• Jesli grupa sklada sie z kilku osob, warto wziac pod uwage wynajecie mieszkania. Ostatnio skorzystalam ze strony http://www.homelidays.com/
• W Mediolanie najbardziej ‘klimatycznym’ miejscem na wieczorna kolacje jest okolica kanalu - dojazd metrem do przystanku Porta Genova i nastepnie trzeba isc za tlumem (wybor knajpek jest ogromny!).
• Opery niestety nie udalo nam sie zobaczyc. Jesli jednak oficjalnie nie ma juz biletow do La Scali, to mozna sprobowac zalatwic wejsciowki. W tym celu dzien wczesniej, dwie godziny przed spektaklem, w chwili otwarcia kas biletowych, nalezy wziac numerek i nastepnego dnia odebrac bilet. Na Aide na 20 czerwca kosztowaly 12 eur.
• Dokonalam bardzo odkrywczego spostrzezenia: Mediolan jest jak Bruksela - sam w sobie nieciekawy, ale jak doskonale skomunikowany!!! W ciagu max. dwoch godzin mozna dojechac nad morze (Genua), nad jeziora (Como, Garda), w gory (Alpy) i do wielu pieknych miast (Turyn, Werona, Bolonia, Parma, nawet do Wenecji nie jest tak daleko).
• Pociagi regionalne, bez miejscowek, sa dosc szybkie i tanie (do Werony kosztowal nas 8 eur w jedna strone). Trzeba bardzo uwazac na intercity, bo moze juz nie byc biletow. Warto zobaczyc Stazione Centrale di Milano (stamtad jezdza pociagi do Genui, Boloni czy Werony) reprezentujaca faszystowska potege (zbudowana byla za Mussoliniego).
• Dom Julii w Weronie to drobne nieporozumienie - we wnetrzach widzielismy glownie serie szkieletow w roznych mniej lub bardziej przyzwoitych pozycjach. Warto tam wejsc jedynie dla balkonu, jesli mamy pod reka jakiegos Romea, ktory nas z dolu bedzie fotografowac ;-)
Najbardziej oplaca sie kupic jednodniowy bilet wstepu do roznych atrakcji - my to wymyslilismy za pozno, juz po wejsciu do Areny, ktora tez jest w pakiecie. W antycznym amfiteatrze latem odbywaja sie przedstawienia.• Lago di Como to najglebsze jezioro Alp (410 metrow)
Za przewodnikiem Pascala:
Bellagio, lezace u podnoza porosnietych cyprysami wzgorz na czubku trojkata rozdzielajacego dwie odnogi Como, uchodzi za najpiekniejsza miejscowosc we Wloszech. Trudno sie nie zgodzic, widzac wysadzana oleandrami i lipami promenade, fin de siècle'owe hotele w kolorach brzoskwiniowym, kremowym i toffi, czy polozona na kilku pagorkach brukowana starowke w centrum. Miasteczko nie podporzadkowalo sie do konca turystyce i na kazdym kroku widac, ze zyje wlasnym zyciem, co budzi podziw, zwazywszy na ilosc przyjezdzajacych tu wczasowiczow. W barach przesiaduja mieszkancy, a posrod sklepow spozywczych jedynie tu i owdzie pojawia sie pojedynczy sklepik z antykami, rzemioslem czy pamiatkami. Kto teskni za prawdziwym wypoczynkiem, trafil w dziesiatke.



I inne miasteczka:

• A wracajac samolotem koniecznie trzeba wyjrzec przez okno ;-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz