Mialam spora przerwe w blogowaniu spowodowana niepodziewana hospitalizacja (teraz jestem na przepustce). Zaczelo sie od bolu brzucha, ktory z czasem coraz bardziej poteznial, ostatkiem sil udalo mi sie przyleciec do Polski (mialam bilet na kilkudniowy pobyt na Wszystkich Swietych) i 1 listopada wyladowalam na izbie przyjec. Tak sie sklada, ze cokolwiek by sie ze mna nie dzialo, najbardziej narazone sa nerki i tradycyjnie polozono mnie na nefrologii. Pierwsze dni pamietam tylko jako szereg kroplowek (antybiotykow, elektrolitow, lekow oslaniajacych i przeciwbolowych). W bolu czlowiek koncentruje sie tylko na samym sobie, wiec w sumie niewiele pamietam. Po kilku dniach objawy zaczely ustepowac, zaczelam bardziej zwracac uwage na to, co jest dookola mnie.
Nie bede jednak pisac o polskiej sluzbie zdrowia, a o Bardzo Dzielnych Ludziach, ktorych poznalam przez miniony tydzien. 'Szlachetne zdrowie...' pisal Kochanowski. Tymczasem nietrudno docenic, ze dobrze jest byc w pelni sprawnym (do tego trzeba tylko troche wyobrazni). Sztuka jest, gdy cialo boli, a bliscy odchodza, zamiast sie zalamac i pograzyc w beznadziei, znalezc w sobie sile, zeby nadal prowadzic 'normalne zycie'. Mimo wszystko.
Wokol nas jest wiele ciezko chorych osob, ktore co dzien prowadza swoje walki i biegna swoj wlasny maraton. To kilka z nich:
- pani z dziekanatu, lat 35. Od dziecinstwa choruje na cukrzyce, ktora calkiem zniszczyla jej nerki. Obecnie dostala cykler do domu, co noc na 9 godzin podlacza sie do maszyny, ktora oczyszcza jej krew. Kiedy sie zepsuje, wtedy 4 razy na dobe trzeba robic reczna dialize otrzewnowa. Rano wstaje, zaczyna dozowac sobie insuline i idzie do pracy. Czeka na przeszczep trzustki i nerki (w miare mozliwosci od jednego dawcy).
- wykladowca akademicki. 3 razy w tygodniu jezdzi do szpitala na hemodialize. Obecnie zaczely mu sie problemy z sercem i z ostatniej dializy przywieziono go wprost na oddzial z migotaniem. Przez kilka dni, po twardych negocjacjach z lekarzami, bral przepustki na kilka godzin, zeby dalej prowadzic wyklady. Pozniej wracal, podlaczano go do pompy dozujacej lek i tak lezal az do nastepnego wyjscia. W niedziele bardzo przezyl zgon jednego pacjenta na naszym oddziale - znajomego z dializ (byl kolo 50tki).
- przesympatyczny dwudziestoparoleni chlopak. Cukiernik z wyksztalcenia. Zrobil kurs na wozki widlowe i od 3 lat pracuje w magazynie, bardzo zadowolony i dumny ze swojego stanowiska. Rok temu stwierdzono u niego chorobe nerek (ta samo co u mnie), leczono sterydami. Kilka dni temu obudzil sie i przestal wyraznie widziec. Po wnikliwej konsultacji okulistycznej okazalo sie, ze sa to powiklania wysokiego cisnienia. Ma jednak ogromna nadzieje, ze objawy mina i wroci do pracy.
-kasjerka z Rossmanna, 30 lat. Choruje od 5 lat. Zemdlala w pracy. Kiedy przyjechalo pogotowie miala cisnienie 250/170. Mecza ja straszne bole glowy. Czeka na tomograf, ktory moze wykazac zmiany w mozgu.
- lekarz pediatra. 9 lat po przeszczepie nerki. Od paru tygodni nie moze jesc. Schudla 10 kilo. Jest na emeryturze, ale wciaz pracuje na pol etatu. Kiedy w szpitalu sie przeziebilam, blyskawicznie zarazilam ja katarem (osoby po transplanatcjach dostaja leki immunosupresyjne).
Chorych ludzi najczesciej kojarzy sie, jako tych, ktorzy kwekaja i stekaja. Ale wokol nas jest mnostwo osob borykajacych sie z ciezkimi chorobami, o ktorych nikt nie wie. Wygladaja przeciez tak samo jak inni. I choc czasem ogarnia ich zwatpienie, w imie czego tak sie meczyc, to mimo bolu i oslabienia, wstaja rano i wedruja do pracy (choc mogliby wystapic o rente inwalidzka). I to oni mnie pocieszali, jak mi psychika siadala.
A ja? Ja jeszcze nie musze byc dzielna. Za to stanowie najwieksza zagadke dla pracownikow kliniki. Pojawiam sie i znikam (nie jestem pod opieka poradni, bo lekarza prowadzacego mam juz w BXLi, ale to juz moja 3 hospitalizacja na tym oddziale). Dodatkowo nie jestem juz ubezpieczona w Polsce i trzeba mi wystawic fakture za leczenie. Moje wyniki sie kupy nie trzymaja. Naslano na mnie grupe studentow, ktorzy po dlugim wywiadzie siegajacym do pradziadkow i badaniu wszerz i wzdluz mieli mnie zdiagnozowac i jeden z nich przyszedl do mnie pozniej sie pozalic, ze analizowal to caly dzien, szukal pomocy w stercie madrych ksiazek i nie wyciagnal zadnych wnioskow. Do mnie nalezaloby zatrudnic chyba takiego Dr House'a ;-)
Teraz jestem na 2-dniowej przepustce. Jutro wracam i czeka mnie tomografia. Wszyscy maja nadzieje, ze cos wyjasni.
PS1 Kolezanka mi poradzila, ze jak jest ciezko, najlepiej skupic uwage na czyms przyjemnym, np. pachnacych truskawkach. U mnie wtedy podejrzewano chorobe trzustki, co pociagaloby za soba diete wykluczajaca swieze warzywa i owoce oraz nabial (wychodzilo mi, ze moglabym tylko jesc gotowanego kurczaka z ryzem). I jak tu myslec o slodkich malinach, rumianych jablkach, soku marchewkowym czy musach czekoladowych? Wspinaczki i wedrowki tez byly bolesnym wspomnieniem. Jedyne co mi pozostalo, to godzinami patrzec na kroplowke:
kap
kap
kap
kap
...
I obiecalam sobie, ze jak tylko wyjde z tego bez szwanku, to bede jesc WSZYSTKO na co mam ochote i co najbardziej lubie!!!
PS2 Hart ducha wrocil mi po wyniesieniu mnie z sali na korytarz. 'Baby' w szpitalu tylko sie kloca, dyskutuja o siusianiu i biegunkach i skarza na siebie nawzajem. Na korytarzu lezalam miedzy dwudziestoparolatkiem a wykladowca akademickim. Co prawda obaj w nocy strasznie chrapali, ale za dnia od razu zaczelam sie czesciej czesac i starac korzystnie wygladac. Jutro beda na mnie czekac ;-)
PS3 A kciuki za mnie wciaz trzyma pani z kiosku ruchu. Po przeszczepie nerki.
wtorek, 10 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
Dla wszystkich dzielnych ludzi:
"Naprawdę odważnym jest się tylko wtedy, gdy się wie jeszcze przed walką, że się dostanie cięgi, ale mimo to przystępuje się do tej walki tak czy inaczej i doprowadza się ją do końca bez względu na przeszkody. Zwycięża się wtedy rzadko, ale przecież czasami się zwycięża."
"Zabić drozda" Harper Lee
Jakos ten cytat 'chodzi' za mna od trzech lat i pomaga w dolach.
A Tobie - duuuzo zdrowka i truskawek.
Aga i my z malenstwem tez mocno paluszki za Ciebie sciskamy w tym naszym Bruksie. Wracaj koniecznie jak najszybciej, wszak pierogi czekaja ... b
Aga, Ci wszyscy ludzie sa strasznie dzielni, ale Ty, Ty jestes wprost niesamowita.
Wracaj, obicuje gotowac i piec na co tylko bedziesz miala ochote. Pod warunkiem oczywiscie, ze bedziesz mogla to jesc.
Galka Anonimka
Prześlij komentarz