Nadal jestem uwieziona w domu, bo zle sie czuje, kaszle i choc snieg za oknem wyglada pieknie, doleczam sie w cieple domowego kaloryfera (bo ogniska sie u mnie nie doszuka). I zamiast pierniczyc na blogu, postanowilam tym razem popierniczyc w kuchni. Dla odmiany bez mieszanki Doktora Oetkera, a z maki, cukru i miodu okazalo sie, ze tez sie da stworzyc niezgorsze cudenka.
Reszta tez mi sie lawinowo pierniczy. Najpierw popsul mi sie aparat. Obiektyw sie wysunal, dostalam informacje o bledzie i w zaden sposob nie chce sie zamknac spowrotem. Do tego cos mi sie stalo z okiem, bo zapuchlo, wygladam jak bokser po przegranej walce (czyli jakby mi ktos przypierniczyl) i cos mi sie z niego packa (zakladam, ze gdyby to byla alergia na pierniki, to objelaby oba oka, a nie jedno). Na szczescie pod moim domem otwarto nowy polski sklep i na dosc pustych jeszcze polkach wynalazlam pudelko rumianku i robie sobie oklad za okladem.
Wracajac zas do pierniczenia w pozytywnym tego slowa znaczeniu, dzis znajoma sprzedawala wyroby wlasnej roboty po niedzielnej mszy, a dochod ma byc przeznaczony na zakup ksiazek dla dzieci do przykoscielnej biblioteki. W piatek rozeslala nam kilka bardzo zachecajacych zdjec, ktore na mnie podzialaly tak, ze z zazdrosci sama sie wczoraj wzielam za wypiekanie. Najpierw jej osiagniecia:
Niestety bylam w gorszej sytuacji, bo primo: brakuje mi know-how'u, secudno: posiadam tylko jedna foremke w ksztalcie choinki, tertio: pod koniec widzialam wlasciwie na jedno oko. Ale na coz ma sie kreatywnosc i samozaparcie! Poszperalam w necie i w ksiazkach i postanowilam zaczerpnac pomysly od rodziny Borejkow z powiesci pani Musierowicz ;-)
Najpierw wyprobowany juz przeze mnie przepis:
1 kg mąki
350 g płynnego miodu
przyprawy do pierników
2 łyżeczki sody, 1 - kakao,
350 g płynnego miodu
przyprawy do pierników
2 łyżeczki sody, 1 - kakao,
2 jaja
350 g cukru
150 g masła,
Jezeli miod jest skrystalizowany, rozpuscic go na malym ogniu. Wymieszac 3/4 kg maki z soda, przyprawami i kakao. W garnuszku zbrazowic, mieszajac, 80 g cukru, zalac polowa szkanki wody, zmieszać i wlac tak powstaly karmel do maki. Dodac reszte cukru, roztrzepane jaja i maslo (ja je tez rozpuscilam). Zmieszac, zagniesc. Pozostale cwierc kilograma maki sluzy do podsypywania przy ugniataniu. Zagniecione do gladkosci, surowe ciasto wlozyc do lodowki (moze dojrzewac nawet tydzien).
150 g masła,
Jezeli miod jest skrystalizowany, rozpuscic go na malym ogniu. Wymieszac 3/4 kg maki z soda, przyprawami i kakao. W garnuszku zbrazowic, mieszajac, 80 g cukru, zalac polowa szkanki wody, zmieszać i wlac tak powstaly karmel do maki. Dodac reszte cukru, roztrzepane jaja i maslo (ja je tez rozpuscilam). Zmieszac, zagniesc. Pozostale cwierc kilograma maki sluzy do podsypywania przy ugniataniu. Zagniecione do gladkosci, surowe ciasto wlozyc do lodowki (moze dojrzewac nawet tydzien).
Po rozwalkowaniu ciasta, mozna z niego foremkami wycinac gwiazki i choinki, albo przylozyc dowolnego ksztaltu szablon wyciety z papieru i obrysowac go czubkiem ostrego noza (tak powstaly moje aniolki i serduszka).
Piec 10 minut w temperaturze 180 stopni.
To efekt (zdjecie zrobilam telefonem, ktory, odpukac!, wciaz dziala):
A to z make-up'em ;-)
Dzis pierniki legly juz w walizce. W srode 'spierniczamy' do Polski.
PS A na przyszlosc, dowiedzialam sie, jak zapanowac nad lukrem, zeby zamiast jednej wielkiej plamy zrobic ladne kropki czy kreski. Otoz wlewamy go do zwyklej torebki foliowej, w ktorej robimy malenka dziurke. Wyprobuje nastepnym razem. Poki co moje wypieki maja dosc prymitywne wzornictwo. Za to sa bardzo smaczne (zabraklo mi pudelek i niektore egzemplarze zostawilam sobie na deser ;-).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz