Czytam 'Dziewczyne z zapalkami' Anny Janko (ksiazka troche zbyt ponura jak na moj gust, ale czyta sie dobrze) i tam trafilam na opis… lawy.
Lawa - niski stol biesiadny, z blatem na wysokosci kolan, modny szczegolnie w epoce gierkowskiej, nadajacy sie w istocie tylko do czytania gazety lub podgryzania slonych paluszkow. Jednakze Polacy przy lawach sniadali, obiadowali i podwieczorkowali, kultywujac niewygode i skladajac ofiare z sukien i spodni obficie oblewanych i obsypywanych spozywanym pokarmem.
U nas w domu tez byla lawa, dzieki ktorej fantazyjnie skrzywilam sobie kregoslup (jako dziecko oprocz czynnosci wyzej wymienionych odrabialam przy niej lekcje wywijajac sie na wszystkie strony). W efekcie przez wiekszosc lat bylam zwolniona z WFu i w zamian jezdzilam na zajecia korekcyjne, gdzie ryjac nosem w materac i trzymajac woreczki z kasza mialam udawac, ze plyne zabka. Czasem dostawalam tylko czesciowe zwolnienie (ze skakania, dzwigania itp) i wtedy mimo moich srednich wynikow i tak stawiano mi piatki ‘za dobre checi’. Jest jeden plus tej calej sytuacji – teraz musze cwiczyc, zeby mi sie kregoslup nie dawal we znaki. Na moich ulubionych zajeciach instruktorka co tydzien przynosi inne rekwizyty, zeby nie przyzwyczajac miesni do wciaz tych samych ruchow i niestety okazalo sie, ze nie umiem skakac na skakance stylem przeplatanym (zawsze przeskakuje prawa noga), hula hop zazwyczaj mi spada (choc wlasnie sie nauczylam nim krecic na rece!), a o lapaniu podrzucanej pilki moge zapomniec, bo sie lapie za glowe zamiast za spadajaca pilke. Najlepiej mi ida cwiczenia z krzeslem (ten mebel mam opanowany do perfekcji) i podestem (to zasluga mieszkania od roku w starej kamienicy na drugim pietrze bez windy). Ale dobre checi mnie nie opuszczaja!!!
Za to w moim mieszkaniu mam stol. Porzadny drewniany z 4 krzeslami i dwoma awaryjnymi stolkami jak przyjdzie wiecej osob. Na codzien w polowie jest zasypany gazetami, notatkami, mapami, zeszytami, ksiazkami, ktore chowam na miejsce zawsze jak spodziewam sie, ze ktos przyjdzie, po czym znowu wracaja na wierzch (mam ostatnio zly nawyk przegladania tego wszystkiego podczas jedzenia). Przy tym stole pisze bloga i rownoczesnie moge ogladac telewizje, co wlasnie czynie (na EXQI Culture jest koncert jazzowy). A jak skoncze, to posprzatam ten stos papierzysk, bo pojutrze mam gosci.
I choc poczatkowo myslalam o kupieniu malej lawy i postawieniu jej przy kanapach, to juz zrezygnowalam z tego pomyslu.
A siedzac na krzesle nadal sie krzywie. Consuetudo est altera natura. (Przyzwyczajenie jest druga natura).
poniedziałek, 16 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz