Z reguly (choc jest sporo wyjatkow) moje rowiesniczki w Polsce sa juz zamezne i nierzadko maja jedno dziecko. Czas im mija na pracy i obowiazkach domowych, wychowywaniu potomstwa, odpoczynku przed telewizorem, spotkaniach z krewnymi i (rzadziej) z przyjaciolmi, ktorzy sa w podobnej sytuacji rodzinnej (czyli malzenstwa z dzieckiem).
Tymaczasem tutaj najczesciej jestesmy stanu wolnego, bez dzieci, po pracy sie spotykamy ze znajomymi w pubach, na probach, koncertach, fitnessach, czy zapraszamy sie nawzajem, rodzine widzimy jedynie podczas swiat i urlopow, a filmy ogladamy w kinie. I nie umiem powiedziec, czy zyje nam sie lepiej lub gorzej niz w Polsce, ale napewno zyjemy inaczej.
Byla teraz u mnie na weekend kuzynka (jej maz i synek zostali w Polsce i tak sie zlozylo, ze na te pare dni przyleciala do mnie sama). Standardowo zaczelysmy od spaceru po miescie, a potem mialam okazje ja zabrac na dwa spotkania. W sobote poszlysmy na parapetowke do kolezanki i przez pierwsza godzine bylysmy w towarzystwie samych samotnych Czeszek i Slowaczek. Panow przyszlo kilku i sie smialysmy, ze co niektore dziewczyny sie na nich rzucily jak hieny, bo to towar bardzo limitowany.
Udalo mi sie znalezc raport o pracownikach instytucji i tam niezbicie stwierdzaja, ze w naszym przedziale wiekowym zatrudnionych kobiet jest ponad 2 razy wiecej niz facetow. Proporcje sie wyrownuja dopiero wsrod 45-latkow. Najgorzej maja 25latki (na 105 dziewczyn przypada 19 przedstawicieli plci przeciwnej). W uproszczeniu wyglada to tak, ze instytucje sa pelne mlodych kobiet z nowych krajow czlonkowskich i starszych facetow z EU15 (czyli unii przed rozszerzeniem w 2004 roku).
Te statystki (nota bene raport jest swiezutki, bo zaktualizowano go 9 stycznia br) mialy odzwierciedlenie na imprezie. Kolejnym zaskoczeniem kuzyki byly pytania jakie zadawano zaraz po przedstawieniu sie sobie nawzajem. Pierwsze to ‘W jakim DG pracujesz?’ (zatem od razu zakladamy, ze wszyscy wokolo sa z instytucji, bo skad u licha ktos z zewnatrz ma wiedziec, co to jest ‘didzi’) i czy nie chcialaby wyjechac z Polski i pracowac w Brukseli ;-)
Natomiast drugiego dnia bylysmy na probie choru w skrajnie innym towarzystwie – tu juz liczba malzenstw wzrosla i w dodatku naszym spiewom przysluchiwalo sie pare dzieci w wieku od kilku tygodni (!!!) do paru lat. Juz na naszej polskiej mszy wyraznie widac, ze Epsy jak moga, to namnazaja sie szybko i sprawnie, bo ilosc maluchow wystarczylaby na male przedszkole. Trend widac we wszystkich grupach narodowosciowych - kolega Belg z ktorym pracuje ma 4 corki, kolega Francuz – szostke (chcieli miec 5, ale na koniec trafily sie im blizniaki). Te zwyczaje stopniowo przejmujemy i my i np. panstwo ambasadorostwo moga sie juz pochwalic 10tka potomstwa (wiecej na stronie http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,4040977.html). W Polsce osiagnieciem jest jedno dziecko, w Belgii z reguly liczba ta znacznie wzrasta. I kiedy w kraju swiezo upieczeni rodzice zasluzenie relaksuja sie przed telewizorem, tutaj dzieciaki pakowane sa w samochod i zabierane na spotkania, zakupy, wycieczki i wszedzie tam, gdzie dorosli musza czy chca sie udac, a brakuje dziadkow, z ktorymi mozna by maluchy zostawic. Jak juz urosna, to troche wytchnienia zapewniaja rozne zajecia: umuzykalnianie, balet, sport, kolega wyslal teraz corke na tydzien do Euro Space Center w Ardenach czy na weekend ubiera sie je w szorty (niezaleznie od pogody i temperatury powietrza) i wysyla na zbiorki organizacji skautowskich.
W naszym polskim chorze urodzilo sie juz trzecie dziecko w tym roku kalendarzowym! Ich rodzice powoli do nas wracaja, lada chwila dzieciatka zaczna im towarzyszyc na codzien. W nosidelkach, chustach czy lezaczkach beda uczestniczyc w swiecie doroslych. Sluchac naszych spiewow zamiast ogladac bajki w telewizji. Za pare lat zobaczymy, co z nich wyrosnie…
A kuzynka wtedy odwiedzi mnie ponownie i porowna ;-)

1 komentarz:
A moja 54 letnia kolezanka z pracy narzeka ze w Brukseli nie ma facetow;-)
Brukselka
Prześlij komentarz