niedziela, 15 lutego 2009

Romeo i Julia


Od czasu do czasu lubie ckliwe historie i tak sie zlozylo, ze ostatnio dwa razy pod rzad bylam na 'Romeo i Julii' (choc za opowiescia specjalnie nie przepadam). Najpierw obejrzalam sztuke wystawiana przez teatr z Oklahomy w Brukseli po angielsku. Jednak zamiast cytatow z Szekspira, dwojka aktorow (jedno z nich jest na zdjeciu obok) probowala odtworzyc rozmowy, ktore przeprowadzili z Amerykanami, pytajac ich co pamietaja z opowiesci o slawnych kochankach. Przez pierwsze 15 minut bylo smiesznie, ale potem okazalo sie, ze kazdy mowil to samo i caly czas klepali podobny tekst w identyczny sposob. Po godzinie prawie spalam, teatr opuscilam z ulga. Nastepnego dnia opowiadalam znajomym Polakom, ze to byl koszmar czym wprawilam w ogromne zaskoczenie przysluchujacego sie kolege-obcokrajowca: 'Romeo et Juliette? Un cauchemar?!!!' ;-)

Na szczescie wszystko co ta opowiesc stracila w moich oczach przed kilkoma tygodniami, to odzyskala dzisiaj. Balet moskiewski do muzyki Prokofieva nie mogl mnie zawiesc. Przepiekne kolorowe stroje, urodziwi tancerze i swietna choreografia robily wrazenie. Kolega-Holender zauwazyl, ze moze nasz zachwyt wzbudza slowianskie podejscie do tematu - glowy rodow Kapulettich i Montekich ubrani byli w kontusze niczym z 'Pana Tadeusza', a dworki mialy stroje lowiczanek. Dla urozmaicenia Tybalt i Julia byli wyraznie pochodzenia azjatyckiego (co poniekad nie szkodzilo, bo przeciez byli z tych samych rodow ;-) Swietne byly role Merkucja (ktory caly czas robil wrazenie, ze swietnie sie bawi - nawet podczas koncowych braw stronil do swojego mordercy Tybalta) i niani (siadala na stolku rowniutko z hukiem podkladu muzycznego), ale w prawdziwy szok nas wprawilo, jak Romeo z zamachem rzucil na ziemie rzekomo niezywa ukochana! Julia upadek przezyla! Ale zaraz potem odegrala swoje samobojstwo.

Generalnie mam za soba przepieknie spedzone 3 godziny.

Po kliknieciu tu, mozna posluchac fragmentu 'Romea i Julii', ale w innym wykonaniu niz widzialam.

W czerwcu ide na Don Kichota (tez balet moskiewski).

Brak komentarzy: