niedziela, 1 lutego 2009

Wspomnienia z podboju UE

W zeszlym roku moj blog zostal wspomniany przez Reine_Marguerite. Wkrotce rozpocznie staz w Brukseli (trzymam kciuki) i troche mnie sprowokowala do przypomnienia sobie, jak to bylo na poczatku... Na moja druga rocznice, kiedy ze znajomymi robilysmy duza impreze, jedna kolezanka przygotowala swietna prezentacje o mnie i innych Epskach, ktore tez zaczely prace w lutym. W tym celu musialysmy podeslac jej fragmenty starych maili, ktore pisalysmy do znajomych/rodziny. Tu wklejam kilka fragmentow z 2006 roku:

Wszystko zaczelo sie w piatek po pracy wyjsciem z moim Unitem na piwko. Nauczona doswiadczeniami z poprzedniej firmy bardzo sie ucieszylam z takiej mozliwosci, jak mi jeszcze powiedzieli, ze idziemy do jakiegos super miejsca, gdzie chodza urzednicy, to sie ucieszylam jeszcze bardziej i jak juz dojechalam na miejsce (srednia wieku ludzi z ktorymi pracuje jest ok. 40 lat, wiekszosc po slubie i jeden 'kolega' mnie podrzucil) to sie zalamalam - bylo tam tak potwornie ciasno, ze ludzie stali w kurtkach z piwem w reku i udawali, ze jest tak super. Porazka. Czulam sie jak w tramwaju, taki scisk, tylko nie bujalo. Po 2 godzinach zwatpilam i zwialam prosto na comiesieczne spotaknie Polakow pracujacych w instytucajach (w kazdy pierwszy piatek miesiaca). Jak tam doszlam, bladzac niemilosiernie, to wpadlam w absolutny zachwyt - pub wygladal bardzo polsko, wokol sami Polacy, az zal bylo wychodzic.

W sobote ruszylam na poszukiwanie mieszkania. Generalnie to mi sie srednio podobaly, bo pietra sa malutkie i wszedzie sie trzeba bardzo nachodzic po schodach. Hitem bylo jedno mieszkanie, generalnie bardzo ladnie urzadzone, gdzie w celu dojscia do pokoju, ktory mialam wynajmowac, trzeba bylo pojechac w gore winda, potem pietro po schodach, potem korytarz, potem super waskie i strome schody w dol, tak zakrecone, ze caly czas sie zastanawiam, jak ja bym tam sie miala zmiescic z walizka. Zeby sie dostac do salonu, stala drabina, po ktorej trzeba sie tam bylo wdrapac. Jakis kosmos. I pokoj kosztowal tam 500 eur. Pewnie nie musialabym doplacac jeszcze za gimnastyke, ale i tak dziekuje bardzo za takie udogodnienia. Ostatecznie zdecydowalam sie na ladny pokoik z balkonem, 10 min pieszo od pracy, w ladnej i podobno bezpiecznej okolicy, lazienka na polpietrze (niestety) i 4 innymi osobami wynajmujacymi pokoje na innych pietrach. Zaraz ide podpisac kontrakt i mam pokoik na 6 miesiecy z mozliwoscia przyjmowania gosci ;-)))

Co do pracy, to tu wcale lepiej nie jest, jesli chodzi o to co tu robie. Caly czas nie wiem, co gdzie jest i za co sie zabrac. Dzis pol dnia stracilam na wyrobienie sobie indentyfikatora - poszlam tam o 8-mej, zeby byc jedna z pierwszych, ze specjalnej maszyny wyciagnelam numerek i jak zaczeli nas wpuszczac, to sie okazalo, ze tasma z numerkami byla wlozona w odwrotnej kolejnosci i numery zamiast narastac, to sie zmniejszaly. Balagan maksymalny!

Poza tym jestem troszke przytloczona biurokracja i procedurami. I pomyslec, ze narzekalam kiedys na tabelki w poprzedniej pracy. Tu zamiast tabelek mam liste, z ktora bede pokonywac kilkometry po korytarzach zbierajac podpisy. Przynajmniej nie bede narzekac na brak ruchu ;-))) Ludzie, z ktorymi pracuje, sa na szczescie dosc sympatyczni i pomocni. Jak na poczatku dostalam od IT klawiature francuska - oni tam maja wszystko w innym miejscu - i troche ponarzekalam, od razu mi zalatwili taka normalna (a wiem od innych ludzi z innych DG, ze sie nie moga doprosic o zmiane).Niestety mam szefowa gestapowca - nawet na kurs francuskiego mi zolza nie pozwolila pojsc, bo mam sie skupic na pracy.


Szkoda, ze wtedy nie wpadlam na pomysl prowadzenia bloga, bo bym miala takich historyjek jeszcze wiecej. Na koniec cytuje absolutny hit w postaci wspomnien mojej kolezanki :

Umowmy sie, nie byla to najlepsza decyzja jaka podjelam w zyciu. Dzisiaj przed praca usilowalam kupic sobie kolejna paczke chusteczek higienicznych, bo z nosa leje mi sie ciurkiem. Tymczasem zachodze dzis do sklepu a tam polka pusta i nie ma zadnych. Mysle sobie kupie w jakims kiosku po drodze, ale tu (cenzura) nie ma zadnych kioskow po drodze. Tu sa albo domy, albo biura, albo sklepy z drogimi ciuchami, ewentualnie (cenzura) czekoladki. Spozywczych jest malo, bo to jest Europa Zachodnia i oni nie jedza w domu - albo na stolowkach albo w restauracjach. Przekonuje sie powoli do Arabow, bo to jest jedyny narod, ktory tu pracuje jakos sensownie.

Brak komentarzy: