a w technice gry rozszerzenie dynamicznej skali skrzypiec, podwójne chwyty i tzw. "diabelski" tryl, zastosowany w sonacie noszącej jego nazwę. Z powstaniem Sonaty wiąże się legenda przytoczona przez Josepha Jerome'a de Lalande'a, francuskiego astronoma, który będąc z wizytą w Padwie miał usłyszeć od Tartiniego następującą historię: Pewnej nocy w 1713 r. kompozytorowi przyśnił się diabeł stojący w nogach łóżka, który w zamian za duszę muzyka zaproponował swoje usługi. Tartini wyzwał go na muzyczny pojedynek. Diabeł wziął w ręce skrzypce i zagrał sonatę tak piękną i wykonaną z takim mistrzostwem i uczuciem, jakiego Tartini nigdy w życiu nie słyszał. Silne wzruszenie, towarzyszące słuchaniu muzyki spowodowało, że kompozytor obudził się i pochwyciwszy skrzypce próbował powtórzyć usłyszany we śnie utwór. Niestety, udało mu się uzyskać tylko namiastkę tego, co grał diabeł. Napisaną wtedy kompozycję nazwał Diabelską sonatą (choć występuje ona również pod nazwą Sonaty z trylem "diabelskim").

2 komentarze:

Łukasz pisze...

Hej!
Bardzo fajnego masz bloga! Może miałabyś ochotę na współpracę z naszym powstającym właścnie magazynem internetowym http://powrotnik.eu/?
Byłoby super!
pozdrowienia z Dublina
Łukasz

Aga pisze...

Lukaszu,

Bardzo dziekuje za slowa uznania. Portal przejrzalam, w wolnej chwili (choc z tym u mnie ciezko) moge dorzucic cos o Belgii, ale wolalabym, zeby ten blog nie byl nigdzie polecany. Teraz w zamysle mam jego reorganizacje i drobna zmiane wizerunku. W przyszlym roku okaze sie, co mi z tego wyjdzie...

Pozdrawiam z zasniezonej Brukseli

Aga