środa, 10 czerwca 2009

Spowolnienie

Skonczyly sie proby, za mna ostatni egzamin z niderlandzkiego, po biegu zostalo tylko wspomnienie (i filmik, jak bohatersko i dzielnie przekraczam linie mety niemalze tratujac innych dokola), do tego popsula sie pogoda i kilka razy dziennie mamy oberwania chmury, burze i ulewy (nawet nie chce sie isc do kina) i nagle cala energia mnie opuscila.

Rano walcze z czasem – tzn.on ucieka, a ja leze i sobie obiecuje, ze jeszcze tylko minutka i zaraz wstaje. W pracy w miare spokoj i na szczescie siedze sama, bo co rusz ziewam i to tak bardzo, ze czasem mam obawy o wyskoczeniu paszczeki z 'zawiasow'. W drodze do domu zahaczam tylko o sklep Araba i kupuje na zmiane truskawki lub czeresnie, ktore uwielbiam i pochlaniam w ogromnych ilosciach, ale codzienna porcja witamin niewiele pomaga. A po powrocie placze sie z kata w kat i sama nie wiem, czego chce. Po tych aktywnych ostatnich tygodniach najwyrazniej brakuje mi adrenaliny i precyzyjnie wyznaczonych zadan.

Probuje za to sobie znalezc jakies przyjemne relaksujace zajecia. Wczoraj na przyklad obejrzalam kolejny odcinek reportazu o spisie powszechnym w Polsce w 2002 roku, w ktorym skupiono sie na mieszkancach pewnego nowego ekskluzywnego apartamentowca. Moja uwage przykuly dwie osoby – mloda zarozumiala babka, ktora pare lat pracowala w Stanach i co rusz chwalila sie dyplomami (ozdabiajac swoja wypowiedz mnostwem ich angielskich nazw) i oszalamiajaca kariera, jaka rzekomo robi w handlu detalicznym oraz starsza pani, o czarujacym usmiechu, ktora dorastala w Peru (co wyszlo z zaskoczenia, jak ja poproszono o podanie miejsca urodzenia), cale zycie spedzila za granica i na starosc dopiero zjechala do Polski (w poszukiwaniu korzeni) mowiaca nienaganna polszczyzna. Ciekawe jak by wygladaly wywiady prowadzone z nami za pare lat…

Oprocz telewizji nadrabiam zaleglosci w czytaniu. Mam spory stosik gazet i ksiazek i dopiero teraz moge znalezc na nie czas. Zreszta do kolezanki doszla wlasnie dostawa z Merlina, ktora zamowilysmy wspolnie, a za tem ilosc pozycji do przeczytania wciaz mi sie powieksza.

Gram tez na pianinie, ktore mam od tygodnia. Kupilam je co prawda przed 3 miesiacami, ale dlugo czekalam na transport (z Anglii, bo jak sie okazalo, w zwiazku z korzystnym kursem EUR/GBP tam sie najbardziej oplacalo dokonac zakupu). Nie jest to tradycyjny instrument, jaki mialam w Polsce, lecz elektroniczny i ma jedna olbrzymia zalete w postaci sluchawek, ktore powoduja, ze tluke w klawisze do woli, a sasiedzi moga spac spokojnie. Poki co probuje zapanowac nad lewa reka, ktora nie chce sie uniezaleznic od prawej i przypominam sobie, co dawniej umialam zagrac. A jak sie doszkole, to bede zapraszac znajomych na koncerty ;-) A propos, przypomniala mi sie ciekawa teoria kolegi, do czego sluza pedaly w fortepianie? Otoz jak muzyk sie zatraci w swoim graniu, to czasem musi zahamowac instrument, zeby mu nie odjechal ;-)

Ten stan lenistwa potrwa u mnie jeszcze najwyzej tydzien i od przyszlego weekendu zaczynam wyjazdy! Uff.

Brak komentarzy: